Archiwum kategorii: Testy sprzętu

Zegarki z GPS – A-Rival SpoQ SQ100 (krótki opis)

Logo strony Test Sprzetu

Zegarki z GPS – A-Rival SpoQ SQ100

Zaczynając na przełomie 2014/2015 r przygotowania do Biegu Rzeźnika uznałem, że dobrze było by udokumentować ten wielki wyczyn w internecie 🙂 Garmin FR10, który używałem mimo, że spełniał wszystkie moje wymagania co do codziennych treningów, tu niestety pomóc nie mógł. Jego bateria ma po prostu zbyt małą pojemność by wystarczył na tak długi bieg.
Pomysł by ładować go powerbankiem w czasie biegu niestety upadł. Tak się nie da bo FR10 po podłączeniu ładowarki wychodzi z trybu treningu.

Cóź, chce się mieć zapis GPX to pozostało wyszukać urządzenie, które potrafi wytrzymać odpowiednio dłużej.

Urządzenia takie a i owszem są. Ich wybór limitowała mi jednak jeszcze jedna rzecz – pieniądze. Nie chcąc wydawać za dużo, krąg zegarków dostępnych znacznie się zawęził.
Szukałem, przeglądałem i w sumie prawie już zdecydowałem się na Garmina FR 310XT, kiedy to wyszukałem info o mało znanym u nas „czasomierzu” – SpoQ SQ100.

http://www.a-rival.de/pl/outdoor/gps-uhren/spoq#technische-daten

Większość jego opisów była zdecydowanie pozytywna, chęć spróbowania czegoś nowego i bodziec w postaci ceny o połowę mniejszej od Garmina zachęcił mnie finalnie do zakupu 🙂

Ciekawą sytuacją (o której warto wiedzieć) jest fakt, że A-rival SpoQ SQ100 jest bliżniaczym modelem zegarka GlobalSat GH-625XT. Oba nie różnią się praktycznie niczym (poza napisem na szybce). A-rival to po prostu model na rynek niemiecki, podczas gdy reszta świata ma Globalsat-a.

http://www.globalsat.com.tw/products-page.php?menu=2&gs_en_product_id=5&gs_en_product_cnt_id=32

Jeśli ktoś ma możliwość sciągnąć sobie SQ100 z Niemiec i nie zaleźy mu na polskiej gwarancji to warto.
Globalsat oferowany jest obecnie (koniec 2015) na rynku polskim za około 550zł podczas gdy SpoQ w Niemczech kosztuje około 70-80 Euro (wystarczy dobrze poszukać w necie). Czyli za ~320 zł otrzymujemy zegarek o największych chyba możliwościach (w tej cenie).

Zakup się dokonał, rodzina będąca w Niemczech zegarek mi przywiozła i można było już się nim bawić.

A-Rival SpoQ SQ100

SQ100 otrzymujemy w sporym czerwonym pudełeczku, w którym oprócz zegarka można znaleźć: pasek pulsometru, uchwyt rowerowy, dodatkowy pasek na rękę z urządzeniem do jego zmienienia i dokumentację (instrukcje obsługi, płyta CD z programem). Sporo tego i fajnie, że producent na kliencie nie oszczędzał.

A-Rival SpoQ SQ100

Sam zegarek po wyjęciu z pudełka prezentuje się solidnie. Jest spory, masywny i co ciekawe o dość nietypowym kształcie.  Widać, że to urządzenie treningowe. Ja tam na ulicy bym w nim nie chodził ale dla mnie to nie problem. Ważne, że wszystko w nim spasowane jest ok, nie ma się wrażenia taniej chińszczyzny.
Trochę obawiałem się jak na moich chudym nadgarstku będzie się trzymać taka „busola” ale i to poszło dobrze. Wygięty kształt ładnie stabilizuje go na ręce i zegarek nie lata, nie przekręca się.

A-Rival SpoQ SQ100

Zaczynamy więc 🙂 Pierwsze ładowanie jak pamiętam trwa jakieś 2-3 godziny. SpoQ ładuje się po podłączeniu kabla USB do komputera  (nie ma sieciowej ładowarki). Sam kabel ma nietypową wtyczką od strony zegarka więc warto o niego dbać i nie zgubić. Jak kojarzę nowy jest dość drogi jak na cenę samego urządzenia.
Gniazdo ładowania w zegarku jest zabezpieczone gumową zaślepką więc nie trzeba martwić się, że od potu coś nam zaśniedzieje i będzie brak kontaktu. Dodatkowo jest bolec stabilizujący wtyczkę czyli odpada strach przed złym podłączeniem przewodu.

W międzyczasie ładowania zainstalowałem na PC program. Działa on stabilnie na wszystkich systemach (uruchamiałem na Win XP, 7, 8, 10).
Polecam tutaj mimo posiadania programu w zestawie ściągnąć sobie wersję ze strony Globalsatu. Jest nowsza i można w niej eksportować pliki GPX wraz ze wszystkimi danymi (tętno) by wrzucać je np, do Endomondo. Starsze oprogramowanie SpoQ eksportowało tylko sam ślad bez tętna.
Resztę fixów, updatów itp można bez obaw ściągać ze strony SpoQ o ile odkryjecie, że są nowsze niż w Waszej wersji zegarka.

Pierwsze uruchomienie SQ100 następuje sprawnie. Warto od razu przełączyć język zegarka z niemieckiego na angielski (no chyba, że ktoś zna i lubi). Polskiego niestety nie ma uprzedzając ewentualne pytania. W mojej ocenie menu jest dość intuicyjne i nawet po angielsku da się ustawić najważniejsze parametry. Język warto oczywiście znać by w pełni okiełznać GPS.

Z najistotniejszych rzeczy wartych do ustawienia przed biegiem trzeba zwrócić uwagę na dane osobiste, częstotliwość próbkowania sygnału GPS (co 1 sek, co 2 itp), autolapy, podświetlanie i spersonalizowanie ekranów. W zegarku można bowiem ustawić 4 ekrany ze swoimi danymi. Danych może być na ekranie po 4 pola czyli 16 różnych pół do wykorzystania.

Skoro mamy ustawione to co chcemy pora pobiegać. Łapanie fixa GPS w zależności od warunków trwa od paru sekund do minuty. Akceptowalny czas. Sporadycznie w bardzo złych warunkach (gęste drzewa, domy itp) zdarzyła mi się sytuacja, że nie mógł złapać sygnału i parę minut. Niemniej to nic strasznego Garmin też tak czasem robił.
SpoQ gdy ma już nasza pozycję to po ponownym uruchomieniu znajduje satelity błyskawicznie. Czyli przed ważnymi zawodami warto odpalić urządzenie odpowiednio wcześniej by się odnalazło, można zgasić i później przed startem ponownie włączyć bez stresu.
Jest robię tak zawsze bo zauważyłem pewnien minus. Gdy mój zegarek jest włączony i nie używany po dłuższym czasie nie reaguje na przyciski. Nie pamiętam czy to rodzaj wygaszacza czy jakiś błąd. W każdym razie nieźle mnie raz zestresował przed zawodami tą zawiechą, więc teraz wolę go spokojnie włączyć niż w panice naciskać przyciski by go ożywić 🙂

Zegarek w używaniu spisuje się bezproblemowo. Złapanego sygnału nigdy mi nie zgubił, nie przekłamuje trasy. Z perspektywy roku używania wydaje mi się, że ma niewielką tendencją do zwiększania dystansu. Garmin FR10, który cechuje się bardzo dobrym modułem GPS na tej samej drodze pokazuje trochę mniej kilometrów. Różnica nie jest jakaś porażająca więc tu nie widzę tragedii.

Napomnę tu jeszcze o pasku pulsu. Wprawdzie sygnał wysyłany z niego nie jest kodowany ale u mnie działa dobrze. Nie ma żadnych dziwnych odczytów. Sparowanie z tym elementem jest szybkie. Zanim złapie fix GPS tętno już pokazuje ok.
Sam pasek poprawny. Trzyma się na klatce piersiowej, nie obciera.

Po treningu dobrze wiedzieć jak zapisać swoje dokonania. Początkowo miałem z tym problem i nawet czytanie instrukcji jakoś mi nie pomogło. Pomogli dobrzy ludzie na forum o bieganiu i teraz już jest ok. Dla ciekawych jak.. Należy nacisnąć przycisk OK, który właczy Pauze. Czekamy aż napis PAUSE na ekranie zniknie i dopiero wtedy naciskamy ESC/LAP. Pojawi się komunikat czy chcemy zapisać i jest już wszystko ok.

Dane z zegarka wrzuca się do PC w program Training Gym Pro (niestety też nie po polsku). Można w nim przejrzeć szereg informacji o treningach. Eksportować je do plików GPX. Z poziomu programu zarządzamy również zegarkiem (można kasować dane, wczytywać do zegarka trasy po których chcemy biec, aktualizować swoje dane osobiste, wczytywać aktualizacje). Możliwości jest sporo, bez programu nie da się skorzystać z pełni możliwości SpoQ.

A-Rival SpoQ SQ100

Cóź, pora na podsumowanie. Zegarek mam już prawie rok czasu. Działa mi przez ten czas stabilnie. Nigdy nie musiałem go resetować. Nie miałem problemu z zapisem biegów. Bateria zgodnie z danymi trzyma długo (mi do tej pory nigdy nie udało się go rozładować więcej niż do 60% :). Jestem bardzo zadowolony i polecam wszystkim.

UWAGA
Zegarek ma naprawdę dużo zaawansowanych opcji, które przydadzą się nawet wymagającym użytkownikom. Można wgrać do niego ślad GPX i nawigować po nim, jest opcja powrotu do domu (do tyłu po przebiegnietej trasie), wirtualny trener. Ja osobiście jeszcze z nich nie korzystałem więc nie będę wymyślał jak działaja ale dobrze wiedzieć, że wraz ze wzrostem wymagań ma się pewne rezerwy opcji 🙂

Buff, chusta, bandana, szal, komin… – czyli ciuch przydatny dla biegacza

Logo strony Test Sprzetu

Buff, chusta, bandana, szal, komin – czyli ciuch przydatny dla biegacza.

No może nie taki zupełny test bo i czy jest sens dogłębnie testować kawałek materiału 🙂 Chciałem po prostu zachęcić tych, którzy jeszcze nie nosili do spróbowania.

Buff czy też od wielości zastosowań chusta wielofunkcyjna, bandana, szal, komin itd. Niby taka mała rzecz a cieszy 🙂 Historia tego wynalazku liczy już sobie paręnaście lat i trzeba powiedzieć, że przyjęły się na rynku bardzo dobrze.
Ich uniwersalność pozwala na bardzo wiele zastosowań. Poniższy obrazek pokazuje część z nich, a pewnie każdy według swojej pomysłowości jeszcze parę innych by podał.

Buff sposoby noszenia
Nie ma w sumie w nim nic niezwykłego ale to właśnie ta pomysłowość zastosowań powoduje, że warto go mieć i używać. Po co dźwigać ze sobą czapeczkę, szalik, frotkę do ocierania potu skoro można to wszystko połączyć w jedno. I używać do tego co potrzebujemy.

Ja najczęściej używam jednego ze swoich (bo dorobiłem się już ich chyba z 5 :)) jako szalika pod szyję. Bieganie zimą mi raczej przesadnie nie szkodzi ale o gardło trzeba dbać i tu sprawdza się on idealnie. Nie ciśnie, jest lekki ale ciepły. W takim samym przeznaczeniu używam też kolejnego podczas jazdy motocyklem. Pęd wiatru również nie jest mu straszny, dobrze chroni przed zimnym powietrzem.
W cieplejsze dni kiedy szyi chronić przesadnie nie trzeba używam buffa jako chusty na głowę. Chroni przed słońcem przy czym dobrze i szybko odprowadza wilgoć.
Nie będę ukrywał jednak, że większym fanem jestem czapeczek i buffa na głowę instaluję sporadycznie.

Może to nie dużo wykorzystań ale jak dla mnie wystarczy by warto było chociaż z 1 kupić.

Rozne rodzaje Buffa

A jaki kupić? Hmm.. w sumie obojętne według mnie. Te które kupiłem do tej pory – Brugi, Hi-Tec, jakiś z Aldi są do siebie bardzo podobne i ja żadnych różnic między nimi nie widzę. Wszystkie wykonane z podobnego materiału, wielkości praktycznie takiej samej (chociaż jeden mam trochę krótszy i to jego mały minus). Po praniach się nie psują (kolorki może trochę już mniej żywe ale cóż to za różnica). Czy ten prawdziwy oryginalny jest lepszy to nie wiem. Mam wprawdzie jeden z biegu Rzeźnika ale jeszcze go nie nosiłem. Wizualnie nie odbiega od reszty to po co płacić 5 x tyle.

Podsumowując. Da się bez tego żyć 🙂 ale naprawdę warto te 10-20 zł wydać. Polecam.

Jako ciekawostkę napisze jeszcze, że kupiłem sobie ostatnio chustę wielofunkcyjną Vikinga, z wszytym wewnątrz polarem (to ta w linie na zdjęciu). Jak zrobi się naprawdę zimno ponoszę by sprawdzić i taki wynalazek.

DUNLOP – czapka biegowa i pas – krótki opis

Logo strony Test Sprzetu

DUNLOP – czapka biegowa i pas – krótki opis

Nie tak dawno temu (koniec sierpnia-początek września)  sygnalizowałem o sporym wysypie biegowego sprzętu w Biedronce.

Nowości biegowe w Biedronce – 27/08-02/09

Jako, że ochłodziło się już znacznie i zmiana stroju na jesienno-zimowy u mnie już nastąpiła 🙂 to i dało się zakupione rzeczy przetestować.

Zacznę od pasa, chociaż w jego przypadku test był mało dokładny. Założyłem go po prostu raz :), wtedy gdy zdecydowałem się biec w legginsach bez żadnej kieszonki. Może to niedługo jak na opinie o nim ale i sam przedmiot jest na tyle prosty, że szkoda wymyślać nie wiadomo co.

Ponieważ sytuacja, gdy klucze od domu noszone są w ręku, do  wygodnych nie należy będąc już prawie gotowym do biegu szybciutko złapałem pas no i zabrałem się za jego instalowanie.

Dunlop pas do biegania

Wielkiej filozofii tu nie ma. Odpiąć- zapiąć klamrę i już 🙂 Pas na mnie pasował bez konieczności regulacji (jeśli trzeba robi się to standardowo jak we wszystkich paskach). Po założeniu trzymał się dobrze, mocno opinał i nawet myślałem czy go nie popuścić. Ponieważ jednak wcześniejszy pas z uchwytem na bidon (jaki mam) miał tendencję do poluzowywania się w czasie biegu, to uznałem, że nie należy kombinować. Lepiej niech trzyma się ciaśniej niż ma spadać już od razu.

Pasek wykonany jest w ciekawej technologii. Na „pusto” ma niewielką szerokość, ot tak jak jego klamra (3-4 cm). W tylnej części znajdują się 2 zapinane na zamek kieszonki, które po napchaniu drobiazgami znacznie powiększają swoje rozmiary. I to dość znacznie. Da się do nich włożyć spokojnie spore przedmioty (jak 5″ telefon itp).

Materiał z jakiego jest zrobiony to poliestrowe tworzywo sztuczne. Z wierzchu miłe w dotyku, w środku błyszczące i sprawiające wrażenie wodoodporności.

Ponieważ  na trening zabierałem tylko klucze to zmieściły się spokojnie i nawet miały sporo luzu brzdękając sobie w czasie biegu 🙂

11 km trening nie spowodował u mnie żadnego dyskomfortu z powodu użycia paska. Trzymał się na swoim miejscu bardzo dobrze. Nie obcierał, nie uwierał.
Ponieważ biegłem w nim tylko raz to wydaje mi się, że nie miałem dobrze przećwiczone jego obsługiwania i na końcu biegu, by wyjąć klucze, musiałem go odpiąć. Nie mogłem po prostu wymacać ręką z tyłu zamka by otworzyć kieszonkę.

Wyszło również,  że pasek przesadnie wodoodporny nie jest. Zmoczył się od potu (w środku), więc jeśli nosicie jakąś ważna elektronikę to i tak trzeba ją zabezpieczyć np. foliowym woreczkiem.

Cóż. Zadanie swoje pas spełnił. Kupiłem go dodatkowo w okresie gdy był już sporo przeceniony (z 19 zł na 9 zł jak pamiętam) więc należy być zadowolonym.
Postaram się jeszcze kiedyś spróbować jak zachowuje się bardziej napchany by finalnie wyrazić o nim opinię ale na razie – plus.

No to teraz czapka.

Czapka biegowa Dunlop

Do tej pory w chłodniejsze dni biegałem w czapeczkach z daszkiem, bandanie czy też buffie założonym na głowie. Gdy robiło się już naprawdę zimno instalowałem na głowę wełnianą czapeczkę i było ok.
Takiej typowej czapki do biegania (jak ta) jeszcze nie miałem więc gdy pojawiły się w Biedronce uznałem, że kupię.

Czapeczka sprzedawana była w kartonowym, niebieskim pudełeczku. W środku poza czapką i metką nie było nic bo i cóż mogło by być 🙂

Wykonana jest jak wszystko ze sztucznego materiału 🙂 Kolor  czarny z odblaskowym logo Dunlopa. Wykonanie jest estetyczne, nie widać żadnych niedoróbek. Rozmiar uniwersalny męski (damskie były w różowych kolorach i jak pamiętam z rozcięciem z tyłu na warkocz).  Ładnie się rozciąga.

Na moją dość sporą głowę (chociaż bez włosów) wchodzi dobrze i zostaje jeszcze sporo luzu.

Czapka w swojej dolnej części ma profilowane zaokrąglenia na uszy. Dół jej jest również podwójny, podczas gdy góra to pojedyńcza warstwa materiału.

Powoduje to, że w uszka jest ciepło i można je spokojnie czapką zakryć.

Do tej pory w czapce biegałem już kilkanaście razy. W temperaturach od około +10 stopni do 0 stopni C. Zawsze w głowę było mi ciepło i nie było czuć wiatru.
Moja żona założyła swoją gdy było bliżej +15 stopni i mówiła, że jest jednak za ciepła na te warunki. U mnie jej „solidne” wykonanie wyszło raz, podczas naprawdę długiego i mocnego biegu. Gdy dość mocno się upociłem, wyszła zbyt duża szczelność czapki. W okolicach uszu czułem sporo wody (potu :)) od środka. Niezbyt miłe uczucie. Musze powiedzieć jednak, że nawet wtedy nie czuć było jednak zimna przebijającego się z zewnątrz.

Czapki takie to pewnie żaden kosmiczny wynalazek. Wydaje mi się, że w Lidlu, Decathlonie są podobne. Każdy może więc kupić taką jaka mu przypasuje. Ja ze swojej, Biedronkowej jestem zadowolony i zabieram ją na wszystkie treningi. Polecam.

Kończąc, dodam jeszcze, że po każdym biegu piorę ją w pralce i jak na razie nic jej się nie stało. Trzyma kształt, kolor.

Decathlon – Czapka z daszkiem RUN + bokserki męskie do biegania Kalenji

Logo strony Test Sprzetu

Decathlon – Czapka z daszkiem RUN + bokserki męskie do biegania Kalenji – krótki opis

Ostatnia wizyta w Decathlonie zaowocowała kilkoma drobnymi zakupami, które postaram się pokrótce opisać.

Czapka z daszkiem biała RUN Kalenji

http://www.decathlon.pl/czapka-z-daszkiem-run-biaa-id_8297137.html

Czapka Kalenji Run

Kalenji Run to model uniwersalny zarówno pod względem rozmiaru jak i przeznaczenia (dla mężczyzn i kobiet).

My kupiliśmy ją dla mojej Żony, gdyż ja posiadam już dwie czapki (jedną starszą Viking Jork i nowszą Asics Orlen Marathon 2015).

Czapeczka wygląda ładnie.  Kontrastujące ze sobą czarne i białe kolory nadają jej sportowego szyku.
Wykonana jest oczywiście z lekkich, syntetycznych materiałów a daszek ma usztywniany. Posiada również obszary wentylacyjne z siateczki.

Czapka Kalenji Run

Pod względem wykonania widać trochę niechlujne szwy w środku, tu i ówdzie wystają jakieś niteczki. Trzeba powiedzieć jednak uczciwie, że te niedoróbki absolutnie nie wpływają na komfort używania. Nic oczywiście się nie pruje czy rozwala. Wszystkie regulacje działają dobrze a sama czapka jest wygodna. Oczywiście spełnia swoją podstawową rolę czyli chroni przez słońcem. Lekkość jej „konstrukcji” powoduje, że dobrze odprowadza wilgoć i nie gotujemy się w czasie biegu.

W tym momencie czapka ma już za sobą kilka czyszczeń (żona czyści ją ręcznie ze względu na daszek) i dalej wygląda dobrze. Kolory nie puściły, nic się nie rozpada.

Ogólnie – polecamy.

Bokserki oddychające do biegania męskie Kalenji (art.729009)

http://www.decathlon.pl/bokserki-oddychajce-mskie-id_8337498.html

Kalenji bokserki

Tym razem zakup typowo dla mnie, podyktowany ciekawością jak sprawdzą się w bieganiu.

Do tej pory na treningach i krótszych zawodach używałem zwykłej bielizny (bawełna z niewielką domieszką sztucznych włókien). Na specjalne okazje 🙂 mam Nike ProCombat ale z nimi nie do końca wiem czy to pierwsza warstwa czy jednak bardziej legginsy.

Nie mogę powiedzieć by taka bielizna jakoś specjalnie mi przeszkadzała – jedyna wada zwykłych majtek to fakt, że po kilkunastu praniach marnie wyglądają i potrafią w nich wyłazić dziury.

Tutaj spodenki wykonane są (podobnie jak Nike) z materiałów syntetycznych (poliester, poliamid, elastan). Powoduje to, że dobrze dopasowują się do ciała, w miarę szybko wyprowadzają na zewnątrz wilgoć no i są dużo trwalsze. Nic się w nich nie rozciąga, przeciera.

Bokserki występują w typowych rozmiarach: S, L, XL.. każdy więc może dobrać je do swojej sylwetki. Ja mimo, że jestem na granicy L/XL wziąłem większe i na tą decyzję nie narzekam. Nie są zbyt luźne ale i nie krępują ruchu.

Na ten moment po kilku biegach w nich (10km, 21km) stwierdzam, że zakup był udany. Kalenji nie obcierają mnie, nie ma problemu ze zużyciem.

Również ten produkt mogę polecić 🙂

Część zdjęć i nawiązań w artykule pochodzą ze stron:

http://www.decathlon.pl/

Nowości biegowe w Biedronce – 27/08-02/09

Test_sprzetu

Nowości biegowe w Biedronce – 27/08-02/09

Tytułem kronikarskim należy zauważyć, że w Biedronce pojawiło się sporo ciekawych rzeczy do biegania 🙂

Akcesoria i buty firmowane logo Dunlopa (chociaż opakowania utrzymane są w tonacji poprzednich akcji kiedy to marka była mało znana). Sporo również ubrań (softshell-e, bielizna bezszwowa, koszulki).

Biedronka_0109_02

Większość towaru celuje w okres jesienny/zimowy – bluzy, softshelle, czapki, rękawiczki, kamizelki odblaskowe. Ponieważ ciuchów i butów mam już sporo nie porywałem się na nie ale skusiłem się na czapeczkę i wkładki do butów.

Biedronka_0109_01

Pierwsze wrażenie jest pozytywne, jak sprawdzą się w bieganiu pozostaje niestety poczekać aż się ochłodzi 🙂

 

TEST – CRIVIT Drinking Bottle (Bidon Ręczny)

Test_sprzetu

TEST – CRIVIT Drinking Bottle (Bidon Ręczny)

Nie planowałem tego zakupu ale konieczność szybkiego wyszukania czegoś co pozwoli mi w czasie biegu zabrać ze sobą klucze od auta i dowód osobisty spowodowała, że bardzo ucieszyłem się widząc te bidony w Lidlu.

Posiadam już plecak z bidonem, pas z bidonem więc kupienie kolejnego podobnego „urządzenia” była by trochę bez sensu. Mały poręczny bidon zaś zawsze może się przydać 🙂

Drinking bottle otrzymujemy w niewielkim kartoniku, który oprócz bidonu (wraz z paskowym mocowaniem) mieści jeszcze wielojęzyczną instrukcję obsługi.

bidon1Bidoniki widziałem w 2 kolorach.  Męskim niebieskim i różowym dla Pań 🙂 Zaznaczone jest to na rysunku na opakowaniu więc ciężko się pomylić.

A jak sprawia się to to w użyciu?

Nie ma tu żadnej skomplikowanej technologii więc czytanie instrukcji można sobie darować. Pierwsze wyjęcie z opakowania –  bidon sprawia dobre wrażenie.
Butelka z mlecznego plastiku, paskowe mocowanie w odcieniach szarości i niebieskiego. Producent deklaruje, że są też elementy odblaskowe.
W części „szelkowej” mamy zamykaną na zamek sporą kieszonkę na klucze i drobiazgi, w której wydzielona jest jeszcze wodooporna przegródka na dokumenty.
Po drugiej stronie flaszki jest malutka kieszonka zamykana na rzep. Była w niej kartonikowa karteczka na której możemy wpisać nasze dane, adres kontaktowy w razie wypadku. Ciekawe rzecz ale hmm… jeśli nam na tym nie zależy to wielkość przegródki jest raczej symboliczna i nie wiem co innego można tam włożyć.

bidon2
Na potrzeby biegu chciałem użyć tylko samą torebkę więc po chwili walki udało mi się wyjąć butelkę z mocowań. Gumkowe obejmy są dość ciasne co powinno gwarantować, że w czasie biegu bidon nam nie wypadnie.

W pozostałej części regulacja długości paska na rzepie trzyma całkiem dobrze. Zamek błyskawiczny działa czyli wszystko ok.

Trzeba jednak powiedzieć uczciwie, że sprzęt ten powinno się używać jako całość. Gdy wyjąłem bidon to paski na ręce mają luz, którego nie da się skompensować regulacją. Przy butelce w środku jest już ok, nawet trochę rzepy popuszczałem.

Nie jest to jakiś mega minus. Bidon trzyma się w ręce dość wygodnie, nie spada podczas wymachów rękami. W czasie zawodów mi nie przeszkadzał.
Oczywiście nic ze środka nie wypadło z czego jestem zadowolony najbardziej  🙂

Po 5 km dystansu mimo luzu na paskach trochę rękę miałem w miejscu założenia bidonu zawilgoconą. Pewnie w upalnym dniu całość się przepoci i wtedy dopiero można by wypowiedzieć się o nieprzemakalności jego wnętrza.

Cóż. Nie bardzo jest tu co wymyślać więcej. Bidon był w miarę niedrogi, mieści podstawowe rzeczy. Jeśli butelka nie będzie przeciekać (sprawdzę przy kolejnych biegach) to uważam, iż warto go mieć.
Do tej pory gdy nie chciałem brać pasa z bidonami (albo plecaka) to biegałem z butelką w ręce. Ręka się poci, butelka zaczyna przeszkadzać. Tu wszystko trzyma się pewniej i tak mocno nie czujemy, że coś nosimy.
W upalne dni, do 10 km dystansu  będzie jak znalazł. Więcej to chyba nie bo jednak 300 ml to mało – ja szybko bym wypił wodę z niego i był spragniony.
Polecam.

 UPDATE 1 – 04/08/2015

Postanowiłem dzisiaj sprawdzić jak biega się z pełnym bidonem.

Po zalaniu go wodą i włożeniu w uprzęż jest ok – nie przecieka nie kapie.

Biegnie się dobrze. Nie czuć przesadnie ciężaru niesionego na ręce. Paski trzymają. Nic nie luzuje się, nie odpina.
Po pewnym czasie oczywiście ręka poci się od butelki ale nawet to nie wpływa na „stabilność” konstrukcji.
Trochę to pocenie ręki mnie wkurzało bo o ile trzymając zwykłą butelkę można ją przełożyć do drugiej to tu ściąganie i wkładanie byłoby utrudnione. No ale nie jest to wina bidonu, trzeba się przyzwyczaić.

Co do korzystania w czasie biegu. Po otworzeniu  trzeba obejmować ustami ustnik trochę głębiej po przy samej krawędzi bardzo łatwo wciska się go w pozycję zamkniętą i zmniejsza to przepływ wody. Na początku ciężko to wyczuć ale z czasem nabywa się wprawy i jest ok.

Ogólnie w dalszym ciągu na plus 🙂

 

UPDATE 2 – 19/10/2015 (Finalny)

Tytułem zamknięcia testu tego „urządzenia” muszę powiedzieć, że jest warte polecenia ze wszech miar. Używałem go już wiele razy podczas biegów zarówno treningowych jak i zawodów. Ciągle bardzo dobrze pełni swoją rolę.
Nic nie odpadło, urwało się. Butelka jest dalej szczelna. Przyzwyczaiłem się do swojego bidonu i nie ma nawet co porównywać wygody jego używania do noszenia zwykłej butelki (bidon na +). Biegnąc można podtrzymywać buteleczkę palcami, można polegać tylko na jej paskach. Nie spada, nie majta się.
Pasuje mi ona dużo lepiej niż pas biodrowy, który mi cały czas zsuwał się w dół.
Jeśli ktoś jeszcze gdzieś ją dostanie (chyba, że będą kolejne rzuty do sklepów) to polecam nabyć.

 

Szczęśliwi biegają ultra – krótka recenzja

Test_sprzetu

Szczęśliwi biegają ultra – krótka recenzja

„Szczęśliwi Biegają Ultra” M. Ostrowska-Dołęgowska, K. Dołęgowski

szczesliwi-biegaja-ultra1

Ciężko jest być odkrywcą nowego 🙂 Internetowi bloggerzy z reguły opisują to samo, tyle, że jedni trochę szybciej a inni trochę później. Cóź, nie będę się wyłamywał (no bo skoro i ja kupiłem tą książkę) i skrobnę coś na jej temat.

Nie jestem przesadnym pasjonatem książek o bieganiu. W swojej kolekcji mam tylko jeszcze jedną pozycję (Gallowaya o marszobiegu) jednak skuszony pozytywnymi recenzjami Szczęśliwych… jak i tematyką, która mnie kręci (biegi ultra) skusiłem się na zakup.

Nie da się ukryć, że książkę czyta się bardzo dobrze. Pochłonąłem ją szybciutko, z żalem robiąc przerwy na inne życiowe czynności 🙂
Ciężko w sumie wskazać powód tej „dobroci” bo książka jest troszkę o wszystkim i niczym 🙂 Pokazuje ona życiową drogę biegową Dołęgowskich, rozwój ich pasji i stopniowe przechodzenie od amatorów do zawodowstwa :). Są tu opisy ich biegów (jak i ich przyjaciół), anegdoty. Trochę o treningu, diecie.
Nie ma wskazania jedynej słusznej drogi biegacza ale sugestie, które mogą być pomocne początkującym.
Autorzy opisując swoje biegowe życie wspominają nie tylko o pozytywach biegów ultra. Mówią wprost, że często boli, sporo się traci (pod wszystkimi względami). Ogólny przekaz jest jednak pozytywny i tak też należy odbierać długie biegi 🙂

Odnośnie minusów. Hmm… w sumie wielkich nie ma. Mnie troszkę nuźyły fragmenty o zawodach przygodowych (adventure racing), którym autorzy poświęcili sporo miejsca. Trzeba uczciwie powiedzieć również, że amatorzy liczący na podaną tu solidnie wiedzę co jeść, jak biegać, ile trenować nie będą usatysfakcjonowani. Tego w tej pozycji nie ma. Przydatne rady są dość ogólnikowe i w dobie internetu wszystko to (dokładniej rozpisane) można znaleźć na forumach czy innych serwisach o bieganiu.

Podsumowując – pozycja ta to zgrabny miks tematów powodujący, że czyta się ją łatwo i przyjemnie. Skierowałbym ją raczej do biegaczy jeszcze nieprzekonanych do biegów górskich, ultra – tu z pierwszej ręki dowiedzą się co to jest i jak smakuje.
A jak już się przekonają to detale (treningi, diety, sprzęt) wyszukają gdzie indziej.

Książkę wydało wydawnictwo Galaktyka w 2015r. Ma ona 309 stron (+reklamy itd) i okładkowo kosztuje 39,90.

Zegarki z GPS – Garmin Forerunner 10 (krótki opis)

Test_sprzetu

Zegarki z GPS – Garmin Forerunner 10 (krótki opis)

Po awarii swojego OnMove 500 uznałem, że pora przetestować coś innego. W świecie biegaczy dużo słyszy się o zegarkach firmy Garmin i taki też sprzęt nabyłem (dokładniej to wymieniłem w Decathlonie uszkodzony OnMove na FR10).
Trochę zastanawiałem się czy ten model (najprostszy z oferty Garmina) nie będzie dla mnie ubogi ale, że jednym z priorytetów był też fakt by do wymiany nic (albo niewiele) nie dokładać to zaryzykowałem 🙂

garmin_fr10_00

Zegarek otrzymujemy w eleganckim (ale bardzo małym) pudełku z szybką. Oprócz „czasomierza” dostaje się również klips USB do ładowania, skróconą instrukcję obsługi i kilka różnojęzycznych kart gwarancyjnych.
Niby wszystko co potrzeba jest, ale jako człowiek starej daty 😉 trochę tęsknię za czasami dużych pudeł i większej liczby książeczek, wyposażenia itp.

Sam zegarek spodobał mi się. Jest to jedyny GPS (jaki posiadałem do tej pory), który można nosić na ręce jak zwykły zegarek i ani wielkością ani kształtem nie odbiega od normalnych, sportowych zegarków.
Sam wprawdzie nie używam w codziennej eksploatacji zegarków biegowych niemniej dla wielu osób może to być spory plus.

garmin_fr10_02

Pierwsze przejrzenie instrukcji, ładowanie, szybka konfiguracja FR10 (prosta bo prowadzi nas sam przez właściwe menu w języku polskim) i już można biegać.

Łapanie sygnału GPS w sprzęcie Garminina czasowo nie odbiega od innych urządzeń. W słabszych warunkach, nowej dla zegarka lokalizacji trzeba się trochę naczekać. Fajną funkcją w tym modelu jest jego umiejętność zapamiętywania lokalizacji – oznacza to, że jeśli codziennie startujemy w podobnym czasie, w tym samym miejscu to lokalizacja sygnału trwa dużo krócej. Potrafi złapać satelitę nawet po par-parunastu sekundach.
Trzeba być jednak sprawiedliwym i powiedzieć, że gdy coś mu nie pasuje to oczekiwanie na satelitę potrafi być i kilkuminutowe. Parę razy nie wiedziałem czy dalej szuka czy się zwiesił.
Dla własnego spokoju ducha, przed ważnym biegiem polecam go uruchomić odpowiednio wcześniej (w miarę możliwości na odkrytym terenie) i pozwolić mu satelitę złapać. Później zegarek można wyłączyć, wyjść z opcji startowych i właściwe już odpalenie będzie momentalne.

Model ten charakteryzuje się bardzo dobrym mechanizmem GPS. Rysowana trasa jest bardzo dokładna, sygnału nie gubi i jak pamiętam nigdy też nie wariował mi na początkowych kilometrach. Pod tym względem duży plus dla Forerunnera.

Garmin FR10 jako prosty model ma tylko podstawowe opcje biegowe. Do dyspozycji mamy 2 ekrany na których możemy ustawić po 2 dane (możemy je miksować z kilkunastu dostępnych opcji – czas, dystans, prędkość, średnie tempo).
Z opcji treningowych zegarek zapewnia nam do dyspozycji 3 funkcje:
– Interwały biegania/chodzenia. Raczej wiadomo o co chodzi 🙂 Podajemy czas biegu i czas spaceru (odpoczynku),
– Virtual Pacer (czyli wirtualny partner biegowy). Zachęca nas do biegu w ustawionym tempie dając informację, że biegniemy np. za wolno,
– AutoLap. Zegarek automatycznie po 1km (albo 1 mili) podaje nam nasze czasy. Oczywiście lapować można też ręcznie.

W sumie to wszystko. Niby niewiele ale większości pewnie wystarczy. Ja z zestawu funkcji byłem zadowolony. Ustawiłem sobie dane, które mnie interesowały na pierwszym ekranie, włączyłem autolap i więcej do szczęścia nie potrzebowałem.

garmin_fr10_01

Sam bieg z zegarkiem jest przyjemny. Garmin jest lekki, zgrabny. Dobrze trzyma się na ręce i w biegu nie przeszkadza. Z powodu małej wielkości nie dysponuje on wielkim akumulatorem czyli i długim czasem działania. Ja biegłem jednak z nim maraton w czasie około 5 godzin i to jeszcze nie był koniec jego baterii. Troszkę więcej by wytrzymał. Myślę, że 90% populacji to wystarczy. Fani biegów ultra jednak nie  będą z niego zadowoleni. Nie starczy na cały dystans a z tego co wiem, nie ma możliwości ładowania go np. powerbankiem w czasie działania. Po podłączeniu ładowarki wychodzi bowiem z opcji biegu.

Jak narazie raczej podawałem same plusy zegarka. Czy są minusy? Samego zegarka może nie ale mówię wprost, że w pierwszym momencie po zakupie zawiodłem się bardzo na firmie Garmin pod względem oprogramowania.
Po podłączeniu zegarka do komputera i próbach zainstalowania sterowników napotykałem błąd jakiego nie mogłem zrozumieć. Spędziłem nad tym sporo czasu szukając różnych wersji programów, instalując, przestawiając ustawienia. Finalnie co okazało się? … okazało się, że Garminowskie oprogramowanie nie działa już na Windowsie XP jakiego miałem. No trochę katastrofa 🙁 Wkurzyło mnie to mocno bo jednak zmiany komputera czy systemu operacyjnego by obsłużyć zegarek to w planach nie miałem.

Z problemem tym poradziłem sobie na 2 sposoby. Oprogramowanie do Garmina zainstalowałem na nowszym laptopie (jaki na szczęście w domu posiadaliśmy) a treningi z zegarka na swoim komputerze wgrywałem do Endomondo. Bo posiada ono wtyczkę do Garmina i ta z XP działa.
W sumie ze wszystkich swoich zegarków treningi zgrywam do Endomondo (bo umożliwia mi to przejrzenie historii nawet przy padzie PC) więc uznałem to za wystarczające.
W tym momencie używam już PCta z Win 8.1 i tu programy działają bardzo dobrze. Nie ma problemu z wgrywaniem wyników na stronę Garmina, aktualizacjami i inną komunikacją z komputerem.

Powiem szczerze, że w przypadku osób które komfortu używania nowego systemu Win 7,8 nie mają jest to jednak spory problem. Na stronie Garmina można jednak parę opcji personalizujących GPS ustawić, no a bez pełnej komunikacji z PC to tracimy. Dziwna polityka. XP mimo, że stary jednak dalej chyba na większości PC na świecie egzystuje.

Innych istotnych wad FR10 (może poza kilkoma treningami kiedy bardzo długo szukał sygnału GPS) nie widziałem. Nigdy się nie zwiesił, nie musiałem go resetować.

Czy polecam go do zakupu? Tak, jeśli jesteśmy świadomi jego ograniczeń (czasu działania, braku mnogości ustawień, treningów i oczywiście braku możliwości podłączenia pasku pulsometru). Pulsometr obsługuje dopiero FR15.

W chwili obecnej Garmin dałem swojej żonie i używa go z powodzeniem dalej. Mimo, że to model męski, czarny (są damskie trochę mniejsze i kolorowe) to i na jej ręce wygląda i działa ok.

 

Zegarki z GPS – Geonaute OnMove 500 (krótki opis)

Test_sprzetu

Zegarki z GPS – Geonaute OnMove 500 (krótki opis)

Kontuzjowana nóżka dalej nie pozwala biegać to kilka najbliższych wpisów będzie „testowych”. Postaram sie opisać trochę biegowego sprzętu jaki mam/miałem.

Na pierwszy ogień pójdzie OnMove 500. Zegarek z GPS, który używałem jakieś 1,5-2 lata temu.

onmove-500_01

Tytułowy czasomierz był moją pierwszą poważna inwestycją w bieganie 🙂 Do czasu jego zakupu używałem telefonu z Endomondo. Jednak noszony na ramieniu telefon nie jest szczytem wygody (a i jakość łapania sygnału też nie powala na kolana) więc zakup zegarka to tak naturalna ewolucja 🙂 którą większość biegaczy z czasem podąża.

OnMove będący jedną z marek Decathlonu zachęcił mnie niedużą ceną zakupu a sporymi możliwościami jakie oferował.

Producent wymiania takie jego zalety (podając za stroną Decathlonu):

1 Moduł GPS
Sirf Star 3.
2 Wodoszczelność
IPX7 – odporność na skropienie wodą.
3 Czas działania
16 godzin użytkowania (przy wyłączonym alarmie wibracyjnym i podświetleniu) – 5 dni czuwania (tryb eco) – Całkowity czas ładowania: 3h30.
4 Tryb treningowy
Trening interwałowy 30/30, łagodny opór, piramida, stopniowe przyśpieszanie, trening personalny, piramida personalna.
5 Tryb wyzwanie
Tryb wyzwanie symuluje współzawodnictwo z wirtualnym przeciwnikiem. Proponujemy 3 rodzaje wyzwań: pokonanie pewnej trasy, na określonym dystansie lub nieograniczone. Możliwe jest również wykonanie testu VMA.
6 Tryb rozciąganie
16 pozycji rozciągających angażujących 5 grup mięśni.
7 Tryb nawigacja
Możliwość ściągnięcia trasy z Geonaute Software lub użycia poprzedniej sesji.
8 Strefa docelowa
Określanie docelowej strefy prędkości. Wskazanie na wyświetlaczu, alarm dźwiękowy i/lub wibracyjny informują o przekroczeniu strefy.
9 Informacje o okrążeniu
Informacje dotyczące okrążenia są oparte na dystansie (np. co km) lub czas (np. co 5 min). Za każdym razem otrzymujesz informację o czasie, dystansie, liczbie okrążeń i średniej prędkości.
10 Widok „mój rytm”
Ta funkcja zapewnia bardzo czytelny obraz strefy docelowej. Wskaźnik oznacza strefę docelową, po której przesuwa się kursor pokazujący bieżącą prędkość.

onmove-500_02

Model 500 różnił się od swojego starszego brata 700 tylko brakiem paska do mierzenia tętna. Po jego osobnym dokupieniu zyskiwał wszystkie funkcjonalności 700. Pasek taki kupiłem sobie osobno i kosztowo jak pamiętam wyszło to i tak lepiej niż 700. Ale nie ukrywam, że zegarek oferowano wtedy w promocyjnej cenie.

Nowe modele (oferowane teraz w Decathlonie 510 i 710) praktycznie nie róznią się niczym od poprzednich. Jedyną istotną ich cechą jest fakt, że treningi ładuje się na stronę internetową podczas gdy do 500/700 dołączany był program do instalowania na PC.
Ciekawostką jest również fakt, że 500/700 w pewnym momencie po aktualizacji oprogramowania transferują się w 510/710 czyli pozostaje nam używać już tylko strony www do ładowania swoich wyników.

O ile w momencie kiedy ja używałem swój GPS wielu użytkowników odradzało dokonanie tej aktualizacji – bo strona www była uboga w porównaniu do programu PC, to obecnie serwis www dopracowano i już bez strachu można się uaktualniać (o ile ktoś jeszcze zakupi stary systemowo OnMove 500/700).

Sam zegarek jest duży i typowo treningowy. Na miasto to bym raczej w nim nie wyszedł.

onmove-500_03

Na ręce trzymał się jednak dobrze. Mimo, że duży rozmiarem to wagą nie przeszkadzał i w czasie biegu żadnego dyskomfortu się nie czuło.

W pudełku z zegarkiem jak dobrze pamiętam był sam zegarek, klips z kablem usb bo komunikacji/ładowania, instrukcje obsługi.

Personalizacja zegarka, ustawienie danych było w miarę intuicyjne, nie pamiętam jakichś swoich większych problemów z nim.
Również soft komputerowy spokojnie dało się ogarnąć.

Mnogość oferowanych w nim opcji pozwala na dość skomplikowane trenowania ja jednak nie będę ściemniał, że z tego korzystałem. Od zegarków GPS oczekuję podstawowych funkcjonalności – by podawały interesujące mnie czas, dystans, prędkość, średnie tempo na km no i dobrze zapisywały trasę (do przejrzenia później na PC). Geonaute wszystkie te możliwości spełniał więc tu muszę go pochwalić. Myśląc jednak przyszłościowo dobrze mieć więcej możliwości czyli OnMove jest rozwojowy również dla zaawansowanego biegacza.

W biegowym używania należy powiedzieć co następuje. Po włączeniu zegarka następuje poszukiwanie satelity, które w tym modelu potrafi trochę trwać.
Parę razy (zwłaszcza gdy podejrzanie szybko zgłosił znalezienie satelitów) pierwszy kilometr wychodził przekłamany.
Później już podczas kolejnych kilometrów biegu nie zdarzało się jednak by stracił sygnał czy podał złą trasę.

W tym momencie opisu można by podsumować już, iż zegarek generalnie jest dobry i warto go kupić. Niestety okazało się, że ma on jednak często wystepującą wadę polegającą na rozszczelnianiu się obudowy. U mnie wystąpiło to po przypadkowym upadku zegarka z komody na dywan. Wiadomo, że jest to pewnego rodzaju zdarzenie losowe jednak od sprzętu sportowego należałoby oczekiwać większej wytrzymałości. Upadek z 80 cm, nie powinien naruszać jego konstrukcji. Przecież podczas biegu w terenie przypadkowe uderzenie w gałąź, zahaczenie o coś może zdarzyć się nie raz i nie dwa.
Po tym rozszczelnieniu podczas kolejnego biegu w większej wilgotności powietrza mój OnMove błyskawicznie zaparował w środku i zwariował. Pikał, nic nie wskazywał a ekran nawet po wyschnięciu pozostał pomarszczony (jakby folia podeszła powietrzem).
Sporo osób na forumach dyskusyjnych również podawało podobny koniec swoich zegarków (i to często nawet bez żadnego „urazu mechanicznego”) dlatego ośmielam się pisać, że może to być wada tego modelu wynikająca z jego sporej wielkości.

Wielki plus należy się jednak Decathlonowi, który zareklamowany zegarek przyjął i zaoferował zwrot pieniędzy lub wymianę na coś innego.

Wziałem Garmin Forerunner 10 ale o nim opowiem w kolejnym teście 🙂

TEST – Kurtka do biegania SHAMP (wiatrówka)

Test_sprzetu

TEST – Kurtka do biegania SHAMP (wiatrówka)

Niedawno w sieci Aldi pojawiła się lekka i przewiewna kurtka biegowa. W pierwszym momencie myślałem, że będzie to podobny do innych softshell i omijałem ją z daleka, po wzięciu jej jednak w rękę okazało się, że bardzo lekka „wiatrówka”

Takiej kurtki jeszcze nie miałem i po kilkudniowych podejściach do niej 🙂 finalnie zakupiłem. W momencie, w którym dokonywałem zakupu dostępne były modele męskie w kolorze zielonym i ciemnym granatowym. Damskie były jak pamiętam różowe, żółte. Ponieważ uznałem, że ciemny kolor w połączeniu z syntetycznym materiałem może jednak zbyt mocno grzać (mimo, że z założenia kurtkę powinno się stosować w dni chłodniejsze) wziąłem zieloną. Wizualnie zresztą teź mi trochę bardziej pasowała niż ta granatowa.

Kurtka pakowana jest w zwyczajowy (jak na Aldi) worek z tekturką w środku.  Zamki, kieszonki w niej były dodatkowo owinięte bibułką.

Shamp_kurtka

Spodziewałem się, że rozmiarowo będzie jak większość ciuchów marketowych (czyli większa) więc wziąłem L. W domu czekało mnie jednak pewne rozczarowanie bo o ile w nią wszedłem to wydawała mi się ciasna na plecach (na wysokości łopatek ma przeszycie pod którym są otwory wentylacyjne). W tym miejscu właśnie cisnęła. Czym prędzej więc udałem się by wymienić ją na XL. Okazuje się, że „ten typ tak ma” i również XL (mimo, iź lepsza od L) trochę plecy opina. W normalnym ruchu nie przeszkadza to ale podnosząc ręce do góry, kurtka unosi się i pozostaje. Cóż… Pozostaje się przyzwyczaić bo jej atuty jednak rekompensują tą niedogodność.

Kurtka wykonana jest solidnie. Nic podczas używania jej nie zdążyło mi się rozpruć, urwać. Zamki działają dobrze. Jako jej największy atut uważam wagę i małe rozmiary. Można ją spokojnie włożyć do biegowego plecaka i w ogóle jej nie czuć (nawet przy długich biegach). Swoje zadanie spełnia wyśmienicie. Po założeniu chroni od wiatru jak i zabezpiecza przed lekkim deszczem. Jednocześnie otwory wentylacyjne na plecach + siateczki z boku nie pozwalają nam ugotować się podczas jej używania.

Ja jestem bardzo zadowolony z tego zakupu i polecam ją wszystkim, którzy mają dylematy w co ubrać się przy niezbyt pewnej pogodzie.