Archiwum kategorii: Roznosci

Sierpień 2020

Aż mi się nie chce pisać tego podsumowania 🙁
Wpadłem w pułapkę lenistwa. Coś mi w głowie się przestawiło i o ile idę biegać chętnie to po jakieś … 5 km truchtania. No, w porywach do 7 km dociągnę. Porażka, ale nie mogę się zmusić i koniec. Ani wizja spadku formy i rosnącego brzuszka, ani 10 km zawody (już w tą niedzielę) nie spowodowały bym się jakoś zmobilizował.
Czas był, był… i już go nie ma 🙂 Pogodziłem się, że na pierwszych moich zawodach w tym roku będę męczył się by w ogóle dobiec a nie coś czasowo zawalczyć.
Ta 10-ka to może i nie problem (wiadomo wymęczę jakoś) ale w listopadzie chciałem przebiec 21 km po Górach Sowich. Tak… jak się nie ogarnę to dopiero będzie ciekawe przeżycie.

No nic, narzekanie to moja specjalność więc lepiej zakończmy w tym momencie 🙂

Liczbowe wyniki wyszły następujące:
Bieganie: 42,92 km
Rower: 190,52 km
Chodzenie: 18,89 km

Tyle o sierpniowym bieganiu 🙂 Zmieńmy temat…

Sporo ostatnio jeździłem rowerem. Moja Żonka, co już chyba wspominałem dużo lepiej się w tym odnajduje a i mi sprawia to przyjemność.
Małe wtrącenie 🙂 Rower nie jest jakimś moim nowym objawieniem (jak to niektórzy nie chcąc/nie mogąc biegać nagle przerzucają się na jednoślad). Dawno, dawno temu średnio szkolnym dziecięciem będąc jeszcze, solidnie byłem zakręcony na jazdy. W czasie wakacji u dziadków (Podkarpackie województwo) wsiadaliśmy z kuzynostwem na rower i codziennie jeździliśmy gdzie nas oczy poniosą. Nie ma nic przyjemniejszego niż taka jazda w nieznane. Odkrywanie nowych tras, miejsc. Robiło się to 10km, to 50km. I to na maszynie marki Ukraina 🙂 Ciekawe kto by dzisiaj się porwał na takie coś. Ech, wspomnienia są zawsze najlepsze… i przyjemnie teraz znów obudzić dawną pasję 🙂
No ale wracając do rzeczywistości. Nic nie dzieje się oczywiście bezinteresownie 🙂 mieliśmy z Żonką, w głowie parę fajnych projektów związanych właśnie z dwoma kółkami. Pierwszy, którym miało być objechanie polskiego wybrzeża Bałtyku nie wypalił z powodu koronawirusa. Zamknięte hotele, restauracje (w czerwcu mieliśmy jechać i ok otworzyli, ale tak do końca nie było wiadomo co z tym będzie). Zamysł nie upadł, został przełożony na przyszły rok.
Chcieliśmy też przekręcić rundkę wokół Tatr. Strach jednak jechać (Słowacja) bo może kwarantannę wymyślą. To też będzie w 2021 🙂
Finalnie wymyśliliśmy jeszcze coś innego. Wydaje mi się, że też fajnego więc… chyba dołożę do swoich biegowych historii i coś o rowerach.
Uprzedzam, nie zmieniam targetu bloga (dalej bieganie is the best), nie będę się zbytnio wymądrzał o sprzęcie ale może kogoś to zainteresuje. W końcu wplatanie roweru w biegowe treningi to teraz całkiem modny trend.
No dobra, długo wyszło to stop 🙂 Co wymyśliliśmy z Żoną poczytacie już niedługo. A jak biegało się 10 km bez formy też będzie 🙂

Lipiec 2020

No i pyk i po lipcu.

Bieganie: 58.03 km
Chodzenie: 20.31 km
Rower: 432 km

Z pewnością miesiąc specyficzny. Pod względem biegowym tragiczny. Całościowo jednak nie wyszło to tak źle, widzę pewne plusy, które w mojej ocenie przeważają negatywne aspekty.
Jak powiedziałem, biegowo dokonałem … nic. Dystans jaki pokonałem podchodzi pod wartości rekordowo niskie. Malutko, oj malutko. Wszystkie biegi w dalszym ciągu tak do około 5 km, w swoim spokojnym, jednolitym tempie. Nie jest to rozwojowe.
Szczęśliwie dla mnie, lepiej robi się jednak z moim kolanem. Lepiej się już zgina, jeszcze jakaś sztywność w skrajnym punkcie czuję ale to i tak niebo a ziemia do tego co było wcześniej. No i przy chodzeniu, bieganiu jest ok, nie przeszkadza nic.
Niedobory biegowe pokryłem w lipcu rowerem. Dystans godny 🙂 a i same wycieczki rowerowe więcej niż przyjemne. Sporo było tu górskich wypraw (Góry Sowie i okolice), koniec miesiąca zaś to powrót w Oleśnickie niziny. Siadłem wtedy na starutką kolażówkę i okazuje się, że da się na niej całkiem szybko i przyjemnie jeździć.
Ogólnie jakoś, rower mi ewidentnie dobrze wchodził. Szybko wróciłem do dobrej,turystycznej formy. Fajnie 🙂
Dodatkowym plusem dwóch kółek okazało się być zrzucenie 2 kg wagi. Z dołującego mnie 92,5 spadłem na około 90,3-90,6. To naprawdę dobry news dla mnie.

Nie lubię składać obietnic przed sobą, bo wiele razy mi coś nie wychodziło, ale mam wrażenie, że punkt wyjścia jest ok. Trzeba teraz spróbować szarpnąć bieganie. Jak nie teraz bowiem, to kiedy sam już nie wiem 🙂
We wrześniu powinienem mieć 10 km bieg w Twardogórze. Zmieniona (ale pewnie i tak szybka) trasa zachęca by pokazać się z dobrej strony. Czy będę w stanie? Zobaczymy ale jak wyżej, koniecznie muszę zacząć biegać solidniej bo inaczej będzie wstyd, że hej!


DFBG 2020

Dolnośląski Festiwal Biegów Górskich 2020 – Super Trail 130

Początek dnia na trasie

Tegoroczne bieganie widzę, zaczyna odradzać się od gór. Biegi uliczne, ciągle w odwrocie, odwołane, przesunięte. A imprezy górskie nieśmiało ale jednak są (czy zaczynają być).
Liczę, że to dobry znak, przemyślane działania a nie żądza pieniądza organizatorów 🙂

No ale żarty na bok. Jedną z takich pionierskich, w obecnych czasach, imprezą jest DFBG. Zawody nie zostały odwołane, a organizatorzy dołożyli wszelkich starań by je odbyć.
W tym roku nie planowałem startować. Forma żadna i nawet na najkrótszym dystansie pewnie bym spore problemy miał. No ale popatrzyć, czemu nie 🙂
Poderwałem się skoro świt by zdarzyć na wschód słońca i przy okazji zerknąć jak radzi sobie czołówka dystansu Super Trail 130.
Na miejsce akcji wybrałem już dość daleki moment trasy (~100 km), okolice Sołtysiej Kopy. Najszybsi wg rozpiski z zeszłych lat mieli tu być około 04 z minutami. W sumie byli bliżej 05:00. Swoje pewnie dołożyła pogoda, było zimno, mokro a na trasie bardzo błotniście. Szacun dla nich, ja w swoich najlepszych czasach i tak bym był dużo bliżej początku trasy o tej godzinie.
Marna pogoda trochę popsuła mi koncepcję zdjęciową, no ale coś tam udało się dokonać. Kto ciekawy to zapraszam do galerii.

Czerwiec 2020 – jest źle a nawet gorzej

Pół roku już za nami. Jakby było co, można by poświętować. A. że nie ma…

Biegowo, mój czerwiec nie wyróżniał się w żaden lepszy sposób od maja. Utrzymałem praktycznie takie same numery:
Przebiegłem – 94,82 km,
Przejechałem rowerem – 137 km,
Przeszedłem (z kijkami lub bez) – 24,56 km

Kolorowo aż miło 🙂

We wszechobecnym kulcie sukcesu rzekłbym, że zacnie 🙂 Sportowy miesiąc, w ruchu, formie. Endomondo pęka od kolorów i kółeczek. Regularnie trenowane, no szok i niedowierzanie.

Rzeczywistość jednak w mojej ocenie nie jest tak świetna. Oczywiście nie mogę powiedzieć, że się całkiem obijałem. Coś tam jeździłem i biegałem. Są to jednak na tyle małe aktywności, że zaczęło się to odbijać na mojej wadze. Z przerażeniem zauważyłem ostatnio 92, 5 kg. Kurcze, tyle to ja miałem X lat temu i źle się czułem/wyglądałem. Widać, że słabe nawyki żywieniowe przeważyły spalanie kalorii z aktywności fizycznej. Oj, katastrofa, katastrofa.

Drugą, nie wiem czy nie gorszą wiadomością jest fakt, że zaczyna mnie boleć prawe kolano. Nie wiem z czego, nie kojarzę bym je jakoś przeciążył, uszkodził na biegach. Zginać się zgina, nóżką mogę wychylić w przód, tył ale coś je czuje. Tak samo przy chodzeniu. A tragedia zupełna jakbym chciał machnąć przysiad na szybkości. Bym się chyba nie podniósł po nim. Przy samym końcu ruchu zaczynam czuć jakąś sztywność. Na tyle sporą, że zaczynam unikać takiego ruchu. Awaria, strasznie mnie to martwi bo kolano to organ raczej średnio się regenerujący (a powiedziałbym, że nawet wcale).

Niezbyt wiem co robić w tej sytuacji. Odpuszczać ruchu chyba nie ma sensu, jakoś zbyt mocno się przeforsować raczej też. No nie wiem. Chyba trzeba poobserwować z tydzień, dwa i jak się samo nie naprawi to pozostanie biegać po doktorach.

Cóż, tym mało optymistycznym akcentem kończę raport czerwcowy. Lipiec będzie pewnie podobny, chociaż widzę sens powolnego podnoszenia się „z kolan” (jak to brzmi w mojej sytuacji :)). W każdym razie jakieś biegi (na ten moment) od września do listopada są aktywne w kalendarzu czyli warto by się przygotować.

Maj 2020

Bliżej już ku końcowi czerwca no ale… lepiej późno napisać niż wcale 🙂

Maj w moim wykonaniu to typowo rekreacyjne bieganie. Ani solidnych treningów nie było, ani powalających rekordów (liczbowych). Zafiksowałem się jakoś na swojej ulubionej trasie łąkowo-pagórkowo-leśnej no i prawie codziennie te 5 km tam robię.

Z jednej strony fajnie, bo sumiennie biegam prawie 4-5 razy w tygodniu z drugiej mało to rozwojowe, coś sam tak czuję. Wydaje mi się, że formy z tego nie będzie żadnej. Niby jest ta górka, niby chwilę po prostej no i zbieg też jest ale… Mało coś i ciągle to samo :/

Czasem myślę, że kontrolnie bym się mógł wypuścić na te 10 km albo więcej ale jakoś tak przekładam i przekładam 🙂 Poranne bieganie jak wiele razy mówiłem coś mi słabo służy. Człowiek nierozbudzony, nierozruszany.

No nic. W narzekaniu jestem dobry ale może i uda się w sobie zebrać realnie. Tym bardziej, że zaczynam zastanawiać się czy przypadkiem jakiegoś biegu nie zorganizują w drugiej połowie roku na jaki się zapisałem (np. Półmaraton Wałbrzych?). Oj by było 🙂 Pobiec go z bieżącej formy to prawie jak w 2012, na początku mojej biegowej ścieżki 🙂

Podsumowując zaś krótko maj – jakby nie fakt, że sporo się też chodzi i coś tam rowerowo zaczyna działać to powiedziałbym, że miesiąc słabiutki. A tak ujdzie 🙂

Dla spragnionych liczb podaję, że pokonało się:

92,57 km biegiem,
46,81 km chodząc,
131 km rowerem.

Wirtualne biegi – po co to komu?

Ostatnio pojawia się coraz więcej biegów wirtualnych. Co i rusz wyświetlają mi się na FB powiadomienia o nowej rywalizacji. Czy to komu potrzebne?

Oczywiście 🙂 Zadowoleni są z pewnością producenci medali, koszulek. Jest co do garnka później włożyć 🙂 A już organizatorzy (=pomysłodawcy takiej imprezy) z pewnością dziękują niebiosom za dużą frekwencję na takich wydarzeniach. W sumie niewiele się trzeba narobić a zysk słuszny 🙂

Dziwię się tylko biegaczom, po co im to potrzebne…

Dla mnie jedyną godną uwagi zaletą takiego biegania może być aspekt charytatywny. Zbiórka na jakiś szczytny cel. W przypadku zawodów całkowicie „komercyjnych” nie widzę żadnych zalet takiego biegania. Bo i jakie?

Wynik? Całkowicie niemiarodajny! Jak trzeba, mogę na mapie swoich treningów znaleźć trasę, która prowadzi pod górę i z 15 km, jak trzeba to znajdzie się coś całkiem w dół. I co później mam wskazywać, że w zawodach XX osiągnąłem swój rekord (życiówkę)?

Rywalizacja. Tak, to napędza ludzkość. No ale wirtualnie? Dajcie spokój. Patrząc na powyższy akapit jak porównać się z kimś kto może zasuwał ciągiem w dół a ja mozolnie tuptałem po jakichś wertepach.

No to co pozostaje? Koszulka i medal, którą można się pochwalić znajomym czy też w necie? Hmm…. to już chyba efektu wow nie robi jak kiedyś. Wydaje mi się, że szkoda kasy tylko na to. Piękną i pewnie dużo lepszą koszulkę można sobie po prostu zamówić samemu.

No więc… ja w takich zawodach nie startuję i startować raczej nie będę. A co sądzicie Wy?

W CO SIĘ UBRAĆ?? WIOSNA/LATO CZ.2

Zapraszam na drugą (i ostatnią już) część filmu o ubiorze do biegów. Tym razem przeniesiemy się w wyższe rejony biegacza 🙂 Koszulka, bluza, wiatrówka no i coś na głowę (czapecza, buff, bandana).

YouTube: W co się ubrać… cz.2

Miłego oglądania 🙂

W co się ubrać by nie zbankrutować a pobiegać. Cz.2

W co się ubrać?? Wiosna/Lato cz.1

YouTube: W co się ubrać…

Temat wprost nieśmiertelny. Znajdziecie takie artykuły, co roku, na wszelkich portalach biegowych. Długo go omijałem bo uważam, że nie ma prostej odpowiedzi na takie pytanie. Niestety… ludzie są różni, każdemu pasuje co innego.
Lata truchtania pozwoliły mi zbudować jednak pewną, podstawową bazę wiedzy o tym co mi pasuje i pomaga więc spróbuję się tym podzielić. Może te ogólne wskazówki będą dobre i dla innych, początkujących biegaczy. Jak to u mnie, raczej dla osób, które nie planują wielkich wydatków.

Odcinek ten skupia się na niedrogiej odzieży przeznaczonej na sezon wiosenno/letni. Omawiamy dolną część biegacza (do poziomu pasa) – buty, skarpetki, bielizna i spodenki. Reszta w kolejnym filmie.

Zapraszam więc na swój pierwszy biegowy film 🙂

W co się ubrać by nie zbankrutować a pobiegać.

Nowości, nowości…

Kto się nie zmienia ten zostaje w tyle 🙂 Mówi się tak czasami więc by nie odstawać za bardzo od peletonu postanowiłem dokonać i ja pewnych zmian witrynowo, wizerunkowych 🙂

Pierwszą zmianą będzie nowy adres strony. No, może nie taki nowy ale końcówka się zmieniła. Z komercyjnością wiele wspólnego nie mam, więc strona teraz bedzie .pl Lepiej to czy gorzej, zobaczymy z czasem 🙂 Trochę za szybko pewnie przeszedłem na ten adres ale tak wyszło. Myślę, że Ci co czytają dadzą radę odszukać stronę w sieci.

Większą nowością będzie fakt, że niektóre materiały (testy, opisy) zrobię w formie filmów na youtube. Czy wyjdzie to ciekawie, zostawiam Waszej ocenie. Czekam jednak na komentarze, uwagi – o treści, o realizacji. Dawajcie znaka 🙂 A dużo da się pewnie poprawić co widzę chociaż po montażu filmów. Z każdym kolejnym odkrywam nowe opcje programu 🙂

Kanał na YouTube można znaleźć pod adresem: RMC-Biega

Acha 🙂 Są tam nie tylko filmy o bieganiu, bo jak widać młode pokolenie ciekawią inne sprawy 🙂

Zapraszam więc do nowej/starej strony 🙂

Welcome on board

Jak to mówi mądrość ludowa „tanie mięso psy jedzą”.
No może nie takie tanie, ale po ponad pół roku dobrego działania mój Amazfit Stratos 3 wymiękł. Nie mam szczęścia do chińszczyzny. Kiedy już myślałem, że ten model spełnia moje wymagania to wziął był się i zepsuł 🙂
Dokładniej to uruchamia się z pół godziny a później nie można go sparować z telefonem. No ale, trudno. To znak, że wynalazkom mówimy chwilowe nie 🙂 Zobaczymy jeszcze co warta jest chińska gwarancja 🙂 O ile jednak wszystko pójdzie ok z reklamowaniem go to chyba podziękuję i sprzedam.

W każdym razie… Awaria zegarka dosięgła mnie w środku zakazów przemieszczania się, kiedy to rezydowałem ponad 100 km od mojego miejsca zamieszkania i nie wybierałem się do pracy (home office funkcjonuje). Sięgnąłem po rozwiązanie w moim zakręconym stylu i … kupiłem sobie Suunto Spartan Wrist Hr 🙂

Spartan

Moim skrytym marzeniem jest Suunto 9 Baro (w edycji copper) i ten Spartan jest takim trochę wstępem ku temu. Ludzie narzekają nieraz na tą firmę ale mój Ambit działa od lat. Spartan też już solidną dawkę sportu dostał i mi pasuje. Czytałem, że epokę problemów wieku dziecięcego ma już za sobą. Oprogramowanie jest stabilne, zrobił się ze Spartana solidny sprzęt.

Z podświetleniem

Fajny jest 🙂 Nie śledziłem, co nowsze Suunto potrafią, ale na oko ten model ma wszystko co mi potrzebne. Długo działa, szybko łapie gps, ekran czytelny (z kolorkami nawet), eksporty idą wszędzie gdzie chcę. Tętno jest, sen jest (jak kto używa), analizy w komórce są (apka).

Wygląda więc, że świat technologiczny trzeba śledzić, bo w cenie niższej niż Made in China mogłem już dawno kupić sprzęt pewny, sprawdzony. I oszczędził bym sobie nerwów z wynalazkami.

„Plecki” z diodkami

P.S. Jak widać zegarek na luksusie, złoto, biel 🙂 Kolory trochę „dziewczyńskie” (bo i od dziewczyny kupiony na allegro) ale ma jeszcze gwarancję do końca roku więc czemu nie. Używa się 🙂