Archiwa tagu: kiprun

Kiprun pas na numer startowy

Nic co dobre nie trwa wiecznie 🙂 W moim starym pasku (używany już z 10 lat) pękło finalnie mocowanie. Coś by tu może i „zdrutował” ale dobra, nie majątek można się rozejrzeć za innym.
Mam wprawdzie bardziej rozbudowane pasy (z miejscem na żele, bidony) ale taki lekki, prosty na krótkie biegi też się czasem przydaje.
Upatrzyłem sobie coś wstępnie na necie niemniej będąc w Decathlonie wzrok mój padł na odpowiednią półkę no i widzę, że oni też mają 🙂
Pasek ten kosztował 29 zł wyglądał ciekawie więc zakupiłem.

Poniżej parę uwag z jego używania.

Pas wygląda solidnie. Zrobiony jest z rozciągliwej taśmy (gumki?) o szerokości około 2 cm. Czarna barwa, a jedynym akcentem przełamującym jest biały napis Kiprun.

Mocowanie to plastikowa klamra. Łatwo się ją rozpina i zapina ale wygląda, że będzie trzymać (i tak robi).

Po wyregulowaniu długości wisi stabilnie, nie opada, nie rozluźnia (z samym numerem bez obciążenia żelami).

Na pasie mamy sześć szlufek na saszetki i trzy wciski pozwalające zamocować numer startowy.

O szlufkach wypowiadał się nie będę, nie nosiłem w nim żeli. Na oko, rozciągają się ciężko to i może będą trzymać to co włożymy. Po mojemu bardzo duży żel tu się nie zmieści, widział bym bardziej te węższe.

Sednem pasa są za to wciski na których wieszamy numer. Sama ich idea jest świetna. Rozłącza się je prosto. Podłączone są w całości do paska, nie ma tu ryzyka, że coś nam odpadnie, zginie. Mam tu na myśli fakt, że w starym pasku miałem sznureczek ze zdejmowaną zaślepką na końcu (jak na rysunku poniżej). Na zmęczeniu, po biegu trzeba było uważać by ich nie zgubić 🙂


W Kiprunie mocowanie trzyma bezpiecznie założony numer. Nie miałem żadnych problemów z tym systemem podczas szybszego biegu.

Żeby nie było za różowo. Pas ma jednak jedną a bardzo ważną niedogodność. Owe wciski są zamocowane na sztywno. Na luźnym pasku są na tyle blisko siebie, że numer startowy jest wygięty w łuk. W teorii jak założymy na siebie pas, rozciągnie się i powinno być ok. Powinno. Mam sporo cm w pasie ale niestety dalej nie było u mnie dobrze. Numer odstawał od brzucha i wkurzał. Rozwiązaniem okazało się przesunięcie go na biodro. Wtedy „krzywizna” lepiej dolegała do ciała i jakoś to szło.

Z powodu powyższego problemu nie mogę go polecić wszystkim. Nie są to może jakieś wielkie pieniądze ale wg mnie pasowałoby przymierzyć w sklepie (z jakimś starym numerem) i dopiero wtedy podjąć decyzję zakupową.

Legginsy ocieplane Kiprun Run 500

Zimy już nie takie jak kiedyś ale jednak przyjemnie jak ciepło w tyłek 🙂

Ostatnie kilka lat na zmianę używałem zimowych legginsów z Decathlonu i Aldi. Czas już je trochę nadgryzł więc gdy Mikołaj zapytał co chcę to uznałem, że nowe spodnie 🙂

Zerknąłem najpierw w net by obadać co na topie. Niestety, jakoś ceny mnie nie porwały. Wiem, że tanio to było kiedyś ale jednak nie wydaje mi się zasadne wydawać około 300 zł na legginsy. Zwyczajowo więc skończyło się na wizycie w Decathlonie. Wiadomo, drożej jest i tu ale jednak aż tak nie boli.

Po zapoznaniu się z ofertą padło na ocieplane legginsy – Kiprun Run 500 w kolorze czarno-szarym.

Zdjęcie zapożyczone ze strony Decathlon, moja fotka gdzieś mi przepadła z komórki 🙂

Niezbyt jest tu co wymyślać z opisem no to tak na szybkości…

Materiał faktycznie trochę solidniejszy niż w takich letnich. Z tyłu (na łydkach) wstawki z trochę innego materiału. Są delikatne odblaski. Całość dość przyjemna, wygląda, że potrafi oddychać – nie pocimy się jakoś przesadnie w nich. Materiał nie jest też jednolity, ma swego rodzaju fakturę co być może pomaga by spodnie nie zsuwały się nam z nóg.

Na dole nogawek zameczki. U góry (tył) zapinana kieszonka. Pas ma w sobie gumkę i wiązany sznurek. Zakres regulacji powiedziałbym więcej niż zadowalający. Tym razem wygodniej było mi wziąć 2XL i trochę się bałem czy nie będzie za luźno. Jest jednak ok, sznurkiem spokojnie się zacisnę i w biegu jest dobrze. Nic nie spada, nie luzuje się.

Biegam w nich już około 2 miesięcy i wrażenia są pozytywne. Wygodne, lekko luźniejsze, nie krępują ruchu (to pewnie zasługa XXL). Wyprowadzają wilgoć na zewnątrz, nie pływam w nich. No i co najważniejsze nie spadają mi z okrągłego brzuszka 🙂
Za krótko by wyrokować coś o trwałości ale przez ten czas wyglądają dalej jak nowe, nic złego z nimi się nie dzieje (żadnych rozdarć, puszczających szwów itp).

Jeśli ktoś lubi ten rodzaj spodni to czemu nie. Warto spróbować.