Archiwa tagu: zawody

Eviva l’arte!

Muszę sobie trochę ponarzekać… nie biegam za wiele zawodów ostatnio ale (co niektórzy być może zauważyli) chętnie pojawiam się na nich porobić trochę zdjęć.

Nikt mi za to nie płaci, zużyć muszę swój czas, aparat, samochód i buty by tam się pojawić. Z tego powodu jak każdego artystę cieszy mnie odzew samych zainteresowanych. Każde polubienie, miłe słowo, komentarz jest widziany jak najchętniej.

No i tu przechodzimy do sedna mojego rozgoryczenia. O ile od odbiorców zdjęć, czyli biegaczy, słyszę pozytywny feedback to wielki problem pojawia się by z tymi zdjęciami zaistnieć w sieci. Ba, by wogóle trafiły do zawodników.

Wiadomo platformy tną zasięgi jak się im nie płaci za reklamę ale jakąś niemiłą tradycją zrobił się fakt, że organizatorzy tych (darmowych!) zdjęć nie chcą. Często zdarza się, że nikt mi nie odpowiada na maile, wiadomości FB. Nawet jak fotografię przerobię szybko to na publikację trafiają na końcu, po dłuższym czasie. Słabe to i przykre 🙁 Nie będę tu wskazywał palcem kto zainteresowany nie jest ale szkoda po prostu.

Za czasów swoich startów zawsze cieszyłem się jak zdjęć było więcej. „Elita foto” najczęściej też robi zdjęcia tylko tym z przodu stawki, Ci z tyłu rzadko na jakieś fotografie się załapują. Sam wiele razy lamentowałem, iż nigdy mnie na żadnym, ładnym zdjęciu nie ma. Ja, jak już gdzieś stanę to czekam aż przebiegną wszyscy. No ale coż… widać ani mi ani im zdjęciami nacieszyć się za wiele nie pisane.

Echhh… Tam gdzie mnie nie chcą raczej za rok się nie wybieram. Nie tracę nadzieji jednak, że znajdą się tacy, którzy ze zdjęć się ucieszą i na swoich fanpage-ach linki do nich dawać będą 🙂

Rudawy Wiosenny Festiwal Biegowy 2026

W tym roku coś mniej okazji wybrać się na zawody biegowe – zawsze wypada mi coś innego, co koliduje z terminami imprez. Tym większą miałem więc ochotę odwiedzić większy, dolnośląski festiwal biegowy, czyli odbyty w miniony weekend – Rudawy Wiosenny Festiwal Biegowy.

Ustawiłem się blisko finish-u, w okolicy zamku Bolczów (który zresztą polecam zwiedzić wszystkim). Trochę loterią był czas w jakim warto było się tam udać bo 4 dystanse (65, 45, 25, 15 km) ruszały o różnych godzinach, niemniej dobrze to wyliczyłem i zawodnicy dopisali na miejscówce 🙂

W galerii wybór kilku kadrów, zaś całość zdjęć na mojej stronie FB:

Galeria 01
https://www.facebook.com/media/set/?set=a.1592369526224072&type=3

Galeria 02
https://www.facebook.com/media/set/?set=a.1592387592888932&type=3

Galeria 03
https://www.facebook.com/media/set/?set=a.1592405972887094&type=3

Bieg Kreta 2026

W miniony weekend odbyły się kameralne ale z pewnością znane większości zawody ultra – Bieg Kreta. Gdyby ktoś jakimś cudem o nich nie słyszał to polecam zerknąć na stronę organizatora:

https://biegkreta.kbsobotka.pl

W tym roku biegaczom dopisały i forma i pogoda. Padło parę rekordów trasy.

W klasycznym dystansie 148 km zwyciężyli:
Liwia Moskała – 23h:22m (rekord trasy kobiet)
Cezary Klincewicz – 18h:00m

Dystans hardcore 381 km
Magdalena Sznigir – 71h28m
Bartosz Tomkiewicz – 59h50m (rekord trasy mężczyzn)

Sam przez chwilę byłem z aparatem w okolicy 104 km gdzie spore rozciągnięcie stawki powodowało, że załapałem się tylko na paru biegnących. Czasu by spędzić tam parę godzin niestety nie miałem, no ale jak ktoś ciekawy czy po takim dystansie można mieć jeszcze dobry humor zapraszam do oglądania.

https://www.facebook.com/media/set/?set … 061&type=3

8 Oleśnicki Bieg Karnawałowy dla WOŚP

Nie zawsze biegnie się tylko dla wyniku. Tu wystartowano dla wspomożenia corocznej akcji WOŚP. Jak widać biegacze nie zawiedli, w świetnych strojach i humorach stawili się na trasie 5km biegu zorganizowanego przez oleśnicką grupę COB (Cała Oleśnica Biega) 🙂

Całość zdjęć na mojej stronie FB:

Galeria 01
https://www.facebook.com/media/set?vanity=RafalC.Foto&set=a.1490417306419295

Galeria 02
https://www.facebook.com/media/set/?vanity=RafalC.Foto&set=a.1490422829752076

Zimowy Półmaraton Gór Stołowych 2026

W minioną sobotę odbyły się zawody Zimowy Półmaraton Gór Stołowych. Biegi rozegrano na dwóch dystansach:

– 31 km (Biała Trzydziestka),
– 21 km (tytułowy ZPGS)

W tym roku biegaczom przyszło zmierzyć się z trudnymi warunkami na trasie. Po „latach nieobecności” 🙂 mieli spory mróz no i śnieg przeplatany ze zlodowaceniami. Łatwo na pewno nie było, co potwierdzam wspinając się kawałkiem trasy by zrobić trochę zdjęć 🙂

Jako, że zawody mają swoją renomę i dłuższą historię, utrudnienia i tak nie zniechęciły sporej ilości śmiałków do przebiegnięcia. Metę jako pierwsi zobaczyli:

– 31 km (Biała Trzydziestka)
(K) Żmija Liljana – 03:58:09.60
(M) Hlavatik Jan – 03:14:32.15

– 21 km (tytułowy ZPGS)
(K) Białobłocka Alicja – 02:19:20.50
(M) Chrzanowski Jan – 01:49:59.65

Pogratulować formy 🙂

Jeśli zaś ktoś biegł, chce się odszukać na zdjęciach albo po prostu pooglądać zapraszam do 3 galerii na FB:

GALERIA 01
https://www.facebook.com/media/set/?set=a.1485194800274879&type=3

GALERIA 02
https://www.facebook.com/media/set/?set=a.1485199693607723&type=3

GALERIA 03
https://www.facebook.com/media/set/?set=a.1485204406940585&type=3

Półmaraton Górski Orzeł i Górska 13

Ostatnie zawody sezonu GPGS – odbywające się razem Półmaraton Górski „Orzeł” i Górska 13 już za nami.

W przeciwieństwie do poprzednich zawodów tym razem pogoda dopisała. Było słoneczko, mróz, w górach pojawił się pierwszy śnieg. Biegacze mieli więc okazję do podziwiania widoków na trasie. O ile oczywiście starczyło im sił bo trasa jak zwykle wymagająca 🙂

Zainteresowanych „zmęczeniem sie” było sporo bo około 310 na półmaratonie i 127 osób na 13-ce. Nieźle, widać żadne warunki zawodnikom niestraszne 🙂

Ja na zawody stawiłem się z aparatem 🙂 Wybrałem trochę męczące miejsce dla biegaczy bo Lisie Skały. Pod górkę mieli, więc trochę spaceru na fotografiach widać. No ale wielu z pewnością zmobilizowało się do większego wysiłku przy tej okazji 🙂

Pierwsi na mecie to:

Półmaraton
Kobiety: Ficner-Zborowska Anna 01:48:51
Mężczyźni: Broj Marcel 01:32:11

13 km
Kobiety: Ferenc–Szmuc Edyta 01:12:39
Mężczyźni: Pavel Brydl 00:55:35

Jeśli ktoś zaś ciekawy jak to wyglądało, chce znaleźć siebie lub znajomych to na FB wrzuciłem 2 galerie z biegu:

Galeria 01

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.1438291734965186&type=3

Galeria 02

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.1438298821631144&type=3

Tą relację kończę opisy tegorocznego GP. W Górach Sowich odbywa się sporo zawodów więc postaram się pokazać Wam w 2026 jeszcze inne możliwości startów. Nasz rejon jest piękny, zawody dobrze zorganizowane więc czemu się nie wybrać? Zapraszam 🙂

Koniec sezonu w Górach Sowich

Wszystko co dobre nieuchronnie zmierza ku końcowi 😉

Listopad to gorący okres dla uczestników zawodów w Górach Sowich. Przed nami dwa, decydujące biegi – 10 km Bieg Niepodległości (11/11) no a tydzień później Półmaraton Orzeł / Górska 13 (22/11).

Jeśli ktoś walczy o miejsce w klasyfikacji generalnej to jeszcze można to i owo poprawić. Dobrze powinni się bawić również Ci, którzy po prostu chcą zamknąć sezon fajnym biegiem po górach (całkiem możliwe, że w zimowych już warunkach). Jak wyjdzie to zobaczymy już niedługo 🙂

Osobiście, ciekawy jestem Biegu Niepodległości. W tym roku jest zmieniona trasa – robi swoisty powrót do początków tych zawodów, kiedy też biegło się przez Ludwikowice Kłodzkie. Może to trochę namieszać tym, którzy startują tu już kolejny raz – ciężko przewidzieć w 100% jaką strategię na niej obrać.

Nie powiem, kusiło mnie wystartować ale lenistwo zwyciężyło 😉 W długi weekend treningi po Górach Sowich oczywiście będą na biegu jednak stawię się w celach zdjęciowych. Kogoś spotkam?

UPDATE:
Dla zainteresowanych trochę zdjęć z mglistego biegu niepodległości 🙂

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.1425926876201672&type=3

Sowiogórski Festiwal Biegowy 2025

W miniony weekend odbyła się, organizowana przez Fundację Osiągnij Cel, spora, biegowa impreza – Sowiogórski Festiwal Biegowy. 4 dystanse do wyboru – od zacnego ultra – 54 km (Czarny Rycerz) poprzez krótsze 30 km (Mroczny Śpiewak), 15km (Stara Jodła), aż po 7 km (Ostoja Nietoperza).

Trasy zapowiadały się ciekawie, wyglądało, że uczestnicy będą mogli się zmęczyć 🙂

 Gdyby zawody interesowały kogoś pod względem kolejnych edycji Ich przebieg, przewyższenia można sobie zerknąć na Rate My Trail:

https://ratemytrail.com/event/sowiogorski-festiwal-biegowy-2025

Licząc na dobrą pogodę planowałem stawić się z aparatem na dystansie Ultra, w okolicy Wielkiej Sowy albo trochę za. To już było po dwudziestu kilku kilometrach, dobrze będzie widać ile komu sił zostało 🙂

Warunki meteo jednak nie rozpieszczały. Nie za ciepło było ale z pewnością mokro. Padający co trochę deszcz z pewnością nie pomagał mierzącym się z najdłuższym dystansem. Uczestnicy mimo to nie zawiedli 🙂 Większość wyglądała na zadowolonych, sporo uśmiechów widziałem na twarzach.

Zdjęcia zaś można zobaczyć na moje stronie FB. Może ktoś siebie odnajdzie 🙂

https://www.facebook.com/media/set?vanity=RafalC.Foto&set=a.1411136937680666&locale=pl_PL

Maraton Dębno 2025

Jako, że w Dębnie biegłem pierwszy raz rok temu to nie miałem większych problemów logistycznych z edycją tegoroczną. Dojazd, zakwaterowanie bez przeszkód. W biurze zawodów stawiłem się koło 13:00. Było jeszcze dość pusto więc szybciutko odebrałem pakiet (sporo rzeczy i fajna koszulka) no i można było oddać się relaksowi. Pospacerowaliśmy z Żoną po Dębnie, Myśliborzu, udaliśmy się na obiadek a wieczorem można było już obijać w hotelu. Łącznie wychodziłem w ten dzień około 8 km ale, że tempo było spacerowe z odpoczynkami to raczej nie przeszkodziło w biegu.

Niedziela przywitała mnie mrozem. Trochę obawiałem się czy nie będzie mi za zimno na trasie. Na szczęście szybko pokazało się słońce co dość dobrze wróżyło na bieg.

Nie wymyślając za wiele. Na starcie stawiłem się około 30 min przed maratonem. Zrobiłem spokojną rozgrzewkę, poprosiłem małżonkę o fotę no i należało się już ustawiać.

W tegorocznej edycji nie było aż tak wiele osób. Z tego co czytałem wystartowało około 650 osób. Między poszczególnymi grupami zrobiły się więc dość spore przerwy. Stanąłem za 4.15 a przed 4.30. Ponieważ biec miałem szybszym tempem niż grupa 4.30 wydawało mi się to logiczne.

Równiutko o 10.00 ruszyliśmy. Po chwili wyszło, że biegnę jednak trochę za szybko i co chwilę tasuję się z grupą 4.15. Bałem się czy nie skończy się to jakąś spektakularną porażką ale strasznie wkurzało mnie to miejsce w peletonie. Biegnąc wyprzedzałem ich. Za chwilę mijały 4 minuty i musiałem przechodzić do marszu. Nie chcąc przeszkadzać innymi zbiegałem do krawędzi jezdni. Grupa wtedy mnie wyprzedzała i zabawa zaczynała się od nowa.
Uznałem, że wóz albo przewóz. Siłę mam, nie biegło mi się strasznie źle to spróbuję zaatakować te 4.15 i odstawić ich na tyle by ciągle nie wchodzić sobie w drogę 🙂

Strategia ta nie była pewnie idealna ale przez pierwszą połowę biegu realizowałem ją całkiem sprawnie. Międzyczasy wyglądały tak:

5:00 km – 00:29:34 tempo 5:54/km tętno 154 ud/min
10.00 km – 00:29:14 tempo 5:50/km tętno 161 ud/min
15.00 km – 00:29:59 tempo 5:59/km tętno 159 ud/min
20.00 km – 00:29:55 tempo 5:59/km tętno 162 ud/min
25.00 km – 00:32:19 tempo 6:27/km tętno 160 ud/min
30.00 km – 00:34:25 tempo 6:53/km tętno 157 ud/min
35.00 km – 00:36:18 tempo 7:15/km tętno 158 ud/min
40.00 km – 00:41:21 tempo 8:16/km tętno 149 ud/min
42.76 km – 00:23:07 tempo 8:21/km tętno 142 ud/min

Do około 20 km szło to zgodnie z zamierzeniami (chociaż zwyczajowo dość szybko zacząłem czuć spięcie łydek i podudzi). Udawało mi się jednak tempo trzymać, tętno też nie leciało w nieskończoność.
Po 20 km zaczęły się jednak kłopoty. Kolejną piątkę zrobiłem już wolniej, zgodnie z pierwotnymi założeniami tempa. Niestety po 27 km walnął mnie taki kryzys że szok. Próbowałem coś się ratować kombinacjami a to 3 min biegu + 2 chodu ale wytrwałem tak może z kilometr, dwa i był koniec. No nie mogłem. Nogi ciężkie, zaczątki skurczów i głowa woła – idź 🙁 Do mety niestety więcej szedłem niż biegłem. Nerwowe zerkanie na zegarek mówi, że może by jakoś jeszcze dał radę zmieścić w tych 4:30 bo z pierwszej połowy zbudowałem mały zapas czasu ale niestety … co zacząłem podbiegać ze 100 m to miałem dość i kolejne 200 lazłem. Na kulawy trucht (modląc się by mnie nie sieknął jakiś mega skurcz) zdobyłem się dopiero na końcowej prostej. Masakra 🙁

Na mecie zameldowałem się po czasie 04:46:10 zajmując miejsce 559 z 643. W M50 byłem 80. Medal dali, wodę i folię termiczną też. Dociągnałem się do Żony, pogadaliśmy chwilę, zjadłem makaron no i można było wracać. Wydaje mi się, że w tym roku nie było losowań niczego no to zebraliśmy się i ruszyliśmy do domu by nie marnować więcej czasu.

Kondycyjnie wiadomo jak to po maratonie. Łaziłem ciągnąc nogi a najgorzej było wstać z fotela w aucie 🙂 Dzień, dwa później jest już sporo lepiej. Oczywiście czuję mięsnie ale myślę, że w czwartek będzie można pójść na lekki rozruch 🙂

Analizując co nastapiło – Nie powiem trochę mi było szkoda w pierwszym momencie, iż 4:30 nie wpadło. Na chłodno jednak myślę, że liczyłem na zbyt dużo do tego co mogłem realnie dokonać. Ja muszę jednak mieć dobrze przepracowany trening by były wyniki. Gdyby zrealizowany cykl Gallowaya powtórzyć na spokojnie jeszcze z raz, dwa (podnosząc oczywiście tempa czy zmniejszając przerwy) mogłby to wyjść całkiem inaczej. Na poprawę humoru zauważyłem za to (w apce Suunto) informację, że aktualny maraton zrobiłem o 8:38 min szybciej niż ubiegłoroczny. Czyli – nawet te parę tygodni treningu dało mi progres 🙂 To dobra prognoza. Jestem nastawiony więc pozytywnie. Spróbuję przepracować zimę podobnym stylem i na wiosnę kto wie, może gdzieś znów się pobiegnie 🙂

Tydzień przedmaratoński nr.41

Kolejny tydzień za mną. Ostatni, w którym podniosłem jeszcze objętości biegowe. W tyg.42 mam plan lekko odpocząć, tak by na maratonie stawić się „na świeżo”.

Przechodząc na szybkości do cyfr:

Poniedziałek 06/10
Wolne

Wtorek 07/10
Bieg. Dystans: 26,13 km. Czas: 02:52:18. Średnie tempo: 06:35 min/km. Przewyższenia: +363/-360 m
Najdłuższy Galloway w przygotowaniach. Poza zwyczajowym zmęczeniem nóg szedł mi w sumie całkiem dobrze. Wydawało mi się, że odcinki biegowe do końca robię szybciej niż te 6.10, ale matematykę ciężko oszukać. Coś musiało iść gorzej, skoro finalnie tempo miałem 6:35. Niemniej do końca wytrzymałem co uważam za swój sukces.

Środa 08/10
Wolne

Czwartek 09/10
Bieg. Dystans: 12,08 km. Czas: 01:17:28. Średnie tempo: 06:24 min/km. Przewyższenia: +122/-110 m
Tygodniowy Galloway nr.2. Bezproblemowy jak widać po tempie.

Piątek 10/10
Wolne

Sobota 11/10
Bieg. Dystans: 5,32 km. Czas: 00:33:48. Średnie tempo: 06:21 min/km. Przewyższenia: +169/-161 m
Rower: Dystans: 48,59 km. Czas: 03:18:02. Średnia prędkość: 14:72 km/godz. Przewyższenia: +307/-307 m

Za ciepło nie było ale skoro nie padało to i bieg i rower w plan dnia weszły 🙂 Bieg bez sensacji. Rower widokowy – jesień idzie jakieś zdjęcia pięknych kolorów natury już można robić.

Niedziela 12/10
Bieg. Dystans: 10,14 km. Czas: 00:57:02. Średnie tempo: 05:37 min/km. Przewyższenia: +255/-242 m
Spacer. Dystans: 2,11 km. Czas: 00:42:56. Przewyższenia: +58/-64 m

Niedzielną dyszkę zrobiłem w towarzystwie żony. Ona jechała rowerem a ja sobie biegłem. Żeby jej aż tak mega nie spowalniać wszedłem na lepsze tempa. Zmęczyłem się ale mimo większych górek udało się zrobić całość w dobrym tempie – 5:37. Ot takie odmulenie od truchtania.
Po południu wybraliśmy się na krótki spacerek po Wambierzycach. Pogoda dopisała, przyjemnie spędziłem czas.