Archiwa tagu: opinia

Tydzień maratoński nr.42 :)

Przygotowania można oficjalnie uznać za zakończone. W bieżącym tygodniu chciałem zejść z objętości, odpocząć i na maratonie stawić się z pełnym zasobem sił. Czy taki pełny będzie to nie wiem, ale odpoczynek biegowy był aż za duży 🙂

Poniedziałek 13/10
Wolne

Wtorek 14/10
Bieg. Dystans: 4,80 km. Czas: 00:28:47. Średnie tempo: 06:00 min/km. Przewyższenia: +47/-56 m
Pierwotnie chciałem zrobić jeszcze 14 km Gallowayem ale pokonała mnie pogoda. Wietrznie, zimno i deszczowo. Biegam ostatnio na szosie między wioskami. Na poboczach porobiły się spore kałuże i to nic miłego jak trzeba w nie włazić ustępując samochodom (a nie daj Boże, że jakiś Cię ochlapie). Z tego powodu biłem się z myślami czy nie przenieść biegu na środę ale finalnie poszedłem na kompromis (z samym sobą) – pobiegnę ale mniej. Jak już ruszyłem to oczywiście padać przestało 🙂 Nie miałem jednak ani wody, ani czołówki więc trudno, bieg był krótki.

Środa 15/10
Wolne

Czwartek 16/10
Bieg. Dystans: 12,07 km. Czas: 01:17:10. Średnie tempo: 06:23 min/km. Przewyższenia: +144/-126 m
Zgodny z planem Galloway. Jakoś średnio mi się biegło. Niby zrobiłem ale czułem się na nim / po nim mocniej zmęczony niż zawsze.

Piątek 17/10
Wolne

Sobota 18/10
Wolne, spacerki będą po Dębnie i okolicy.

Niedziela 19/10
Maraton 🙂

Co z tego wszystkiego wyjdzie to zobaczymy w niedzielę. Osobiście na cud się nie nastawiam bo to wcale nie szybko, nie dużo tego biegania było. Z tego powodu nie do końca nawet jestem przekonany czy czas 04:30 jest realny. Ale próbował będę.
Wypowiem się natomiast na temat zrealizowanych treningów Galloway-em. Mam wrażenie, że szły one lekko i „przyjemnie”. Faktycznie osoby ze słabsza wytrzymałością sporo mogą ugrać tym sposobem. Przerwa na marsz zmniejsza tętno, pracują w niej trochę inne mięsnie niż w biegu. Pozwala to odsunąć zmęczenie w czasie i pokonać dużo większy dystans niż czystym biegiem. Sumaryczne tempo też nie robi się jakieś mocno tragiczne w porównaniu do biegu a później samego chodu gdy zaatakuje nas maratońska ściana 🙂

Jeśli chodzi o technikalia 🙂 na maratonie: Finalnie pobiegnę jednak w krótkich spodenkach (z Decathlonu) i getrach (Joma). Testowane ostatnio długie legginsy coś mi z tyłka zjeżdżają 🙂 Nie chcę się denerwować tym podczas dużego wysiłku. Na górę zakładam długi rękaw Adidasa, na głowę bandana. Żele, wodę będę dźwigał w lekkim plecaczku pod biegi ultra (chińczyk ale bardzo fajny). Największy dylemat miałem co do skarpet, butów. Chciałem wprawdzie polecieć w lepszych Adidasach na boost-cie ale jakoś mi nie leżą w dalszym ciągu (mimo, że rok temu w nich maraton zrobiłem). Z tego powodu wziąłem przechodzone już mocniej Reebooki, w których trenowałem ostatnimi czasy. Może żałował nie będę.

Tydzień przedmaratoński nr.39

Więcej cyfr, mniej opisów bo coś nie mam natchnienia tym razem 🙂

Poniedziałek 22/09
Krótkie ćwiczenia w domu. Mam z tym jakiś kryzys ostatnio, nie chce mi się i widzę, że trzeba będzie jednak zmotywować się bardziej. Szkoda tego co wypracowałem w ostatnich miesiącach.

Wtorek 23/09
Bieg. Dystans: 20,08 km. Czas: 02:11:23. Średnie tempo: 06:21 min/km. Przewyższenia: +147/-132 m
Długie wybieganie. Poszło szybciej niż planowałem (tempo) ale pod koniec to już mięśnie nóg miałem mocno pospinane. Trochę mam obawy czy to nie będzie jakiś słaby punkt maratonu.

Środa 24/09
Rower. Dystans: 22,18 km. Czas: 00:54:32. Średnia prędkość: 22,20 km/godz. Przewyższenia: +61/-61 m
Szosowa rundka. Jechało się dobrze mimo nie pomagającego wiatru.

Czwartek 25/09
Bieg. Dystans: 12,04 km. Czas: 01:17:34. Średnie tempo: 06:26 min/km. Przewyższenia: +96/-78 m
Kolejny Galloway-owy bieg. Biegłem bardziej odczuciowo, niż pilnując cyfr stąd też kolejny raz wyszło lepsze tempo niż powinno.

Piątek 26/09
Rower. Dystans: 20,13 km. Czas: 00:53:29. Średnia prędkość: 22,58 km/godz. Przewyższenia: +64/-64 m
Szosowa runda nr.2. Znów wiatr.

Sobota 27/09
Bieg. Dystans: 5,65 km. Czas: 00:34:18. Średnie tempo: 06:04 min/km. Przewyższenia: +99/-57 m
Rower. Dystans: 43,95 km. Czas: 02:11:57. Średnia prędkość: 19,98 km/godz. Przewyższenia: +100/-92 m
Sobotę zacząłem od porannych 5 km. Tym razem po płaskim, w Oleśnicy. Biegło się dobrze.
W połowie dnia zaś jeżdżenie z żoną. Zawiedziony trochę byłem faktem, że znów mocno wiało. Trasa sprzyjała szybkiemukręceniu a tu przez większość trasy była walka z żywiołem 🙂 Nie powiem, zmęczyło mnie to.

Niedziela 28/09
Bieg. Dystans: 10,09 km. Czas: 00:51:01. Średnie tempo: 05:03 min/km. Przewyższenia: +176/-165 m – XXXI Międzynarodowy Uliczny Bieg w Twardogórze.
Na „odmulenie” zawody w Twardogórze. Planowałem dać z siebie wszystko i spróbować powalczyć o jakiś lepszy wynik czasowy. Trochę szkoda, że zawody były o 12:00 Rano miałem trochę spacerowania i na starcie nie czułem się już idealnie mocny. Poszło jednak całkiem dobrze. Zanotowałem najlepszy w tym roku czas – oficjalnie 50:56, co dało miejsce 55 z 83 W kategorii wiekowej byłem 10. Fajnie, jestem zadowolony.

Tydzień był owocny treningowo. Widzę, że przy dłuższych Galloway-ach daję radę utrzymać lepsze tempo niż planowane 06:30. Fajnie, mam jednak obawy czy to nie przedwczesny entuzjazm. Przez fakt, że dość mocno spina mi mięśnie nóg uznałem, że muszę zasymulować bardziej maratońskie warunki 🙂 Zmodyfikuję więc 1-2 kolejne tygodnie treningowe. Pierwotnie chciałem zakończyć długie wybiegania na max. 22 km (zwiększanie o 2 km co tydzień). To zbyt mało by zobaczyć jak czuł będę się w naprawdę dłuższym dystansie więc zrobię skok o 4km – 24 i być może 28 km (to do rozważenie bo niestety byłoby tydzień przed zawodami). Później oczywiście zmniejszenie objętości. Sprawdzian zaś coraz bliżej 🙂

Ride+Go Rowerowy uchwyt na smartfon

Łażąc ostatnio po Aldi wzrok mój padł na rowerowy uchwyt na smartfon Ride+Go.
Do tej pory używałem takich:

Rowerowy uchwyt

Nie mam do nich żadnych zastrzeżeń poza faktem, że w deszczu moknie nam telefon. Trzeba więc go zabezpieczać jakimś woreczkiem albo wkładać w kieszeń.

Oferowany przez Aldika uchwyt miał w opisie wodoodporność, a że kosztował 13 zł no to czemu nie spróbować?

Co z tego wyszło więc?

Uchwyt dostajemy w pudełeczku widocznym poniżej. W komplecie dostaje się pojemnik na smartfon, uchwyt do kierownicy, wodoodporny pokrowiec, piankowe podkładki i podkładki gumowe.

Według opisu pasuje na kierownice o średnicy 20-27 mm i do telefonów max. 7″

Montaż go jest beznarzędziowy. Widać wprawdzie pewną „chińskość” bo całość po skręceniu ma lekkie luzy (choćby na wpięciu pojemnika w uchwyt). Dokręcać śruby warto też w miarę ostrożnie by nie zerwać plastikowych gwintów (na kuli). Całość jednak trzyma się na swoim miejscu, wytestowana na dziurawych drogach nie odpadła, nie opadała. Tu jest więc ok.
Całość po złożeniu zajmuje trochę miejsca (jest za to lekka) więc warto przemyśleć gdzie go zamontować by nie przeszkadzał w przełączaniu przerzutek, obsłudze dzwonka, światła.

Komórka mieści się do środka. zamki działają ok. W zestawie są piankowe podkładki by mniejsze telefony nie latały w środku ale wkładając na jego spód ten pokrowiec przeciwdeszczowy w sumie uzyskuje się ten sam efekt.

Zawiedzony trochę jestem tym wododopornym pokrowcem. Nie będę ukrywał liczyłem, że to sam uchwyt zapewnia bezpieczeństwo przed opadami. A tu nie, trzeba na niego po prostu założyć „worek”. Tym sposobem traci się funkcjonalność korzystanie z telefonu. No szkoda, niemniej co oczekiwać za 13 zł? Z pewnością w lekkich opadach smartfon, w tym pojemniku zmoknie i tak dużo później niż wystawiony bezpośrednio na opady.

Jak ktoś ma miejsce na kierownicy a nie posiada żadnego uchwytu to można te parę PLN wydać.

Kiprun pas na numer startowy

Nic co dobre nie trwa wiecznie 🙂 W moim starym pasku (używany już z 10 lat) pękło finalnie mocowanie. Coś by tu może i „zdrutował” ale dobra, nie majątek można się rozejrzeć za innym.
Mam wprawdzie bardziej rozbudowane pasy (z miejscem na żele, bidony) ale taki lekki, prosty na krótkie biegi też się czasem przydaje.
Upatrzyłem sobie coś wstępnie na necie niemniej będąc w Decathlonie wzrok mój padł na odpowiednią półkę no i widzę, że oni też mają 🙂
Pasek ten kosztował 29 zł wyglądał ciekawie więc zakupiłem.

Poniżej parę uwag z jego używania.

Pas wygląda solidnie. Zrobiony jest z rozciągliwej taśmy (gumki?) o szerokości około 2 cm. Czarna barwa, a jedynym akcentem przełamującym jest biały napis Kiprun.

Mocowanie to plastikowa klamra. Łatwo się ją rozpina i zapina ale wygląda, że będzie trzymać (i tak robi).

Po wyregulowaniu długości wisi stabilnie, nie opada, nie rozluźnia (z samym numerem bez obciążenia żelami).

Na pasie mamy sześć szlufek na saszetki i trzy wciski pozwalające zamocować numer startowy.

O szlufkach wypowiadał się nie będę, nie nosiłem w nim żeli. Na oko, rozciągają się ciężko to i może będą trzymać to co włożymy. Po mojemu bardzo duży żel tu się nie zmieści, widział bym bardziej te węższe.

Sednem pasa są za to wciski na których wieszamy numer. Sama ich idea jest świetna. Rozłącza się je prosto. Podłączone są w całości do paska, nie ma tu ryzyka, że coś nam odpadnie, zginie. Mam tu na myśli fakt, że w starym pasku miałem sznureczek ze zdejmowaną zaślepką na końcu (jak na rysunku poniżej). Na zmęczeniu, po biegu trzeba było uważać by ich nie zgubić 🙂


W Kiprunie mocowanie trzyma bezpiecznie założony numer. Nie miałem żadnych problemów z tym systemem podczas szybszego biegu.

Żeby nie było za różowo. Pas ma jednak jedną a bardzo ważną niedogodność. Owe wciski są zamocowane na sztywno. Na luźnym pasku są na tyle blisko siebie, że numer startowy jest wygięty w łuk. W teorii jak założymy na siebie pas, rozciągnie się i powinno być ok. Powinno. Mam sporo cm w pasie ale niestety dalej nie było u mnie dobrze. Numer odstawał od brzucha i wkurzał. Rozwiązaniem okazało się przesunięcie go na biodro. Wtedy „krzywizna” lepiej dolegała do ciała i jakoś to szło.

Z powodu powyższego problemu nie mogę go polecić wszystkim. Nie są to może jakieś wielkie pieniądze ale wg mnie pasowałoby przymierzyć w sklepie (z jakimś starym numerem) i dopiero wtedy podjąć decyzję zakupową.

Rowerowy Szlak Orlich Gniazd 2025

Po około 5 latach od ostatniego przejazdu postanowiliśmy rodzinnie wrócić na niego i pokazać ten piękny kawałek Polski również synowi.

Jako, że relacja z ostatniej jazdy była dość dokładnie opisana tu:

RSOG 1
RSOG 2
RSOG 3

Myślę, że nie ma sensu robić tego od nowa. Tutaj postaram się po prostu opisać przemyślenia z aktualnego przejazdu no i zamieścić kilka aktualnych zdjęć 🙂

Układ wycieczki zaplanowany został tak jak ostatnio. Start w Częstochowie, koniec w Krakowie i stamtąd powrót pociągiem do świętego miasta 🙂

Aby „junior” nie zajechał się no i miał trochę przyjemności z wycieczki tym razem podzieliliśmy przejazd na 3 dni. Dziennie miało to dać przebiegi 70km, 60km, 60 km. Jazda (spokojna bo sporo czasu) miała być przerywana zwiedzaniem wszystkich zamków jak i innych ciekawych miejsc na trasie.

Był to dobry plan. Wprawdzie finalnie wyszło tych km trochę więcej (bo po około 75 km dziennie) ale na zamki czasu starczyło, weszliśmy w sumie na wszystkie *

*trzeci dzień z powodów logistycznych – problemu z pociągiem powrotnym był napięty czasowo i tu odpuściliśmy już zwiedzanie ale moim zdaniem nie jest to jakaś tragedia. Szczerze (wg mnie) mniej tu do zobaczenia w porównaniu z poprzednimi dniami i zaryzykowałbym stwierdzenie, że osoby z mniejszą ilością sił, czasu czy te, którym nie zależy na Krakowie mogłyby z niego zrezygnować kończąc w Olkuszu, no może w zamku Tenczyn.

Moje przemyślenia z układu trasy w podziale trzydniowym są następujące:

Dzień pierwszy (Częstochowa – Podlesice)
Idealny układ na start. Trasa przyjemna, dobrej jakości. Nie ma tu za wielu przewyższeń jest za to mnóstwo zamków.

Dzień drugi (Podlesice – Rabsztyn)
Zaryzykowałbym twierdzenie, że odcinek najtrudniejszy rowerowo. Sporo ostrych wzniosów, spadków. Nawierzchnia słabej jakości – jeździ się już po szutrach, kamieniach, lasach. W dalszym ciągu sporo do zobaczenia jeśli chodzi o zamki 🙂

Dzień trzeci (Rabsztyn – Kraków)
Początek jazdy wg mnie ciężki. Słabo się jedzie w okolicy Olkusza. Dopiero mniej więcej od Tenczynku zaczyna się jechać przyjemniej. Podjazdów i zjazdów jest też sporo (na całości) ale raczej lżej niż w poprzednim dniu.

Przemyślenia ogólne 🙂

  • W porównaniu do wycieczki z 2020r. szlak trochę się poprawił. W kilku miejscach pojawiły się nowe asfalty. Oznaczenie jest dobre.
  • Aktualnie, w dwóch miejscach prowadzone są prace drogowe (niezwiązane ze szlakiem). O tych utrudnieniach jest informacja na stronie:

    Szlak Orlich Gniazd


Nie były one jednak krytyczne, spokojnie dało się jechać w wolne, weekendowe dni.

  • Track GPS z powyższej strony w paru miejscach trochę się rozjeżdża z rzeczywistością. Są to jednak lekkie nieścisłości, jadać wg niego i mapy.cz nie miałem problemów by widzieć gdzie jestem, jak dobić do trasy z powrotem.
  • Jechaliśmy w tzw. „długi weekend” i na trasie jest sporo rowerzystów. Nie przeszkadza to oczywiście w jeździe ale rodzi potencjalne problemy logistyczne z noclegiem czy powrotem pociągiem. Konkretnie ja nie mogłem kupić bezpośredniego biletu na połączenie Kraków- Częstochowa (na rower)! Musiałem kombinować powrót z przesiadką. Warto mieć to na uwadze i zamawiać wszystko dużo szybciej.

Jestem bardzo zadowolony z tej wycieczki. Dopisała nam pogoda, zwiedziliśmy zamki (a jadąc w dwa dni nie było na to czasu). Spokojne tempo, częste przerwy nie były wycieńczające więc nawet nasz nastolatek (niechętny rowerowym treningom 🙂 ) spokojnie dał radę. Warto było wrócić na ten szlak i polecam go wszystkim.

Dawno, dawno temu… Huawei Watch GT

Jakoś w 2018 roku kupiłem tytułowy smartwatch – Huawei Watch GT. Tak sobie myślę teraz, że z perspektywy czasu to w pewnych sprawach wyprzedzał on swoją epokę. Solidne wykonanie, wyświetlacz o kosmicznych kolorach a przy tym naprawdę dobre możliwości gps i funkcji sportowych. Na tle plastikowych, monochromatycznych zegarków sportowych było to coś niezwykłego. Kto wie jak potoczyłaby się moja późniejsza historia sportowych zegarków gdyby nie dokuczliwa „wada” – brak możliwości eksportu aktywności do Endomondo/Stravy.

Czas płynął, zapomniałem trochę o tym co tworzy Huawei.

Wspominałem jednak ostatnio, że dałem sobie spokój z topowymi zegarkami sportowymi. Ani mi ich funkcje aż tak nie potrzebne a i chciałoby się czasem założyć normalny zegarek. Tak też się stało. Vertical został sprzedany a do trenowania używam starego Spartana, który zakładam tylko na czas biegu.

No ale… przeglądając z nudów ofertę portali z używanymi rzeczami wpadł mi w oko Huawei Watch GT 3 Pro. Walka nie była zbyt długa, tym bardziej, że wyczytałem nie tak dawno temu, że w końcu dostępne są dla nich transfery danych do Stravy. Kupiłem sobie 🙂

Wiem, że są już 5 generacje tych smartwatchy, są wersje Ultimate ale powiem szczerze, że w dalszym ciągu jestem pozytywnie zaskoczony tym, co Watch GT 3 potrafi.
Nie będę tu go jakoś szczegółowo recenzował. Powiem tylko, że elegancka, tytanowa obudowa, czas pracy na baterii, świetny ekran robi robotę. Sportowo zaś – wypas 🙂 GPS łapie tak szybko jak moje Suunto. Ze dwa razy sprawdziłem dokładność obu zegarków – różnic praktycznie nie ma. Fani cyfr, zestawień, analiz powinni być w niebie. Jest tego multum 🙂 A… no i wisienka na torcie – faktycznie transferuje dane do Stravy! Po prawdzie tylko z 3 głównych aktywności (bieg, rower, spacer) ale w sumie to i tak wystarczające dla większości.

Huawei tak mi się spodobał, że noszę go na co dzień. Używam do spacerów, roweru. Nie chcę tu nikogo przekonywać by rezygnował ze swojego Suunto, Garmina, Polara itp. ale po prostu pokazać, że to co kiedyś wydawało się nie do pogodzenia – smartwatch i sport w dzisiejszych czasach jest już trochę nieaktualne. Da się 🙂

Legginsy ocieplane Kiprun Run 500

Zimy już nie takie jak kiedyś ale jednak przyjemnie jak ciepło w tyłek 🙂

Ostatnie kilka lat na zmianę używałem zimowych legginsów z Decathlonu i Aldi. Czas już je trochę nadgryzł więc gdy Mikołaj zapytał co chcę to uznałem, że nowe spodnie 🙂

Zerknąłem najpierw w net by obadać co na topie. Niestety, jakoś ceny mnie nie porwały. Wiem, że tanio to było kiedyś ale jednak nie wydaje mi się zasadne wydawać około 300 zł na legginsy. Zwyczajowo więc skończyło się na wizycie w Decathlonie. Wiadomo, drożej jest i tu ale jednak aż tak nie boli.

Po zapoznaniu się z ofertą padło na ocieplane legginsy – Kiprun Run 500 w kolorze czarno-szarym.

Zdjęcie zapożyczone ze strony Decathlon, moja fotka gdzieś mi przepadła z komórki 🙂

Niezbyt jest tu co wymyślać z opisem no to tak na szybkości…

Materiał faktycznie trochę solidniejszy niż w takich letnich. Z tyłu (na łydkach) wstawki z trochę innego materiału. Są delikatne odblaski. Całość dość przyjemna, wygląda, że potrafi oddychać – nie pocimy się jakoś przesadnie w nich. Materiał nie jest też jednolity, ma swego rodzaju fakturę co być może pomaga by spodnie nie zsuwały się nam z nóg.

Na dole nogawek zameczki. U góry (tył) zapinana kieszonka. Pas ma w sobie gumkę i wiązany sznurek. Zakres regulacji powiedziałbym więcej niż zadowalający. Tym razem wygodniej było mi wziąć 2XL i trochę się bałem czy nie będzie za luźno. Jest jednak ok, sznurkiem spokojnie się zacisnę i w biegu jest dobrze. Nic nie spada, nie luzuje się.

Biegam w nich już około 2 miesięcy i wrażenia są pozytywne. Wygodne, lekko luźniejsze, nie krępują ruchu (to pewnie zasługa XXL). Wyprowadzają wilgoć na zewnątrz, nie pływam w nich. No i co najważniejsze nie spadają mi z okrągłego brzuszka 🙂
Za krótko by wyrokować coś o trwałości ale przez ten czas wyglądają dalej jak nowe, nic złego z nimi się nie dzieje (żadnych rozdarć, puszczających szwów itp).

Jeśli ktoś lubi ten rodzaj spodni to czemu nie. Warto spróbować.

Smartwatch Garett GRS PRO

Szalony pęd technologii powoduje, że funkcjonalności zarezerwowane do tej pory dla urządzeń drogich i wyspecjalizowanych schodzą „pod strzechy”.

Jednym z takich tanich, a mających interesujące dla sportowca funkcje, jest smartwatch Garett GRS Pro. Zegarek który kosztuje około 300 zł ma GPS, ekran AMOLED. A co najważniejsze zapisane aktywności można wyeksportować do Stravy.

Czy to może działać? Czy producenci drogich zegarków sportowych już muszą się bać? 🙂 Zapraszam na film:

DrWitt Power Gel

DrWitt – żele energetyczne

O odżywianiu przy okazji biegania napisano już chyba wszystko, nie będę się więc silił na jakieś naukowe wywody 🙂 Mi pasują, nie szkodzą raczej 😉 więc na okazje biegów dłuższych zawsze staram się coś kupić.

Od pewnego czasu zauważyłem, że marka DrWitt (kojarząca się kiedyś głownie z sokami ) weszła bardziej w segment sportowy. Dostępne są napoje izotoniczne, napoje witaminowe jak i tytułowe żele.

Zachęcony niewielką ceną kupiłem kiedyś parę na próbę i powiem, że jestem nimi pozytywnie zaskoczony.

Przyjemną dla mnie niespodzianką jest ich konsystencja. Są to żele bardziej płynne, można je przyjmować w sumie bez popijania wodą. To duży plus. Nie zapychają a i można by zaryzykować tezę, że jakieś dodatkowe nawodnienie jest to w czasie biegu. Taka forma z pewnością zmniejsza także ewentualny dyskomfort trawienny. Nie powinniśmy mieć uczucia ciężkości, guli na żołądku.

Smaki jakie próbowałem to wiśnia i mango. Oba ok (dla mnie), przyswajam je i żadnych dyskomfortów nie miałem.

Co do składu, właściwości – pozostawiam to już Waszej ocenie. Na zdjęciu widać ile czego mają. Jak ktoś chce to musi porównać ze stosowanymi przez siebie produktami.

Żele dostępne są w niektórych marketach (ja kupiłem w Aldi). Są również i na allegro. Cena około 3 zł za 100gr opakowanie. W pakietach trochę taniej.

Polecam więc obadać samemu może będzie to ciekawa alternatywa i dla Was.