Archiwa tagu: bieganie

Testowe bieganie – Salomon Speedcross 4

Logo strony Test Sprzetu

Kilka tygodni temu zapisałem się internetowo na test butów Salomon Speedcross 4 (testy sponsorowane przez InterSport). Po zapisach nastąpił okres ciszy :), zapomniałem nawet kiedy to miało być, ale finalnie dostałem wiadomość z przypomnieniem o wydarzeniu.
Jak już coś zaplanuję to staram się to zrealizować więc nie pozostało nic innego jak pojechać do Wrocławia (bo tam miał mieć miejsce test).
Przybywszy na miejsce, okolice Hali Orbita, przebrałem się w biegowe ciuchy i rozpocząłem poszukiwania gdzież to będzie ten event. Łażę trochę w lewo, trochę wprawo nikogo nie widać 🙂 Ale wreszcie ufff.. jest. Widzę auto oklejone reklamami sponsorów więc trafiłem tam gdzie trzeba.

Prowadzącą test była Natalia Tomasiak (jak doczytałem później całkiem utytułowana biegaczka). Po chwili pojawili się inni zapisani uczestnicy. W zawrotnej liczbie… 3 osób 🙂 Łącznie z prowadzącą było nas więc 5 szt, co okazało się swoistym (chociaż niezbyt chlubnym) rekordem.

No cóż, nie ilość ale jakość się liczy więc po słowie wstępnym pozostało założyć buty – Salomon Speedcross 4 i zegarek Suunto Spartan (oprócz butów można było potestować również jego).

Spokojnym truchcikiem podążyliśmy do parku gdzie nastąpiła solidna rozgrzewka i testowe okrążenia (4 jak dobrze liczę). Na koniec porcja ćwiczeń rozciągających, chwila dyskusji o sprzęcie, wręczenie pamiątkowego giftu (soft cup Salomona) i można było jechać do domu.

E… no dobrze, napiszę może jak wypadło testowanie, bo może kogoś to zainteresuje 🙂

Salomon Speedcross 4.
Salomony to buty dość specyficzne. Ciężko opisać komuś, kto nigdy ich nie używał ale w dużym skrócie to but na ciężkie warunki terenowe – błoto, śnieg, szuter. W lekkim terenie, skałach raczej się nie sprawdzają bo ich kolce „unoszą”nas nad ziemią i wcale stabilni nie jesteśmy.
Ich żywiołem jak pisałem jest naprawdę wymagający teren i tu warto je mieć. Dobrze trzymają stopę, solidna cholewka zabezpiecza przed czynnikami zewnętrznymi a przy tym są wygodne nawet na długich trasach.
Porównując model nr. 4 z jego poprzednikiem wielkich zmian nie zauważyłem. Bucik sztywny, dość wąski (mi to pasuje bo mam szczupłą stopę). Na asfalcie biegło się „powyżej” gruntu, w terenie już wygodniej (mimo, iż było sucho, a alejki parkowe ubite).
Godzinka biegania (około 9 km) nie zaowocowała żadnymi obrażeniami. Nic sobie nie obtarłem, nie uszkodziłem. Wiadomo to za krótko by coś konkretnego o bucie napisać ale jak dla mnie było ok. Chyba wrócę do swoich Speedcrossów 3 i coś sobie teraz (jesień/zima) w nich też pobiegam.

Suunto Spartan Sport Black
Oprócz butów w udziale testowym przypadł mi taki oto zegarek. Ponieważ miałem na ręku swojego Suunto Ambita miałem go nie brać ale myślę sobie co mi szkodzi pobawić się i tym.
„Czasomierz” zgrabny. Średnicą większy od Ambita, za to bardziej płaski. Wygląda na ucywilizowanego i można by go już nosić codziennie. Z wyświetlonym na ekranie a’la chronografem z daleka nie odróżniałby się od zwykłych sportowych zegarków.
Spartan, wykonany jest solidnie. Materiały sprawiały przyjemne wrażenie w dotyku (pasek, koperta, solidne mineralne szkiełko). Na ręce leżał dobrze, nie przeszkadzał.
Duża różnicę w porównaniu do Ambita widać w ekranie. Tu jest już kolorowy (ale to jeszcze nie poziom ekranów smartfonów), o dużej ostrości. Pikseli nie widać. Co więcej ekran jest dotykowy i nawet to dawało radę obsłużyć.
Wiele więcej o nim nie powiem. Sterowanie w pierwszej chwili wydawało mi się mniej intuicyjne, ale jak już zrozumiałem o co chodzi to po menu nawigowałem. Słabiej podobało mi się wychodzenie z trybu treningu. Po zastopowaniu pokazywał na ekranie opcje wznów/zakończ, naciskałem stosowny guzik i reakcji nie widziałem. Albo coś robiłem źle albo przymulał 🙂
W czasie biegu wskazywał dystans, pikał co km i wyświetlał info o tempie itp 🙂 Miał jednak włączoną chyba jakąś auto-pauzę bo na rozgrzewce mi się wyłączył i musiałem po chwili znów nacisnąć start. Z tego powodu nie mogłem na koniec porównać wskazań z moim Ambitem.
Cóż trzeba by się pobawić więcej by cokolwiek dodać. Na ten moment jednak kasa jaką za niego trzeba dać mnie wyklucza z zakupu, więc raczej nieprędko będę miał okazję Spartana wypróbować 🙂

P.S.
Przy rozciągnięciach na koniec wychodzi jakie mam tyły. Masakra jaki jestem „sztywny” 🙂 Wiek robi swoje i ciężko się wygiąć 🙂 Nie wiem czy to też zasługa butów czy braku koordynacji ale przy stanięciach na jednej nodze bujało mnie jak na morzu 🙂 Trzeba nad tym popracować.

TRENING (TYDZIEŃ 41 +42)

Trening BiegowyZ pewnym opóźnieniem, bo ciężko mi się zebrać ostatnio do wszystkiego, ale uzupełnię dane treningowe.
Niestety w dalszym ciągu treningi takie na „pół gwizdka” i zbyt dużo kilometrów nie nakręciłem. Sytuację uratował ultra-maraton – UltraKotlina70 bo inaczej to w ogóle liczby by nie porażały.

Data: 11/10/2016

Dystans: 09,09 km
Czas: 00:55:52
Średnie tempo: 6:09 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Adidas Kanadia TR7

Pooleśnicki trail. Pokręciłem się trochę po lasach i polach, testując ubrania w których chciałem pobiec na UltraKotlinie 70.

Data: 13/10/2016

Dystans: 09,11 km
Czas: 00:56:11
Średnie tempo: 6:10 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Nike LunarSwift +4

Powtórka z wtorku, tylko w innych ciuchach 🙂

Data: 15/10/2016 – Ultra Kotlina 70

Dystans: 83,13 km
Czas: 13:49:19
Średnie tempo: 9:59 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Arival SpoQ SQ-100 . Buty – Adidas Kanadia TR7

UltraKotlina 70. Z zagubieniami trasy wyszło 83 km zamiast 78. Ładny dystans 🙂

Data: 22/10/2016

Dystans: 10,01 km
Czas: 01:12:17
Średnie tempo: 7:13 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Crivit (Nike 2015)

Cały tydzień po biegu ultra się obijałem. Chwilę czasu dałem nogą na odpoczynek, a to coś wypadło i do weekendu w sumie nie biegałem. Za to sobotni bieg mimo, że krótki, to treściwy 🙂 Od razu po starcie ostro w górę i na przełaj przez górki i lasy (Góry Sowie i okolice). Fajnie się biegało częściowo po ścieżkach a i przełajowe fragmenty trasy też były.

Data: 23/10/2016

Dystans: 13,10 km
Czas: 01:22:50
Średnie tempo: 6:19 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Crivit (Nike 2015)

Po ostrych, terenowych ścieżkach w niedzielę miało być lżej. Poczułem jednak ochotę na trochę więcej km i znów skręciłem  w lasy 🙂 Trasę wybierałem tak by było więcej podbiegów, a nie tylko w dół. Nieźle wyszło, zadowolony jestem i z tego biegu.

 

UltraKotlina 70 – 15/10/2016

Logo UltraKotlina

UltraKotlina 70 – 1/2 Najdłuższego Ultramaratonu w Sudetach Zachodnich

Po DFBG bieganie ultradystansów trochę mi przeszło. Trenowało się, uczestniczyło w krótszych zawodach i tak leciał czas. W którymś momencie w końcu zacząłem dokładniej analizować co zrobić by wystartować w wymarzonym Biegu Ultra Granią Tatr 2017 i doszło do mnie, że uzbieranie wymaganych punktów wcale tak łatwe nie będzie. Nie będzie bo… okres biegowy się kończy, zawodów coraz mniej, a te, które mi pasowały już mają zamknięte listy startowe.  Na drugi koniec Polski jechać nie planowałem, w Europę uderzać raczej też. Oj 🙁
Poddawać się jednak nie wolno. Po głębszej analizie dostępnych zawodów udało mi się wyselekcjonować jednak takie, w których punkty da się uskładać jeszcze w tym roku. Jednym z tych biegów była UltraKotlina 70.

Bieg będący (do momentu startu i osiągnięcia mety) dla mnie zagadką, której się obawiałem. Niewiele znalazłem z niego relacji, opisów. Łamałem głowę gdzie jest haczyk. Dystans wprawdzie „nieduży” ale długi limit czasowy, punkty kontrolne na których trzeba odznaczać swoją obecność. Czyżby były mega wzniesienia? Konieczność wytrawnego nawigowania? Im dłużej nad tym myślałem to wiedziałem mniej 🙂 No ale, zapłaciło się to biec trzeba.

UltraKotlina 70 wraz z pełnym dystansem UltraKotlina 130 wywodzą się od długoletniego już wydarzenia pod nazwą Przejście Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej. Wszystkie te imprezy mają swoją stronę:

http://www.przejsciekotliny.org/

W serwisie są wszystkie najważniejsze informacje o wydarzeniu. -regulamin, płatności, wyniki poprzednich edycji. Organizatorzy zamieścili też najważniejsze komunikaty techniczne, mapę trasy jak i ślad GPS. Da się z tego wszystko co ważne wyczytać i raczej nikt nie powinien mieć problemów z zapisami czy odnalezieniem startu, informacji co zabrać itp.

Zwyczajowo więc gdy już udało mi się zapisać, opłacić pozostało pakować sprzęt i wybierać się na start 🙂

Przy okazji wybór sprzęt na ultra w chłodniejsze dni też mnie męczył dość długo ale finalnie coś tam z szafy wydarłem. Postaram się napisać w kolejnej relacji czy wybrałem dobrze czy nie.

UltraKotlina 70
Przed startem w Janowicach Wielkich

Na miejsce startu (Janowice Wielkie) dojechaliśmy z moja rodziną jakieś 2 godziny przed godziną 0 (czyli 14:00). Ładny, chociaż mały kompleks sportowy, namiot organizatorów obok no to zaatakowałem obsługę by wziąć pakiet. Pani dwa razy pogoniła mnie do auta bym okazał wyposażanie obowiązkowe 🙂 więc jak widać nie jest to martwy przepis. Wszystko miałem więc ok, odebrałem co trzeba no i wziąłem się za analizę mapy dostarczonej przez organizatora. Nie wyglądała ona źle. Szlaki były oznaczone, tam gdzie ich miało nie być to organizator wprowadził ułatwienie i rozwiesił wstążki wyznaczające kierunek. Wyprzedzając fakty przydały się te wstążki, dość dobrze były rozmieszczone.

UltraKotlina 70
Odprawa

Cóż trasy na pamięć nauczyć się nie da uznałem więc, że będę próbował dołączyć do jakiejś grupy i biec z nimi póki się da.

Przed biegiem odbyła się krótka odprawa, wyjaśnienie co i jak robić no i można było ruszać.

UltraKotlina 70
Startujemy

Tutaj kolejna dygresja – przydatna dla innych biegaczy w tych zawodach (w przyszłych edycjach). Warto dobrze przestudiować mapę dostarczaną przez organizatora i kartę kontrolną (z pkt. do odbijania). Oszczędzi to kłopotów na trasie. Mi zabrakło poczytania karty kontrolnej –  zawierała ona np. opis gdzie są zlokalizowane pkt (opisowe info w stylu między skałami, za schroniskiem co okazało się kluczowe parę razy)

Grupa ruszyła dość spokojnie. „Elita” oczywiście szybko wyrwała do przodu ale w moim tempie parę osób się przemieszczało. Dość szybko dołączyłem do kolegi, który z dyskusji okazało się, że jest z okolicy! i w miarę trasę kojarzy. W miarę bo i on nie ustrzegł się paru błędów. Szczęśliwie były to pomyłki bez poważnych konsekwencji –  a to minęliśmy zakręt ale Ci za nami zawołali, że źle, a to wdrapaliśmy się na szczyt góry z drugiej strony. Punkty kolejne jednak znajdowaliśmy i się biegło.

UltraKotlina 70
Na trasie. Cóź za speed 🙂

Niestety kolega biegł zbyt ostrym jak na mnie tempem, bardzo szybko podchodził też na górki i szybko okazało się, że nie dam rady. Po 3 czy 4 chyba punkcie kontrolnym dałem spokój z dotrzymywanie mu kroku.
Przystanąłem bo i tak już się ściemniło. Ubrałem kurtkę, czapkę, odpaliłem czołówkę i swoim już tempem ruszyłem do przodu.
Niestety nawigowanie jednak nie jest moją najmocniejszą stroną 🙂 W okolicy między PKT14 a PKT 15 (dokładniej to na asfalcie między miejscowościami Płoszczyna-Dziwiszów) zgubiłem trasę. Szybko to wyłapałem, stanąłem studiując mapę. Za chwilę dobiegło 3 chłopaków. Pytam czy tędy – tędy 🙂 Zrobiłem z nimi 2 km i wyszło, że jednak nie tędy. Pozostało się wrócić i szukać lepiej.
Jak wyszło zmyliły nas białe wstążki, którymi rolnik ogrodził swoje pole (BTW intencja dobra bo wisiały na elektrycznym pastuchu. Nie polecam dotknięcia bo sam spróbowałem :)) Były podobne do wstążek organizatora i sugerując się nimi pobiegliśmy nie tam gdzie trzeba. Nowi koledzy mieli jednak wgrany w komórkę ślad gps i z jego pomocą + wypatrywanie trasy przez 4 osoby wróciliśmy  na szlak. To była w sumie jedna poważna pomyłka drogi w trasie.

Nowo poznani biegacze okazali się dla mnie zbawieniem. Dwóch z nich biegło idealnie moim tempem! Ostatni silniejszy z grupy nadawał mobilizację całości by jednak biec a nie zbyt długo iść. Przemieszczałem się z nimi praktycznie do końca trasy (odeszli mnie na ostatnich 2 km, kiedy zabrakło mi już sił do ciągłego biegu). Super. W grupie biegnie się lepiej, co ważne do końca na prostych i zbiegach biegłem a nie szedłem jak w DFBG. Nawigacja również uprościła się znacznie kiedy w kluczowych momentach oprócz mapy dało się zerknąć na GPS i pokazywał czy jesteśmy na szlaku czy nie.

Przemieszczanie pomiędzy kolejnymi punktami szło dobrze. Znośnym tempem parliśmy do przodu. Na postojach krótko bez marnowania czasu. Napić się, uzupełnić bukłaki i dalej. Punkty organizator wyposażył bdb. Była woda, cola, izotonik (dobry pasował mi), herbata czy kawa. Do jedzenia rodzynki, ciasteczka, czekolada. Ciepły posiłek na trasie to pomidorowa lub naleśnik. Wziąłem pomidorową bo uznałem, że będzie lżejsza dla żołądka.

Pod sam koniec biegu drastycznie zepsuła się pogoda. Zaczął mżyć deszcz ze śniegiem. Szlak zrobił się coraz bardziej błotnisty, widoczność coraz gorsza (okularnicy jak ja mają gorzej gdy zaparują nam bryle). Parę razy wlazłem w wodę po kostkę ale moje buty i skarpetki tym razem sprawdziły się idealnie. Nic mnie nie obtarło.

Słabe warunki (wraz z tym co pisałem na początku – kiepskim przestudiowaniem rozmieszczenia pkt-ów) niestety zaprocentowało dużą pomyłką. Ominęliśmy punkt kontrolny nr. 24. Owszem biegliśmy koło niego ale nie podbiliśmy się. Na mecie została mi za to doliczona 2 godzinna kara co poskutkowało znacznym pogorszeniem miejsca . A szkoda. Całość trasy – 83,13 km przebiegłem w 13:49:19. Po doliczeniu kary zająłem 25 miejsce z 36 mężczyzn którzy osiągnęli metę (bez kary byłbym około 16).

Po biegu można było zjeść ciepły rosół,kawę, herbatę, wypić piwo i zagryzać ciasteczkami czy czekoladą. W ośrodku na mecie dało się też wykąpać (teoretycznie bo nie było ciepłej wody) i położyć spać.

Ponieważ na metę przybiegłem o godzinie 04:00 to do około 07:00 siedziałem czekając na rodzinę. Nie było to przyjemne oczekiwanie bo moje ciuchy kompletnie przemokły, nie miałem nic na zmianę i mimo, że było ciepło to po jakimś czasie zaczęło mnie telepać z chłodu. Opatulony w folię doczekałem przyjazdu rodzinki i po przebraniu się od razu ustąpiły niedogodności.

Teraz parę luźnych uwag ogólnych

Ze swojej formy w biegu jestem bardzo zadowolony. Cieszę się, że do końca biegłem, nie miałem kryzysów.

Wyposażenie jakie wziąłem dało radę na trasie. Buty, ubranie mnie nie obtarło ale na końcu biegu ciuchy miałem bardzo mokre (od potu i deszczu). Niestety tak szybko nie schły i tu mało już było komfortu.

To czego obawiałem się najbardziej czyli trasa nie była ekstremalna. Szlak prowadził po znośnej nawierzchni (szutry, kamienie, trochę asfaltu). Był szeroki, nie tak jak na DFBG, tu dało się biec nawet koło siebie. Podejścia i zbiegi do przeżycia.
Nawigacyjnie dało się wszystko ogarnąć. W sumie oprócz paru smaczków jak moment gdy wbiega się do lasu i szlak momentalnie się kończy 🙂 nie było aż takich hardcorów. Tu przydawało się współdziałanie w grupie i korzystanie np, ze śladu GPS.

Podsumowując – impreza kameralna ale dobrze zorganizowana. Polecam ten bieg.

P.S.
Tak już poza konkursem. Zadziwiające są postawy ludzi na biegach. 1. Podczas mojego biegu udało nam się znaleźć 2! karty kontrolne. Jak można je zgubić to nie wiem, przecież bez nich nie ma co biec dalej.
2. Dołujące najbardziej jest jednak to, że niektórzy oszukiwali 🙁 Wiem na 90%, że byli tacy co ominęli punkty a jednak sobie go podbili. Pewnie na kolejnym. Porażka i wstyd.

Testować i sprawdzać warto za wczasu…

Sprzęt biegowy oczywiście 🙂

Tą oczywistą oczywistość niestety bardzo często się lekceważy. A to naprawdę poważny błąd. Sam parę razy „przejechałem się” na zawodach kiedy nowa koszulka, skarpetki czy buty sprawiły mi niemiłe niespodzianki „odczuciowe”.

Nie będę tu odkrywczy gdy potwierdzę te mądrości.  Na ważne biegowe okazje trzeba używać tylko to co znamy, nie powoduje żadnych dyskomfortów i jest wygodne. Oczywiście tak samo jak nie powinno się biegać ważnych imprez  w całkiem nowych rzeczach (ubranych pierwszy raz).

Po ostatnich kilka biegach do powyższych uwag dodam jeszcze – stosować swoje wyposażenie w sprawdzonej kombinacji 🙂

Okazało się bowiem, że całkiem fajne bokserki Nike Pro Combat nie sprawdzają się w ogóle w połączeniu z kompresyjnymi legginsami Nike (przy okazji kupiłem je używane kilka tygodni temu – jak ktoś nie ma oporów na ciuchlandy to naprawdę można w nich kupić wypasione sportowe ciuchy).
Legginsy z moich Pro Combatów co chwilę zjeżdżały w dół 🙂 i musiałem je podciągać w czasie biegu. Ale jestem szczęśliwy, że wyczaiłem to teraz a nie na 80 km trasie UltraKotliny. Ufff…. 🙂

A jak już przy doborze stroju na jesienne ultra. Dylemat co ubrać mam nieziemski 🙁 Pewnie mi się nie uda, ale staram się wybrać złoty środek – tak by nie było mi gorąco w dzień, ale i bym nie zamarzł w nocy. Do tego priorytetem dla mnie jest fakt by to co wybiorę nadawało się do ubrania od razu i żebym nie musiał dźwigać ciuchów w plecaku. Ciężko…

Ponieważ tempo biegu w moim wydaniu wielkie raczej nie będzie to skłaniam się ku opcji cieplejszej. Na dzisiaj planuję ubrać:
– bielizna termiczna z długim rękawem (Crivit),
– koszulka Nike Pro Combat (też używana :)) z długim rękawem
– kurtka. Co do tej ostatniej warstwy jeszcze myślę. Ostatnie 3 biegi to test różnych opcji. Próbowałem wiatrówkę z Aldi, softshell biegowy z Aldi i kurteczkę InterSport Pro Touch. Wiatrówka to chyba za mało jak na góry jesienią więc albo softshell albo kurteczka. Softshell widzi mi się ok, ale ja w softshell-ach coś się mega pocę od środka 🙂 A to też niezbyt dobrze przy tylu km. To chyba padnie na kurteczkę Inter Sporta. Też będzie w niej ciepławo w dzień ale mam wrażenie, że lepiej się suszy.
– na dół planuję kompresyjne długie legginsy Nike, bokserki Kalenji (te już wiem, że pasują do Nika 🙂 i skarpetki Kalejnji Kiprun Intensiv (nowy nabytek ale jak na razie ok).
– dodatki to czapeczka Nessi, buff (jeden na szyję , może wezmę z drugi na głowę na zmianę czapki), rękawiczki Crivita,
– buty Adidas Kanadia TR 7. Pokombinowałem trochę z wiązaniem i powinny dobrze się trzymać nogi. A trochę więcej luzu niż w Adidasie Raven nie zaszkodzi.

No zobaczymy jak to wszystko wyjdzie. Powinno być ok pod względem temperatury. Oby tylko nie padało cały dzień i noc bo na mokro to nie wiem jak ten zestaw da radę.

TRENING (TYDZIEŃ 40)

Trening Biegowy

Kolejny tydzień za mną. Niestety, w dalszym ciągu szału biegowego nie było. Pokonałem łącznie 31,99 km. Tym razem na przeszkodzie do biegania stanęły nie chęci i czas ale pogoda. Padający deszcz nie zachęcił mnie do ćwiczeń.

Data: 04/10/2016

Dystans: 11,01 km
Czas: 01:04:50
Średnie tempo: 5:53 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Nike LunarSwift +4

W sumie jak zawsze – dwa kółeczka po Oleśnicy.

Data: 08/10/2016

Dystans: 9,95 km
Czas: 00:58:45
Średnie tempo: 5:54 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: SpoQ SQ-100 Buty – Crivit (Nike 2015)

Czwartkowy trening odpuściłem. Obiecywałem sobie, że przy mżawce to pójdę ale mżawki nie było – lało 🙁 W sobotę już jednak nie wytrzymałem i pod wieczór pobiegłem. Trasę (okolice Nowej Rudy) na rozruch zrobiłem lżejszą. Jakieś 3 km pod górkę, później około 6 km lekko z góry i dopiero końcówka znów w górę. Świetnie mi się biegło mimo nocy (biegłem z czołówką) i sporej pauzy.  Nogi „miałem” świeże i byłem z tego treningu zadowolony.

Data: 09/10/2016

Dystans: 11,03 km
Czas: 01:30:15
Średnie tempo: 8:11 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: SpoQ SQ-100 Buty – Crivit (Nike 2015)

W niedzielę wybrałem się na biegi  z Żoną. W sumie dobrze bo niezbyt szybko 🙂 Dla odmiany po sobocie nogi bolały mnie nieziemsko. Przy końcu trasy ochoczo skorzystaliśmy ze skrótu po górach bo ani jej, ani mi się już nie chciało tupać dalej 🙂

TRENING (TYDZIEŃ 38 + 39)

Trening Biegowy

Ostatnie dwa tygodnie w dalszym ciągu nie porażały treningowo. Jeszcze w 38 tyg coś tam nabiegałem, ale 39 tydzień to totalne odpuszczenie. Z powodu różnych, poza sportowych aktywności 🙂 biegłem tylko raz.

To, plus poprzednie tygodnie, zaowocowało słabym wynikiem – 166 km w ciągu września.

Uznajmy jednak, że regeneracja sił nastąpiła i teraz (tydzień 40) startuję już z normalnym planem. A ćwiczyć trzeba bo za 2 tygodnie trochę na wariata wymyśliłem sobie bieg ultra – UltraKotlina 70 🙂

Podsumowując zaś ostatnie dwa tygodnie:

Data: 20/09/2016

Dystans: 11,10 km
Czas: 01:02:39
Średnie tempo: 5:39 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Nike LunarSwift +4

Dwa kółeczka po Oleśnicy. Dni coraz krótsze i chyba coraz częściej przyjdzie kręcić się tu. Jakoś nie mam zaufania do biegów pod Oleśnicą po zmroku. Nie wiem czemu, bo pewnie dzikiej zwierzyny tu raczej nie ma, ludzi nastających na moją niewinność 😉 pewnie też ale … nie jestem jeszcze przekonany i już.

Data: 22/09/2016

Dystans: 12,79 km
Czas: 01:14:40
Średnie tempo: 5:50 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Nike LunarSwift +4

To samo co we wtorek. No z malutkim wydłużeniem 🙂

Data: 25/09/2016 – III Półmaraton Sowiogórski

Dystans: 20,33 km
Czas: 02:18:19
Średnie tempo: 6:48 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Adidas Kanadia TR 7 

Jak w temacie – 3 Półmaraton Sowiogórski. Słabo 🙁 ale szczegóły w kolejnej relacji.

Data: 25/09/2016 – małe after party z Żoną

Dystans: 10,10 km
Czas: 01:16:35
Średnie tempo: 7:35 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Crivit (Nike 2015) 

Nie dobiegałem się chyba na półmaratonie 🙂 to poszliśmy jeszcze potrenować. 10 km wpadło, ale powiedziawszy szczerze nogi czułem.

Data: 02/10/2016

Dystans: 14,32 km
Czas: 01:29:09
Średnie tempo: 6:13 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Crivit (Nike 2015)

Jedyny bieg w tygodniu 39. Warunki pogodowe dobre, chłodno i nie padało ale forma moja nie porażała. Niby tylko tydzień przerwy (w treningach)a ciężko mi szło, że hej!

XXII Międzynarodowy Bieg Uliczny Twardogóra – 18/09/2016

XXII Międzynarodowy Bieg Uliczny Twardogóra – 18/09/2016

Są takie biegi, które pasują człowiekowi i aż chce się w nich pobiec. Może to być kwestia miejsca, trasy, dobrej organizacji czy atrakcyjnych nagród. A może wypadkowej wszystkich tych cech po trochu.

Dla mnie takim, odkrytym trochę przypadkowo w zeszłym roku, biegiem jest – Twardogóra.
Impreza o lokalnym zasięgu (biegnie około 100-130 osób) – ale nie liczcie, że wygracie bez problemu bo biegną tu naprawdę mocni zawodnicy. W tym roku chyba wszyscy (łącznie z 70-latkami) dobiegli poniżej 1 godziny.
Dobra organizacja, wszystko dobrze oznaczone, pomysłowe koszulki, medale.
Wymagająca i przy tym szybka trasa.
Blisko od mojego miejsca zamieszkania.
Po biegu losowanie mnóstwa nagród 🙂 Może i drobnica, ale człowiek czuje, że ma szanse a nie, że 4 nagrody losują na 2000 osób.

No pasuje mi tu jak na razie wszystko, chociaż nie mówię, że organizatorzy nie mogliby paru spraw ulepszyć.

Jak było w Twardogórze w zeszłym roku pisałem tutaj:
XXI Międzynarodowy Bieg Uliczny Twardogóra

XXII Międzynarodowy Bieg Uliczny Twardogóra
Ciekawy medal i koszulka

W „ogóle” było podobnie jak rok temu więc nie będę tego tu powtarzał.  Ulepszono kwestię numerów startowych.  Tym razem były bezzwrotne i agrafki były 🙂
Nie udała się za to kwestia koszulek. No może, udała w 50% bo koszulki świetne (ładne, kolorowe) ale o 10:50 były tylko w rozmiarze L. Mój rozmiar 🙂 ale Żony niekoniecznie. Szkoda trochę.
Nie wiem, czy w przyszłości organizatorzy nie muszą pomyśleć też nad dodatkowymi toaletami. Toi-toi nie widziałem, a jedna ubikacja w ratuszu i jedna obok to trochę mało.  Do tej w ratuszu nie było może mega kolejki, ale ludzi się w niej chyba przebierali! co znacząco spowolniło rotację.

No cóż. Organizacyjnie wyszło wszystko  na plus. Ja przynajmniej nie widzę powodu by się wyżalać na drobne niedociągnięcia. To opiszę  stronę sportową zawodów.

Pod względem formy ciągle czuję się mocny (jak na poprzednie lata) więc uznałem, że trzeba będzie ostro cisnąć, a może uda się wykręcić dobry czas. Ponieważ poprzednie rekordy na 10 km miałem w okolicy 50 min to uznałem, że spróbuje utrzymać tempo mniejsze niż 05:00. W jednym z ubiegłorocznych biegów na 7 km zanotowałem około 04:25. Tutaj dystans większy i pod górki trochę, więc aż tyle nie planowałem. Z obliczeń wyszło, że będzie ok jeśli pobiegnę 04:50.

XXII Międzynarodowy Bieg Uliczny Twardogóra
Przed startem biegu

Rozgrzewka no i start. Pierwszy kilometr wszedł w 04:26. Zwarta grupa cisnęła dalej i kolejny podobnie – 4:34. Później jednak poczułem, że tyle nie utrzymam i zwolniłem samoistnie pod planowane 04:50). Co ciekawe takie tempo trzymałem praktycznie do końca biegu.
01 km – 4:26
02 km – 4:34
03 km – 4:48
04 km – 4:49
05 km – 4:52
06 km – 4:55
07 km – 4:54
08 km – 4:58
09 km – 4:52
10 km – 4:21

XXII Międzynarodowy Bieg Uliczny Twardogóra
Ciśniemy mimo, że pod górkę

Na mecie moje Suunto pokazało 47:29. Rekord. Oficjalne wyniki wyszło bardzo podobne i zamieszczę je niedługo (bo teraz jeszcze w necie ich nie ma).

Ze swojego wyniku jestem zadowolony, chociaż nie ukrywam, że szczyty biegów to nie są. Ciągle dużo mam do poprawienia.

Po biegu wypiłem ciepłą herbatę, zjadłem dobrą grochówkę i można było obejrzeć dekoracje zwycięzców. Wręczenie nagród poszło sprawnie, szybko zaczęto po nim losowanie nagród. Znów moja rodzinka miała szczęście i wylosowaliśmy sportową torbę i kubeczek na mleko dla dzieci 🙂
Cóż, zadowolony z wyniku biegu spokojnie mogłem wracać do domu. W przyszłym roku pewnie znów się tu pojawię.

Na sam koniec chciałem przedstawić taką luźną refleksję, która nasunęła mi się, gdy prowadzący cieszył się, że w tym roku pobiegło sporo osób z Twardogóry (i zajęli parę dobrych miejsc w kategoriach wiekowych).
Twardogóra (ale i np. Oleśnica) za wygrane miejsca wypłaca nagrody pieniężne. Powoduje to, że są „zawodowcy” z Kenii czy Ukrainy, którzy zajmują czołowe miejsca na podium.  Praktycznie wszystkie.
Wydaje mi się, że takim małym miastom to niepotrzebne. Żadna z tego promocja. Większy sukces biegu, władze mogłyby ogłosić gdyby zachęciły właśnie kolejnych, swoich mieszkańców do uczestnictwa. Co można by zrobić gdyby (zamiast wydawać na „gości”) nagrody pieniężne dać tylko w kategorii mieszkaniec miasta, powiatu czy Polak. Albo nie płacić w ogóle, a zaoszczędzone pieniądze wydać na lepsze rozreklamowanie biegu czy fajniejsze pakiety dla uczestników.

TRENING (TYDZIEŃ 37/2016)

Trening Biegowy

Kolejny tydzień biegowy zakończony. Podobnie jak w poprzednich były i treningi i zawody. Nie powiem, zawody udane (wykręciłem dzisiaj swój rekord na 10 km) ale  imprezy biegowe coś za bardzo zaburzają normalne trenowanie.  Zamiast 4 treningów robię tylko 3, spada mi kilometraż, co obawiam się finalnie spowoduje gorszą dyspozycję przy naprawdę wymagających zawodach (a marzą mi się jeszcze biegi ultra).
Trzeba będzie chyba zdecydować się by biegać jednak mniej różnych zawodów, no i wybrać preferowany dystans a nie skakać od 10 km do 130 🙂
W szczegółach mijający tydzień minął tak:

Data: 13/09/2016

Dystans: 6,30 km
Czas: 00:34:46
Średnie tempo: 5:31 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Nike LunarSwift +4

Miksowany bieg pod Oleśnicą. Pokręciłem się trochę po terenie by później wrócić na asfalty. Krótko biegałem niestety ale późna pora nie zachęcała by latać po lasach 🙂
Wprawdzie na biegowej wycieczce, ze zwierzyny, spotkałem tylko 3 sarenki ale jednak sam fakt, że ciemno i można wyrżnąć na jakichś dziurach wystarczył.

Data: 15/09/2016

Dystans: 11,05 km
Czas: 01:02:41
Średnie tempo: 5:40 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – PUMA Kevler Runner

Dwa kółka już po mieście. Zwyczajowe takie, no może poza faktem, że pobiegłem w dawno nie używanych butach Pumy. Kiedyś średnio mi pasowały (jakoś dziwnie przeszkadzały w okolicy achillesów) ale teraz gdy nogi trochę mocniejsze jest ok. Na maraton  może bym ich nie zabrał ale na szybkie dynamiczne biegi pasują. Mniej się w nich męczę niż w ciężkich, sztywnych, amortyzowanych butach.

Data: 18/09/2016 – XXII Międzynarodowy Bieg Uliczny w Twardogórze

Dystans: 9,92 km
Czas: 00:47:29
Średnie tempo: 4:47 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – PUMA Kevler Runner

Zawody. Rekordowy dla mnie czas 🙂 Tak szybko jeszcze w swoich życiu nie przebiegłem 10 km.  Poprzedni czas to 50:20 (jak kojarzę) a tu 47:29 (oficjalne wyniki też podobne). Fajny dzień 🙂

 

34 PKO Wrocław Maraton (11/09/2016) – Relacja

34 PKO Wrocław Maraton

34 PKO Wrocław Maraton (11/09/2016) – Relacja

Wrocławski maraton w mojej biegowej historii raczej nie zapisał się do tej pory jako bieg życia. Wynik zawsze osiągałem w nim słaby, warunki na trasie były ciężkie (a to padał deszcz, a to spora wilgoć i ciepło). No szału nie było. Czuję, iż edycję 2016 odpuściłbym, ale jak to u gadżeciarzy skusiła mnie wizja patery jaką dostanę gdy pokonam 2 x Wrocław Półmaraton + 2 z Wrocław Maraton.
Dodatkowo w tym roku, po w miarę dobrym okresie treningowym, miałem nieśmiałe zakusy na pierwsze złamanie 4 godzin. Ostatnie treningi w Oleśnicy (w podobnych temperaturach), dawały mi wprawdzie sygnał, że chyba to się nie uda, ale życie zweryfikowało moje możliwości jeszcze dobitniej. A było to tak 🙂

Część dotyczącą zapisów, opłat trochę skracam bo podobne wszystko jak przy Nocnym Półmaratonie.

Zapisy na maraton wystartowały dość wcześnie. Rejestracja przez DataSport, strona maratonu i facebook prowadzone dobrze (częste aktualizacje, sporo informacji). Zwyczajowo opłaciłem bieg w pierwszym terminie, bo po co przepłacać.

Podobnie jak przy poprzednich edycjach odbiór pakietów ruszył w piątek i sobotę więc dla spokoju ducha podjechaliśmy z rodzinką dzień przed biegiem. Ludzi sporo ale dało się zaparkować w okolicy i kolejek „do kas” 😉 nie było. Wolontariusze sprawnie sprawdzili tożsamość, wydali co trzeba i można było pooglądać stoiska expo. Zwyczajowo podobało mi się wszystko oprócz cen, więc nie kupiłem sobie nic 🙂 No może dłużej debatowałem nad książką Skarżyńskiego o treningu maratońskim, gdyż był na stoisku z nią sam autor i kusiła mnie wizja, że może mi ją podpisze. Finalnie jednak dałem spokój i można było wracać do domu.

Pakiet startowy znośny – numer, agrafki, chrupki, piwo bezalkoholowe, jakieś ulotki no i koszulka 4F. Wygląda na solidną ale mogła by być bardziej żywa kolorystycznie (w znaczeniu posiadania jakiejś fajnej grafiki a nie tylko napisów).

Niedzielny poranek to wiadomo wyjazd na miejsce zawodów. Organizatorzy, oznaczyli miasto całkiem dobrze. Tablice gdzie są parkingi znajdowały się już od rogatek miasta, na samej trasie też było sporo banerów, informacji. Szybko trochę za to chcieli zablokować drogę, bo o 07:40 już przegrodzono trasę, którą miałem chęć dojechać na miejsce parkingowe. Szczęśliwie, pas do skrętu w lewo był wolny i wszyscy kierowcy jechali z niego prosto (wiem, nie popieram łamania przepisów ale kogoś poniosło blokować główną drogę o takiej godzinie – tym bardziej, że na tym kawałku ulicy maratończycy mogli się pojawić najwcześniej około 10:00 – 11:00).

Cóż zaparkowałem gdzie chciałem i poszliśmy z Żoną na start (ona biegła w biegu rodzinnym 2 km). Ludzie już się kręcili po okolicy, rozgrzewali. Ze spraw przyziemnych na plus zaliczam sporą ilość toalet, nie stało się w mega kolejkach (no chyba, że ktoś 10-20 min przed biegiem wpadł na pomysł by skorzystać).
Trochę pospacerowaliśmy, spotkałem wujka (też biega mimo 60-ki na karku, szacun), dokonało się parę zdjęć i zacząłem rozgrzewkę. Gdy już byłem gotów, pozostało stanąć w strefie startowej i czekać.

34 PKO Wrocław Maraton
34 PKO Wrocław Maraton – widok na start

Odliczanie i kolejne strefy ruszyły. Ludzi na maratonie było mniej niż na połówce i tym razem oczekiwanie na bieg nie było tak długie. Chwilka spaceru no i bieg.

Od razu po starcie czuło się, że pogoda niestety da wycisk. Piękne słońce zwiastowało upały i tak było. Temperatura rosła momentalnie. W mieście wiadomo, betonowa dżungla to i stopni jeszcze więcej. W którymś momencie, na trasie, widziałem termometry, które pokazywały 30 stopni w powietrzu i 40 przy asfalcie (niektórzy w necie dali foty na których jest 50 🙁 ) Hardcore.

Punkty odżywcze na trasie były zorganizowane co około 2,5 km. Na wszystkich wlewałem w siebie co się dało (woda, izotonik). Cukry uzupełniałem bananami i kostkami cukru. Korzystałem też z wody do odświeżania obficie lejąc po sobie i mocząc czapkę. Gdyby nie to, pewnie przyszłoby polec od razu. Obsługa punktów była bdb, nic nie brakowało na nich (no może z wyjątkiem żeli bo dla mojej grupy tempowej już ich na stołach nie było).

Biegnąc starałem się trzymać założonych temp – bieg po około 05:25-05:40 min/km. Do 18 km udawało mi się to całkiem dobrze ale później nastąpiła katastrofa. Momentalnie, jakby ktoś mnie nożem podciął – 19 km = 06:37, 20 km = 06:22 a  po połówce jeszcze gorzej. Nie dałem rady biec i zacząłem iść (czasy po około 07:30-09:00). Niestety nie udało mi się ogarnąć już do końca i praktycznie całość szedłem, z momentami podbiegów.
Masakra. W pewnym momencie miałem takiego doła, że zacząłem pierwszy raz w karierze myśleć, że po co mi to i może zejść z trasy. Taa… problem tylko taki, że nie miałem telefonu, pieniędzy, miasto stało w korku to po co. I tak bym musiał dojść na metę. Szedłem więc dalej.  Od 37 km trasa prowadziła troszkę w cieniu i tu nieznacznie przyśpieszyłem (bliżej 07:30, ale oczywiście i tak więcej szedłem).

34 PKO Wrocław Maraton
34 PKO Wrocław Maraton – druga połowa dystansu

Po tej tragicznej walce na mecie zameldowałem się w czasie – 04:54:56. Miejsce Open – 3133, w kategorii M40 – 899.

Porażka na całego. Najbardziej z tego wszystkiego to mi było Żony szkoda, że musiała przy mecie czekać tyle czasu.

Koniec biegu to wręczenie medalu. Później biegacze przesuwali się powoli do przodu zbierając pamiątki 🙂 Chłodzący ręcznik, folię NRC, banany, wodę, izotoniki by finalnie dojść do strefy bufetowej gdzie serwowano makarony i herbatę. Dobre, ale niestety nie miałem w ogóle apetytu. Przed oczami za to miałem loda Frugo i zimną colę 🙂
Trochę zawiodłem się, bo niezbyt dało się wrócić tą samą trasą. Miałem chęć na jeszcze jeden izotonik ale barierki i porządkowi zniechęcali do spaceru pod prąd. No szkoda.
Sporo ludzi odpoczywało w cieniu na trawie, ja jednak miałem Wrocławia dość i szybko zawinęliśmy się do auta jadąc do domu.

Finalnie. Od strony organizacyjnej impreza na pewno udana. Nie widziałem żadnych znaczących pomyłek, niedociągnięć. Na ten moment mogę stwierdzić, że w przyszłym roku pewnie jeszcze wystartuję bo skoro mam już te 2 medale, to na paterę uskładam kolejne, ale później z maratonem Wrocławskim dam sobie spokój. Jednak co roku ciągle coś mi nie pasowało na nim (z przyczyn niezależnych od organizatorów) to po co się męczyć.

TRENING (TYDZIEŃ 36/2016)

Trening Biegowy

Coś nie mogę się pozbierać  po DFBG. Treningi w kończącym się właśnie tygodniu zrobiłem tylko 2 i finalnie pobiegłem we wrocławskim maratonie. Średnio to wszystko wyszło ale po kolei.

Data: 06/09/2016

Dystans: 10,70 km
Czas: 01:01:37
Średnie tempo: 5:46 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Nike LunarSwift +4

Kolejny bieg pod Oleśnicą. Pokręciłem się trochę po lasach i polach by na ostatnie 4 kilometry wrócić na asfalty. Jednak na równych drogach biega się dużo łatwiej. Mimo zmęczenia wcześniejszym dystansem od razu „wszedłem” na lepsze tempo.

Data: 08/09/2016

Dystans: 11,67 km
Czas: 01:03:38
Średnie tempo: 5:27 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Adidas Galactic Elite M

Tym razem zrezygnowałem z bieganie po terenie na rzecz asfaltów. Po pierwsze chciałem rozruszać buty (które planowałem wziąć na maraton), a po drugie poćwiczyć trochę w maratońskim tempie. Oj, ciężko coś szło. Czwartek, był kolejnym gorącym dniem w tym tygodniu i to się czuło. Ubiegłem wprawdzie to co chciałem ale mój stan na końcu biegu nie wróżył sukcesu podczas maratonu. Czułem, że nie wytrzymam takiej prędkości przez ponad 42 km.

Data: 11/09/2016 – 34 PKO Maraton Wrocław

Dystans: 42,93 km
Czas: 04:54:54
Średnie tempo: 8:73 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Adidas Galactic Elite M

Masakra. Temperatura mnie zniszczyła. Nieśmiało myślałem o przełamaniu w końcu 4 godzin a wyszło odwrotnie. Ledwie zmieściłem się w 5. Cóż, więcej skrobnę w relacji.