NB FuelCell SC Elite V5

Czytelnicy mojego bloga mogli już chyba wyczaić, że używam raczej tańszych modeli butów. Z każdymi „wypasionymi” jakie zakupiłem coś zawsze było nie tak stąd też nie jestem wielkim fanem dużych inwestycji.

Ostatnio jednak udało mi się zostać właścicielem zaawansowanego modelu – NB FuelCell Sc Elite V5 – MRCELL3UD.

Przeglądając informacje od producenta można wyczytać, że ten leciutki but przeznaczony jest zwłaszcza do startów na twardej nawierzchni. Naszpikowny przy tym zdobyczami najnowszych technologii jak karbonowa płytka EnergyArc, pianka FuelCell Peba czy cholewka FantomFit. Nie będę tu przynudzał obco brzmiącymi nazwami, kto ciekawy znajdzie sobie mnóstwo materiałów reklamowych.

Poniższe moje przemyślenia są subiektywnymi opiniami osoby, która rzadko korzysta z najnowszych zdobyczy techniki obuwniczej.

Buty wizualnie trafiają w mój gust. Jako dziecko lat 80 uwielbiam krzykliwą, kolorową modę. Te takie są. Wyraziste barwy, ostre wzornictwo. Fajne.

Widać przy tym, że robione są wg nowych wzorców. Gruba podeszwa z pianki Peba niewielki drop (8mm), cienki materiałowy język (z otworkami wentylacyjnymi!). Przy tym niska waga całości.
Fajnie, że korzystają jednak z tradycyjnych sznurowadeł. Te wymyślne systemy u konkurencji to jednak kłopot.
Pozytywne wrażenie trochę psuła mi „dziura” w środku podeszwy no ale ok. To but na asfalt, równe podłoże. Szanse, że coś tam wpadnie są niewielkie.

Pierwsze założenie na nogi to kosmos. Sprężynują, uginają się. Chodząc w nich miałem odczucia jakby stało się na materacu sprężynowym. Dziwnie trochę no ale da się przyzwyczaić. Może być, że lżejsza osoba miała by trochę inaczej ale przy moich 90 kg mają z pewnością co robić 🙂

Na pierwszy trening wybrałem zachowawcze 5 km. Wolniutkim tempem – 06:00, 06:30. Podczas truchtu czuć, ze but mocno pracuje, uginając się. Lądowanie, odbicie jest jednak stabilne. Mimo wysokiej podeszwy nie było obawy, ze wykręci mi kostkę itp. Mam wrażenie, że trochę inaczej pracuje w nim stopa. Bardziej lecimy na śródstopiu niż pięcie (u mnie).
Fenomenalnie też kleiła się podeszwa do asfaltu. Fajnie.

Najczęściej przy takiej mocnej zmianie amortyzacji do czasu przyzwyczajenia się do butów, męczą mnie, potrafią obetrzeć. Tu nie było źle! But fajnie siedzi na nodze, nic mnie nie obtarło. Zmęczyć się też jakoś mocno nie zmęczyłem.

Kolejny trening puściłem się już mocniej. Ten but lubi i prowokuje do szybszego biegania. Przy tempach 04:30, 5:30 nie czuć już tak tego potężnego amortyzowania ale jednak świetnie chronią nam stawy. Kolan nowych nie mam, nie bolą na szczęście ale przy zbiegu pod 04:30 to bym jednak dostał mocniejszego łupnia w swoich, starych butach. Tu nic.
Przed jednym biegiem czułem trochę dyskomfort w śródstopiu (chodząc w starych butach). Po założeniu NB poleciałem 10 km i … też nic 🙂

To dobrze ale i trochę źle. Zbytnia wiara w technikę przy słabym przygotowaniu do dużych obciążeń może skończyć się problemami. Warto więc nie szaleć. No i oczywiście rozumieć, że nie but nie jest żadnym lekarstwem na kontuzje, dolegliwości.

Nie mam wielkiego porównania do innych, nowoczesnych butów ale powiem szczerze, że te są fajne. Pierwsze „drogie” do których nie mam się zbytnio do czego przyczepić. Może jednak warto nieraz zainwestować w siebie trochę więcej? 🙂

A na koniec zapraszam do małej galerii zdjęć tego modelu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.