Wszystkie wpisy, których autorem jest Rafal_C

Kiprun pas na numer startowy

Nic co dobre nie trwa wiecznie 🙂 W moim starym pasku (używany już z 10 lat) pękło finalnie mocowanie. Coś by tu może i „zdrutował” ale dobra, nie majątek można się rozejrzeć za innym.
Mam wprawdzie bardziej rozbudowane pasy (z miejscem na żele, bidony) ale taki lekki, prosty na krótkie biegi też się czasem przydaje.
Upatrzyłem sobie coś wstępnie na necie niemniej będąc w Decathlonie wzrok mój padł na odpowiednią półkę no i widzę, że oni też mają 🙂
Pasek ten kosztował 29 zł wyglądał ciekawie więc zakupiłem.

Poniżej parę uwag z jego używania.

Pas wygląda solidnie. Zrobiony jest z rozciągliwej taśmy (gumki?) o szerokości około 2 cm. Czarna barwa, a jedynym akcentem przełamującym jest biały napis Kiprun.

Mocowanie to plastikowa klamra. Łatwo się ją rozpina i zapina ale wygląda, że będzie trzymać (i tak robi).

Po wyregulowaniu długości wisi stabilnie, nie opada, nie rozluźnia (z samym numerem bez obciążenia żelami).

Na pasie mamy sześć szlufek na saszetki i trzy wciski pozwalające zamocować numer startowy.

O szlufkach wypowiadał się nie będę, nie nosiłem w nim żeli. Na oko, rozciągają się ciężko to i może będą trzymać to co włożymy. Po mojemu bardzo duży żel tu się nie zmieści, widział bym bardziej te węższe.

Sednem pasa są za to wciski na których wieszamy numer. Sama ich idea jest świetna. Rozłącza się je prosto. Podłączone są w całości do paska, nie ma tu ryzyka, że coś nam odpadnie, zginie. Mam tu na myśli fakt, że w starym pasku miałem sznureczek ze zdejmowaną zaślepką na końcu (jak na rysunku poniżej). Na zmęczeniu, po biegu trzeba było uważać by ich nie zgubić 🙂


W Kiprunie mocowanie trzyma bezpiecznie założony numer. Nie miałem żadnych problemów z tym systemem podczas szybszego biegu.

Żeby nie było za różowo. Pas ma jednak jedną a bardzo ważną niedogodność. Owe wciski są zamocowane na sztywno. Na luźnym pasku są na tyle blisko siebie, że numer startowy jest wygięty w łuk. W teorii jak założymy na siebie pas, rozciągnie się i powinno być ok. Powinno. Mam sporo cm w pasie ale niestety dalej nie było u mnie dobrze. Numer odstawał od brzucha i wkurzał. Rozwiązaniem okazało się przesunięcie go na biodro. Wtedy „krzywizna” lepiej dolegała do ciała i jakoś to szło.

Z powodu powyższego problemu nie mogę go polecić wszystkim. Nie są to może jakieś wielkie pieniądze ale wg mnie pasowałoby przymierzyć w sklepie (z jakimś starym numerem) i dopiero wtedy podjąć decyzję zakupową.

Tydzień przedmaratoński nr.37

Drugi tydzień mojej walki udało się zamknąć ze 100% zrealizowaniem planu. Nie było tak lekko i przyjemnie jak w pierwszym no ale sam w pozytywnym szoku jestem, że daję radę 🙂

Jednostki treningowe jakie odbyłem to:

Poniedziałek 08/09

Rower. Dystans: 20,17 km. Czas: 00:53:02. Średnia prędkość: 22,82 km/godz

Rundka pod Oleśnicą na rozruszanie nóg i wypalenie zbędnych kalorii. Rowerem jeżdżę raczej regeneracyjnie ale (podobnie jak i kilka innych, ostatnich wypadów) na szosówce stąd i dobra jak dla mnie prędkość.

Wtorek 09/09

Bieg. Dystans: 16,08 km. Czas: 1:44:35. Średnie tempo: 06:30 min/km. Przewyższenia: +197/-184 m

Najdłuższy, Galloway-owy trening z tego tygodnia. Szło ładnie, na nic nie mogłem się uskarżać.

Środa 10/09

Rower. Dystans: 29,72 km. Czas: 01:18:10. Średnia prędkość: 22,81 km/godz

Kolejny, rekreacyjny wyjazd. Trochę znudziła mi się już zwyczajowa trasa no to puściłem się na dłuższą pętelkę. W połowie drogi włączył się wiatr i już tak przyjemnie się nie jechało.

Czwartek 11/09

Bieg. Dystans: 12,05 km. Czas: 1:17:22. Średnie tempo: 06:25 min/km. Przewyższenia: +125/-116 m

Cieplej było a może ja bardziej zajechany i jakoś tak zaczęło mi się ciężko 🙂 Co lepsze, chęć miałem szybciej to zakończyć, co spowodowało złe pilnowanie tempa – szybciej biegłem niż powinienem! 😉 Trening zrealizowałem, no ale finalnie był bardziej męczący.

Piątek 12/09

Wolne

Sobota 13/09

Bieg. Dystans: 05,07 km. Czas: 00:32:03. Średnie tempo: 06:19 min/km. Przewyższenia: +87/-96 m
Rower. Dystans: 50,49 km. Czas: 02:43:47. Średnia prędkość: 18,50 km/godz, Przewyższenia: +299/-285 m

Wstałem dość szybko bo urodził mi się w głowie plan robienia zdjęć na Radków Garmin Ultra Race (dystans 57 km). Dość zgrabnie miałem przygotowaną logistykę – kiedy wyjechać, gdzie zaparkować auto by mieć dobre dojście do biegaczy na około 10 km ale… nie przewidziałem, że oprócz biegów tam są też jakieś wyścigi rowerowe. Policja, straż zablokowała drogi dojazdowe i niestety nic z tego nie wyszło. Może i dobrze bo jak mi mówili blokady miały być do 16:00 a wątpię by mi się chciało kwitnąć tyle czasu w „dziczy” 🙂
Skoro ze zdjęć nici to należało skupić się na swoim treningu. Obrzydliwa pogoda (deszcz) znów nie zachęcała do wyjścia z domu ale utrafiłem na okienka pogodowe. I bieganie i rower z żoną udało się dokonać bez zmoknięcia.
Biegowo tak sobie, słabszą miałem dyspozycję w końcówce tygodnia no ale 5 km dokonane jak należy.
Ciekawostka taka – dodałem do opisów przewyższenia. Biegałem pod Górami Sowimi więc wydawało mi się, że powinny być większe a tu … podobnie jak moje treningi po płaskim pod Oleśnicą. Albo Suunto coś mi fiksuje albo nie wiem.

Niedziela 14/09

Bieg. Dystans: 10,03 km. Czas: 01:01:23. Średnie tempo: 06:07 min/km. Przewyższenia: +139/-127 m
Rower. Dystans: 23,37 km. Czas: 01:26:44. Średnia prędkość: 16,42 km/godz. Przewyższenia: +170/-170 m

Niedziela podobna do soboty. Znów mokro, znów pada i trzeba czekać kiedy przestanie. Szczęśliwie dla mnie przestało ale, że wielkie były kałuże na asfaltach zbiegłem w dół ku Nowej Rudzie by pobiegać chodnikami.
Trening biegowy podobny jak poprzednie. Rozruch ciężej, później jak już się rozkręciłem to biegło mi się całkiem dobrze (mimo, że powrotne 5 km pod lekką górkę).
Na rowerze byłem już jednak mocniej zmęczony, nie chciało mi się pedałować pod wzniesienia stąd też nie porywałem się na solidne trasy. Małżonka pewnie wolałaby więcej km ale musi jej wystarczyć to co było 🙂

XVII Bieg Koguta (2025)

Oławski bieg cieszy się sporym powodzeniem wsród firm z tego regionu. Niektóre zakłady wystawiają na niego całkiem spore składy. W tej, gdzie pracuję, zbyt licznej reprezentacji może nie ma ale jednak start w nim stał się już pewną tradycją.
Nie miałem w sumie żadnych planów na ten czas. Zawody jako mocniejszy akcent wpisywały mi się dobrze w przygotowania treningowe no to czemu nie 🙂 Dodatkowo, trasa biegu jest w miarę płaska, przyjemna można więc powalczyć o dobre czasy.

Założeń strategicznych na bieg nie szykowałem. Pierwotnie chciałem go przebiec spokojnym biegiem ciągłym. Trochę to się zmieniło przed, no ale o tym za chwilę.

Wstałem rano w niedzielę. Poranek 07/09 okazał się być chłodnym i mglistym. Brak upału rokował dość dobrze na zawody. Przygotowałem sobie lekkie ciuchy, zabrałem pas z bidonami. Kupiłem nawet żel w Biedronce, bo przez konieczność odbioru pakietu, spodziewałem się, że spędzę sporo czasu przed zawodami na głodniaka 🙂

Odbiór pakietu poszedł szybko i sprawnie. Spotkałem na sali wujka, który też planował pobiec. Chwilę się pogadało no i można było ruszać do rynku gdzie był start i meta.

Im bliżej było do startu tym bardziej zacząłem myśleć jak zaplanować bieg. Trochę głupio pobiec po 6:30. Tak to mogłem sobie potruchtać sam, Uznałem więc, że należy przewietrzyć nogi i płuca no i dać z siebie więcej – pobiegnę ile będzie sił, celując w czas 50-55min.

No to lecimy. Rundka wokół oławskiego rynku ostrożnie i spokojnie bo spory tłok. Za chwileczkę już jednak można było biec komfortowo. Pojawiło się też słońce, którego w sumie nikt się nie spodziewał po porannych mgłach.

Po starcie dość szybko ustawiłem tempo na około 5:10-5:15 min/km. Biegło mi się dobrze, wyglądało, że dam radę utrzymać je przez większość a może i cały bieg. Tak też było. Nie miałem żadnego kryzysu. Oddechowo dobrze, nogi też nie strajkowały. Szybciej bym rady nie dał, no ale zakładany plan wykonałem w 100% 🙂
Oficjalne wyniki to czas: 53:21 brutto (52:36 netto). Miejsce 360 z 747 sklasyfikowanych.

Po biegu udałem się w okolice stadionu miejskiego gdzie organizowano biegi dzieci a później miały być dekoracje i losowanie nagród.

No właśnie i tu należy trochę ponarzekać. Organizatorzy padli ofiarą popularności swojego biegu 🙂 Do startów dzieci zgłoszono ponad 400 maluchów co spowodowało spore opóźnienia. Finalnie z 45-60 min. Organizacja tego też troszkę kulała – a to jakieś problemy z mikrofonem, a to ogarnianie rodziców i ich pociech. Osoby (jak ja) czekające na losowania wystawione były na sporą próbę cierpliwości i mam wrażenie, że nie wszyscy jej podołali. Warto by w kolejnych edycjach rozwiązać to jakoś inaczej.

Szczęścia nie miałem, żadna nagroda mi nie przypadła więc można było wracać do domu.

Bieg, ogólnie uważam za udany. I pod względem swojej postawy i organizacyjnie. Wydawanie pakietów, trasa, punkty odżywcze, wszystko było ok. Gdyby nie sygnalizowane spóźnienie na końcu imprezy można by tylko chwalić go za wszystko.

Tydzień przedmaratoński nr.36

Pierwszy tydzień ratunkowego planu (do maratonu) już za mną. Mimo początkowych obaw co do mobilizacji, wykonania i formy po treningach wyszło to całkiem, całkiem. Patrząc na liczby zaś, zrealizowałem takie treningi:

Poniedziałek 01/09
Ćwiczenia w domu. Bardziej na rozruch, rozruszanie mięśni niż coś ciężkiego ale te 20-30 min ruchu zawsze było.

Wtorek 02/09
Bieg Gallowayem. Dystans: 14,08 km. Czas: 01:32:03. Średnie tempo: 06:32 min/km Największe wyzwanie na ten trening rzuciła mi pogoda. Z jednej strony było chłodno (czyli ok) ale z drugiej padało, a tego nie lubię i najczęściej wtedy nie biegam. Za dużo już jednak czasu przemarnowałem by odpuścić więc cierpliwie czekałem aż coś się poprawi. Finalnie udało mi się ruszyć bez deszczu ale cóż… 500 metrów i już lało. Zawziąłem się jednak i bieg dokończyłem. Dobrze to szło. Trening zrealizowałem dokładnie wg zakładanych planów (4 min bieg w tempie ~06:10, 1 min niezbyt forsownego marszu). Dało to zakładane tempo ~06:30. Odczuciowo było ok. Nie miałem problemów ze zmęczeniem, oddechem. Po 10 km trochę spięło mi już łydki ale mix biegu-marszu pozwolił dotrwać do końca.

Środa 03/09
Rower. Dystans: 20,65 km. Czas: 00:57:55. Średnia prędkość: 21,39 km/godz. Jazda miała być rekreacyjna ale co wsiądę na szosowy rower to samoistnie mi się przyśpiesza 🙂 Nie inaczej było tym razem. Wieczorem dołożyłem do tego krótką sesję ćwiczeń w domu.

Czwartek 04/09
Bieg Gallowayem. Dystans: 12,06 km. Czas: 01:18:43. Średnie tempo: 06:31 min/km. Odczucia podobne jak we wtorek z tym, że spore gorąco męczyło mocniej. Także tym razem po 10 km czułem już mięsnie nóg ale zaplanowaną trasę pokonałem bez problemów.

Piątek 05/09
Rower. Dystans: 12,24 km. Czas: 00:30:56. Średnia prędkość: 23,74 km/godz. Plan był nakręcić troszkę więcej kilometrów w spokojnym tempie ale okazało się, że mam mało czasu więc docisnąłem. Wiatr trochę przeszkadzał i mimo w miarę płaskiego terenu pod Oleśnicą skończyłem zmęczony.

Sobota 06/09
Bieg. Dystans: 6,58 km. Czas: 00:39:49. Średnie tempo: 06:03 min/km. Bałem się, że ten bieg nie wyjdzie bo od rana znów padało. Oj i to solidnie. Zawziąłem się jednak i znów pokonałem swoje „deszczowe lenistwo”. Kilometrów miało być 5 ale wybrałem za długa trasę no i wyszło jak wyszło 🙂
Rower. Dystans: 30,93 km. Czas: 01:23:16. Średnia prędkość: 22,29 km/godz Na koniec dnia zaś szybka rowerowa pętelka z moją Żoną. Każde 5 km szybciej by zdążyć przed nocą ale i tak końcówkę zrobiliśmy już prawie po ciemku 🙂

Niedziela 07/09
Bieg. Bieg Koguta 2025. Dystans: 10,10 km. Czas: 00:52:37. Średnie tempo: 05:12 min/km. Tydzień zamknąłem mocnym akcentem jakim były zawody w Oławie. Nie miałem większej strategii na ten bieg. Pierwotnie myślałem, że zrobię go treningowo bliżej tych 06:00 min/km ale jakoś kłóci się to z moimi przekonaniami. Zawody to zawody wypada dać z siebie więcej. Uznałem, że spróbuję zakręcić się bliżej 50-55 min no i jak widać wyszło. Dokładniejszy opis w osobnej relacji.

Podsumowując. Tydzień intensywny, owocny. Zrealizowałem całość zaplanowanych treningów. Udało się przy tym pozostać „w całości” – żadnych chorób, nowych kontuzji nie było 🙂

Plan ratunkowy na maraton

No dobra koniec obijania. Coś trzeba do tego maratonu się przygotować 🙂

Przebiec nie przebiegnę całości więc zrobię go Galloway-em. Sięgnąłem w poniedziałek do książki (pierwsza o bieganiu jaką lata temu kupiłem!) i trochę ją przekartkowałem w ramach szukania inspiracji. Kurcze, ciekawa 😉

 Jest to pozycja z pewnością dla amatorów, może za dużo w niej wodolejstwa miejscami ale … jednak zawiera sporo interesujących i nadal aktualnych zagadnień. Kto nie czytał, może warto zerknąć? Na zachętę, w jakimś kolejnym wpisie postaram się troszkę więcej napisać o niej.

W każdym razie – bezpośredniej odpowiedzi jak pobiec nie znalazłem, bo moja (Galloway miał chyba parę różnych pozycji) zawiera plany max. do półmaratonu. Pewna inspiracja jednak jest możliwa i przygotowałem sobie autorski plan treningowy na pozostałe tygodnie.

Chciałbym to zrobić tak:
WTO CZW SOB NDZ
wk36 14G – 12G – 5R – 10R
wk37 16G – 12G – 5R – 10R
wk38 18G – 12G – 5R – 10R
wk39 20G – 12G – 5R – 10R
wk40 22G – 12G – 5R – 10R
wk41 16G – 12G – 5R – 10R
wk42 18G – 12G – 5R – 10R
wk43 10R – 10R – x – maraton

Cyferki to kilometry na traningu. G – trening Gallowayem (bieg-marsz), R – bieg

Galloway robiony będzie w stosunku: 4 min biegu, 1 min marszu. Pierwotnie myślałem trochę inaczej ale ten czas prosto jest pilnować wg zegarka. Jakieś sekundy, nieparzyste minuty na zmęczeniu raczej by nie wyszły. Tempo biegu ~06:10, marsz – na pewno szybciej niż spacer ale nie forsowny marsz (jednak ma to służyć zmniejszeniu zmęczenia).

Pierwszy trening już za mną. 14 km, zrobiłem bezproblemowo. Z całości wyszło mi tempo ~06:30 czyli mniej więcej tyle co na 04:30 w maratonie. Pewnie zwolnię i będzie gorzej ale życzeniowo mi pasuje 🙂

Bieg na Wielką Sowę 2025 – zdjęcia

Kolejny, drugi już bieg w Grand Prix Gór Sowich za nami 🙂

 Startujący w Biegu na Wielką Sowę nie mogli narzekać chyba na nic. I pogoda i widoki były jak należy. A i zmęczyć też się dało 🙂

Po zaciętym biegu pierwsi na mecie zameldowali się:
[K] Ficner-Zborowska Anna – 49:27
[M] Jaśtal Piotr – 41:06

Widzę, że p. Anna prezentuje dobrą formę od początku sezonu, czyżby były chęci zwyciężyć w całości GP? 🙂

 Piotr zaś nie dał się depczącemu mu po piętach reprezentantowi Kenii i wywalczył ładne zwycięstwo.

Jeśli ktoś zaś był albo chce po prostu popatrzyć na zmagania na trasie zapraszam do kilku galerii zdjęciowych jakie popełniłem.

GALERIA 1

GALERIA 2

GALERIA 3

Treningi, przygotowania, lenistwo

Skończył mi się trochę zapał do pisania (o bieganiu) bo skoro nie ma się czym pochwalić to ile można narzekać? Niewiele też nowości, mógłbym w sumie zrobić „kopiuj – wklej” z poprzednich wpisów i by pasowało 🙂

No ale… Jak wspominałem wcześniej, maratońskie wyzwanie przeniosłem na październik 2025. W maju wyglądało to całkiem dobrze ale oczywiście leciał miesiąc za miesiącem a nie znalazłem motywacji do rozpoczęcia przygotowań. Ot truchtałem sobie po te 5 km, cztery razy w tygodniu.
Trochę w tym lenistwa, trochę problemów zdrowotnych. Wagowo zgubiłem tylko 1kg. Kolana coś mi się nie chcą też same naprawić. O ile nie bolą przy chodzeniu, bieganiu to próba zrobienia pełnego przysiadu skutkuje wrażeniem, że się zaraz rozlezą 🙂

 Chyba pora będzie zacząć łazić po lekarzach by sprawdzić co tam ogólnie w nich słychać.

Cackam się więc trochę sam ze sobą. Chciałbym a się boję, że zaliczę jakąś mega kontuzję.

O tym by zabrać się jednak za robotę przypomniałem sobie w lipcu. Trudno będzie co ma być. Za cel na ten miesiąc postawiłem sobie zwiększenie dystansów do 10 km. Tak też się stało. Ostatnie 2 tygodnie to już truchtanie takiego dystansu.

Wg mnie jest już oczywiście za późno by się do tego maratonu przygotować. Tym bardziej, że sierpień to miesiąc urlopów i treningi nie będą mogły być realizowane zbyt dobrze przez 2 tygodnie. Coś tam jednak będę próbował walczyć bo nie lubię odpuszczać tego na co się nakręciłem.

Próbując ubrać w.w. w jakieś liczby wyglądało to tak:
05/2025 – 77,4 km
06/2025 – 71,6 km
07/2025 – 116 km

Bieganie zwyczajowo wsparte było sporą dawką roweru. Szanowna małżonka wkręciła się na maxa i nabijamy dzikie ilości co miesiąc. Fajnie mi się z nią jeździ ale szczerze to kuleje moje bieganie przez to. Wiek, siły nie te – jak zrobię 50 km na rowerze to już biegać później mi się nie chce. Pilnuję więc by najpierw robić treningi biegowe a później dopiero rower.

Rowerowe dystanse wyglądały mniej więcej tak:
05/2025 – 481,97 km
06/2025 – 531,77 km
07/2025 – 397,23 km

Strategia na najbliższy czas wygląda tak, że powoli zacznę przedłużać jeden trening w tygodniu tak by do maratonu chociaż pod te 20 km dojść. Resztę utrzymam na dystansach około 10 km, ewentualnie to co w górach to będzie ciutkę mniejsze. Co z tego wyjdzie okaże się w Dębnie 19/10.

Sowiogórska 10 i Półmaraton 2025 – zdjęcia

No i po pierwszym biegu sezonu w Górach Sowich 🙂

 Na starcie stanęło prawie 300 biegaczy, którym oprócz górskiej trasy przeszkadzała z pewnością pogoda. Było bardzo gorąco, czego sam doświadczyłem idąc zrobić trochę zdjęć. No ale… przynajmniej widoki były ładne jak ktoś miał czas i chęć podziwiać 🙂

Mimo trudnych warunków czołówka dość szybko osiągnęła metę.

Półmaraton:
(M) Jakub Gorzelańczyk – 01:33:08
(K) Chloe Christiaen – 01:49:29

10 km:
(M) Bartłomiej Wojsław – 00:44:56
(K) Anna Zborowska-Ficner – 00:53:42

Gdyby zaś ktoś był ciekawy rywalizacji/widoków albo chciał siebie znaleźć na zdjęciach zapraszam na swoją stronę. Są 3 galerie:

Galeria 01

Galeria 02

Galeria 03

Rowerowy Szlak Orlich Gniazd 2025

Po około 5 latach od ostatniego przejazdu postanowiliśmy rodzinnie wrócić na niego i pokazać ten piękny kawałek Polski również synowi.

Jako, że relacja z ostatniej jazdy była dość dokładnie opisana tu:

RSOG 1
RSOG 2
RSOG 3

Myślę, że nie ma sensu robić tego od nowa. Tutaj postaram się po prostu opisać przemyślenia z aktualnego przejazdu no i zamieścić kilka aktualnych zdjęć 🙂

Układ wycieczki zaplanowany został tak jak ostatnio. Start w Częstochowie, koniec w Krakowie i stamtąd powrót pociągiem do świętego miasta 🙂

Aby „junior” nie zajechał się no i miał trochę przyjemności z wycieczki tym razem podzieliliśmy przejazd na 3 dni. Dziennie miało to dać przebiegi 70km, 60km, 60 km. Jazda (spokojna bo sporo czasu) miała być przerywana zwiedzaniem wszystkich zamków jak i innych ciekawych miejsc na trasie.

Był to dobry plan. Wprawdzie finalnie wyszło tych km trochę więcej (bo po około 75 km dziennie) ale na zamki czasu starczyło, weszliśmy w sumie na wszystkie *

*trzeci dzień z powodów logistycznych – problemu z pociągiem powrotnym był napięty czasowo i tu odpuściliśmy już zwiedzanie ale moim zdaniem nie jest to jakaś tragedia. Szczerze (wg mnie) mniej tu do zobaczenia w porównaniu z poprzednimi dniami i zaryzykowałbym stwierdzenie, że osoby z mniejszą ilością sił, czasu czy te, którym nie zależy na Krakowie mogłyby z niego zrezygnować kończąc w Olkuszu, no może w zamku Tenczyn.

Moje przemyślenia z układu trasy w podziale trzydniowym są następujące:

Dzień pierwszy (Częstochowa – Podlesice)
Idealny układ na start. Trasa przyjemna, dobrej jakości. Nie ma tu za wielu przewyższeń jest za to mnóstwo zamków.

Dzień drugi (Podlesice – Rabsztyn)
Zaryzykowałbym twierdzenie, że odcinek najtrudniejszy rowerowo. Sporo ostrych wzniosów, spadków. Nawierzchnia słabej jakości – jeździ się już po szutrach, kamieniach, lasach. W dalszym ciągu sporo do zobaczenia jeśli chodzi o zamki 🙂

Dzień trzeci (Rabsztyn – Kraków)
Początek jazdy wg mnie ciężki. Słabo się jedzie w okolicy Olkusza. Dopiero mniej więcej od Tenczynku zaczyna się jechać przyjemniej. Podjazdów i zjazdów jest też sporo (na całości) ale raczej lżej niż w poprzednim dniu.

Przemyślenia ogólne 🙂

  • W porównaniu do wycieczki z 2020r. szlak trochę się poprawił. W kilku miejscach pojawiły się nowe asfalty. Oznaczenie jest dobre.
  • Aktualnie, w dwóch miejscach prowadzone są prace drogowe (niezwiązane ze szlakiem). O tych utrudnieniach jest informacja na stronie:

    Szlak Orlich Gniazd


Nie były one jednak krytyczne, spokojnie dało się jechać w wolne, weekendowe dni.

  • Track GPS z powyższej strony w paru miejscach trochę się rozjeżdża z rzeczywistością. Są to jednak lekkie nieścisłości, jadać wg niego i mapy.cz nie miałem problemów by widzieć gdzie jestem, jak dobić do trasy z powrotem.
  • Jechaliśmy w tzw. „długi weekend” i na trasie jest sporo rowerzystów. Nie przeszkadza to oczywiście w jeździe ale rodzi potencjalne problemy logistyczne z noclegiem czy powrotem pociągiem. Konkretnie ja nie mogłem kupić bezpośredniego biletu na połączenie Kraków- Częstochowa (na rower)! Musiałem kombinować powrót z przesiadką. Warto mieć to na uwadze i zamawiać wszystko dużo szybciej.

Jestem bardzo zadowolony z tej wycieczki. Dopisała nam pogoda, zwiedziliśmy zamki (a jadąc w dwa dni nie było na to czasu). Spokojne tempo, częste przerwy nie były wycieńczające więc nawet nasz nastolatek (niechętny rowerowym treningom 🙂 ) spokojnie dał radę. Warto było wrócić na ten szlak i polecam go wszystkim.