Archiwa tagu: bieg

II Bieg Szerszenia – Nocny Bieg Świętojański (27/06/2015)

II Bieg Szerszenia – Nocny Bieg Świętojański (27/06/2015)

Oj obawiałem się bardzo czy wogóle wystartuję w tych zawodach. Noga wolno wraca mi do siebie i miałem wątpliwości czy zbyt szybkim powrotem do biegów sobie nie zaszkodzę. Skoro jednak poprzednie treningi „wchodziły” bez większych szkód uznałem, że czemu nie. Postaram się wolno, ostrożnie (taaaa….. :))

W zeszłym roku brałem udział w pierwszej edycji tego biegu i wstępnie wiedziałem co i jak. Mimo pewnych niedociągnięć organizacyjnych, podobał mi się klimat tych 10 km więc decyzja o starcie była dobrze przemyślana 🙂
Widzę, że Szerszenie (klub biegowy z naszego miasta) poważnie podchodzą do organizacji swoich zawodów. Na mieście wisiały reklamy, w internecie można było znaleźć artykuły i zaproszenia.
To dobrze zastanawiam się tylko czy to trochę nie przerost formy nad treścią. Limit zawodników to 150  osób i wydaje mi się, że skończył się dużo wcześniej niż zobaczyłem plakaty. Coś czuję, że w przyszłym roku muszą pomyśleć nad bardziej masową imprezą bo sporo osób pewnie odeszło w kwitkiem nie mogąc pobiec.

No ale zaczynając od początku. Ponieważ nie chcieliśmy marnować czasu przed samym biegiem (bo startowała też moja żona) uznaliśmy, że odbierzemy pakiety startowe od razu gdy będzie to możliwe. Na sam bieg przyjdziemy zaś bezpośrednio z domu (blisko mamy więc jest to spory plus).

Pierwszym, lekkim niedociągnięciem był fakt, że na stronię klubu nie znalazłem informacji od której można je brać. Może jestem lewy ale chyba jej tam nie było. Poradziłem sobie na okrętkę. Na innych stronach (reklamujących bieg) byłom info, że o 18:00.

Biuro zawodów (namiot :)) było dobrze opisane, mimo, iż wchodziło się do niego trochę inaczej niż rok temu. Niestety wolontariuszki obsługujące je musiały przepraszać czekających bo … nie było numerów startowych. Kolega mający je przywieźć się spóźnił. Paru nieszczęśników jak my musiało więc poczekać by około 18:15 numerki i torby z gadżetami wziąść.

Zestaw startowy całkiem ładny. Koszulka, picie, pamiątkowy Oleśnicki dukat i makieta bramy do sklejania + trochę kuponów zniżkowych i jakieś kremy. Sporo tego – plus od zbieraczy jak ja 🙂

Przy okazji odbioru wyszło, że zmieniono w tym roku trasę. Startowało się spod Aquaparku. Niby nic ale w pierwszej chwili nie mogłem zajarzyć o co kaman 🙂

Kiedy przyszła odpowiednia godzina doszliśmy z Żoną na miejsce biegu. Panował tu trochę chaos bo nie mogliśmy znaleźć w sumie gdzie jest ten start. Ludzie trochę łazili w te, we wte. Po chwili jednak któryś z biegaczy powiedział, że przecież pod Aquaparkiem i są nawet flagi. Taa :), są ale te 5 min wcześniej gdy tam szliśmy to ich jeszcze nie było.

DIGITAL CAMERA

Chwila oczekiwania na start, rozgrzewka i poszło.

Start, przekraczanie mety (okrążenia) miało bardzo ładną oprawę. Były sztuczne ognie, fajerwerki, świece dymne. Z rozmachem, jeszcze takiego startu nie widziałem.

Sama trasa oznaczona była w sposób czytelny, dużo było na niej wolontariuszu, światełek pokazujących kierunek biegu. Na drzewach tabliczki informujące o zawodach i przepraszające za utrudnienia. Dobrze zrobione, kolejny punkt na +.

Biegnie się na rekreacyjnych trasach Oleśnickich terenów wodociagowych, częściowo po nawierzchni ziemnej, częściowo po asfalcie. Profil trasy w miarę prosty niemniej leciutki podbieg/zbieg też jest. W tym roku pogoda była całkiem dobra. Dość ciepło, troszkę mżyło przed startem ale później nie padało.

Jak i w zeszłym roku biegacze ruszyli naprawdę ostro. Chwilę pobiegłem z żoną ale szybko powiedziałem jej, że spróbuję ostrzej. Biegłem początkowo po około 4:50-05:15 by na ostatnich 2 kilometrach zwolnić do około 05:45. Wyszły niestety niedostatki formy 🙁

Finalnie linię mety minąłem jako 88 z czasem 53:30. Jestem z siebie zadowolony, mimo kontuzji dałem radę 🙂

DIGITAL CAMERA

Po biegu (gdy dołączyła moja 2 połówka) posłuchaliśmy chwilę o czym mówi speaker i udaliśmy się na teren gdzie robiono grilla.
To było dobre posunięcie bo później gdy przyszli już wszyscy, kolejka była na spore stanie.

Przy grillu, podobnie jak rok temu organizatorzy miotali się z nagłośnieniem i dopiero około 23 udało im się włączyć muzykę i mikrofony. Teatr ognia (zaproszony na pokaz) swój występ miał przez to w ciszy.

Cóż. Po jedzeniu, losowanie nagród. Fantów było naprawdę sporo, wydawanie szło sprawnie. Ci co nie wylosowali nic (czyli np. my) na końcu dostali możliwość wziąść sobie resztę gadżetów (podkładki pod klucze, piłeczki itp) więc każdy okazał się zwycięzcą 🙂

Ogólnie jestem zadowolony zarówno ze swojej formy jak i biegu. Ciągle Szerszenie mają co ulepszyć ale należy im się duży plus za inicjatywę i chęci. Ja za rok na pewno wystartuję po raz trzeci :).

Back to life :)

Długo nie pisałem bo pochłonęły mnie różne ważne prace ale nie znaczy to, że sportowo martwy sezon 🙂 O nie, powoli wracam do biegów i treningi odbywają się systematycznie.
No to podsumowując:

trening

 


Data: 20/06/2015
Dystans: 4,64 km
Czas: 00:30:10
Średnie tempo: 6:30 min/km
Średnie tętno: –
Sprzęt: SpoQ SQ100. Buty – Nike Lunaswift +4

Bieg w górskim klimacie (2 km pod górkę, 2 w dół) na swojej stałej , sobotniej trasie (Góry Sowie). Ciężkawo trochę ale było ok. Nogi wytrzymały.

Data: 21/06/2015
Dystans: 10,47 km
Czas: 01:18:59
Średnie tempo: 7:32 min/km
Średnie tętno: –
Sprzęt: SpoQ SQ100. Buty – Nike Lunaswift +4

Tym razem dla towarzystwa i podniesienia morale mojej żony. Wyciągnąłem ją na trasę 10 km by w końcu spróbowało dłuższego dystansu. Biegliśmy wolniutko, ze 2 przerwy na spacer były. Pokonała jednak ten dystans i była z siebie całkiem zadowolona 🙂

Data: 23/06/2015
Dystans: 5,64 km
Czas: 00:33:41
Średnie tempo: 5:58 min/km
Średnie tętno: –
Sprzęt: SpoQ SQ100. Buty – Nike Lunaswift +4

Oleśnickie trasy. Nie szaleję jeszcze z dystansami, cały czas oszczędzam nogę (biegam ciągle w opasce elastycznej na stawie skokowym).

Data: 25/06/2015
Dystans: 5,57 km
Czas: 00:31:54
Średnie tempo: 5:43 min/km
Średnie tętno: –
Sprzęt: SpoQ SQ100. Buty – Nike Lunaswift +4

Praktycznie to samo co we wtorek. Zwyczajowe kółeczka po Oleśnicy.

TRENING (TYDZIEŃ 24) – 18/06/2015

trening

 

Dystans: 3,25 km
Czas: 00:20:18
Średnie tempo: 6:15 min/km
Średnie tętno: –

Sprzęt: SpoQ SQ100. Buty – Nike Lunaswift +4

Mimo słabej pogody (przed samym wyjściem na ulice przestało padać) uznałem, że pobiegam i dzisiaj.

Biegłem wolno ale troszeczkę zwiększyłem dystans robiąc większe kółko po mojej dzielnicy.

W czasie biegu w sumie żadnych negatywnych sensacji nie doznałem – negatywnych w sensie jakiegoś mocnego bólu, dyskomfortu, bo nogę to jednak trochę czuję jak się leci.

Dłuższe przebieżki jeszcze muszą poczekać, kończynę dolną trochę zmęczyłem.

Od przyszłego poniedziałku zaczynam za to rehabilitację – krioterapia i pole magnetyczne ma mnie postawić na nogi 🙂

Na drewnianych nóżkach :)

Nie zawsze robi się to co mądre ale czasem już inaczej nie można 🙂

Nogę (staw skokowy dokładniej) swoją ciągle jeszcze czuję. Kiedy chodzę jest ok ale przy próbie pokręcenia nią wkoło widać, że do sprawności jeszcze kawałek. Czasem coś ukłuje, czasem efektownie strzeli.

Ile jednak można siedzieć w domu i jeść… nie wytrzymałem we wtorek i musiałem iść pobiegać.

trening

Dystans: 2,29 km
Czas: 00:14:35
Średnie tempo: 6:21 min/km
Średnie tętno: –

Sprzęt: SpoQ SQ100. Buty – Nike Lunaswift +4

Rozumu resztki mi jeszcze jednak pozostały i miało być bardzo ostrożnie i bardzo spokojnie.
Przygotowałem się, założyłem opaskę uciskową, mocniej amortyzowane buty i ruszyłem na wolniutki truchcik.

Wolno, delikatnie i poszło. Noga sama z siebie nie bolała ale jednak dziwne uczucie biec po dłuższej przerwie.
Starałem się pokonywać trasę bez szaleństw ale i przy możliwie naturalnym ruchu stopą. Na basenie bowiem, czując bolesny opór wody, ograniczam ruch i spinam mięśnie by temu przeciwdziałać. Tu (w biegu) miało być naturalnie bez żadnej dziwnej techniki.

Udało się moje mniejsze kółko po Oleśnicy zrobić bez żadnych złych przygód. Głowa chciała oczywiście więcej ale opanowałem to i uznałem, że na początek wystarczy. Po co ryzykować uszkodzenie, nie do końca zdrowej kończyny.

Dzień później czyli w środę rano wybrałem się na basen. Trochę pływania, trochę jaccuzzi i jest dobrze.

Tylko te nóżki takie trochę drewniane, mimo, że dystans i wysiłek niewielki ….

Zegarki z GPS – Geonaute OnMove 500 (krótki opis)

Test_sprzetu

Zegarki z GPS – Geonaute OnMove 500 (krótki opis)

Kontuzjowana nóżka dalej nie pozwala biegać to kilka najbliższych wpisów będzie „testowych”. Postaram sie opisać trochę biegowego sprzętu jaki mam/miałem.

Na pierwszy ogień pójdzie OnMove 500. Zegarek z GPS, który używałem jakieś 1,5-2 lata temu.

onmove-500_01

Tytułowy czasomierz był moją pierwszą poważna inwestycją w bieganie 🙂 Do czasu jego zakupu używałem telefonu z Endomondo. Jednak noszony na ramieniu telefon nie jest szczytem wygody (a i jakość łapania sygnału też nie powala na kolana) więc zakup zegarka to tak naturalna ewolucja 🙂 którą większość biegaczy z czasem podąża.

OnMove będący jedną z marek Decathlonu zachęcił mnie niedużą ceną zakupu a sporymi możliwościami jakie oferował.

Producent wymiania takie jego zalety (podając za stroną Decathlonu):

1 Moduł GPS
Sirf Star 3.
2 Wodoszczelność
IPX7 – odporność na skropienie wodą.
3 Czas działania
16 godzin użytkowania (przy wyłączonym alarmie wibracyjnym i podświetleniu) – 5 dni czuwania (tryb eco) – Całkowity czas ładowania: 3h30.
4 Tryb treningowy
Trening interwałowy 30/30, łagodny opór, piramida, stopniowe przyśpieszanie, trening personalny, piramida personalna.
5 Tryb wyzwanie
Tryb wyzwanie symuluje współzawodnictwo z wirtualnym przeciwnikiem. Proponujemy 3 rodzaje wyzwań: pokonanie pewnej trasy, na określonym dystansie lub nieograniczone. Możliwe jest również wykonanie testu VMA.
6 Tryb rozciąganie
16 pozycji rozciągających angażujących 5 grup mięśni.
7 Tryb nawigacja
Możliwość ściągnięcia trasy z Geonaute Software lub użycia poprzedniej sesji.
8 Strefa docelowa
Określanie docelowej strefy prędkości. Wskazanie na wyświetlaczu, alarm dźwiękowy i/lub wibracyjny informują o przekroczeniu strefy.
9 Informacje o okrążeniu
Informacje dotyczące okrążenia są oparte na dystansie (np. co km) lub czas (np. co 5 min). Za każdym razem otrzymujesz informację o czasie, dystansie, liczbie okrążeń i średniej prędkości.
10 Widok „mój rytm”
Ta funkcja zapewnia bardzo czytelny obraz strefy docelowej. Wskaźnik oznacza strefę docelową, po której przesuwa się kursor pokazujący bieżącą prędkość.

onmove-500_02

Model 500 różnił się od swojego starszego brata 700 tylko brakiem paska do mierzenia tętna. Po jego osobnym dokupieniu zyskiwał wszystkie funkcjonalności 700. Pasek taki kupiłem sobie osobno i kosztowo jak pamiętam wyszło to i tak lepiej niż 700. Ale nie ukrywam, że zegarek oferowano wtedy w promocyjnej cenie.

Nowe modele (oferowane teraz w Decathlonie 510 i 710) praktycznie nie róznią się niczym od poprzednich. Jedyną istotną ich cechą jest fakt, że treningi ładuje się na stronę internetową podczas gdy do 500/700 dołączany był program do instalowania na PC.
Ciekawostką jest również fakt, że 500/700 w pewnym momencie po aktualizacji oprogramowania transferują się w 510/710 czyli pozostaje nam używać już tylko strony www do ładowania swoich wyników.

O ile w momencie kiedy ja używałem swój GPS wielu użytkowników odradzało dokonanie tej aktualizacji – bo strona www była uboga w porównaniu do programu PC, to obecnie serwis www dopracowano i już bez strachu można się uaktualniać (o ile ktoś jeszcze zakupi stary systemowo OnMove 500/700).

Sam zegarek jest duży i typowo treningowy. Na miasto to bym raczej w nim nie wyszedł.

onmove-500_03

Na ręce trzymał się jednak dobrze. Mimo, że duży rozmiarem to wagą nie przeszkadzał i w czasie biegu żadnego dyskomfortu się nie czuło.

W pudełku z zegarkiem jak dobrze pamiętam był sam zegarek, klips z kablem usb bo komunikacji/ładowania, instrukcje obsługi.

Personalizacja zegarka, ustawienie danych było w miarę intuicyjne, nie pamiętam jakichś swoich większych problemów z nim.
Również soft komputerowy spokojnie dało się ogarnąć.

Mnogość oferowanych w nim opcji pozwala na dość skomplikowane trenowania ja jednak nie będę ściemniał, że z tego korzystałem. Od zegarków GPS oczekuję podstawowych funkcjonalności – by podawały interesujące mnie czas, dystans, prędkość, średnie tempo na km no i dobrze zapisywały trasę (do przejrzenia później na PC). Geonaute wszystkie te możliwości spełniał więc tu muszę go pochwalić. Myśląc jednak przyszłościowo dobrze mieć więcej możliwości czyli OnMove jest rozwojowy również dla zaawansowanego biegacza.

W biegowym używania należy powiedzieć co następuje. Po włączeniu zegarka następuje poszukiwanie satelity, które w tym modelu potrafi trochę trwać.
Parę razy (zwłaszcza gdy podejrzanie szybko zgłosił znalezienie satelitów) pierwszy kilometr wychodził przekłamany.
Później już podczas kolejnych kilometrów biegu nie zdarzało się jednak by stracił sygnał czy podał złą trasę.

W tym momencie opisu można by podsumować już, iż zegarek generalnie jest dobry i warto go kupić. Niestety okazało się, że ma on jednak często wystepującą wadę polegającą na rozszczelnianiu się obudowy. U mnie wystąpiło to po przypadkowym upadku zegarka z komody na dywan. Wiadomo, że jest to pewnego rodzaju zdarzenie losowe jednak od sprzętu sportowego należałoby oczekiwać większej wytrzymałości. Upadek z 80 cm, nie powinien naruszać jego konstrukcji. Przecież podczas biegu w terenie przypadkowe uderzenie w gałąź, zahaczenie o coś może zdarzyć się nie raz i nie dwa.
Po tym rozszczelnieniu podczas kolejnego biegu w większej wilgotności powietrza mój OnMove błyskawicznie zaparował w środku i zwariował. Pikał, nic nie wskazywał a ekran nawet po wyschnięciu pozostał pomarszczony (jakby folia podeszła powietrzem).
Sporo osób na forumach dyskusyjnych również podawało podobny koniec swoich zegarków (i to często nawet bez żadnego „urazu mechanicznego”) dlatego ośmielam się pisać, że może to być wada tego modelu wynikająca z jego sporej wielkości.

Wielki plus należy się jednak Decathlonowi, który zareklamowany zegarek przyjął i zaoferował zwrot pieniędzy lub wymianę na coś innego.

Wziałem Garmin Forerunner 10 ale o nim opowiem w kolejnym teście 🙂

Ścieżka biegowej kariery

Jak człowiek ma za dużo czasu to bierze go na myślenie. Ja czasu mam niestety za dużo (bo trenować nie mogę) i niestety doświadczam biegowego doła 🙁

Siedząc sobie i łapiąc zbędne kilogramy :/ zastanawiam się czy nie mam trochę złego podejścia do swojego biegania. Jakoś tak źle się do tego swojego biegania zabieram.

Running 🙂 daje mi niesamowicie dużo przyjemności. Pozytywna energia po treningu, wyścigu nakręca a sam wysiłek (uczucie zmęczenia po) pozwala rozładować negatywne emocje jakich wiele doświadcza się w ciągu dnia. Oczywiście dużym plusem aktywności jest również dużo lepsza „linia”, większa ogólna sprawność, odporność na choroby itp.

Dla samego tego powyższego warto biegać. Co każdemu polecam. Z czasem jednak, rozwijając swoją kondycję zaczyna się apetyt na więcej i więcej. Szybciej (goni się za minutami), więcej (półmaraton, maraton, ultra), trudniej  (biegi górskie). Człowiek (a zwłaszcza mężczyzna) rywalizację ma w genach nic więc dziwnego. Dodatkowo „sukces” (np. jakieś zwycięstwo), podziw znajomych nakręca i każe dalej łamać ograniczenia.

Do walki zagrzewają też różnego rodzaju wspomagacze (rywalizacje na Endomondo, możliwość pochwalenia się swoimi treningami na FB). Nie wiecie np. jak mi szkoda wypracowanego w Oleśnickim ranking miejsca w pierwszej 10 Teraz przez przymusową przerwę spadnę pewnie nie wiadomo jak nisko 🙂 🙂

Hmm… i tu zaczynają się moje wątpliwości. Czy napewno warto. Jeszcze jakby ten rzeczywisty sukces wystąpił. A u mnie… cóż. Ogonów może nie gonię ale miejsca zawsze mam w drugiej połowie stawki. Maraton a i owszem zaliczyłem ale niestety 25 km biegiem a resztę marszem przeplatanym biegowymi zrywami. I tak już 3 razy co świadczy, że albo się nie nadaję do tego albo źle trenuję.

Trochę też wydaje mi się, że czując swoje ograniczenia zaczynam podążać ścieżką jaką wybrało już wielu innych. Nie ma szans na pudło to trzeba spróbować ultra (bo dystans dłuższy, konkurencja mniejsza). Jak nie to zaś to – triathlon. Bo i to trudno pokonać a ładnie brzmi w późniejszych przechwałkowych rozmowach.

No i nie wiem. Zastanawiam się czy jednak nie dać spokoju z pogonią za cieniem i wrócić do jakiejś sensownej, akceptowalnej dawki biegu. Bez skupiania się na punktach, miejscach, dystansach. Po prostu biegać dla siebie, dla zdrowia.

Z drugiej strony nie powiem, że Bieg Graniami Tatr nie brzmi dobrze 🙂 Machnie się Rzeźnika, później jakąś setkę po górach by zmierzyć później z tym finalnym wyzwaniem. Tylko żeby było finalne a nie wstępem do jeszcze czegoś …

XXII Bieg na Ślężę – 23/05/2015

23/05/2015 – XXII Bieg na Ślężę

Dystans: 5,18 km
Czas: 00:46:11
Średnie tempo: 8:55 min/km
Średnie tętno: –

Sprzęt: SpoQ SQ100. Buty – Salomon Speedcross 3

Bieg będący kresem moich planów na ten rok…
Na Ślężę już parę razy w życiu miałem okazję się wyspinać, niemniej zawsze były to rodzinno/towarzyskie wejścia. Tym razem miało być inaczej – bo biegiem 🙂

Do Sobótki przyjechaliśmy z żoną jakąś godzinę przed startem. Stadion, biuro startowe udało nam się znaleźć bez żadnego problemu. Ludzi, samochodów dużo ale i miejsce miejsce parkingowe udało się znaleźć i w biurze w miarę poszło (trochę spietrzenie ludzi było do mojej strefy numerowej co spowodowało kolejkę a przy innych stanowiskach pustki no ale w sumie to niczyja wina).
Przebrałem się, ustaliliśmy z żoną, że ona pójdzie w górę i może fotki porobi na szczycie a ja poczekam na start i będę biegł. Średnio to wyszło bo dogoniłem ją pod Wieżycą i w sumie ona dalej już nie szła 🙂

sleza1
We właściwym biegu pierwsze wystartowały kobiety a 10 min później mężczyźni. Stanąłem raczej w 2/3 stawki i muszę stwierdzić, że było to złe posunięcie. Wąskie szlaki i dużo biegnących spowodowały, że bardzo ciężko było kogoś wyprzedzić. Wiadomo pod górkę trudno rwać ostrym tempem i chcąc nie chcąc jak tylko tłum przechodził do marszu musiałem iść i ja.
Nie mówię, że mocy miałem nie wiadomo ile ale jednak czułem, że w paru miejscach to spokojnie mogłem biec. Gdzie się dało to próbowałem boczkami się pchać i kolejnych delikwentów omijać.
Kawałem za Wieżycą zrobiło się szerzej i lekko z górki (czy po prostej) i tu zachciało mi się zaatakować. Ruszyłem troszkę ostrzej i sam nie wiem jak ale lewa noga uciekła mi gdzieś na kamieniach. Poczułem prawie trzask ale się naprostowałem i leciałem cały czas w górę. Wiedziałem, ze bedą kłopoty… ale nie sądziłem, że aż takie.
Do mety udało mi się dobiec praktycznie w tempie wszystkich (idąco-biegnących bo już nie leciałem tam gdzie inni szli). Na szczycie chwilę pogadałem z ekipą ze swojego klubu i ruszyłem spacerkiem w dół.
Stresik miałem bo okazało się szybko, że szlak którym schodzę okazał się innym niż ten którym biegłem pod górę i nie wiedziałem czy spotkam się z żoną. Ona miała klucze do auta, telefon mój w aucie wiec jakby czekała mnie kolejna wycieczka na górę by jej szukać byłbym niezbyt szczęśliwy. Na szczęście wykazała się roztropnością i sama wróciła do samochodu.

sleza2

Cóź. O ile póki łaziłem, biegłem to szedłem prawie normalnie to z każdą kolejną godzinką było coraz gorzej. Noga zaczynała mi puchnąć, boleć przy stanięciu u wieczorem już ładnie 🙁 kuśtykałem. Lekarzy w sumie się boję i niechętnie z ich usług korzystam ale dzisiaj rano uznałem, że jakby na skręcenie kostki to trochę za mocno mi noga przeszkadza i pora się jednak skonsultować z medykami. Z prześwietleniu na pogotowie wyszło, że zwichnąłem, skręciłem i naderwałem stawy i wiązadła stawu skokowego i poziomu stopy. Kazali jeszcze zgłosić się po opis zdjęcia za parę dni i z nim uderzać do ortopedy bo lekarz mówił, że jedno co mi tam nawaliło to z reguły odbywa się przy złamaniu ale u mnie złamania raczej nie widać. No chyba, że drugi specjalista powie co innego.
Tak to niestety marzenia o starcie w Biegu Rzeźnika poszły w siną dal. Co gorsze jak kontuzja długo będzie się ciągnąc to i dużo kolejnych startów jakie miałem ochotę odbyć przepadnie. Szkoda. Mam tylko nadzieję, że czasu przerwy nie przemarnuję, zbędnych kilogramów nie nałapię i powrót do biegów nie bedzie męką.

W tytule kronikarskim – czas na mecie 46:28, miejsce open – 351, M40 – 70

TRENING (TYDZIEŃ 20) – 21/05/2015

treningTydzień 20 – 21/05/2015

Dystans: 12,92 km
Czas: 01:14:08
Średnie tempo: 5:44 min/km
Średnie tętno: –

Sprzęt: SpoQ SQ100. Buty – Salomon Speedcross 3

Trening po takiej samej trasie jak 19/05. Dzień wcześniej popadało i od razu bieg szedł lepiej. Mniej suchego piasku, podłoże trochę bardziej twarde, zbite. Fajnie mi się biegło co widać od razu w lepszym tempie.
Taki bieg w polno-leśnych terenach to w sumie także miła odmiana od codziennych miejskich klimatów. Pusto, cicho, czyste powietrze i sama natura (sarenki na okolicznych łąkach, ptaszki latają ;)). Podoba mi się i kto wie czy nie skuszę się częściej na takie urozmaicenie. Bo i pod względem terenu róźnorodność podłoża znacznie podnosi biegowy rozwój formy.

TRENING (TYDZIEŃ 20) – 19/05/2015

trening

Tydzień 20 – 19/05/2015

Dystans: 13,46 km
Czas: 01:19:15
Średnie tempo: 5:53 min/km
Średnie tętno: –

Sprzęt: SpoQ SQ100. Buty – Salomon Speedcross 3

Treningowo to już wiele przed Rzeźnikiem nie nawojuje (szkolnym językiem pisząc – co się nie nauczyłem to się już nie nauczę :)) no to przynajmniej postaram się by mi się biegło wygodnie. W tym celu ten jak i najbliższe 2-3 treningi zejdę z asfaltów i wezmę się za rozbiegiwanie nowych Salomonów.
Butów mi trochę było szkoda na bieganie po Oleśnicy udałem się więc na wieś i postanowiłem zrobić trasę po polnych drogach. Start biegu w gęstej trawie, później zaorane pola aż do piaskowych dróżek między polami. Potem droga zrobiła się trochę bardziej ubita (ziemia, trochę kamieni) bym mógł finalnie lecieć po ubitych kamyczkach (w okolicy cywilizacji :)). Wszystko oczywiście w tych 13 km czyli odcinki każdej nawierzchni trwały po parę kilometrów.
Cóź. Buty jak narazie ok. Po pierwszym założeniu trochę miałem stracha czy nie będą mi obcierać palców, bo w mojej ocenie przód mają w miarę wąski (dopasowany). Wziąłem wprawdzie na to poprawkę i kupiłem je 45 1/3 (a normalnie noszę 44), niemniej jednak uczucie niepewności było. Na szczęście nic mnie jednak nie obtarło – liczę, że tak będzie i na dłuższych dystansach.
Podczas biegu buty są wygodne. Trzeba się trochę przyzwyczaić do ich kolców (tam gdzie był nieliczny asfalt to biegnie się trochę dziwnie).

Sam bieg wszedł mi dość ciężko. Pogoda nijaka. Trochę popadało wcześniej, było ciepło i wilgotno. Miałem wrażenie, że mocno się odwodniłem bo w buzi sucho a ciuchy do wyciśnięcia 🙂 Piaski jednak mocno stopują – wysiłek trzeba włożyć dużo większy w przemieszczanie się niż na asfalcie (czy twardych kamiennych szlakach Gór Sowich). No ale w sumie to dobrze. W Bieszczadach też lekko nie będzie 🙂

TRENING (TYDZIEŃ 20) – 17/05/2015

trening

Tydzień 20 – 17/05/2015

Dystans: 11,94 km
Czas: 01:10:53
Średnie tempo: 5:55 min/km
Średnie tętno: –

Sprzęt: SpoQ SQ100. Buty – Crivit 2015

Sam jestem zaskoczony swoją dobrą dyspozycją na tym biegu 🙂 12 km z 3 solidnymi podbiegami (2 po około 2 km i końcowy kilkaset metrów). Z reguły na tej trasie, na drugim podbiegu podchodziłem a tym razem biegłem do samego końca. Co lepsze sobotnio-niedzielną noc spędziłem na weselu więc mało się spało i nogi bolały już na starcie. Fajnie.