Archiwa tagu: relacja

WBG 2026 – Walimskie Biegi Górskie

W minioną sobotę odbył się kolejny z licznych ostatnio biegów górskich w rejonie Gór Sowich. Zaskoczyłem się trochę bo czy to z powodu marnej pogody czy nakładających się na siebie wydarzeń bieg na 51 km był bardziej niż kameralny. Na liście startowej ponad 150 osób a pobiegło hmmm… z 50? (a może i mniej).
Cóż, tak też czasem bywa. Mimo to przyjemnie było tam być i obserwować zmagania ultrasów z warunkami i dystansem.

Na swojej stronie FB zamieściłem pełną galerię zdjęć z tych zawodów. Poniżej zaś kilka, wybranych kadrów.

WBG 2026 – Sowi Hardcore

Toyota Eko Półmaraton Wałbrzych 2026

A dokładniej bieg na 10 km 🙂

W tym roku, dobrze szacując swoje marne siły, zapisałem się w Wałbrzychu na dystans 10 km. Po ubiegłotygodniowej 13-ce w Jakuszycach zauważyłem światełko w tunelu – może aż tak źle nie pójdzie? Stąd też wykiełkował mi plan był zmieścić się w godzinie.
Plany, planami, życie, życiem. W zeszły piątek jadąc samochodem pootwierałem sobie okna, włączyłem zimy nawiew no i … coś zaczęło mnie rozkładać. Czułem już w sobotę, w niedzielę ale tu jeszcze jakoś się trzymałem (biegło się przecież). W poniedziałek jednak siekło mnie na full. Poczułem zatoki, spływa do gardła. Gardło boli, łamie w kościach. Bieg w Wałbrzychu stanął pod bardzo dużym znakiem zapytania no bo po co sobie zaskoczyć jeszcze bardziej.
Cały tydzień nic nie robiłem (sportowo). Leczyłem się różnościami ale trzymało mnie twardo aż do piątku 04/09, kiedy to powoli zaczęło odpuszczać. Szkoda mi bardzo było tej dyszki więc finalnie powiedziałem do Żony, że trudno, spróbujemy. Pobiegnę delikatnie, bez ciśnienia. Jak mnie odetnie to trudno, dospaceruje się.

Z tego powodu praktycznie na ostatni moment zacząłem czytać co tam organizatorzy planują w tym roku. Oj, dobrze, że się przyjrzałem detalom 🙂 Dla mnie (dawno tu już nie biegałem) zmian było sporo. A to inna trasa, a to start w innym miejscu.

Pakiet startowy odebrałem w sobotę. Wielkiego szału w nim nie było no ale nie narzekajmy. Pojemnik na wodę, żelki, jakieś izo w proszku + zwyczajowe ulotki.
Na bieg wyjechałem w niedzielę odpowiednio wcześniej bo niezbyt było gdzie zaparkować by łatwo dojść do Starej Kopalni (miejsce startu i mety). Spacerek okazał się zacny, jakoś 2 km od auta 🙂

Wszystko wyliczyłem jednak dobrze. Na miejsce wydarzenia doszedłem z Żoną o 10:15 a startować mieliśmy o 10:45. Rozgrzewka, ustawienie się w strefie no i można zaczynać.

Ruszyłem z połowy stawki dość szybko orientując się, że biegnę ~5:20-5:30 min/km. Za szybko jak zawsze! ale, że początek z górki to niech będzie. Biegnie się, trochę z góry, trochę pod górę widzę jednak, że idzie mi dość dobrze. Nie mam problemów więc należy utrzymać to jak najdłużej.

Szok! Bez żadnych kłopotów dałem radę wytrwać do mety. Na ostatnich metrach nawet zebrałem się do przyśpieszenia by to miejsce, dwa w stawce wyrwać 🙂

Oficjalnie zająłem miejsce 192 z 579 z czasem 00:58:10. W kategorii M50 – 19. Średnie tempo biegu to 05:32 min/km.

Po biegu wciągnąłem wegeteriańskie danie (bardzo dobre), wychyliłem kubeczek wody z cytrusami no i poszliśmy z małżonką do auta by się przebrać. Było sporo czasu bo oficjalne dekoracji miały rozpocząć się o 14:00.

Po powrocie do Starej Kopalni snuliśmy się trochę między straganami expo. Pyknęliśmy sobie śmieszną fotkę AI w foto-budce, wzięliśmy udział w losowaniu Kolei Dolnośląskich (gadżety). Skusiłem się w końcu też na książkę Jerzego Skarżyńskiego „Biegiem przez Życie”. Może rozmowa z autorem i autograf mnie zmobilizuje do treningu?

Ceremonia dekoracji i losowanie odbywały się dość sprawnie ale przez mnogość kategorii trwało to i tak niemożliwie długo. Ludzie narzekali bo jak na złość włączyło się jeszcze mocne słońce i na betonowym placu był piekarnik. Los nie okazał się dla mnie szczęśliwy niestety więc pozostało znów dreptać z powrotem do auta.
Jako ciekawostkę powiem, że tych spacerów naskładało się nam z 11 km więc zakwasy mam srogie 🙂 🙂

Z zawodów jestem bardzo zadowolony. Moja dyspozycja zaskoczyła mnie samego. Co by było gdybym wystartował zdrowy i po sumiennym treningu? Kurcze, nie powiem trochę mnie to motywuje i chyba spróbuję docisnąć sobie śrubkę. Może wpadnie jakiś wartościowy wynik? 🙂

14 Letni Bieg Piastów 2026

Jakiś tydzień przed zawodami jadąc samochodem słuchałem Radia Wrocław. W audycji ogłosili, że do wygrania będzie pakiet startowy na dowolny dystans tegorocznych zawodów. Kazałem synowi wysłać wiadomość z wymaganymi rzeczami no i w sumie o sprawie zapomniałem. Dwa dni później dostałem sms, że wygrałem i proszą mnie o kontakt! Wow… 🙂
Zdecydowałem się na dystans 13 km bo dłuższe raczej poza moim zasięgiem a z kolei na 6 km to szkoda trochę jechać taki kawał drogi.

Skoro powiedziało się A, należało powiedzieć B 🙂 W tygodniu poprzedzającym imprezę zrobiłem „solidny” trening biegnąc 5 km, 7 km i 4 km (ostatnie miesiące biegam 4 x 4 km w tygodniu więc zaręczam było to faktycznie więcej niż normalnie). Zapoznałem się z przebiegiem trasy na stronie organizatora, pogrzebałem trochę w szafie co to na bieg się nada. Oj, dawno się nie szykowałem na zawody, dość przyjemne takie przełamanie rutyny treningowej.
Po tym ufny w swoją moc i szczęście udałem się na niedzielny bieg.

Jakuszyce przywitały mnie ładnym słoneczkiem ale i zimnym wiatrem 🙂 Udało się zaparkować prawie przy biurze zawodów więc spokojnie udałem się po pakiet, przejrzenie co ciekawego jest stoiskach wystawców i sponsorów. Sporo tego, widać rozmach. Szkoda tylko, że sam pakiet takie minimalistyczny (papierowa koperta z numerem, żelem i paroma ulotkami rabatowymi). No cóż, znak dzisiejszych czasów.

Gdy nadszedł stosowny czas zrobiłem porządną rozgrzewkę, ustawiłem się w ogonie stawki no i czekałem na sygnał startu.

Tłum ruszył, ja spokojnie z nim. Ze wszystkich sił starałem się nie dać ponieść entuzjazmowi i gonić ponad swoje siły ale jednak nie dało rady. Za daleko z tyłu chyba stanąłem i biegacze z tego rejonu strasznie psuli mi tempo – trzeba było zwalniać, uważać na nich. Korzystając z faktu, że pierwsze 7 km to raczej zbieg przyśpieszyłem starając się trochę wyjść do przodu. No nawet to szło. Znalazłem sobie miejsce gdzie przed sobą miałem większą grupę biegaczy a Ci wolniejsi nie deptali mi po nogach 🙂

Po 7 km zaczęła się właściwa walka. Zrobił się podbieg, tempo przysiadło. Do około 9 km truchtałem, później niestety był bieg przeplatany spacerkiem. Dopiero na szczycie Samolotu złapałem wiatr w żagle i ruszyłem szybciej w dół.

Na mecie zameldowałem się jako 303 osoba z 443. Czas 01:29:29. Kategoria M50 – 37 miejsce. Średnie tempo z zawodów to – 6:53 min/km

Jestem bardzo zadowolony z tego biegu. Nigdy tam nie byłem, zawsze to coś nowego. Trasa była korzystana, dość lekka i szybka. Taktycznie wyszło dobrze – nie przegiąłem. Zważywszy na to co biegam ostatnimi miesiącami aż dziwne, że tak dobrze wytrzymałem prawie 3x dłuższy dystans niż zwykle (i to po górach!).

Organizacyjnie wszystko wyglądało ok. nie mogę się do niczego doczepić. Naleśniki po biegu super 🙂 Polecam więc zawody tym, którzy jeszcze w nich nie startowali.

3xŚnieżka = 1xMont Blanc 2026

Jeden z lepiej znanych dolnośląskich biegów. Na wymagającej trasie odważni mogą zmierzyć się z królową Karkonoszy. I to nie jeden raz, a nawet dwa lub trzy 🙂
W tym roku nie starczyło mi sił i chęci na przygotowanie do biegu, no ale przynajmniej z aparatem udało się Śnieżkę zdobyć 🙂

W załączonej galerii kilkanaście zdjęć z zawodów a do zobaczenia całości zapraszam na swoją stronę FB:

GALERIA 01
https://www.facebook.com/media/set/?set=a.1644490261011998&type=3

GALERIA 02
https://www.facebook.com/media/set/?set=a.1644506954343662&type=3

GALERIA 03
https://www.facebook.com/media/set/?set=a.1644521287675562&type=3

GALERIA 04
https://www.facebook.com/media/set/?set=a.1644535344340823&type=3

Rudawy Wiosenny Festiwal Biegowy 2026

W tym roku coś mniej okazji wybrać się na zawody biegowe – zawsze wypada mi coś innego, co koliduje z terminami imprez. Tym większą miałem więc ochotę odwiedzić większy, dolnośląski festiwal biegowy, czyli odbyty w miniony weekend – Rudawy Wiosenny Festiwal Biegowy.

Ustawiłem się blisko finish-u, w okolicy zamku Bolczów (który zresztą polecam zwiedzić wszystkim). Trochę loterią był czas w jakim warto było się tam udać bo 4 dystanse (65, 45, 25, 15 km) ruszały o różnych godzinach, niemniej dobrze to wyliczyłem i zawodnicy dopisali na miejscówce 🙂

W galerii wybór kilku kadrów, zaś całość zdjęć na mojej stronie FB:

Galeria 01
https://www.facebook.com/media/set/?set=a.1592369526224072&type=3

Galeria 02
https://www.facebook.com/media/set/?set=a.1592387592888932&type=3

Galeria 03
https://www.facebook.com/media/set/?set=a.1592405972887094&type=3

Sowiogórski Festiwal Biegowy 2025

W miniony weekend odbyła się, organizowana przez Fundację Osiągnij Cel, spora, biegowa impreza – Sowiogórski Festiwal Biegowy. 4 dystanse do wyboru – od zacnego ultra – 54 km (Czarny Rycerz) poprzez krótsze 30 km (Mroczny Śpiewak), 15km (Stara Jodła), aż po 7 km (Ostoja Nietoperza).

Trasy zapowiadały się ciekawie, wyglądało, że uczestnicy będą mogli się zmęczyć 🙂

 Gdyby zawody interesowały kogoś pod względem kolejnych edycji Ich przebieg, przewyższenia można sobie zerknąć na Rate My Trail:

https://ratemytrail.com/event/sowiogorski-festiwal-biegowy-2025

Licząc na dobrą pogodę planowałem stawić się z aparatem na dystansie Ultra, w okolicy Wielkiej Sowy albo trochę za. To już było po dwudziestu kilku kilometrach, dobrze będzie widać ile komu sił zostało 🙂

Warunki meteo jednak nie rozpieszczały. Nie za ciepło było ale z pewnością mokro. Padający co trochę deszcz z pewnością nie pomagał mierzącym się z najdłuższym dystansem. Uczestnicy mimo to nie zawiedli 🙂 Większość wyglądała na zadowolonych, sporo uśmiechów widziałem na twarzach.

Zdjęcia zaś można zobaczyć na moje stronie FB. Może ktoś siebie odnajdzie 🙂

https://www.facebook.com/media/set?vanity=RafalC.Foto&set=a.1411136937680666&locale=pl_PL

Maraton Dębno 2025

Jako, że w Dębnie biegłem pierwszy raz rok temu to nie miałem większych problemów logistycznych z edycją tegoroczną. Dojazd, zakwaterowanie bez przeszkód. W biurze zawodów stawiłem się koło 13:00. Było jeszcze dość pusto więc szybciutko odebrałem pakiet (sporo rzeczy i fajna koszulka) no i można było oddać się relaksowi. Pospacerowaliśmy z Żoną po Dębnie, Myśliborzu, udaliśmy się na obiadek a wieczorem można było już obijać w hotelu. Łącznie wychodziłem w ten dzień około 8 km ale, że tempo było spacerowe z odpoczynkami to raczej nie przeszkodziło w biegu.

Niedziela przywitała mnie mrozem. Trochę obawiałem się czy nie będzie mi za zimno na trasie. Na szczęście szybko pokazało się słońce co dość dobrze wróżyło na bieg.

Nie wymyślając za wiele. Na starcie stawiłem się około 30 min przed maratonem. Zrobiłem spokojną rozgrzewkę, poprosiłem małżonkę o fotę no i należało się już ustawiać.

W tegorocznej edycji nie było aż tak wiele osób. Z tego co czytałem wystartowało około 650 osób. Między poszczególnymi grupami zrobiły się więc dość spore przerwy. Stanąłem za 4.15 a przed 4.30. Ponieważ biec miałem szybszym tempem niż grupa 4.30 wydawało mi się to logiczne.

Równiutko o 10.00 ruszyliśmy. Po chwili wyszło, że biegnę jednak trochę za szybko i co chwilę tasuję się z grupą 4.15. Bałem się czy nie skończy się to jakąś spektakularną porażką ale strasznie wkurzało mnie to miejsce w peletonie. Biegnąc wyprzedzałem ich. Za chwilę mijały 4 minuty i musiałem przechodzić do marszu. Nie chcąc przeszkadzać innymi zbiegałem do krawędzi jezdni. Grupa wtedy mnie wyprzedzała i zabawa zaczynała się od nowa.
Uznałem, że wóz albo przewóz. Siłę mam, nie biegło mi się strasznie źle to spróbuję zaatakować te 4.15 i odstawić ich na tyle by ciągle nie wchodzić sobie w drogę 🙂

Strategia ta nie była pewnie idealna ale przez pierwszą połowę biegu realizowałem ją całkiem sprawnie. Międzyczasy wyglądały tak:

5:00 km – 00:29:34 tempo 5:54/km tętno 154 ud/min
10.00 km – 00:29:14 tempo 5:50/km tętno 161 ud/min
15.00 km – 00:29:59 tempo 5:59/km tętno 159 ud/min
20.00 km – 00:29:55 tempo 5:59/km tętno 162 ud/min
25.00 km – 00:32:19 tempo 6:27/km tętno 160 ud/min
30.00 km – 00:34:25 tempo 6:53/km tętno 157 ud/min
35.00 km – 00:36:18 tempo 7:15/km tętno 158 ud/min
40.00 km – 00:41:21 tempo 8:16/km tętno 149 ud/min
42.76 km – 00:23:07 tempo 8:21/km tętno 142 ud/min

Do około 20 km szło to zgodnie z zamierzeniami (chociaż zwyczajowo dość szybko zacząłem czuć spięcie łydek i podudzi). Udawało mi się jednak tempo trzymać, tętno też nie leciało w nieskończoność.
Po 20 km zaczęły się jednak kłopoty. Kolejną piątkę zrobiłem już wolniej, zgodnie z pierwotnymi założeniami tempa. Niestety po 27 km walnął mnie taki kryzys że szok. Próbowałem coś się ratować kombinacjami a to 3 min biegu + 2 chodu ale wytrwałem tak może z kilometr, dwa i był koniec. No nie mogłem. Nogi ciężkie, zaczątki skurczów i głowa woła – idź 🙁 Do mety niestety więcej szedłem niż biegłem. Nerwowe zerkanie na zegarek mówi, że może by jakoś jeszcze dał radę zmieścić w tych 4:30 bo z pierwszej połowy zbudowałem mały zapas czasu ale niestety … co zacząłem podbiegać ze 100 m to miałem dość i kolejne 200 lazłem. Na kulawy trucht (modląc się by mnie nie sieknął jakiś mega skurcz) zdobyłem się dopiero na końcowej prostej. Masakra 🙁

Na mecie zameldowałem się po czasie 04:46:10 zajmując miejsce 559 z 643. W M50 byłem 80. Medal dali, wodę i folię termiczną też. Dociągnałem się do Żony, pogadaliśmy chwilę, zjadłem makaron no i można było wracać. Wydaje mi się, że w tym roku nie było losowań niczego no to zebraliśmy się i ruszyliśmy do domu by nie marnować więcej czasu.

Kondycyjnie wiadomo jak to po maratonie. Łaziłem ciągnąc nogi a najgorzej było wstać z fotela w aucie 🙂 Dzień, dwa później jest już sporo lepiej. Oczywiście czuję mięsnie ale myślę, że w czwartek będzie można pójść na lekki rozruch 🙂

Analizując co nastapiło – Nie powiem trochę mi było szkoda w pierwszym momencie, iż 4:30 nie wpadło. Na chłodno jednak myślę, że liczyłem na zbyt dużo do tego co mogłem realnie dokonać. Ja muszę jednak mieć dobrze przepracowany trening by były wyniki. Gdyby zrealizowany cykl Gallowaya powtórzyć na spokojnie jeszcze z raz, dwa (podnosząc oczywiście tempa czy zmniejszając przerwy) mogłby to wyjść całkiem inaczej. Na poprawę humoru zauważyłem za to (w apce Suunto) informację, że aktualny maraton zrobiłem o 8:38 min szybciej niż ubiegłoroczny. Czyli – nawet te parę tygodni treningu dało mi progres 🙂 To dobra prognoza. Jestem nastawiony więc pozytywnie. Spróbuję przepracować zimę podobnym stylem i na wiosnę kto wie, może gdzieś znów się pobiegnie 🙂

XVII Bieg Koguta (2025)

Oławski bieg cieszy się sporym powodzeniem wsród firm z tego regionu. Niektóre zakłady wystawiają na niego całkiem spore składy. W tej, gdzie pracuję, zbyt licznej reprezentacji może nie ma ale jednak start w nim stał się już pewną tradycją.
Nie miałem w sumie żadnych planów na ten czas. Zawody jako mocniejszy akcent wpisywały mi się dobrze w przygotowania treningowe no to czemu nie 🙂 Dodatkowo, trasa biegu jest w miarę płaska, przyjemna można więc powalczyć o dobre czasy.

Założeń strategicznych na bieg nie szykowałem. Pierwotnie chciałem go przebiec spokojnym biegiem ciągłym. Trochę to się zmieniło przed, no ale o tym za chwilę.

Wstałem rano w niedzielę. Poranek 07/09 okazał się być chłodnym i mglistym. Brak upału rokował dość dobrze na zawody. Przygotowałem sobie lekkie ciuchy, zabrałem pas z bidonami. Kupiłem nawet żel w Biedronce, bo przez konieczność odbioru pakietu, spodziewałem się, że spędzę sporo czasu przed zawodami na głodniaka 🙂

Odbiór pakietu poszedł szybko i sprawnie. Spotkałem na sali wujka, który też planował pobiec. Chwilę się pogadało no i można było ruszać do rynku gdzie był start i meta.

Im bliżej było do startu tym bardziej zacząłem myśleć jak zaplanować bieg. Trochę głupio pobiec po 6:30. Tak to mogłem sobie potruchtać sam, Uznałem więc, że należy przewietrzyć nogi i płuca no i dać z siebie więcej – pobiegnę ile będzie sił, celując w czas 50-55min.

No to lecimy. Rundka wokół oławskiego rynku ostrożnie i spokojnie bo spory tłok. Za chwileczkę już jednak można było biec komfortowo. Pojawiło się też słońce, którego w sumie nikt się nie spodziewał po porannych mgłach.

Po starcie dość szybko ustawiłem tempo na około 5:10-5:15 min/km. Biegło mi się dobrze, wyglądało, że dam radę utrzymać je przez większość a może i cały bieg. Tak też było. Nie miałem żadnego kryzysu. Oddechowo dobrze, nogi też nie strajkowały. Szybciej bym rady nie dał, no ale zakładany plan wykonałem w 100% 🙂
Oficjalne wyniki to czas: 53:21 brutto (52:36 netto). Miejsce 360 z 747 sklasyfikowanych.

Po biegu udałem się w okolice stadionu miejskiego gdzie organizowano biegi dzieci a później miały być dekoracje i losowanie nagród.

No właśnie i tu należy trochę ponarzekać. Organizatorzy padli ofiarą popularności swojego biegu 🙂 Do startów dzieci zgłoszono ponad 400 maluchów co spowodowało spore opóźnienia. Finalnie z 45-60 min. Organizacja tego też troszkę kulała – a to jakieś problemy z mikrofonem, a to ogarnianie rodziców i ich pociech. Osoby (jak ja) czekające na losowania wystawione były na sporą próbę cierpliwości i mam wrażenie, że nie wszyscy jej podołali. Warto by w kolejnych edycjach rozwiązać to jakoś inaczej.

Szczęścia nie miałem, żadna nagroda mi nie przypadła więc można było wracać do domu.

Bieg, ogólnie uważam za udany. I pod względem swojej postawy i organizacyjnie. Wydawanie pakietów, trasa, punkty odżywcze, wszystko było ok. Gdyby nie sygnalizowane spóźnienie na końcu imprezy można by tylko chwalić go za wszystko.

Bieg na Wielką Sowę 2025 – zdjęcia

Kolejny, drugi już bieg w Grand Prix Gór Sowich za nami 🙂

 Startujący w Biegu na Wielką Sowę nie mogli narzekać chyba na nic. I pogoda i widoki były jak należy. A i zmęczyć też się dało 🙂

Po zaciętym biegu pierwsi na mecie zameldowali się:
[K] Ficner-Zborowska Anna – 49:27
[M] Jaśtal Piotr – 41:06

Widzę, że p. Anna prezentuje dobrą formę od początku sezonu, czyżby były chęci zwyciężyć w całości GP? 🙂

 Piotr zaś nie dał się depczącemu mu po piętach reprezentantowi Kenii i wywalczył ładne zwycięstwo.

Jeśli ktoś zaś był albo chce po prostu popatrzyć na zmagania na trasie zapraszam do kilku galerii zdjęciowych jakie popełniłem.

GALERIA 1

GALERIA 2

GALERIA 3

Sowiogórska 10 i Półmaraton 2025 – zdjęcia

No i po pierwszym biegu sezonu w Górach Sowich 🙂

 Na starcie stanęło prawie 300 biegaczy, którym oprócz górskiej trasy przeszkadzała z pewnością pogoda. Było bardzo gorąco, czego sam doświadczyłem idąc zrobić trochę zdjęć. No ale… przynajmniej widoki były ładne jak ktoś miał czas i chęć podziwiać 🙂

Mimo trudnych warunków czołówka dość szybko osiągnęła metę.

Półmaraton:
(M) Jakub Gorzelańczyk – 01:33:08
(K) Chloe Christiaen – 01:49:29

10 km:
(M) Bartłomiej Wojsław – 00:44:56
(K) Anna Zborowska-Ficner – 00:53:42

Gdyby zaś ktoś był ciekawy rywalizacji/widoków albo chciał siebie znaleźć na zdjęciach zapraszam na swoją stronę. Są 3 galerie:

Galeria 01

Galeria 02

Galeria 03