Archiwum kategorii: Roznosci

TRENING (TYDZIEŃ 16/2018)

Trening Biegowy

Słabo coś idzie trzeba to powiedzieć wprost. Kwiecień stracony. Niby biegam, niby regularnie (4 treningi zrobiłem + 1 wyście na rower) w poprzednim tygodniu, ale coś mi w głowie nawaliło. Nie chce mi się trenować, motywacja siadła mocno. Biegać a i owszem chęć mam i idę pobiegać. Zrobię jednak z 6 km i wewnętrzny głos podpowiada, że starczy. O ile w marcu ładnie już cisnąłem – dystans był zacny, długie wybiegania były to tu nic 🙁
W domu na dodatek się napcham słodkościami, przepiję colą (a był moment, że całkiem przestałem ją pić) i znów robię się coraz grubszy. Słabo też ćwiczyłem ogólnorozwojówkę – dzień ćwiczeń, trzy bez.
Nie wiem o co chodzi ale szykuje się jakaś katastrofa jak się nie ogarnę. Liczę, że majowy weekend pozwoli mi zresetować się od codziennych problemów i może chęci do życia/biegu nabiorę.

W tygodniu 16 zrobiłem 4 treningi biegowe (łącznie 38,54 km)+ 1 wyjście na rower (około 4,5 km). W szczegółach wyglądało to tak:

Data: 18/04/2018

Dystans: 11,41 km
Czas: 01:05:36
Średnie tempo: 5:45 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Salming Distance

Połączenie treningu z koniecznością powrotu do domu. Zostawiłem auto u mechanika (pod Oleśnicą), a że nie miał mnie kto odwieźć to sobie do domu pobiegłem. Fajnie mieć taką możliwość/zdolności bo w sumie nie wiem jak bym stamtąd wrócił 🙂
Bieg spokojny bo gorąco było. Dobrze, że wziąłem wodę. Przy okazji zrobiłem drugie podejście do Salmingów, które dostałem jakoś w zeszłym roku. Lepiej trochę niż pamiętałem i może coś z tego będzie.

Data: 19/04/2018

Dystans: 6,21 km
Czas: 00:35:58
Średnie tempo: 5:47 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – EB Brutting Diamond Star

Nietypowy trening ze środy spowodował, że biegłem bez dziennej przerwy. Dziwnie dało mi to w kość 🙁 Szybko (co pisałem wyżej) uznałem też, że będzie. Szkoda, mało ubiegłem.

Data: 21/04/2018

Dystans: 10,92 km
Czas: 01:05:16
Średnie tempo: 5:59 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: GPS NAV Master 2. Buty – Dunlop

Miała być rundka Ludwikowice-Sokolec ale wyszło inaczej.  Za szybko wyszedłem na biegi po obiedzie i niestety mnie natura wezwała w krzaki. Mobilizacja od razu mi siadła i uznałem, że wracam. Zbiegając już w stronę Ludwikowic uznałem, że mogę polecieć szlakiem w lesie (a nie asfaltami). To była dobra decyzja – udało się dokręcić trochę km w trudniejszym terenie.

Data: 22/04/2018

Dystans: 10,00 km
Czas: 00:59:16
Średnie tempo: 5:56 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: GPS NAV Master 2. Buty – Dunlop

Kółko Ludwikowice-Jugów. Jedno z moich łatwiejszych więc niezbyt nawet jest tu co pisać. 10 km obleciałem i spocząłem na laurach.

Bieg Kreta – dylematy przedstartowe

Niesiony polską fantazją wymyśliłem sobie na początek sezonu 2018 (mojego bo roku już trochę przeszło) taki dziwny bieg.
Więcej niż kameralny, ba w sumie nawet nie zorganizowane zawody ale spontaniczny run po górach (z życzliwą pomocą członków Klubu Biegowego Sobotka).
Do Kreta robię w sumie drugie podejście. W 2017 też się zapisałem, ale że nie opłaciłem to uznajmy, iż tematu nie było. Tym razem wpłata (symbolicznych 20 zł na support) była, przygotowania jakieś też więc… no właśnie.

W swojej karierze biegowej jeśli już na zawody się zapisywałem to mimo obaw, słabego przygotowania biegłem zawsze aż do końca. Raz, czy dwa opłaciwszy imprezę wystartować nie dałem rady (np. po szpitalu w zeszłym roku) ale to inny temat. Usprawiedliwiony byłem. Tu natomiast coś poszło nie tak. Powiem wprost – czuję, że to wielkiego sensu nie ma. Staram się poukładać temat w głowie i coś mi nie idzie. Pozostanie chyba się pierwszy raz poddać. No chyba, że jednak sam się jakoś racjonalnie przekonam.

A jest tak:

  • Idea startu na 110 km, na powiedzmy początku roku biegowego, jest sama w sobie dziwna. Ułańska fantazja faktycznie mi to do głowy podała. 2017 w sumie był rokiem straconym. OK, od stycznia się trochę ogarnąłem i biegam regularnie. Zwiększam dystans, walczę z wagą i postępy są. W marcu przebiegłem już łącznie 226 km. No i fajnie ale ciągle to trochę mało by ładnie ogarnąć 110 km po górkach.
  • Po górkach i … na własną rękę. No własnie. Nawigator ze mnie słaby, a tu leciał będę na 100% sam. Przy 20-30 startujących szansa by się do kogoś podłączyć znikoma. Już widzę się na szlaku. Tu wstążeczek organizatorów nie będzie żadnych.
  • 110 km to nie mało. Chyba 🙂 Ostatni taki bieg w 2016 (DFBG 130 km) zniszczył mi stopy dokumentnie. Tydzień prawie nie łaziłem czekając aż się bąble wygoją. Fakt teraz buty, skarpetki mam lepsze ale dla odmiany w terenie mogą być resztki śniegu, pewnie dużo wody. Ciekawe czy nie wyjdzie na to samo. A tym razem urlopu nie mam. W poniedziałek trzeba się stawić do roboty.
    Kolejne biegi, które traktowałem poważniej mam w czerwcu. Zastanawiam się czy regeneracja po tak dużym obciążeniu nie spowoduje, że i w kolejnych pobiegnę źle. Myślałem nawet czy nie potraktować Kreta treningowo i pobiec np. 50 km i dać spokój (chociaż to mocno wbrew mnie).
  • Luz i taniość biegu (20 zł nie majątek jak przepadnie) dodatkowo uśpiła moją czujność. Szkoda mi się zrobiło urlopu w piątek i uznałem, że co będę brał wolne. Po robocie sobie odpocznę, pośpię i Żona mnie zawiezie na start (03:00). No i fajnie tylko mistrz (ja) nie ogarnął, iż na start się autem nie podjedzie. Yyyyy… podejść trzeba jakieś 2 godziny z każdej strony  Śnieżnika. No błysnąłem organizacją. Dobrze, że chociaż odkryłem to 7 dni przed a nie w piątek wieczorem 🙂 🙂
  • Moja Żona mimo, że dobra kobieta jest, swoją szpilę też mi wbiła. Wyszło, iż biegam w sobotę a to data jej urodzin. Ale wtopa, tak sobie zorganizować weekend nie?

    Wszystko powyżej mówi mi, że pomysł startu jest głupi. Biegł będę po przysłowiową pietruszkę. Zmorduje się, zgubię pewnie a jeszcze na dobitkę pogorszę relacje rodzinne. O rany!
    W sumie wypadałoby już nie ciągnąć ale dać spokój.  Głowa mi jednak protestuje trochę – porażka przed sobą, swoimi założeniami i planami. Nie zwykłem poddawać się na starcie.
    Trochę męczy nie też enigmatyczne info „organizatorów”, że ten bieg może już być ostatnim. To chyba w sensie, że chcą go w kolejnych latach trochę bardziej skomercjalizować a nie zlikwidować ale kto wie.
    No i co robić – jak nic nie wiedziałem na początku to nie wiem dalej…

TRENING (TYDZIEŃ 11+12/2018)

Trening Biegowy

Ostatnie 2 tygodnie to trochę słabszy okres biegowy. Psychicznie coś zmęczyła mnie praca (w tygodniu) i co gorsze przełożyło się to na treningi. No nie chciało mi się iść biegać i już 🙁 Zanotowałem też awarię samochodu, co popsuło mi plan treningów 🙂 (no tak, zanim mnie ojciec odholował to zeszło).  Szczęśliwie weekendowe bieganie nie było skażone lenistwem więc jakieś tam numery zanotowałem. Łącznie pokonałem:
Tydzień 11 – 49,39 km
Tydzień 12 – 53,19 km

Data: 13/03/2018
Dystans: 11,04 km
Czas: 01:07:35
Średnie tempo: 6:07 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – EB Brutting Diamond Star

Bez sensacji. 2 kółka po Oleśnicy.

Data: 15/03/2018
Dystans: 6,23 km
Czas: 00:33:32
Średnie tempo: 5:23 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – EB Brutting Diamond Star

Mniej ale szybciej. Jedno kółeczko po Oleśnicy.

Data: 17/03/2018
Dystans: 12,34 km
Czas: 01:16:28
Średnie tempo: 6:12 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: GPS NAV Master 2. Buty – Dunlop

Weekend no i górki. W sumie po asfaltach bo ostatki zimy nie zachęcały do biegów poza utwardzonym szlakiem 🙂 Bieg rozruchowy, nie szalałem z kilometrami.

Data: 18/03/2018
Dystans: 19,77 km
Czas: 02:10:28
Średnie tempo: 6:36 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: GPS NAV Master 2. Buty – Dunlop

W końcu dłuższe wybieganie. Prawie 20 km. Spokojnie leciałem i weszło.

Data: 21/03/2018
Dystans: 6,27 km
Czas: 00:38:01
Średnie tempo: 6:04 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – EB Brutting Diamond Star

Oleśnica. Mimo niechęci życiowej wyszedłem chociaż to jedno kółko pokonać. Pokonałem – i tylko tyle dobrego można napisać.

Data: 22/03/2018
Dystans: 7,88 km
Czas: 00:45:30
Średnie tempo: 5:46 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Adidas Galactic Elite M

Kolejny słabszy dzień. Znów mi się nie chciało. By chociaż trochę zagłuszyć moralnego kaca ostatnie kilometry pobiegłem szybciej.  No, w cudzysłowiu bo ledwie 05:25. Oj, szybkośc w tym roku to moja słaba strona. Trzeba będzie nad tym lepiej popracować po Biegu Kreta.

Data: 24/03/2018
Dystans: 17,06 km
Czas: 01:41:00
Średnie tempo: 5:55 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: GPS NAV Master 2. Buty – Dunlop

Wyspałem się, trochę odpocząłem i od razu efekty widać. Sobotni bieg, mimo, że na górskiej trasie wszedł w tempie 5:55. Wow, nieźle.

Data: 25/03/2018
Dystans: 21,97 km
Czas: 02:22:12
Średnie tempo: 6:28 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: GPS NAV Master 2. Buty – Dunlop

Ryzykowne zagranie ale zdecydowałem się na długi dystans. Raz by podratować kilometry, dwa by w końcu wydłużyć dystans, a trzy by zobaczyć jak będzie lecieć się na zmęczeniu. Wyszło tak:
– kilometry uratowane :),
– dystans wydłużony. Pierwsze 2x w tym roku :),
– zmęczenie było. Mimo, że od początku pilnowałem wolnego tempa to po 10 kilometrze nóżki już czułem. Wiosennie było więc szczęśliwy jestem, że przewidziałem to i wziąłem wodę + żel. Oj bez tego ciężko by było.
W czasie treningu zanotowałem trzy drobne przerwy – na spacerek w czasie jedzenia żelu, a resztę na wysypywanie z butów kamyków (niestety, Dunlopy słabe są pod tym względem, non stop coś do buta wyłapuję). Przerwy były jednak pod kontrolą więc ok.
Podsumowując – dobrze. Dałem radę.

City Trail Wrocław (edycja 2017/18) – podsumowanie

City Trail 17/18

W miniony weekend zakończyła się kolejna edycja City Trail (mówimy oczywiście o biegu we Wrocławiu). Mimo całej mnogości różnych biegów, mało jest jednak dalej imprez w okresie zimowym. Przyciąga to ludzi, co dobitnie widać po tłoku na parkingu i trasie. Ale to dobrze, lepiej biegać niż się obijać 🙂 Szacunek dla organizatorów, że od tylu lat udaje im się organizować i rozwijać! to wielkie, cykliczne przedsięwzięcie.
To już kolejny mój sezon z tym biegiem (4 tak dokładniej). Z jednej strony dobrze go znam – wiem co będzie przed, w trakcie, po biegu. Z drugiej strony każdy sezon, przynosi małe ale istotne zmiany (nie można powiedzieć więc, że jest nudno).
Co najważniejsze ciągle jednak cieszy mnie fakt, że mogę tu być i mierzyć się z dystansem, czasem (a może najbardziej z własnymi słabościami). Przez to wszystko myślę, że to jeszcze nie koniec mojej walki z tym biegiem i pewnie nie raz będę opisywał jak mi poszło.

Tegoroczna edycja stała u mnie pod znakiem pewnego odrodzenia. Pierwsze biegi jeszcze w kryzysie. Bez dobrego obiegania, z za dużą wagą.  Wzrost formy (poparty sumiennym treningiem)  przyszedł jednak  i im później tym było lepiej. Widać to dobrze po czasach:
1 – 00:24:57
2 – 00:25:09
3 – 00:24:49
4 – 00:25:14
5 – 00:24:04
6 – 00:23:43

Nie da się ukryć, że poprawa wyników przyszła zbyt późno by coś nawojować (= by być z siebie w pełni zadowolonym) ale jednak tendencja jest ciągle wzrostowa i o to chodzi. Uczciwie trzeba również powiedzieć, że tegoroczna edycja była ciężka pod względem warunków. Poza ostatnim biegiem, wszystkie kolejne w dużym błocie. I to takim przez duże „D”. Sporo na to trzeba było zmarnować energii i pewnie po te kilka sekund by z każdego urwał. No ale było, minęło. Nie ma co płakać.
Finalnie zająłem miejsce 192 z 307 (mężczyźni). W kategorii M40 byłem 48 z 90. Tak ogólnie w połowie stawki 🙂

Przeglądałem sobie archiwalne wyniki i widzę, że co sezon notuję postęp. Wynika więc, że w kolejnym powinno mi pójść znów lepiej 🙂
Dla porównania było tak (klasyfikacja mężczyzn):

Edycja 2016-17
1 – DNS
2 – 00:23:15
3 – 00:23:25
4 – DNS
5 – 00:25:03
6 – 00:25:04
Generalnie – 177 z 285

Edycja 2014-15
1 – 00:27:41
2 – 00:24:48
3 – DNS
4 – 00:25:34
5 – 00:26:09
6 – 00:24:45
Generalnie – 172 z 211

Edycja 2012-13
1 – 00:27:03
2 – 00:26:25
3 – 00:28:42
4 – 00:27:10
5 – 00:26:15
Generalnie – 75 z 81

Co w 2018 i dalej…

Pasja uczy pokory… widzę ten napis biegając w swoich górach. Dużo w tym prawdy.

Koniec starego roku i rozpoczęcie nowego to z reguły czas podsumowań.
Miałem i ja napisać takie podsumowanie zeszłego roku ale może i dobrze, że długo się do tego zbierałem (suche liczby można znaleźć parę postów poniżej). Pierwotnie były to bardzo zgorzkniały tekst. Teraz też nie jest mi wesoło, niemniej, kiedy biegam w miarę regularnie widzę światełko w tunelu 🙂
Długo przynudzał nie będę, ot parę przemyśleń bardziej dla mnie.

2017
Zeszły rok niewiele dobrych rzeczy przyniósł mi od strony biegowej. Sporo zawaliłem sam, swoje dołożył splot nieszczęśliwych wydarzeń (wypadek w sierpniu).  Ogólnie stracony czas – życiówek chyba żadnych, większość biegów jak w początku „kariery”.
Spirala powoli się nakręcała – im gorzej szło, tym mniej się chciało biegać czyli każdy kolejny trening słabszy.
Co za tym idzie brak ciekawych wyników/zawodów itd. zniechęcał też do pisania. Sporo wpisów dałem mocno skrótowych, słabo pewnie zredagowanych.  Nieładnie względem samorozwoju jak i ewentualnych czytelników.
Cóż rok się skończył nie warto roztrząsać już dalej co było.

2018
Nie powiem, sporo pracy kosztowało mnie znalezienie motywacji by się podnieść po 2017. Ciągle moja stabilizacja treningowa jest krucha ale powoli wyznaczam sobie nowe cele i wyzwania. Gdyby nie one, pewnie dalej tuptałbym po parę kilometrów, rozpamiętując minione  lata chwały (dobra poniosło mnie ;)).
W 2018 r. z jednej strony postawiłem sobie ambitne wyzwania. Z drugiej pewne rzeczy odpuściłem.
Odpuściłem np. maraton. Wszystkie do tej pory pobiegłem tragicznie. Dołuje mnie jak słucham, iż ludzie biegają pół roku i lecą maraton w 3:30 (jak nie lepiej). Kurcze ja męczę się 5 lat! i najlepiej co ubiegłem to koło 4:07.  Wiem, brak talentu można zastąpić tu sumienną pracą (zawsze mi jej coś chyba brakuje). Jednak chwilowo coś mi nie po drodze z maratonem. Może z treningu jaki zrobię do wyzwań 2018 on mi w końcu wyjdzie, ale będzie to skutek uboczny a nie zaplanowane działanie.
A co będzie/ma wyjść?
Gdy zakosztowało się górskiego biegania ciężko z tego zrezygnować. Góry mnie nakręcają, walka z dystansem, samym sobą. I tu chcę spróbować znów swoich sił. Nie będą to mega killery ale biegi ciekawe, coś w sobie mające.
Chcę sprawdzić się zwłaszcza w dwóch z nich. Bieg 3xŚnieżka = 1xMontBlanc na dystanie 2xŚnieżka. Drugi z biegów w jakim wystartuję to Łemkowyna Ultra Trail – Łemko Maraton. Powinno być fajnie a o to chyba najbardziej chodzi w amatorskim bieganiu 🙂
A no i 🙂 nie byłbym sobą bym nie wymyślił czegoś szalonego. To proszę – Bieg Kreta 110km. Co lepsze to będzie pierwsze z tegorocznych ultra 🙂 Jak wyjdzie zobaczymy, pobiegnę/przejdę go ot tak dla siebie bez presji na wynik.
Oprócz biegów długich będzie też parę stałych pkt. programu. Z dwie, trzy lokalne 10-ki, Bieg na Wielką Sowę, Półmaraton Wałbrzych.
Na pewno biegów będzie mniej. Nie ma co zapisywać się na coś co tydzień a później żałować, iż ciągle nie w formie. Zawody też coraz mniej zaczynają mi się podobać – dużo imprez masowych, nastawionych na golenie frajerów (czytaj biegaczy, a niech płacą $$ jak chcą startować).

Poza sportowo – pewne zmiany wprowadzę też na blogu. Miałem aspiracje kiedyś, że ruszy to prężnie. Wpisy, komentarze, zainteresowani przesyłający sprzęt do testów. Fantazja… teraz co drugi to bloger. A wielu reprezentuje poziom o wiele klas lepszy ode mnie. Nie ma sensu się scigać. Nie mam czasu ani chęci. Będzie więc kameralnie. Pisałem kiedyś we wstępie, że to bardziej dla mnie. I tak niech będzie. Po prostu ku pamięci 🙂

A co dalej?
E, co za rok to za wcześnie. Wszystko może się zdarzyć. Chciałbym jednak by rok 2018 był dla mnie rokiem przełomowym.
Doszło do mnie, iż biegam już prawie 6 lat. Kawał czasu, wyniki jednak nie porażają. W sumie wiem czemu (w skrócie – za duża waga, brak „prawdziwego” treningu a przynajmniej solidnej bazy). Muszę to odmienić w 2018. Głodny jestem sukcesu. Może nie miejsc w czołówce bo to mało realne, ale zadowolenia z siebie samego na mecie. Jeśli nie sprężę się tym razem, później już się chyba nie uda. Wtedy pozostanie raczej zakończyć szarpanie się z marzeniami. Trzeba będzie wyluzować i po prostu sobie biegać. A ciągle to kocham 🙂
Jak więc będzie? Zobaczymy w styczniu 2019 🙂

TRENING (TYDZIEŃ 51-52/2017) + podsumowanie roku

Trening Biegowy

Brak systematyczności to straszna cecha. Odpuściłem trochę pisanie na blogu (ale za to biega się :)) i teraz mam na tyle dużo danych by mi się nie chciało ująć to w zwyczajowe ramki. Ech… katastrofa 🙁
Trudno popracuję i nad tym, teraz w telegraficznym skrócie.

Tydzień 51
Pracowity tydzień pod względem poza biegowym. Z tego powodu zrobiłem tylko dwa treningi
23/12/2017 – Dystans: 5,36 km, Czas: 0:32:31, Śr. tempo: 6:04 – Bieg płaski, Oleśnica
24/12/2017 – Dystans: 9,15 km, Czas: 0:56:34, Śr. tempo: 6:11 – Bieg płaski, tereny pod Oleśnicą

Tydzień 52
Święta i 2 tygodnie urlopu. Większość w Górach Sowich, więc w końcu solidniejsze biegi.
26/12/2017 – Dystans: 9,15 km, Czas: 0:56:50, Śr. tempo: 6:13 – Podgórskie tereny (Ludwikowice Kł.)
27/12/2017 – Dystans: 12,28 km, Czas: 1:14:33, Śr. tempo: 6:04 – Podgórskie tereny (Ludwikowice Kł.-Sokolec)
30/12/2017 – Dystans: 9,97 km, Czas: 0:59:08, Śr. tempo: 5:56 – Podgórskie tereny (Ludwikowice Kł.-Jugów)
31/12/2017 – Dystans: 12,29 km, Czas: 1:14:15, Śr. tempo: 6:03 – Podgórskie tereny (Ludwikowice Kł.-Sokolec)

PODSUMOWANIE LICZBOWE 2017
Cóż, wiadomo było od dawna. 2017 nie był moim rokiem. Różne powody, różne sytuacje. Kilometrów nabiegałem dużo mniej niż w poprzednim roku (łącznie 1385). Nie było też mowy o jakości treningu – każdy bieg (zwłaszcza w 2 połowie roku) praktycznie na przeżycie. Spuśćmy więc zasłonę milczenia na to słabe widowisko.

Statystyka miesięczna w 2017r.
Statystyka miesięczna w 2017r.

 

Najlepszy…

w bieganiu to bym chciał być 🙂 ale tym razem nie o tym. O filmie raczej 🙂

„Najlepszy” (2017)
reżyseria: Łukasz Palkowski
scenariusz:  Agatha Dominik, Maciej Karpiński
Obsada:
Jakub Gierszał (Jerzy Górski),
Kamila Kamińska (Ewa Meller),
Anna Próchniak (Grażyna),
Arkadiusz Jakubik (Kierownik basenu),
Janusz Gajos (Marek Kotański),
Artur Żmijewski (Ojciec Jerzego),
Magdalena Cielecka (Matka Jerzego),
Adam Woronowicz (Ojciec Grażyny).

Najlepszy film

O „Najlepszym” wyczytałem w internetach trochę (miesiąc-dwa) przed jego premierą. Tematyka (pokrewna z bieganiem, dużo biegaczy zresztą w którymś momencie zwraca się ku triathlonowi) zainteresowała mnie i nie ukrywam czekałem aż film trafi na ekrany. Wybrałbym się na niego szybciej, ale czaiłem się trochę aż zaczną go grać w kinie gdzie z reguły chodzimy z Żoną. No niestety, jednak nie zanosiło się by zaczęli go wyświetlać w tym roku, to pozostało odwiedzić multipleks 🙂

Film opowiada historię Jerzego Górskiego – sportowca, który dzięki uporowi i hartowi ducha od narkomana staje się mistrzem świata Double Ironman. Ciekawe, że postać Górskiego jest w Polsce faktycznie mało znana (ja  nic o nim nie wiedziałem przynajmniej). Tak chyba już mamy jako naród, że to co warto promować pozostaje u nas w cieniu. Szkoda.

Przesadnym koneserem kina nie jestem. Czasy mojej młodości przypadają na erę VHS więc nie ukrywam, że lubię filmy prostsze, pełne akcji. Jakieś detale w rodzaju wysublimowanej gry aktorskiej pewnie mi umkną i pod tym względem nad dziełem pastwił się nie będę. Ot parę zdań czy warto iść i czy polecam.

Tak. „Najlepszy” mi się spodobał. Trafiał do mnie klimat siermiężnej Polski z lat 70-80, który sam przecież pamiętam.
Duże wrażenie robi staczanie się głównego bohatera na dno (z powodu narkotyków) i później jego upór by od tego dna się odbić. Pomimo przeciwności losu, niesiony motywacją (oj przydaje się motywacja, co biegacze dobrze wiedzą) pokonuje Górski swoje słabości i finalnie osiąga wymarzony cel.
W filmie pokazano sporo sportowych smaczków. Chociażby halucynacje jakie ma Jerzy po kilkunastu godzinach wysiłku, masakrę jaką potrafią zrobić słabe buty i wielką radość ze zwycięstwa z samym sobą. Kto z nas tego czasem sam nie doświadczył 🙂
Jak dla mnie – warto zobaczyć. Ba, po filmie aż się chce samemu porwać na swoje wymarzone cele. Skoro człowiek potrafi się podnieść z takiego upadku, to co stoi nam na przeszkodzie by osiągnąć swoją wygraną…

Biegowe wycieczki pod Oleśnicą

Wprawdzie w moim przypadku ciężko mówić o jakimś zaawansowanym treningu, ale i tak ostatnio dopadła mnie monotonia i słabe chęci do biegania.
Widać to dobrze w liczbie i jakości biegów jakie ostatnio dokonuję. Prostej recepty jak sobie z tym poradzić nie ma, ale najlepszym wyjściem z kryzysu jest zawsze zmiana 🙂  Może to być jakiś nigdy nie robiony rodzaj treningu, wyprawa w nowy teren, może jakieś zawody?
Dla mnie taką małą odmianą była spokojna  wycieczka po leśnych terenach przy  Oleśnicy. Zrobiłem ją 01/11/2017. Nie biegłem z nastawieniem na czas, tempo. Wziąłem komórkę i puściłem się w las 🙂 Tu stanąłem zrobić fotkę, tu wbiegłem. Na tych trasach latałem już wcześniej, ale tym razem udało się dostrzec sporo nowych dróżek, widoków. Ładne kolory jesieni (mimo stosunkowo słabej pogody) dodatkowo uprzyjemniały sport.
Polecam wszystkim – kontakt z naturą, wysiłek. To prawdę pomaga.
Mały „owoc” mojej wyprawy zaś w galerii poniżej.

City Trail 2016-2017 Wrocław – ceremonia zakończenia

City Trail 2016-17
Ceremonia zakończenia CT Wrocław 2016-2017

CITY TRAIL WROCŁAW 2016-2017

Edycja biegów City Trail (Wrocław) w sezonie 2016-2017 zakończyła się już jakiś moment temu i dzisiaj miałem okazję uczestniczyć w uroczystym zakończeniu.
Sporym zaskoczeniem dla mnie był fakt, że było bardzo dużo ludzi – dorosłych, dzieci. W porównaniu z poprzednią ceremonią widać postęp i popularyzację biegania 🙂
Podobnie jak rok temu prowadzący opowiedzieli trochę o sobie (początkach zawodów), pokazali kilka filmów z przygotowań (fajnie zmontowane, podobało mi się) no i przeszli do tego co najprzyjemniejsze – wręczania nagród, medali itp.
Wszystko szło „zgrabnie”, nie było dłużyzn czy nudy.  Przyjemnie odebrać krążek swój i synka. Ot udana impreza 🙂

Co do rezultatów bo to ważne (chociaż mało budujące). We Wrocławiu zająłem miejsce 177 (mężczyźni) z 285 sklasyfikowanych. W swojej kategorii M40 byłem 43/71
Rezultaty poszczególnych biegów:

BIEG 2 – 23:15
BIEG 3 – 23:25
BIEG 5 – 25:03
BIEG 6 – 25:04

Cóż, szkoda, że ostatnie dwa biegi dużo słabsze niż początek cyklu ale trzeba powiedzieć uczciwie, że i tak szans na pudło nie było. Sporo trzeba by nad sobą popracować 🙂

Dokonało się…

Zgodnie z przewidywaniami nie załapałem się na Bieg Ultra Granią Tatr.  Nie ma mnie na liście szczęśliwców, ani na rezerwowej. Cóż… nie jest to jakieś zaskoczenie, byłem tego w sumie pewien.

Co ciekawe, jakoś nie czuję wielkiego żalu z tego powodu. Widać bieg ten był na tyle nierealny, że poczucie straty nie wystąpiło 🙂 Co więcej odczuwam nawet pewnego rodzaju ulgę bo … kilkaset PLN zostaje w kieszeni (realnie licząc to taka fanaberia kosztowałaby mnie ponad 1000 więc całkiem sporo) .

No i ok. Temat BUGT jest już tematem zamkniętym. Myślę, że drugiego podejścia do niego robił już nie będę. Mam jakoś złe doświadczenia z „grubymi” imprezami, które planowałem długofalowo. W 2015 przed Rzeżnikiem, kontuzje wyeliminowały nasz team, co kosztowało mnie jakieś 500 zł w plecy. Drugi raz już tam się nie zgłaszałem. Tym razem przynajmniej kasy nie straciłem, co jest jakimś plusem 🙂

Późno już (w końcu luty) ale pora teraz pomyśleć nad planem startowym na 2017 r. Myślę, że będzie tych startów trochę mniej, postaram się jednak powalczyć o poprawę wyników. Nie mówię tu o spektakularnych życiówkach niemniej na 5, 10, 21 czy 42 km trochę mogę urwać.  I postaram się to zrobić.
Nie przestały mnie kręcić ultra klimaty i pewnie chociaż z jeden taki bieg w tym roku zrobię. Będzie to jednać coś bardziej lokalnego – impreza na którą można się zapisać „normalnie” bez płacenia rok wcześniej czy losowań. Co ciekawego znajdę to się jeszcze okaże 🙂