Archiwa tagu: bieganie

Czapeczka Buff Pro Run Cap R-Focus Blue

Tegoroczna pogoda nie może się coś zdecydować czy iść w stronę upałów czy ulew, no ale w obu tych okolicznościach przyrody dobrze by biegacz coś na głowie miał 🙂 Ot, chociażby czapeczkę z daszkiem.

Jak ktoś czytuje mojego bloga to wie, że przesadnym fanem czapek z daszkiem nie jestem, ale jednak ochrona głowy w upalne dni to ważna rzeczy i warto coś zakupić.

Czapeczka z daszkiem – Buff Pro Run Cap R-Focus Blue.

Prezentowana poniżej czapeczka była takim trochę spontanicznym zakupem (zrealizowanym dzięki sponsorom, czyli moim rodzicom, a jeszcze dokładniej babci, bo ona pierwotnie wyłożyła kasę na ów produkt :)). Skoro była możliwość to zdecydowałem się na spróbowanie jej przed biegiem ultra. Założenie było takie, że może droższa i firmowa będzie sporo lepsza od tych co miałem? Ale ok, polećmy od początku i na temat 🙂

Czapeczka z daszkiem jest produktem Buffa. Należy ona do serii – Pro Run Cap R. Wzór/Kolor z tego co wynalazłem to Focus Blue.

Nie będę tu kopiował oryginalnych opisów producenta, zapraszam wszystkich zainteresowanych na stronę:
BUFF Pro Run Cap R
Prezentowany w linku model to inna wersja kolorystyczna, swojej nie znalazłem ale uwierzcie były, bo inni sprzedawcy jeszcze je mają.

Czapka może się podobać. Ma żywe, sportowe kolory pasujące mężczyźnie.

Widok ogólny.

Wykonana jest solidnie, widać dbałość o jakość produktu. Nic tu nie odrywa się czy jest krzywo przyszyte. Same szwy, widać w wewnętrznej stronie czapki, ale nie zanotowałem fakty by w jakiś sposób to przeszkadzało. Nic nie uraża w głowę.

Wnętrze. Widoczne szwy.

Buff występuje w uniwersalnym rozmiarze, regulacja obwodu następuje tu przez rzep umieszczony z tyłu. Ot klasyka rzekłbym. Sam rzep trzyma się dobrze, jak już sobie wyregulujemy nie ma opcji, że sama nam się rozsunie czy np. pod wpływem wilgoci będzie odpinać.

Rzep i otwory wentylacyjne.

Materiał całości to rodzaj poliestru. Gwarantuje to lekkość czapki, jej przewiewność i dobre odprowadzanie potu. Dodatkowo, w tylnej części czapeczki są wycinane dodatkowe otworki wentylacyjne, co przyspiesza odprowadzanie potu. Na bokach znajdziemy zaś otwory pod okulary, co pozwala to na ich stabilniejsze trzymanie się.
Sam materiał nie jest jakoś mocno rozciągliwy, rzekłbym nawet, że wcale. Przynajmniej wiadomo po co ten rzep z tyłu 🙂

Widok na część “głowną”

Z przodu czapki oczywiście daszek. Sztywny, więc nie da się tu całkiem jej pozginać i wrzucić np. w kieszeń. Niestety troszkę więcej miejsca w plecaku musi zająć.
Z jednej strony to pewien minus ale plusem z kolei jest fakt, że daszek trzyma się na swoim miejscu. Nawet jak namoknie to nie zwisa smętnie w dół. Będzie duże słońce to i przed oślepianiem oczu uchroni.

Sztywny daszek.

No a jak to wszystko sprawdzało się w praktyce? Dobrze, z małym (zwyczajowym) ale….
Podczas biegu w upalny dzień komfort termiczny był bardzo dobry. Głowy nie przegrzałem, na 100% było lepiej niż np. w chustach/buffach. Zakładanie, nierozpinanie, trzymanie się na czaszce też ok (w sumie chwaliłem w wyższych akapitach). To gdzie to ale? Ano tu, że zwyczajowo jak już oblały mnie pierwsze, solidne poty to trochę mi po tym daszku kapało 🙂 🙂 No niestety, nic nie jest doskonałe.

Cóż, Ci, którzy aż tak się nie pocą myślę, że będą z niej bardzo zadowoleni. Cena nie jest najniższa, ale warto chyba czasem zainwestować w siebie trochę więcej. Polecam.

Plecak Dynafit Vert 4

Youtube: Plecak Dynafit Vertical 4

Tym razem na “warsztat” biorę niewielki ale mocno użyteczny (w mojej ocenie) plecak biegowy Vertical (Vert 4) firmy Dynafit.

Zapraszam wszystkich do obejrzenia filmu, a poniżej (w artykule) kilka zdjęć omawianego sprzętu.

Test plecaka biegowego – Vert 4 (Dynafit).
Plecak biegowy Dynafit - Vert4. Widok ogólny.
Plecak Vert 4. Widok ogólny.
Plecak biegowy Dynafit - Vert4. Mocowanie przednie.
Mocowanie linki przedniej. 3 możliwości do wyboru.
Plecak biegowy Dynafit - Vert4. Mocowanie kijków.
Dolne mocowanie np. kijków.
Plecak biegowy Dynafit - Vert4. Wewnętrzna, wodoodporna kieszeń.
Wodoodporna kieszeń w środku komory głównej.
Plecak biegowy Dynafit - Vert4. Logo.
Logo w odblaskowej konfiguracji 🙂

Maj 2020

Bliżej już ku końcowi czerwca no ale… lepiej późno napisać niż wcale 🙂

Maj w moim wykonaniu to typowo rekreacyjne bieganie. Ani solidnych treningów nie było, ani powalających rekordów (liczbowych). Zafiksowałem się jakoś na swojej ulubionej trasie łąkowo-pagórkowo-leśnej no i prawie codziennie te 5 km tam robię.

Z jednej strony fajnie, bo sumiennie biegam prawie 4-5 razy w tygodniu z drugiej mało to rozwojowe, coś sam tak czuję. Wydaje mi się, że formy z tego nie będzie żadnej. Niby jest ta górka, niby chwilę po prostej no i zbieg też jest ale… Mało coś i ciągle to samo :/

Czasem myślę, że kontrolnie bym się mógł wypuścić na te 10 km albo więcej ale jakoś tak przekładam i przekładam 🙂 Poranne bieganie jak wiele razy mówiłem coś mi słabo służy. Człowiek nierozbudzony, nierozruszany.

No nic. W narzekaniu jestem dobry ale może i uda się w sobie zebrać realnie. Tym bardziej, że zaczynam zastanawiać się czy przypadkiem jakiegoś biegu nie zorganizują w drugiej połowie roku na jaki się zapisałem (np. Półmaraton Wałbrzych?). Oj by było 🙂 Pobiec go z bieżącej formy to prawie jak w 2012, na początku mojej biegowej ścieżki 🙂

Podsumowując zaś krótko maj – jakby nie fakt, że sporo się też chodzi i coś tam rowerowo zaczyna działać to powiedziałbym, że miesiąc słabiutki. A tak ujdzie 🙂

Dla spragnionych liczb podaję, że pokonało się:

92,57 km biegiem,
46,81 km chodząc,
131 km rowerem.

Kijki trekkingowe – Viking Kettera

Youtube: Viking Kettera

Tym razem zapraszam na pierwszy film testowy. Na warsztat biorę kijki trekkingowe – Viking Kettera. Jak wyglądają, jak się je używa i czy jestem z nich zadowolony podczas górskiego biegania można zobaczyć w filmie. Miłego oglądania 🙂

Szybki test kijów trekkingowych – Viking Kettera.

Dla tych, którzy lubią trochę bardziej tradycyjnie poniżej podaję garść danych technicznych i galerię zdjęć.

Dane techniczne:

Marka/Model: Viking Kettera
Materiał: Aluminium
Zakres regulacji wysokości: 40-135cm
Średnica: 14mm
Rękojeść: Pianka EVA
Blokada teleskopu: FAST LOCK + linka
Regul. pasek flanela + nylon: Wykończony polarem od środka
4 sekcje: TAK
Wymienne talerzyki i osłonki grotu: TAK
Stalowy grot: TAK
Pokrowiec w zestawie: TAK
Waga: 230g
Kolor: Czarno-zielony

Galeria zdjęć:

Wirtualne biegi – po co to komu?

Ostatnio pojawia się coraz więcej biegów wirtualnych. Co i rusz wyświetlają mi się na FB powiadomienia o nowej rywalizacji. Czy to komu potrzebne?

Oczywiście 🙂 Zadowoleni są z pewnością producenci medali, koszulek. Jest co do garnka później włożyć 🙂 A już organizatorzy (=pomysłodawcy takiej imprezy) z pewnością dziękują niebiosom za dużą frekwencję na takich wydarzeniach. W sumie niewiele się trzeba narobić a zysk słuszny 🙂

Dziwię się tylko biegaczom, po co im to potrzebne…

Dla mnie jedyną godną uwagi zaletą takiego biegania może być aspekt charytatywny. Zbiórka na jakiś szczytny cel. W przypadku zawodów całkowicie “komercyjnych” nie widzę żadnych zalet takiego biegania. Bo i jakie?

Wynik? Całkowicie niemiarodajny! Jak trzeba, mogę na mapie swoich treningów znaleźć trasę, która prowadzi pod górę i z 15 km, jak trzeba to znajdzie się coś całkiem w dół. I co później mam wskazywać, że w zawodach XX osiągnąłem swój rekord (życiówkę)?

Rywalizacja. Tak, to napędza ludzkość. No ale wirtualnie? Dajcie spokój. Patrząc na powyższy akapit jak porównać się z kimś kto może zasuwał ciągiem w dół a ja mozolnie tuptałem po jakichś wertepach.

No to co pozostaje? Koszulka i medal, którą można się pochwalić znajomym czy też w necie? Hmm…. to już chyba efektu wow nie robi jak kiedyś. Wydaje mi się, że szkoda kasy tylko na to. Piękną i pewnie dużo lepszą koszulkę można sobie po prostu zamówić samemu.

No więc… ja w takich zawodach nie startuję i startować raczej nie będę. A co sądzicie Wy?

W CO SIĘ UBRAĆ?? WIOSNA/LATO CZ.2

Zapraszam na drugą (i ostatnią już) część filmu o ubiorze do biegów. Tym razem przeniesiemy się w wyższe rejony biegacza 🙂 Koszulka, bluza, wiatrówka no i coś na głowę (czapecza, buff, bandana).

YouTube: W co się ubrać… cz.2

Miłego oglądania 🙂

W co się ubrać by nie zbankrutować a pobiegać. Cz.2

W co się ubrać?? Wiosna/Lato cz.1

YouTube: W co się ubrać…

Temat wprost nieśmiertelny. Znajdziecie takie artykuły, co roku, na wszelkich portalach biegowych. Długo go omijałem bo uważam, że nie ma prostej odpowiedzi na takie pytanie. Niestety… ludzie są różni, każdemu pasuje co innego.
Lata truchtania pozwoliły mi zbudować jednak pewną, podstawową bazę wiedzy o tym co mi pasuje i pomaga więc spróbuję się tym podzielić. Może te ogólne wskazówki będą dobre i dla innych, początkujących biegaczy. Jak to u mnie, raczej dla osób, które nie planują wielkich wydatków.

Odcinek ten skupia się na niedrogiej odzieży przeznaczonej na sezon wiosenno/letni. Omawiamy dolną część biegacza (do poziomu pasa) – buty, skarpetki, bielizna i spodenki. Reszta w kolejnym filmie.

Zapraszam więc na swój pierwszy biegowy film 🙂

W co się ubrać by nie zbankrutować a pobiegać.

Kwiecień 2020 – podsumowanie

Kwiecień już za nami pora więc pochylić się trochę nad tym, minionym już okresem. Zestawienia i tabele czekają 🙂
Żartuję oczywiście, bo nie ma sensu robić nawet tych moim prostych analiz (jak wcześniej). Niewiele się bowiem działo.
Kronikarskim obowiązkiem, coś jednak napisać trzeba.

Biegi: 89,8 km
Chodzenie (nordic walking): 29,04 km
Rower: 29,33 km

Mimo klimatu (wirusowemu) wybitnie niesprzyjającego bieganiu nie odpuściłem całkowicie. Na biegi wychodziłem nawet regularnie.
By nie narażać się na jakieś nieprzyjemności, wynalazłem świetną trasę w okolicy. Prowadzi łąkami, przez odludne tereny więc udało się nie łamać zakazów leśnych, jak i szanse na spotkanie żywego człowieka ograniczone zostały do minimum. Trasa ma około 2.5-3 km (jest solidne podejście jak i spokojny zbieg). Jak chcę więcej to już muszę robić na niej pętelki (z lenistwa po płaskiej części).
Pewnym wyzwaniem była dla mnie godzina aktywności, bo by dodatkowo zapewnić sobie spokój treningowy, na bieganie chodziłem około 07:00.
Pod tym względem należy być zadowolonym. Regularność jest utrzymana, nie ma tak, że jestem na 0% formy.
Minusowo zaś wyglądało moje zacięcie do tych biegów. Chęci jakoś wystarczało mi co dnia na rundkę 5-7 km truchtania. Słabo trochę. Czuję, że to mało, a dodatkowo lenistwo wspomożone solidnymi domowymi obiadkami powoduje, że widzę w lustrze ciągle solidny bęben z przodu 🙂

Oprócz biegów w dalszym ciągu coś tam się ćwiczyło w domu. Im jednak robi się ładniej na dworze + poluzowali możliwości poruszania się (czyli np. można już wyjść na rower) tym gimnastyka zaczyna upadać. No niestety, jakoś brak mi zaparcia do biegów, roweru, chodzenia i jeszcze ćwiczeń. Silna wola to ciężka sprawa 🙂

Tyle w sumie mogę napisać o kwietniu. Nie trenuję wybitnie, ot biegam dla siebie z czystej chęci biegania. Czy to źle? Chyba nie, brak na horyzoncie jakichś zawodów biegowych, nie ma co rozpaczać, że biegam te paręnaście sekund wolniej niż kiedyś. Przyjdzie czas to się chyba jeszcze uda spiąć.

Poniżej takie widoczki mam przy bieganiu. Aż się nie chce wracać do miasta 🙂

Poranek
Konkurencja do biegania.
Wiosna na całego już i tu.

Co robić w domu?

Powoli, różnego rodzaju restrykcje powinny być znoszone, niemniej jeśli ktoś nie chce/nie może powrócić do biegania na zewnątrz, to naturalnym jest przenoszenie ćwiczeń do domu. Idealnie by były to aktywności dające chociaż namiastkę biegania (czy wspomagały mięśnie niezbędne do biegu). Oprócz wszelakich gimnastyk, często przy tej okazji myśli się o zakupie maszyny, która by mogła te nasze trenowanie wspomóc.
W poniższym tekście postaram się opowiedzieć o przydatności różnych urządzeń jak i ewentualnych niebezpieczeństwach jakie mogą czekać na biegacza z nich korzystającego.

Uwaga, jako miejsce używania sprzętu traktujemy mieszkanie w bloku, bo całkiem inna sytuacja jest jeśli ktoś mieszka np. we własnym domu, czy ma urządzenie w piwnicy, garażu.
Dodatkowo opisuję urządzenia z tańszej półki cenowej/dostępne jako używane bo takie miałem/mam. Cena oczywiście w sposób znaczący wpływa na komfort używania i parametry sprzętu ale trzeba uważać – najczęściej zapał i chęć używania zakupionego ustrojstwa mija po tygodniu i mamy później drogą rzeźbę w domu.
Skala punktowa przydatności dla biegacza 0-5pkt. (subiektywna, wg mnie :)).

No to lecimy (w kolejności alfabetycznej).

Bieżnia mechaniczna/elektryczna.

Bieżnia mechaniczna – magnetyczna.

Ustrojstwo wielkie i zajmujące sporo miejsca 🙂 Szczęśliwie da się ją z reguły ustawić w pozycji pionowej (transportowej) i wtedy już tak źle nie jest. No poza faktem, że przed wskoczeniem na nią trzeba ją ustawić i dokręcić parę śrub. Ale ok, to nie jakiś mega kłopot.
Ja miałem przez moment bieżnię mechaniczną- magnetyczną (pas napędzamy ruchem naszych stóp) i stwierdzam, że do biegania to się średnio nadawało. Niewygodnie było. Chodzić a i owszem, już lepiej. Fajny bajer jaki miała to możliwość regulacji pochylenia czyli symulacja chodzenia pod górę.
Sesja na bieżni jest nudna, idzie skonać stojąc w miejscu 🙂
Jak przy większości opisywanych tu sprzętów spodziewać się należy również, że po kilkunastu minutach na tym w mieszkaniu idzie się ugotować. Pot ze mnie leciał ciurkiem 🙂
Głośność urządzenia przy chodzeniu była akceptowalna. Nie powinno nikomu z sąsiadów przeszkadzać. Przy próbie biegania zaczynało już być głośniej ale myślę, że uniknęlibyśmy pukania w sufit czy kaloryfery 🙂
Piszę o tym bo do biegania polecają wszyscy bieżnie elektryczne ale podobno są one na tyle głośne, że w bloku strach używać. Nie wiem, nie potwierdzam, nie zaprzeczam…
Przydatność dla biegacza – 3/5 (mechaniczna).

Orbitrek eliptyczny (mechaniczny-magnetyczny)

Orbitrek mechaniczny

Podobnie jak bieżnia dość spory sprzęt. Tutaj jednak nie ma opcji składać go, musi zając tyle miejsca ile przewidział jego twórca 🙂
Orbitreki mechaniczne są dość głośne, słychać szum oporujących pasków, lekkie stuki rączek itp.. Mieści się to jednak w akceptowalnych granicach, wydaje mi się, że głowy nam nikt nie urwie jak “pobiegamy” na tym w domu w ludzkich godzinach. Te nowsze, magnetyczne są już całkiem ciche i lepiej zainwestować w taki (jak nas stać).
We wszelkich opisach urządzenia te podawane są jako najbardziej wszechstronnie działające na mięśnie. Faktycznie stoi się na tym rękami i nogami macha, grzbiet, brzuch pracują.
W rzeczywistości najbardziej w kość dostają jednak mięśnie czworogłowe uda. Te po sesjach na orbitreku czułem, innych grup mięśniowych niezbyt. Uważam jednak, że ze względu na typ ruchu to chyba najlepszy sprzęt dla biegacza, który nie może mieć bieżni.
Także tu spodziewać się należy, że jest nudno, czas się meeega dłuży, a po kilkunastu minutach ruchu w mieszkaniu idzie się ugotować.
Przydatność dla biegacza – 3/5.

Rower stacjonarny – mechaniczny/magnetyczny

Rower magnetyczny

Z omawianych do tej pory urządzeń najbardziej kompaktowy. Przynajmniej te nowsze.
Rowery mechaniczne podobnie jak w.w. urządzenia mechaniczne hałasują. Szumią, skrzypią. Te tanie często są mało stabilne, stukają jak za szybko się rozpędzimy 🙂 Zaryzykowałbym jednak stwierdzenie, że i tak rower będzie cichszy niż bieżnia i orbitrek. Sprzęty magnetyczne za to są praktycznie bezgłośne. Nie ma kłopotu jechać i słuchać radia czy TV.
Minusem roweru (jako jedynego sprzętu) jest jednak jego średnia przydatność dla biegacza. W formie ogólnej ok, utrzyma nas, ale w dłuższym czasie (tylko na nim) raczej nie liczcie na wsparcie formy biegowej. Nie te mięśnie pracują.
Przydatność dla biegacza – 2/5.

Stepper skrętny lub prosty

Stepper

Najmniejszy sprzęt z dostępnych. Symuluje chodzenie po schodach 🙂 co wg. mnie ma sens we wsparciu treningu biegowego (siły biegowej). Uważam jednak, że jest to urządzenie dodatkowe, nie wyobrażam sobie godzinnego lub dłuższego deptania tylko po nim.
Steppery mogą być proste (idziemy typowo jak po schodach) lub skrętne (jak nazwa mówi, skręcamy się na nich przy tym). Mogą mieć linki do jednoczesnego ćwiczenia rąk, niektóre (większe) mają długi wspornik którego się trzymamy. To może być ważne, bo ja kiedyś ze skrętnego (mojej małżonki) spadłem i skręciłem sobie nogę 🙂 🙂
Stepper sam w sobie mega głośny nie jest, ale naciskając na nóżki dobijamy je do gumowych odbojników. I to tłucze całkiem nieźle. Polecam podkładać pod niego jakąś matę czy ustawiać na dywanie jak nie chcemy kłopotów z sąsiadami.
Przydatność dla biegacza – 2/5.

Konkludując. W bloku, żadne z tych urządzeń idealne dla biegaczy nie jest, ale oczywiście jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma 🙂 Nie zastąpimy nimi naszych ulubionych biegów ale lepiej ćwiczyć cokolwiek niż zapuścić się całkiem.

Czyszczenie butów biegowych – Gel Cleaner

Skoro już pozostało biegowe buty zawiesić na kołku czemu by o nie nie zadbać 🙂 W tym celu udało mi się zakupić środek czyszczący przeznaczony właśnie do butów sportowych. Jest ich sporo na rynku. Różnie nazwane (Sneakers cleaner itp), w różnej postaci (żele, spraye). Pewnie są lepsze i gorsze 🙂 ale celem niniejszego testu nie jest wskazanie produktu najlepszego na rynku, a sprawdzenie czy coś takiego w ogóle działa.

Informacyjnie: Do tej pory jedyne zabiegi czyszczące jakie dokonywałem na swoich, biegowych butach to:
– czyszczenie podeszwy, boków (na wycieraczce czy pod wodą) jeśli zachodziła obawa, że błoto po wyschnięciu urąbie mi pół domu :),
– pranie. To dotyczyło zwłaszcza butów trailowych jeśli były totalnie zabłocone lub przemoknięte.

Gel Cleaner – do wszystkich butów sportowych.

Mój preparat zakupiłem w jednym z sieciowych marketów, za zawrotną sumę kilku złotych (~7-8 PLN, ale z przykrością stwierdzam, że za granicą sprzedawali je taniej, co udało mi się wyczaić widząc jakąś starą reklamę w necie).

Ulotka z informacją o składzie.

Cudowny środek sprzedawany jest w małym opakowaniu (analogicznym jak większość do czyszczenia butów), które u góry ma gąbkę do rozprowadzania preparatu. Z opisu można wyczytać, iż jest to żel do butów sportowych i można go stosować na wszelkie powierzchnie – skóra, płótno, syntetyki, materiały. Producent asekurancko dopisuje jednak by w razie wątpliwości dokonać próby w mało widocznym miejscu.

Opis preparatu.
Zaczynamy 🙂

Nie ma co debatować. Na obiekt testowy wybrałem moje buciki z Decathlonu. Nie były jakoś specjalnie brudne więc nie oczekujcie spektakularnej zmiany, coś jednak myślę będzie widać na zdjęciach. Przetarłem je wstępnie wodą by oczyścić z luźnych, a dużych zabrudzeń no i przystąpiłem do nakładania środka. Żel ma zabarwienie biało nijakie 🙂 więc nie powinien reagować z kolorami. No a co wyszło po czyszczeniu?
Na pierwszy ogień poszły części sztywne (przód, zapiętek). Były czyste więc jedyny efekt to widać, że nabrały trochę połysku (prawie jak lakierki :)).

Lakierki 🙂

Miałem wątpliwości czy siateczkę buta też smarować ale jednak coś tam na nią nałożyłem. Tu wyszło gorzej. Albo dałem za mało preparatu, albo zbyt niesumiennie potarłem bo lekkie zabrudzenie jak było tak pozostało.
Finalnie wziąłem się za boki podeszwy (pianka). Tutaj, jako że to najbrudniejszy element obuwia, najlepiej widać efekt. Nie powiem, wyczyściło się.

Pianki przed czyszczeniem.
Pianka po czyszczeniu.

Jak widać, pielęgnacja butom nie zaszkodziła. Nic się nie odbarwiło, nie przepaliło 🙂 But faktycznie został lekko doczyszczony, ale czy potrzeba było do tego aż specjalnego środka to pozostawiam Waszej ocenie. Ja myślę, że woda z odrobiną mydła zrobiła by to samo.

No i już. Czyściutkie jak nigdy.