Archiwa tagu: bieg

Grand Prix Gór Sowich 2025




Grand Prix Gór Sowich 2025 czyli biegaj w Górach Sowich 🙂

Dolny Śląsk mocno stoi trailowym bieganiem. Od wielu już lat organizowane są tu (przez Centrum Kultury Gminy Nowa Ruda w Ludwikowicach Kł.) znane i lubiane imprezy w Górach Sowich takie jak Bieg na Wielką Sowę, Górski Bieg Niepodległości.

Myślę, że większość z Was o nich słyszała a może nawet w nich startowała 😊 Tym, którzy dopiero wkręcają się w bieganie po górach polecam zerknąć na stronę organizatora:

Biegaj w Górach Sowich

albo profil na FB:

FB BiegajWGorachSowich

Nie będę tu przesadnie słodził CKGNR ale wiem, że wszystkie te imprezy zorganizowane są z pasją, mają fajne trasy, nagrody no i oczywiście rywalizację na trasie. Startują tu często naprawdę mocni zawodnicy a biegi są częścią różnych cyklicznych wydarzeń i wynik w nich liczy się do rocznych klasyfikacji.

W 2025 roku wystartowała ciekawa inicjatywa pod nazwą – Grand Prix Gór Sowich. Obejmuje one cykl, czterech biegów rozgrywających się od lipca do listopada. Są to:

  1. Półmaraton Sowiogórski / Sowiogórska Dycha (05/07/2025)
  2. Bieg na Wielką Sowę (10/08/2025)
  3. Górski bieg Niepodległości (11/11/2025)
  4. Półmaraton Górski Orzeł (22/11/2025)

Zapisy na poszczególne biegi są już w toku i chciałbym zachęcić Was do wystartowania w nich. A może nawet w całym cyklu? Z tego co wiem, oprócz zaszczytnej pozycji na liście finisherów planowane są atrakcyjne nagrody 🙂

Sam pewnie skuszę się na start w kilku a tam gdzie biec nie będę całkiem możliwe, że połażę z aparatem polując na fajne kadry. To i pokibicuję przy okazji startującym 🙂

Na małą zachętę (dla tych, którzy jeszcze myślą) będzie niedługo możliwość wylosowania pakietu startowego na – Bieg na Wielką Sowę i Półmaraton Górski Orzeł. Wypatrujcie szczegółów na forum Bieganie.pl

Forum Bieganie.pl

Informacje o konkursie będą w odpowiednim dziale forum (konkursy), a na ten moment jest wątek o cyklu zawodów:

Wątek o Grand Prix Gór Sowich 2025

Zapraszam wszystkich do dzielenia się na forum uwagami, wynikami, relacjami ze swoich startów i wszystkim co uważacie za przydatne.

Memoriał Barbary Szlachetki 2025 – zdjęcia

Oprócz biegania jedną z moich pasji jest fotografia. Łącząc przyjemne z pożytecznym ostatnio wziąłem się trochę za zdjęcia z zawodów biegowych 🙂 Kilka relacji dodałem na swoim profilu FB. Nie wiedzieć czemu w sumie nie wpisałem nic o nich na blogu 🙂 A może ktoś przypadkiem by był zainteresowany odnalezieniem się na tych kadrach.

Polecam więc zerknąć na kilka ostatnich moich galerii (linki poniżej) a teraz świeża wrzutka z Jelczańskiego biegu 🙂

Część 01

Część 02

Część 03

Memoriał Barbary Szlachetki 2025

Wpis łączony – powstał z małego podsumowania ostatnich miesięcy przygotowań do zawodów i samej imprezy.

„Nieudawanie się” to moje drugie imię od paru lat 🙂

Po obniżeniu poprzeczki z maratonu na półmaraton przygotowania przez chwilę szły w dobrym kierunku. Zmniejszenie presji jednak okazało się mieć i swoją złą stronę. Znów zaczęło mi się wydawać, że mam sporo czasu, rozkręcę się delikatnie, powoli i tak traciłem tydzień za tygodniem.

Dobrego biegu by z tego nie było ale do mety jak najbardziej by się doturlał 🙂

Niestety, nieplanowane nieszczęście uderzyło mnie podczas mocniejszej jazdy rowerem (jakoś przy początku kwietnia). Za dużo, za mocnych podjazdów chyba wpadało i zacząłem czuć lewe kolano. Jakieś takie spięte, mniej mobilne mi się zrobiło (ciężko było mi zgiąć nogę w pełnym przysiadzie czy podciągnięciu do tyłu do pośladka). No by to… Przestraszyłem się, że padnie mi całkiem więc zmniejszyłem liczbę biegów, dystanse znów po te 4-5 km.
Puszczała mnie ta kontuzja bardzo opornie. Niby nie boli już prawie, ruch powoli wraca do normy ale przy mocniejszym obciążeniu coś tam nie jest ok. Czasem kolano czuję, czasem mam wrażenie, że przeskakuje coś. Sypie się. Starość uderzyła przed 50-ką.

Cóż. Nie było co się wygłupiać. Dało się, to kolejny raz zmieniłem dystans – zostawiłem sobie 10-kę w Jelczu i ją turystycznie miałem plan pokonać.

Żeby były i jakieś numerki nakreślające dyspozycję to sportowo pokonałem:
Marzec
Bieg – 106 km
Rower -73,38 km
Spacerki – 41,65 km

Kwiecień
Bieg – 86 km
Rower – 403,4 km
Spacerki – 14,03 km

Wracając zaś do samej imprezy.

By oszczędzić sobie przedstartowej nerwówki z pakietem (kolejki, czas) zgłosiłem się po niego dzień wcześniej. Elegancko wydano mi co trzeba i można było już bez stresu szykować się na zawody.

Dzień biegu (jak praktycznie zawsze) zapowiadał się na gorący więc wziąłem krótki zestaw ciuchów. By zapewnić sobie pełny komfort na trasie dołożyłem plecaczek z dwoma softflaskami. 10 km pewnie zrobił by i bez niego ale w sumie, co mi szkodziło – ciężko nie było.

Start dystansu 10 km był zlokalizowany 500 metrów dalej od maratonu/półmaratonu. Podreptałem więc tam, zrobiłem lekką rozgrzewkę no i można było biec.

W założeniach startowych chciałem biec po te + / – 06:00 min/km, obserwować kolano i swoje siły.

Magia zawodów robi jednak swoje. Po pierwszym kilometrze wyszło mi, że biegnę około 5:30. Idzie to znośnie to należało spróbować utrzymać. Tak też było. Starałem się biec równo, nie szaleć z przyspieszaniem ale też nie zwalniać.

Powiem szczerze, że sam byłem zaskoczony swoją dyspozycją. Do mety wytrzymałem notując takie międzyczasy:
01 – 5:34
02 – 5:30
03 – 5:23
04 – 5:32
05 – 5:31
06 – 5:27
07 – 5:28
08 – 5:30
09 – 5:34
10 – 5:17

Oficjalny czas na mecie: 00:55:07 min. Miejsce 133 z 283.

Nie był to na pewno wysiłek na 100%. Mięśniowo czułem się dobrze. Przegoniło mnie wprawdzie do toi-toia po memoriale ale to chyba zasługa zbyt ciężkiego śniadania. Po lekkim odświeżeniu się, pokręciłem się jeszcze około 2 godzin po trasie zawodów robiąc zdjęcia i czekając na losowania. Cóż… nagrody były fajne ale jakoś mojego numerka nie wylosowano 🙂

Na sam koniec kilka ogólnych przemyśleń o biegu. Sporo ludzi było, frekwencja chyba dopisała. Organizacyjnie niezbyt mam się do czego doczepić – wydawanie pakietów, punkty żywieniowe były, działały dość sprawnie. Dekoracje, losowanie szybciutko, bez przymulania 🙂 Ewentualnie organizatorzy mogliby pokombinować troszkę lepiej z metą. Z opowieści mojej żony, pierwsi biegacze trochę zaskoczyli wolontariuszy (w sensie, że to już :)). Później w sumie ludzie trochę się przy tej mecie kręcili tu i tam co mogło troszkę przeszkadzać tym, którzy mieli kolejne kółka do biegnięcia. Może spiker powinien częściej przypominać kto gdzie ma przejść?

Ale jak dla mnie wszystko pozytywnie i jak będą siły to za rok pewnie się też znów pobiegnie 🙂

Wygraj pakiet na Memoriał Barbary Szlachetki 2025

Wygraj pakiet na Memoriał Barbary Szlachetki 2025

Jeżeli jeszcze nie macie planów startowych na majowy weekend chciałbym Was zaprosić w imieniu organizatorów (KB Harcownik), portalu Bieganie.pl i swoim 🙂  na te dolnośląskie zawody.

Na pewno będzie fajna, kameralna (chociaż z dużymi aspiracjami!) impreza, szybka trasa, no i szanse na wylosowanie atrakcyjnych nagród po biegu.

Na zachętę – można wygrać voucher na start w biegu – XVIII Toyota Bieg 10 km.

Po szczegóły zabawy zapraszam na portal bieganie.pl:

https://bieganie.pl/?p=73365&preview=1&_ppp=773155e9fe

Na kreatywne, pomysłowe odpowiedzi na pytanie konkursowe czekamy zaś na forum bieganie.pl

https://bieganie.pl/forum/viewtopic.php?f=18&t=65971

Odpowiedzi proszę udzielać do 04 kwietnia 2025, wskazanie zwycięzców zaś 07 kwietnia 2025.

13 Cross Trzebnicki 2025

Jakoś w 2024 roku brat mój wyczaił, iż w Trzebnicy znajduje się całkiem fajne miejsce do biegania terenowego (pętla około 3km). Bez konieczności wyjazdu w prawdziwe góry można zakosztować przewyższeń, biegów przełajowych – jest las, są zbiegi, podbiegi. Wszystko to położone bezpiecznie, w cywilizacji, w mieście. Kiedy jeszcze okazało się, że w lecie nie żarły tam owady to miejsce okazało się wprost wymarzone by trenować 🙂 Co też kilka razy robiliśmy.

Pozostając w rodzinnych klimatach od słowa do słowa wujek napomknął, iż mają tam też całkiem fajny bieg – Cross Trzebnicki.

Padł więc pomysł by zapisać się i wystartować. Taaakkk… niefartownie tylko wyszło, że wujek naciągnął jakiś mięsień, brat zaczął uskarżać się, iż w nodze mu coś przeskakuje i na placu boju zostałem sam. Szczerze to za szczęśliwy nie byłem – ani dystans, ani trudność terenowa nie brzmiały zbyt zachęcająco. Cóż jednak począć, poczucie obowiązku nakazało mi na zawody się udać.

Wielkich przygotowań do biegu nie zrobiłem. Zerknąłem, że faktycznie trasa prowadzi po znanym mi szlaku (z lekko zmienioną końcówką okrążenia), pakiet startowy jest bogaty i tyle 🙂 A nie – żeby nie było jakichś problemów na trasie to wziąłem terenowe buty (zdjęcia może tego nie sugerują ale naprawdę w większości biegnie się w lesie).

Leciutkim zaskoczeniem dla mnie był fakt, że na zawodach wystartuje całkiem sporo osób – ponad 500. Organizatorzy dobrze jednak przygotowali się do przyjęcia biegaczy. Biuro zawodów działało sprawnie, były toalety, dobrze oznaczona trasa.

Rozgrzewka, zająłem miejsce raczej przy końcu stawki no i nie ma co przedłużać – startujemy 🙂

Warunki na trasie były dobre. Poza króciutkim odcinkiem z lekkim oblodzeniem później było już dobrze. Mróz ściął ziemię, nie było błota, śliskości. Szlak mimo sporej liczby biegaczy nie korkował się – dało się nawet tego i owego wyprzedzić / być wyprzedzanym.

Pierwsze kółko zrobiłem dość szybko jak na swoją aktualną formę. Wszystkie wzniesienia biegiem, na wypłaszczeniach lekko przyśpieszałem. Pasuje mi układ tej trasy. Nie było dla mnie za stromo, bez obaw puszczałem się luźniej w dół.

Za fantazję dość szybko przyszło zapłacić. Na drugim kółku, jakoś po 4 km uznałem, że chyba pod wzniesienia będę podłaził. Tak niestety się stało chociaż szczerze mówiąc jakoś mocno czasowo nie straciłem.

Trzecie okrążenie rozpocząłem podobnie – przymulając na wzniesieniach 🙂 Doszedłem jednak zawodnika, który brał mnie pod górki a na zbiegach za to jak go ciągle wyprzedzałem. Zdenerwował mnie 🙂 włączył mi się duch rywalizacji – jak to tak! Spiąłem się, wyprzedziłem go na wypłaszczeniu i żeby nie oddać pozycji to ostatnie dwa podbiegi biegłem. Sam finish zrobiłem nawet ze sporym przyśpieszeniem co oznacza mniej więcej to, że jednak jakiś zapas sił miałem i mogłem na trasie coś tam urwać.

Nie ma co narzekać. Na metę wbiegłem jako osoba numer 300 z 410. Czas 1:02:52. W kategorii M50 byłem 43.

Po biegu wręczono medal, poszedłem na ciepłą herbatkę i ciasta, banany. Niezbyt jasno podano niestety czy będzie jakieś losowanie dla wszystkich czy nie, dlatego też nie zostawałem na dekoracje ale rodzinnie poszliśmy zwiedzić Trzebnicę. Coś tam jednak losowali, szkoda może miałem szansę 🙁

Z zawodów w sumie jestem zadowolony. Ładna pogoda, biegło mi się przyjemnie. Czas oczywiście nie poraża ale fakt, iż 10 km jest dalej w moim zasięgu jest pozytywny.

O ja cię… maratońskie przygotowania 2025

O ja cię… za każdym razem wydaje mi się, że jestem już na dnie formy, chęci i za każdym razem okazuje się, że ciągle może być gorzej :/

Narodzona w końcu zeszłego roku chęć przebiegnięcia maratonu jakoś specjalnie nie została poparta solidną pracą. Albo może trochę inaczej – wydawało mi się, że muszę spokojnie i powoli rozkręcić się przed solidnymi treningami. No i minął grudzień, minął styczeń a ja rozkręcam się dalej. Fajnie, tylko czasu do maja jak zwykle zrobiło się mało.

Maraton okazał się za to być już potwierdzonym – 1 maja 2025 (Jelcz-Laskowice).

Na obecną chwilę sytuacja wygląda tak (pominę rower i spacery chociaż one trochę wspomagają całokształt):

Październik 2024 – 87,3 km
Listopad 2024 – 88,1
Grudzień 2024 – 87,1 km
Styczeń 2025 – 103 km

Mało 🙁 Wszystkie te biegi były raczej z zakresu 5-10 km, przy czym tych bliżej piątki było oczywiście przewaga. Mały plusik to fakt, że sporo biegam po lesie, górkach więc wysiłek jest troszkę większy niż na asfalcie.
Powoduje to jednak, że robione (coraz częściej teraz) biegi po 10 km idą mi jak po grudzie. Niby przebiegnę ale po czuję, że mocno dały mi w kość.

Przy tym wszystkim największym problemem jest jednak fakt, iż zapuściłem się wagowo. W ciągu dnia jakaś marna dieta, wieczorem dożeram słodkim i osiągnięte przed grudniem 93 kg trzymają się mnie i nie chcą puścić 🙁 Pierwszy raz w swojej karierze będę musiał chyba pochylić się nad sensowniejszą dietą bo coś samymi treningami chyba się nie ogarnę.

No i tak… 3 miesiące zostały a ja jestem na poziomie 100 km/miesiąc. Dylemat mam co z sobą począć? Odpuścić? Walczyć?
Wzrost treningu o 50 km na miesiąc brzmi dość ryzykownie. Boję się, że posypię się całkiem (a i tak co trochę czuję jak nie achillesa, to kolana, czy biodro). Z drugiej strony jak będę dodawał sobie z 20 km na miesiąc to już teraz wiadomo, że maratonu z tego nie pobiegnę.

Nie widzę dobrego wyjścia z tej sytuacji no może takie, że maj pobiegnę na zaliczenie a na jesień poszukam sobie imprezy, do której uda mi się dobić z właściwą formą.

Na sam koniec by osłodzić sobie gorycz porażki 🙂 i trochę pokazać, że coś jednak robię (nie biegowo) to pochwalę się, że wziąłem się za domowe treningi siłowe – 4 x w tygodniu.
Nie są to typowo kulturystyczne ćwiczenia ale takie bardziej ogólnorozwojowe sesje nakierowane na rozruszanie się, wyjście z wieloletniego nic nie robienia. Ciężary mniejsze, więcej powtórzeń. Kurcze… jak tak człowiek zacznie coś nowego to tak elegancko idzie na początku 🙂 Forma rośnie, plecy mniej bolą. Klata, biceps rosną. Fajnie 🙂

DrWitt Power Gel

DrWitt – żele energetyczne

O odżywianiu przy okazji biegania napisano już chyba wszystko, nie będę się więc silił na jakieś naukowe wywody 🙂 Mi pasują, nie szkodzą raczej 😉 więc na okazje biegów dłuższych zawsze staram się coś kupić.

Od pewnego czasu zauważyłem, że marka DrWitt (kojarząca się kiedyś głownie z sokami ) weszła bardziej w segment sportowy. Dostępne są napoje izotoniczne, napoje witaminowe jak i tytułowe żele.

Zachęcony niewielką ceną kupiłem kiedyś parę na próbę i powiem, że jestem nimi pozytywnie zaskoczony.

Przyjemną dla mnie niespodzianką jest ich konsystencja. Są to żele bardziej płynne, można je przyjmować w sumie bez popijania wodą. To duży plus. Nie zapychają a i można by zaryzykować tezę, że jakieś dodatkowe nawodnienie jest to w czasie biegu. Taka forma z pewnością zmniejsza także ewentualny dyskomfort trawienny. Nie powinniśmy mieć uczucia ciężkości, guli na żołądku.

Smaki jakie próbowałem to wiśnia i mango. Oba ok (dla mnie), przyswajam je i żadnych dyskomfortów nie miałem.

Co do składu, właściwości – pozostawiam to już Waszej ocenie. Na zdjęciu widać ile czego mają. Jak ktoś chce to musi porównać ze stosowanymi przez siebie produktami.

Żele dostępne są w niektórych marketach (ja kupiłem w Aldi). Są również i na allegro. Cena około 3 zł za 100gr opakowanie. W pakietach trochę taniej.

Polecam więc obadać samemu może będzie to ciekawa alternatywa i dla Was.

12 Górski Bieg Niepodległości w Świerkach 2024

Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią stawiłem się na starcie tegorocznego biegu. Pogoda była więcej niż dobra – słonecznie, sucho i temperatury oscylujące koło +2 stopni Celsjusza. Pozwalało to mieć nadzieję na przyjemny bieg w miłych okolicznościach przyrody 🙂

Przejęty życiem przyjechałem do Świerk jakieś 80 min przed rozpoczęciem zawodów. Spokojnie dało się zaparkować a i formalności w biurze poszły ekspresowo. Jak w większości obecnych zawodów trzeba było mieć przy sobie kod QR by dostać numer. Z jednej strony postęp, nie trzeba uczyć się numeru, okazywać dokumentów. Z drugiej kłopot no bo jednak wypada dźwigać ze soba smartfon.
Przyjechałem na bieg sam i trochę logistycznie miałem wątpliwości co zrobić z kluczem od auta i owym telefonem. Nie brałem kamizelki biegowej ale udało się je jednak wepchać do pasa biegowego pożyczonego od małżonki 🙂

W tegorocznym pakiecie startowym był kalendarz, patriotyczna czapeczka biegowa i zestaw ciast. Kawy chyba celowo nie dali bo większość zrezygnowałaby od razu z rywalizacji na rzecz słodkiej konsumpcji 🙂

A poważnie. Brat mój dotarł na bieg, przed samym startem odnalazł się i wujek. Chwilę pogadaliśmy o zaliczonych zawodach, strategii na aktualne i można było ruszać.

Pierwszy podbieg

Z minionych lat pamiętam, że problematyczny jest pierwszy ~1 km odcinek wiodący wąską drogą pod górę. Start na przodzie grupy zmusza do zbyt dużego tempa, co zazwyczaj mści się później. Start z tyłu niestety powoduje, że ciężko wyprzedzić idących i siły lecą na szarpanie tempa. Pomny jednak swojego słabego przygotowania nie szalałem i ruszyłem z końcówki stawki.

O dziwo biegło się całkiem dobrze. Wyprzedzanie nie szło źle. Nie wiem czy mniej ludzi było na zawodach czy jednak dobrze wybrałem miejsce – szybsi już polecieli, wolniejsi zostali z tyłu.

Od razu okazało się też, że sił mam trochę więcej niż moja rodzina i oderwałem się im do przodu. Brat i wujek zostali z tyłu.

Początkowe 1,5 km udało się zrobić biegiem. Wypłaszczyło się więc troszkę przyśpieszyłem – średnio na płaskim próbowałem utrzymać 5:30-5:40 min na km. Na zbiegach wcale nie szybciej. Oszczędzałem się by zachować siły na drugą połowę biegu.
Odczuciowo było ok. Nie przytykało mnie, nogi nie bolały mimo górskiej trasy 🙂

Na trasie biegu

Kolejne wzniesienie na około 6 km było ze spacerem ale później znów bieg aż pod podejście na Włodzicką Górę. Tu szedłem czując trudy biegu. Na kończącym zawody 1,5 km zbiegu (stromy początek w dół a później wymagająca kamienista trasa) wyszło moje słabe, górskie przygotowanie. Powiem szczerze bałem się puścić luźno i całość zrobiłem na solidnie „zaciągniętym hamulcu”. Strasznie dużo na tym straciłem. Wyprzedziło mnie mnóstwo osób. Zły jestem na siebie ale to chyba jakaś bariera psychiczna była. Zbyt dawno nie biegałem po górach – obawiałem się, że wywalę się, źle stanę i złapię kontuzję (a nogi słabe). No niestety myślę, że na tym fragmencie z 1-2 min można było spokojnie urwać.

Zaczynamy zbieg

Na metę wbiegłem w czasie – 1:09:47. Dało to miejsce 29 w M45. Całościowo zaś 165 z 294 sklasyfikowanych. Zadowolony jestem zwłaszcza z faktu, że doświadczenie (moje) pozwoliło mi jednak pokonać brata o około 6 min. Jednak młodość to nie wszystko 😉 Realnym zagrożeniem był za to wujek, który na mecie zameldował się 21 sekund po mnie. W kategorii M75 zdobył tym czasem pierwsze miejsce. Gratulacje dla niego!

Finisherzy 🙂
Ze zwycięzcą M75 🙂

Czas po zawodach upłynął nam na pogawędkach i konsumpcji. Fajny bufet był bo oprócz zwyczajowych makaronów, chleba ze smalcem i ogórkiem był też kącik ze słodkościami – płynna czekolada, owoce, świetna herbata z przyprawami. Coś dla mnie 🙂 Po dolewkę herbaty lazłem chyba z 3 razy.

Biegam by żreć więcej ciastków…

Kończąca zawody dekoracja i losowanie poszło sprawnie. Przy tej okazji pakiety startowe na przyszłoroczne zawody udało się wygrać i bratu i wujkowi. Przy czym, ironia losu – brat chciał pobiec Sowiogórską 10 w lipcu a … wylosował półmaraton 🙂 🙂 Ktoś tu musi się przygotować. Wujkowi za to przypadła 10ka w tym samym terminie. Oczywiście już obaj mówią, że powinienem biec i ja. Taaa… tylko czy się będzie chciało 🙂

Biegowy koniec roku

Dla mnie, przynajmniej pod względem zawodów. 11 listopada wystartuję w Biegu Niepodległości w Świerkach. 10 km, które ostatnio robiłem już dobre parę lat temu. Trasa ta sama, wiem co i jak, a że bieg sympatyczny zawsze to czemu nie.

Gdzieś tam w głowie kołatała mi myśl, że fajnie by było zamknąć sezon solidnym biegiem. Tym bardziej, że wystartuje i mój brat i wujek (biec miały jeszcze dwie osoby z rodziny ale ich chyba nie będzie). Wiadomo jednak… plany planami, życie życiem. Nie chciało mi się przygotować, temu zwyczajowo będą zawody aby do mety i nie ostatni 🙂

Aby nie było, iż pobiegnę na całkowitym wyrąbaniu 😉 to ostatnie 2-3 tygodnie trochę ruszyłem w górki, tereny. Po te 6, 9 km na treningu wjeżdżało. Przyjemnie tak pobiec znów w lesie 🙂 Niby męczy bardziej ale jakoś nogi lepiej to znosiły. Do końca roku chyba przeniosę się głównie w te tereny. Komary, muchy nie żrą już, świeże powietrze, spokój, cisza to czemu nie 🙂 Wzmocnię się trochę. A może i chęci jakieś wrócą na bieganie?

Przydałoby się powiem szczerze bo sporo myślałem o przyszłorocznym sezonie. Będzie to rok, w którym osiągnę półwiecze żywota. Chciałem kiedyś uczcić to powrotem na trasę Biegu Ultra Granią Tatr. Bardziej realnie myślałem, że może odgryzę się 3xŚnieżce ale… po przemyśleniu życia uznałem, że nie.
Nie biegam już dużo zawodów w ciągu roku ale wygląda, że miotam się zawsze między asfaltem a górami. I ani do tego się nie przygotuję dobrze ani do tego. Dlatego też… postanowiłem, iż przyszły rok poświęcę pobiciu swoich rekordów w biegach ulicznych 🙂 🙂 Uspokajam nie są wyśrubowane więc tym bardziej ma to szanse powodzenia.

Na pewno pobiegnę maraton – Jelcz Laskowice w maju, we wrześniu zaś Półmaraton Wałbrzych. Ewentualnie jakby kolidowało mi to z dziesiątką w Twardogórze to jednak wybiorę ją.
Na ten moment mam sporo zapału do swojego planu a jak się będzie realizował to pewnie skrobnę od czasu do czasu.

Jesienny spleen

Się chyba zaczął bo nic się nie chce, człowiek życie swoje za to przemyśliwa 🙂 Porażki widzi, sukcesów nie…

Nawarstwiło mi się ostatnio sporo różnych spraw materialnych. To trzeba spłacić, to naprawić kasy więc nigdy dość.
Doszło przy tym do mnie, że za bardzo „weszło” mi zbieractwo. To potrzebne, to się przyda, użyję i tak kupuję, kupuję… Jak coś mnie zainteresuje to od razu chciałbym mieć wszystko. A gdy już mam to stop 🙁 Nie używam a stoi latami w domu.

Zorganizowałem więc wielką wyprzedaż różności na olx. I miejsca się zrobiło więcej i kasy odzyskałem na to co pilniejsze 🙂

Przy tej okazji bez większego żalu pozbyłem się też biegowego Suunto Verticala. Zegarek świetny (naprawdę) ale w sumie po co mi? Nie korzystam z bajerów ani w nim ani w poprzednim Garminie Fenixie. Do tego co biegam wystarczy coś prostego – moje wymogi spełniały już z nawiązką stary Ambit, Spartan (które w domu leżały).

Na ten moment widzę plusy tej decyzji. Trochę zeszło ze mnie ciśnienie, że muszę taki drogi „komputer” biegowy nosić cały dzień na ręce. Bo tętno, bo regeneracja, bo coś tam.. prostszy tego nie ma i mniej mnie boli niepełna sytuacja mojej formy 🙂 Będzie zaś okazja założyć w końcu jakiś normalny zegarek na rękę, nacieszyć się przyjemnością nakręcania, obserwacji wskazóweczek płynnie sunących po tarczy itp. A i może na biegi to wpłynie korzystnie? Skoro baterii starczy na mniej to biegać trzeba szybciej 🙂

No właśnie… biegać. Słabo to idzie. Ten rok to takie przeczekanie. Coś potuptam, co chcę się zebrać do wyzwań (zawody) to mi zawsze się spierdzieli. A to coś naciągnę, a to boli, a to choroba.

Obiecywałem sobie, że sprężę się na listopadowy bieg niepodległości. Zostało 3 tygodnie a praktycznie nie biegam. Najpierw achilles, później coś w stopie, teraz przeziębienie. Nie ma co ściemniać, nie pójdzie dobrze. Szkoda.

No nic. Ponarzekane, na duszy lżej. Może od poniedziałku się uda coś ruszyć znowu? No chyba, ze od stycznia 🙂