Archiwa tagu: zawody

8 Oleśnicki Bieg Karnawałowy dla WOŚP

Nie zawsze biegnie się tylko dla wyniku. Tu wystartowano dla wspomożenia corocznej akcji WOŚP. Jak widać biegacze nie zawiedli, w świetnych strojach i humorach stawili się na trasie 5km biegu zorganizowanego przez oleśnicką grupę COB (Cała Oleśnica Biega) 🙂

Całość zdjęć na mojej stronie FB:

Galeria 01
https://www.facebook.com/media/set?vanity=RafalC.Foto&set=a.1490417306419295

Galeria 02
https://www.facebook.com/media/set/?vanity=RafalC.Foto&set=a.1490422829752076

Zimowy Półmaraton Gór Stołowych 2026

W minioną sobotę odbyły się zawody Zimowy Półmaraton Gór Stołowych. Biegi rozegrano na dwóch dystansach:

– 31 km (Biała Trzydziestka),
– 21 km (tytułowy ZPGS)

W tym roku biegaczom przyszło zmierzyć się z trudnymi warunkami na trasie. Po „latach nieobecności” 🙂 mieli spory mróz no i śnieg przeplatany ze zlodowaceniami. Łatwo na pewno nie było, co potwierdzam wspinając się kawałkiem trasy by zrobić trochę zdjęć 🙂

Jako, że zawody mają swoją renomę i dłuższą historię, utrudnienia i tak nie zniechęciły sporej ilości śmiałków do przebiegnięcia. Metę jako pierwsi zobaczyli:

– 31 km (Biała Trzydziestka)
(K) Żmija Liljana – 03:58:09.60
(M) Hlavatik Jan – 03:14:32.15

– 21 km (tytułowy ZPGS)
(K) Białobłocka Alicja – 02:19:20.50
(M) Chrzanowski Jan – 01:49:59.65

Pogratulować formy 🙂

Jeśli zaś ktoś biegł, chce się odszukać na zdjęciach albo po prostu pooglądać zapraszam do 3 galerii na FB:

GALERIA 01
https://www.facebook.com/media/set/?set=a.1485194800274879&type=3

GALERIA 02
https://www.facebook.com/media/set/?set=a.1485199693607723&type=3

GALERIA 03
https://www.facebook.com/media/set/?set=a.1485204406940585&type=3

Półmaraton Górski Orzeł i Górska 13

Ostatnie zawody sezonu GPGS – odbywające się razem Półmaraton Górski „Orzeł” i Górska 13 już za nami.

W przeciwieństwie do poprzednich zawodów tym razem pogoda dopisała. Było słoneczko, mróz, w górach pojawił się pierwszy śnieg. Biegacze mieli więc okazję do podziwiania widoków na trasie. O ile oczywiście starczyło im sił bo trasa jak zwykle wymagająca 🙂

Zainteresowanych „zmęczeniem sie” było sporo bo około 310 na półmaratonie i 127 osób na 13-ce. Nieźle, widać żadne warunki zawodnikom niestraszne 🙂

Ja na zawody stawiłem się z aparatem 🙂 Wybrałem trochę męczące miejsce dla biegaczy bo Lisie Skały. Pod górkę mieli, więc trochę spaceru na fotografiach widać. No ale wielu z pewnością zmobilizowało się do większego wysiłku przy tej okazji 🙂

Pierwsi na mecie to:

Półmaraton
Kobiety: Ficner-Zborowska Anna 01:48:51
Mężczyźni: Broj Marcel 01:32:11

13 km
Kobiety: Ferenc–Szmuc Edyta 01:12:39
Mężczyźni: Pavel Brydl 00:55:35

Jeśli ktoś zaś ciekawy jak to wyglądało, chce znaleźć siebie lub znajomych to na FB wrzuciłem 2 galerie z biegu:

Galeria 01

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.1438291734965186&type=3

Galeria 02

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.1438298821631144&type=3

Tą relację kończę opisy tegorocznego GP. W Górach Sowich odbywa się sporo zawodów więc postaram się pokazać Wam w 2026 jeszcze inne możliwości startów. Nasz rejon jest piękny, zawody dobrze zorganizowane więc czemu się nie wybrać? Zapraszam 🙂

Koniec sezonu w Górach Sowich

Wszystko co dobre nieuchronnie zmierza ku końcowi 😉

Listopad to gorący okres dla uczestników zawodów w Górach Sowich. Przed nami dwa, decydujące biegi – 10 km Bieg Niepodległości (11/11) no a tydzień później Półmaraton Orzeł / Górska 13 (22/11).

Jeśli ktoś walczy o miejsce w klasyfikacji generalnej to jeszcze można to i owo poprawić. Dobrze powinni się bawić również Ci, którzy po prostu chcą zamknąć sezon fajnym biegiem po górach (całkiem możliwe, że w zimowych już warunkach). Jak wyjdzie to zobaczymy już niedługo 🙂

Osobiście, ciekawy jestem Biegu Niepodległości. W tym roku jest zmieniona trasa – robi swoisty powrót do początków tych zawodów, kiedy też biegło się przez Ludwikowice Kłodzkie. Może to trochę namieszać tym, którzy startują tu już kolejny raz – ciężko przewidzieć w 100% jaką strategię na niej obrać.

Nie powiem, kusiło mnie wystartować ale lenistwo zwyciężyło 😉 W długi weekend treningi po Górach Sowich oczywiście będą na biegu jednak stawię się w celach zdjęciowych. Kogoś spotkam?

UPDATE:
Dla zainteresowanych trochę zdjęć z mglistego biegu niepodległości 🙂

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.1425926876201672&type=3

Sowiogórski Festiwal Biegowy 2025

W miniony weekend odbyła się, organizowana przez Fundację Osiągnij Cel, spora, biegowa impreza – Sowiogórski Festiwal Biegowy. 4 dystanse do wyboru – od zacnego ultra – 54 km (Czarny Rycerz) poprzez krótsze 30 km (Mroczny Śpiewak), 15km (Stara Jodła), aż po 7 km (Ostoja Nietoperza).

Trasy zapowiadały się ciekawie, wyglądało, że uczestnicy będą mogli się zmęczyć 🙂

 Gdyby zawody interesowały kogoś pod względem kolejnych edycji Ich przebieg, przewyższenia można sobie zerknąć na Rate My Trail:

https://ratemytrail.com/event/sowiogorski-festiwal-biegowy-2025

Licząc na dobrą pogodę planowałem stawić się z aparatem na dystansie Ultra, w okolicy Wielkiej Sowy albo trochę za. To już było po dwudziestu kilku kilometrach, dobrze będzie widać ile komu sił zostało 🙂

Warunki meteo jednak nie rozpieszczały. Nie za ciepło było ale z pewnością mokro. Padający co trochę deszcz z pewnością nie pomagał mierzącym się z najdłuższym dystansem. Uczestnicy mimo to nie zawiedli 🙂 Większość wyglądała na zadowolonych, sporo uśmiechów widziałem na twarzach.

Zdjęcia zaś można zobaczyć na moje stronie FB. Może ktoś siebie odnajdzie 🙂

https://www.facebook.com/media/set?vanity=RafalC.Foto&set=a.1411136937680666&locale=pl_PL

Maraton Dębno 2025

Jako, że w Dębnie biegłem pierwszy raz rok temu to nie miałem większych problemów logistycznych z edycją tegoroczną. Dojazd, zakwaterowanie bez przeszkód. W biurze zawodów stawiłem się koło 13:00. Było jeszcze dość pusto więc szybciutko odebrałem pakiet (sporo rzeczy i fajna koszulka) no i można było oddać się relaksowi. Pospacerowaliśmy z Żoną po Dębnie, Myśliborzu, udaliśmy się na obiadek a wieczorem można było już obijać w hotelu. Łącznie wychodziłem w ten dzień około 8 km ale, że tempo było spacerowe z odpoczynkami to raczej nie przeszkodziło w biegu.

Niedziela przywitała mnie mrozem. Trochę obawiałem się czy nie będzie mi za zimno na trasie. Na szczęście szybko pokazało się słońce co dość dobrze wróżyło na bieg.

Nie wymyślając za wiele. Na starcie stawiłem się około 30 min przed maratonem. Zrobiłem spokojną rozgrzewkę, poprosiłem małżonkę o fotę no i należało się już ustawiać.

W tegorocznej edycji nie było aż tak wiele osób. Z tego co czytałem wystartowało około 650 osób. Między poszczególnymi grupami zrobiły się więc dość spore przerwy. Stanąłem za 4.15 a przed 4.30. Ponieważ biec miałem szybszym tempem niż grupa 4.30 wydawało mi się to logiczne.

Równiutko o 10.00 ruszyliśmy. Po chwili wyszło, że biegnę jednak trochę za szybko i co chwilę tasuję się z grupą 4.15. Bałem się czy nie skończy się to jakąś spektakularną porażką ale strasznie wkurzało mnie to miejsce w peletonie. Biegnąc wyprzedzałem ich. Za chwilę mijały 4 minuty i musiałem przechodzić do marszu. Nie chcąc przeszkadzać innymi zbiegałem do krawędzi jezdni. Grupa wtedy mnie wyprzedzała i zabawa zaczynała się od nowa.
Uznałem, że wóz albo przewóz. Siłę mam, nie biegło mi się strasznie źle to spróbuję zaatakować te 4.15 i odstawić ich na tyle by ciągle nie wchodzić sobie w drogę 🙂

Strategia ta nie była pewnie idealna ale przez pierwszą połowę biegu realizowałem ją całkiem sprawnie. Międzyczasy wyglądały tak:

5:00 km – 00:29:34 tempo 5:54/km tętno 154 ud/min
10.00 km – 00:29:14 tempo 5:50/km tętno 161 ud/min
15.00 km – 00:29:59 tempo 5:59/km tętno 159 ud/min
20.00 km – 00:29:55 tempo 5:59/km tętno 162 ud/min
25.00 km – 00:32:19 tempo 6:27/km tętno 160 ud/min
30.00 km – 00:34:25 tempo 6:53/km tętno 157 ud/min
35.00 km – 00:36:18 tempo 7:15/km tętno 158 ud/min
40.00 km – 00:41:21 tempo 8:16/km tętno 149 ud/min
42.76 km – 00:23:07 tempo 8:21/km tętno 142 ud/min

Do około 20 km szło to zgodnie z zamierzeniami (chociaż zwyczajowo dość szybko zacząłem czuć spięcie łydek i podudzi). Udawało mi się jednak tempo trzymać, tętno też nie leciało w nieskończoność.
Po 20 km zaczęły się jednak kłopoty. Kolejną piątkę zrobiłem już wolniej, zgodnie z pierwotnymi założeniami tempa. Niestety po 27 km walnął mnie taki kryzys że szok. Próbowałem coś się ratować kombinacjami a to 3 min biegu + 2 chodu ale wytrwałem tak może z kilometr, dwa i był koniec. No nie mogłem. Nogi ciężkie, zaczątki skurczów i głowa woła – idź 🙁 Do mety niestety więcej szedłem niż biegłem. Nerwowe zerkanie na zegarek mówi, że może by jakoś jeszcze dał radę zmieścić w tych 4:30 bo z pierwszej połowy zbudowałem mały zapas czasu ale niestety … co zacząłem podbiegać ze 100 m to miałem dość i kolejne 200 lazłem. Na kulawy trucht (modląc się by mnie nie sieknął jakiś mega skurcz) zdobyłem się dopiero na końcowej prostej. Masakra 🙁

Na mecie zameldowałem się po czasie 04:46:10 zajmując miejsce 559 z 643. W M50 byłem 80. Medal dali, wodę i folię termiczną też. Dociągnałem się do Żony, pogadaliśmy chwilę, zjadłem makaron no i można było wracać. Wydaje mi się, że w tym roku nie było losowań niczego no to zebraliśmy się i ruszyliśmy do domu by nie marnować więcej czasu.

Kondycyjnie wiadomo jak to po maratonie. Łaziłem ciągnąc nogi a najgorzej było wstać z fotela w aucie 🙂 Dzień, dwa później jest już sporo lepiej. Oczywiście czuję mięsnie ale myślę, że w czwartek będzie można pójść na lekki rozruch 🙂

Analizując co nastapiło – Nie powiem trochę mi było szkoda w pierwszym momencie, iż 4:30 nie wpadło. Na chłodno jednak myślę, że liczyłem na zbyt dużo do tego co mogłem realnie dokonać. Ja muszę jednak mieć dobrze przepracowany trening by były wyniki. Gdyby zrealizowany cykl Gallowaya powtórzyć na spokojnie jeszcze z raz, dwa (podnosząc oczywiście tempa czy zmniejszając przerwy) mogłby to wyjść całkiem inaczej. Na poprawę humoru zauważyłem za to (w apce Suunto) informację, że aktualny maraton zrobiłem o 8:38 min szybciej niż ubiegłoroczny. Czyli – nawet te parę tygodni treningu dało mi progres 🙂 To dobra prognoza. Jestem nastawiony więc pozytywnie. Spróbuję przepracować zimę podobnym stylem i na wiosnę kto wie, może gdzieś znów się pobiegnie 🙂

Tydzień przedmaratoński nr.41

Kolejny tydzień za mną. Ostatni, w którym podniosłem jeszcze objętości biegowe. W tyg.42 mam plan lekko odpocząć, tak by na maratonie stawić się „na świeżo”.

Przechodząc na szybkości do cyfr:

Poniedziałek 06/10
Wolne

Wtorek 07/10
Bieg. Dystans: 26,13 km. Czas: 02:52:18. Średnie tempo: 06:35 min/km. Przewyższenia: +363/-360 m
Najdłuższy Galloway w przygotowaniach. Poza zwyczajowym zmęczeniem nóg szedł mi w sumie całkiem dobrze. Wydawało mi się, że odcinki biegowe do końca robię szybciej niż te 6.10, ale matematykę ciężko oszukać. Coś musiało iść gorzej, skoro finalnie tempo miałem 6:35. Niemniej do końca wytrzymałem co uważam za swój sukces.

Środa 08/10
Wolne

Czwartek 09/10
Bieg. Dystans: 12,08 km. Czas: 01:17:28. Średnie tempo: 06:24 min/km. Przewyższenia: +122/-110 m
Tygodniowy Galloway nr.2. Bezproblemowy jak widać po tempie.

Piątek 10/10
Wolne

Sobota 11/10
Bieg. Dystans: 5,32 km. Czas: 00:33:48. Średnie tempo: 06:21 min/km. Przewyższenia: +169/-161 m
Rower: Dystans: 48,59 km. Czas: 03:18:02. Średnia prędkość: 14:72 km/godz. Przewyższenia: +307/-307 m

Za ciepło nie było ale skoro nie padało to i bieg i rower w plan dnia weszły 🙂 Bieg bez sensacji. Rower widokowy – jesień idzie jakieś zdjęcia pięknych kolorów natury już można robić.

Niedziela 12/10
Bieg. Dystans: 10,14 km. Czas: 00:57:02. Średnie tempo: 05:37 min/km. Przewyższenia: +255/-242 m
Spacer. Dystans: 2,11 km. Czas: 00:42:56. Przewyższenia: +58/-64 m

Niedzielną dyszkę zrobiłem w towarzystwie żony. Ona jechała rowerem a ja sobie biegłem. Żeby jej aż tak mega nie spowalniać wszedłem na lepsze tempa. Zmęczyłem się ale mimo większych górek udało się zrobić całość w dobrym tempie – 5:37. Ot takie odmulenie od truchtania.
Po południu wybraliśmy się na krótki spacerek po Wambierzycach. Pogoda dopisała, przyjemnie spędziłem czas.

Tydzień przedmaratoński nr.40

Do maratonu zostały już tylko 2 tygodnie. Przygotowania, bez większych utrudnień, idą cały czas do przodu. Fakt, że udaje mi się dotrzymywać „terminów” napawa zadowoleniem 🙂

Biegam więc, sprawdzam sprzęt, możliwości. Jesienna aura wymusiła u mnie zmianę garderoby. Pożegnałem się z krótkimi spodenkami i koszulką a zacząłem testować legginsy i długi rękaw. Na maratonie chyba tak właśnie pobiegnę. Raczej nie byłoby zbyt rozsądnie lecieć 5 godzin na „golasa” 😉

Miniony tydzień wyglądał tak:

Poniedziałek 29/09
Wolne.

Wtorek 30/09
Bieg. Dystans: 24,50 km. Czas: 02:43:11. Średnie tempo: 06:29 min/km. Przewyższenia: +152/-150 m
Trening Galloway-em. Trafiła mi się okrutna pogoda – zimno, ciemno i padało oczywiście. Nie zrażony tym, zgodnie z wcześniejszymi przemyśleniami dość znacząco zwiększyłem dystans. Chciałem zobaczyć, co też mogę się spodziewać w czasie maratonu. Odczucia są mieszane. Trening zrealizowałem zgodnie z założeniami. Na końcu przez padający deszcz i zimno nawet trochę przyśpieszyłem bo już miałem dość tych warunków. Jednocześnie, co pisałem parę razy, czuję, że tył nóg mam mocno spięty (zaczyna się po około 12-14 km) i obawiam się czy nie skończy się to jakimiś skurczami, ścianą bliżej 30 km. Wyjdzie to już chyba na maratonie, niezbyt jest jak i kiedy wydłużyć treningi.
Cóż więcej? W sumie niewiele. Przećwiczone mam już nawadnianie/odżywianie. Do tej pory piłem co około 1.5 km. Wychodziło, iż pokrywa się to mniej więcej z moimi przerwami na marsz (bo w nich chcę się wspomagać). By sprawę uprościć należy pić/jeść co 2 marsz. W czasie tego długiego treningu ze smutkiem zanotowałem, że musiałem 2x udać się w krzaki na siku. Albo za mocno byłem nawodniony albo mix zimna i starości robi już swoje 🙂 Na maratonie chyba też mnie to nie ominie.

Środa 01/10
Wolne

Czwartek 02/10
Bieg. Dystans: 12,03 km. Czas: 01:16:47. Średnie tempo: 06:23 min/km. Przewyższenia: +103/-88 m
Nie do końca zregenerowany ale jednak ruszyłem na swoją, zwyczajową trasę treningową. Szybsze tempo wpadło ale nie starałem się jakoś na siłę zwalniać. Te kilka sekund chyba różnicy nie zrobi. Oby! 🙂

Piątek 03/10
W sumie wolne. Mieliśmy wieczorem pożegnanie kolegi z pracy więc przy tej okazji zrobiłem spacerek po Wrocławiu. Łącznie 3,6 km.

Sobota 04/10
Rower. Dystans: 51,77 km. Czas: 03:19:11. Średnia prędkość: 15,59 km/godz. Przewyższenia: +423/-389 m
Bieg. Dystans: 5,08 km. Czas: 00:32:30. Średnie tempo: 06:23 min/km. Przewyższenia: +162/-155 m
Sobota to jak zwykle dzień sportu. Zacząłem od rowerowej wycieczki z Żoną. Dla odmiany od szosowych szaleństw wsiedliśmy na rowery górskie i ruszyli na Czechy. Trochę górek było ale jechało się przyjemnie. Nawet jakieś słońce było i człowiek tak mocno nie marzł. Później trochę działaliśmy w ogrodzie i na bieganie ruszyłem jak już się ściemniało. Nie chciałem przez to biec w góry (brak czołówki) więc pozostały chodniki pod Nową Rudą.

Niedziela 05/10
Bieg. Dystans: 10,52 km. Czas: 01:05:27. Średnie tempo: 06:13 min/km. Przewyższenia: +356/-327 m
Spacer: Dystans: 8,84 km. Czas: 02:02:10. Przewyższenia: +138/-138 m

10 km pętla weszła całkiem fajnie. Siły były to i czas lepszy. Jesień idzie za to jak błyskawica. Znów mokro, wietrznie, chłodno. Odpuściliśmy przez to rower a wybraliśmy się na dłuższy spacer. Prawie 9 km wpadło. Po tym wyczynie pozostało więc leżakować w domu i oglądać TV.

Tydzień przedmaratoński nr.37

Drugi tydzień mojej walki udało się zamknąć ze 100% zrealizowaniem planu. Nie było tak lekko i przyjemnie jak w pierwszym no ale sam w pozytywnym szoku jestem, że daję radę 🙂

Jednostki treningowe jakie odbyłem to:

Poniedziałek 08/09

Rower. Dystans: 20,17 km. Czas: 00:53:02. Średnia prędkość: 22,82 km/godz

Rundka pod Oleśnicą na rozruszanie nóg i wypalenie zbędnych kalorii. Rowerem jeżdżę raczej regeneracyjnie ale (podobnie jak i kilka innych, ostatnich wypadów) na szosówce stąd i dobra jak dla mnie prędkość.

Wtorek 09/09

Bieg. Dystans: 16,08 km. Czas: 1:44:35. Średnie tempo: 06:30 min/km. Przewyższenia: +197/-184 m

Najdłuższy, Galloway-owy trening z tego tygodnia. Szło ładnie, na nic nie mogłem się uskarżać.

Środa 10/09

Rower. Dystans: 29,72 km. Czas: 01:18:10. Średnia prędkość: 22,81 km/godz

Kolejny, rekreacyjny wyjazd. Trochę znudziła mi się już zwyczajowa trasa no to puściłem się na dłuższą pętelkę. W połowie drogi włączył się wiatr i już tak przyjemnie się nie jechało.

Czwartek 11/09

Bieg. Dystans: 12,05 km. Czas: 1:17:22. Średnie tempo: 06:25 min/km. Przewyższenia: +125/-116 m

Cieplej było a może ja bardziej zajechany i jakoś tak zaczęło mi się ciężko 🙂 Co lepsze, chęć miałem szybciej to zakończyć, co spowodowało złe pilnowanie tempa – szybciej biegłem niż powinienem! 😉 Trening zrealizowałem, no ale finalnie był bardziej męczący.

Piątek 12/09

Wolne

Sobota 13/09

Bieg. Dystans: 05,07 km. Czas: 00:32:03. Średnie tempo: 06:19 min/km. Przewyższenia: +87/-96 m
Rower. Dystans: 50,49 km. Czas: 02:43:47. Średnia prędkość: 18,50 km/godz, Przewyższenia: +299/-285 m

Wstałem dość szybko bo urodził mi się w głowie plan robienia zdjęć na Radków Garmin Ultra Race (dystans 57 km). Dość zgrabnie miałem przygotowaną logistykę – kiedy wyjechać, gdzie zaparkować auto by mieć dobre dojście do biegaczy na około 10 km ale… nie przewidziałem, że oprócz biegów tam są też jakieś wyścigi rowerowe. Policja, straż zablokowała drogi dojazdowe i niestety nic z tego nie wyszło. Może i dobrze bo jak mi mówili blokady miały być do 16:00 a wątpię by mi się chciało kwitnąć tyle czasu w „dziczy” 🙂
Skoro ze zdjęć nici to należało skupić się na swoim treningu. Obrzydliwa pogoda (deszcz) znów nie zachęcała do wyjścia z domu ale utrafiłem na okienka pogodowe. I bieganie i rower z żoną udało się dokonać bez zmoknięcia.
Biegowo tak sobie, słabszą miałem dyspozycję w końcówce tygodnia no ale 5 km dokonane jak należy.
Ciekawostka taka – dodałem do opisów przewyższenia. Biegałem pod Górami Sowimi więc wydawało mi się, że powinny być większe a tu … podobnie jak moje treningi po płaskim pod Oleśnicą. Albo Suunto coś mi fiksuje albo nie wiem.

Niedziela 14/09

Bieg. Dystans: 10,03 km. Czas: 01:01:23. Średnie tempo: 06:07 min/km. Przewyższenia: +139/-127 m
Rower. Dystans: 23,37 km. Czas: 01:26:44. Średnia prędkość: 16,42 km/godz. Przewyższenia: +170/-170 m

Niedziela podobna do soboty. Znów mokro, znów pada i trzeba czekać kiedy przestanie. Szczęśliwie dla mnie przestało ale, że wielkie były kałuże na asfaltach zbiegłem w dół ku Nowej Rudzie by pobiegać chodnikami.
Trening biegowy podobny jak poprzednie. Rozruch ciężej, później jak już się rozkręciłem to biegło mi się całkiem dobrze (mimo, że powrotne 5 km pod lekką górkę).
Na rowerze byłem już jednak mocniej zmęczony, nie chciało mi się pedałować pod wzniesienia stąd też nie porywałem się na solidne trasy. Małżonka pewnie wolałaby więcej km ale musi jej wystarczyć to co było 🙂

XVII Bieg Koguta (2025)

Oławski bieg cieszy się sporym powodzeniem wsród firm z tego regionu. Niektóre zakłady wystawiają na niego całkiem spore składy. W tej, gdzie pracuję, zbyt licznej reprezentacji może nie ma ale jednak start w nim stał się już pewną tradycją.
Nie miałem w sumie żadnych planów na ten czas. Zawody jako mocniejszy akcent wpisywały mi się dobrze w przygotowania treningowe no to czemu nie 🙂 Dodatkowo, trasa biegu jest w miarę płaska, przyjemna można więc powalczyć o dobre czasy.

Założeń strategicznych na bieg nie szykowałem. Pierwotnie chciałem go przebiec spokojnym biegiem ciągłym. Trochę to się zmieniło przed, no ale o tym za chwilę.

Wstałem rano w niedzielę. Poranek 07/09 okazał się być chłodnym i mglistym. Brak upału rokował dość dobrze na zawody. Przygotowałem sobie lekkie ciuchy, zabrałem pas z bidonami. Kupiłem nawet żel w Biedronce, bo przez konieczność odbioru pakietu, spodziewałem się, że spędzę sporo czasu przed zawodami na głodniaka 🙂

Odbiór pakietu poszedł szybko i sprawnie. Spotkałem na sali wujka, który też planował pobiec. Chwilę się pogadało no i można było ruszać do rynku gdzie był start i meta.

Im bliżej było do startu tym bardziej zacząłem myśleć jak zaplanować bieg. Trochę głupio pobiec po 6:30. Tak to mogłem sobie potruchtać sam, Uznałem więc, że należy przewietrzyć nogi i płuca no i dać z siebie więcej – pobiegnę ile będzie sił, celując w czas 50-55min.

No to lecimy. Rundka wokół oławskiego rynku ostrożnie i spokojnie bo spory tłok. Za chwileczkę już jednak można było biec komfortowo. Pojawiło się też słońce, którego w sumie nikt się nie spodziewał po porannych mgłach.

Po starcie dość szybko ustawiłem tempo na około 5:10-5:15 min/km. Biegło mi się dobrze, wyglądało, że dam radę utrzymać je przez większość a może i cały bieg. Tak też było. Nie miałem żadnego kryzysu. Oddechowo dobrze, nogi też nie strajkowały. Szybciej bym rady nie dał, no ale zakładany plan wykonałem w 100% 🙂
Oficjalne wyniki to czas: 53:21 brutto (52:36 netto). Miejsce 360 z 747 sklasyfikowanych.

Po biegu udałem się w okolice stadionu miejskiego gdzie organizowano biegi dzieci a później miały być dekoracje i losowanie nagród.

No właśnie i tu należy trochę ponarzekać. Organizatorzy padli ofiarą popularności swojego biegu 🙂 Do startów dzieci zgłoszono ponad 400 maluchów co spowodowało spore opóźnienia. Finalnie z 45-60 min. Organizacja tego też troszkę kulała – a to jakieś problemy z mikrofonem, a to ogarnianie rodziców i ich pociech. Osoby (jak ja) czekające na losowania wystawione były na sporą próbę cierpliwości i mam wrażenie, że nie wszyscy jej podołali. Warto by w kolejnych edycjach rozwiązać to jakoś inaczej.

Szczęścia nie miałem, żadna nagroda mi nie przypadła więc można było wracać do domu.

Bieg, ogólnie uważam za udany. I pod względem swojej postawy i organizacyjnie. Wydawanie pakietów, trasa, punkty odżywcze, wszystko było ok. Gdyby nie sygnalizowane spóźnienie na końcu imprezy można by tylko chwalić go za wszystko.