Archiwa tagu: bieganie

TRENING (TYDZIEŃ 50)

Trening Biegowy

Złej passy ciąg dalszy. Kaszel i słabsze samopoczucie utrzymywało się dalej więc i biegi ciągle czekały na swoją kolej. Dopiero pod koniec tygodnia zdecydowałem się na 2 delikatne treningi. Udało mi się pokonać następujący dystans:

Data: 12/12/2015
Dystans: 13,03 km
Czas: 01:26:17
Średnie tempo: 6:37 min/km

Średnie tętno: 155
Maksymalne tętno: 177
Sprzęt: SpoQ SQ100. Buty – Crivit (2015)

Tempo bardzo spokojne ale trasa wymagająca. Kilka podbiegów dało w kość.

Data: 13/12/2015
Dystans: 11,51 km
Czas: 01:30:23
Średnie tempo: 7:51 min/km

Średnie tętno: 136
Maksymalne tętno: 210 (raczej przekłamanie pulsometru w czasie kaszlu)
Sprzęt: SpoQ SQ100. Buty – Crivit (2015)

Jak to ostatnio bywa,  w niedzielę udałem się z żoną na około 10 km rundkę.  Strasznie narzekała pod koniec, że już nie ma siły ale nogami przebierała. Szacun 🙂
Sam bieg w jej tempie, spokojny i lekki. Jak dla mnie nawet trochę za spokojny bo wiał mocny wiatr i momentami było mi zimno. Chyba trzeba będzie wyszukać jakieś cieplejsze ciuszki. W górach jednak czuć zimę 🙂

TEST – Spodnie termoaktywne do biegania Shamp (Aldi)

Logo strony Test SprzetuTEST – Spodnie termoaktywne do biegania Shamp (Aldi)

Test trochę po czasie, bo opisywane spodnie już z Aldi w sumie wyszły 🙂 ale jeśli na nie jeszcze traficie warto się zainteresować.
Ja swoje kupiłem praktycznie ostatnie na sklepie, w obniżonej już cenie.

Shamp spodnie termoaktywne

Spodnie (właściwie legginsy) otrzymujemy zapakowane w tekturkę, w standardowym woreczku (jak inne produkty Shamp).
Po wyjęciu prezentują się całkiem solidnie. W pasie szeroka guma + ściąganie sznurkiem, na dole nogawek zamki błyskawiczne ułatwiające zakładanie.
Na siedzeniu zapinana na zamek kieszonka, z boku nogawek odblaskowe elementy dekoracyjne.
Ot solidny standard jak na dzisiejsze czasy.

Zaskoczeniem dla mnie był za to materiał z jakiego są zrobione. Ciężko to opisać ale spodnie zbudowane są z „paneli” zszywanych w całość. Wydają się jednolite (czarne :)) ale inny materiał jest np. na udach a inny na łydkach. Ten z ud jest bardziej szeleszczący, chyba troszkę grubszy. Pierwsze skojarzenie jakie przyszło mi do głowy to tkanina z jakiej zrobione są soft shelle.
Całość w dotyku przyjemna, widać, że grubsza niż spodenki letnie.

Producent na metkach podaje, że spodnie wykonano z poliestru i elastanu, przy czym użyto tak nowoczesne materiały jak cool max, lycra, active silver.

Legginsy wziąłem w rozmiarze L (takie tylko zresztą były) ale trafiłem idealnie. W pasie mają nawet lekki luz, nogawki też z 1-2 cm mogły by być krótsze (mam 183 cm wzrostu i około 98-100 w pasie).
Założone – są wygodne. Nigdzie nie cisną, nie przeszkadzają w ruchu.

Pozytywne odczucia z ich noszenia miałem również podczas biegu. Nie zsuwały mi się, trzymały tam gdzie powinny 🙂
Przy temperaturach około 5 stopni i sporym wietrze komfort termiczny był bardzo dobry. Było mi ciepło,  nie czułem wiatru.

Jedyny minus jaki zauważyłem już w domu, to fakt, że w okolicy kolan (czyli ogólnie w panelu udowym) od środka miałem lekko upocone nogi. Dla mnie soft shellowe ubrania raczej zawsze są za grube (ciepłe) i tu to właśnie wyszło.
Czy to duża wada? Ciężko mi to jeszcze stwierdzić. W czasie około 10 km biegu nie przeszkadzało, ale ciekawy jestem jak wyglądałoby to gdyby po biegu pozostał jeszcze na dworze przez dłuższy czas.  Czy nie wyziębił bym się, a może po prostu wilgoć szybko by odparowała. Postaram się jeszcze temu przyjrzeć w kolejnych biegach.

Werdykt początkowy jest na plus. Spodnie niedrogie, solidnie wykonane a przede wszystkim bardzo wygodne. Dla mnie na zimowe treningi jak znalazł.

TRENING (TYDZIEŃ 49)

Trening Biegowy

Wielkie plany mają to do siebie, że problemy z ich realizacją bolą bardziej niż niepowodzenia w sprawach małej wagi.

Od grudnia miałem już ostro nabijać kilometry a tu jak na złość się pochorowałem. Kaszelek z okolic oskrzeli skutecznie zniechęca do biegania, co zaowocowało tylko 2 treningami w 49 tygodniu.
Co gorsza wcale szybko nie przechodzi i widoki na tydzień 50 też są marne.

No ale tytułem kronikarskim wybiegało się:

Data: 03/12/2015
Dystans: 5,51 km
Czas: 00:36:12
Średnie tempo: 6:34 min/km

Średnie tętno: 139
Maksymalne tętno: 148
Sprzęt: SpoQ SQ100. Buty – Nike LunarSwift +4

Żeby się całkiem nie rozłożyć zrobiłem tylko 5 km kółko po Oleśnicy. Pobiegłem przy tym bardzo wolno, gdyż bałem się,  że chłodne powietrze wciągane bezpośrednio do płuc ustami wcale mi nie pomoże (przy tym tempie zaś kontrolowałem oddychanie – wdech nosem, wydech ustami).

Data: 06/12/2015
Dystans: 10,05 km
Czas: 01:24:43
Średnie tempo: 8:26 min/km

Średnie tętno: 125
Maksymalne tętno: 143
Sprzęt: SpoQ SQ100. Buty – Crivit (2015)

Kolejny spokojny bieg. Wybrałem się na niego z Żoną i biegliśmy jej tempem.  Dobrze nam poszło tym bardziej, że miała ona sporą przerwę w bieganiu.

Zegarki z GPS – A-Rival SpoQ SQ100 (krótki opis)

Logo strony Test Sprzetu

Zegarki z GPS – A-Rival SpoQ SQ100

Zaczynając na przełomie 2014/2015 r przygotowania do Biegu Rzeźnika uznałem, że dobrze było by udokumentować ten wielki wyczyn w internecie 🙂 Garmin FR10, który używałem mimo, że spełniał wszystkie moje wymagania co do codziennych treningów, tu niestety pomóc nie mógł. Jego bateria ma po prostu zbyt małą pojemność by wystarczył na tak długi bieg.
Pomysł by ładować go powerbankiem w czasie biegu niestety upadł. Tak się nie da bo FR10 po podłączeniu ładowarki wychodzi z trybu treningu.

Cóź, chce się mieć zapis GPX to pozostało wyszukać urządzenie, które potrafi wytrzymać odpowiednio dłużej.

Urządzenia takie a i owszem są. Ich wybór limitowała mi jednak jeszcze jedna rzecz – pieniądze. Nie chcąc wydawać za dużo, krąg zegarków dostępnych znacznie się zawęził.
Szukałem, przeglądałem i w sumie prawie już zdecydowałem się na Garmina FR 310XT, kiedy to wyszukałem info o mało znanym u nas „czasomierzu” – SpoQ SQ100.

http://www.a-rival.de/pl/outdoor/gps-uhren/spoq#technische-daten

Większość jego opisów była zdecydowanie pozytywna, chęć spróbowania czegoś nowego i bodziec w postaci ceny o połowę mniejszej od Garmina zachęcił mnie finalnie do zakupu 🙂

Ciekawą sytuacją (o której warto wiedzieć) jest fakt, że A-rival SpoQ SQ100 jest bliżniaczym modelem zegarka GlobalSat GH-625XT. Oba nie różnią się praktycznie niczym (poza napisem na szybce). A-rival to po prostu model na rynek niemiecki, podczas gdy reszta świata ma Globalsat-a.

http://www.globalsat.com.tw/products-page.php?menu=2&gs_en_product_id=5&gs_en_product_cnt_id=32

Jeśli ktoś ma możliwość sciągnąć sobie SQ100 z Niemiec i nie zaleźy mu na polskiej gwarancji to warto.
Globalsat oferowany jest obecnie (koniec 2015) na rynku polskim za około 550zł podczas gdy SpoQ w Niemczech kosztuje około 70-80 Euro (wystarczy dobrze poszukać w necie). Czyli za ~320 zł otrzymujemy zegarek o największych chyba możliwościach (w tej cenie).

Zakup się dokonał, rodzina będąca w Niemczech zegarek mi przywiozła i można było już się nim bawić.

A-Rival SpoQ SQ100

SQ100 otrzymujemy w sporym czerwonym pudełeczku, w którym oprócz zegarka można znaleźć: pasek pulsometru, uchwyt rowerowy, dodatkowy pasek na rękę z urządzeniem do jego zmienienia i dokumentację (instrukcje obsługi, płyta CD z programem). Sporo tego i fajnie, że producent na kliencie nie oszczędzał.

A-Rival SpoQ SQ100

Sam zegarek po wyjęciu z pudełka prezentuje się solidnie. Jest spory, masywny i co ciekawe o dość nietypowym kształcie.  Widać, że to urządzenie treningowe. Ja tam na ulicy bym w nim nie chodził ale dla mnie to nie problem. Ważne, że wszystko w nim spasowane jest ok, nie ma się wrażenia taniej chińszczyzny.
Trochę obawiałem się jak na moich chudym nadgarstku będzie się trzymać taka „busola” ale i to poszło dobrze. Wygięty kształt ładnie stabilizuje go na ręce i zegarek nie lata, nie przekręca się.

A-Rival SpoQ SQ100

Zaczynamy więc 🙂 Pierwsze ładowanie jak pamiętam trwa jakieś 2-3 godziny. SpoQ ładuje się po podłączeniu kabla USB do komputera  (nie ma sieciowej ładowarki). Sam kabel ma nietypową wtyczką od strony zegarka więc warto o niego dbać i nie zgubić. Jak kojarzę nowy jest dość drogi jak na cenę samego urządzenia.
Gniazdo ładowania w zegarku jest zabezpieczone gumową zaślepką więc nie trzeba martwić się, że od potu coś nam zaśniedzieje i będzie brak kontaktu. Dodatkowo jest bolec stabilizujący wtyczkę czyli odpada strach przed złym podłączeniem przewodu.

W międzyczasie ładowania zainstalowałem na PC program. Działa on stabilnie na wszystkich systemach (uruchamiałem na Win XP, 7, 8, 10).
Polecam tutaj mimo posiadania programu w zestawie ściągnąć sobie wersję ze strony Globalsatu. Jest nowsza i można w niej eksportować pliki GPX wraz ze wszystkimi danymi (tętno) by wrzucać je np, do Endomondo. Starsze oprogramowanie SpoQ eksportowało tylko sam ślad bez tętna.
Resztę fixów, updatów itp można bez obaw ściągać ze strony SpoQ o ile odkryjecie, że są nowsze niż w Waszej wersji zegarka.

Pierwsze uruchomienie SQ100 następuje sprawnie. Warto od razu przełączyć język zegarka z niemieckiego na angielski (no chyba, że ktoś zna i lubi). Polskiego niestety nie ma uprzedzając ewentualne pytania. W mojej ocenie menu jest dość intuicyjne i nawet po angielsku da się ustawić najważniejsze parametry. Język warto oczywiście znać by w pełni okiełznać GPS.

Z najistotniejszych rzeczy wartych do ustawienia przed biegiem trzeba zwrócić uwagę na dane osobiste, częstotliwość próbkowania sygnału GPS (co 1 sek, co 2 itp), autolapy, podświetlanie i spersonalizowanie ekranów. W zegarku można bowiem ustawić 4 ekrany ze swoimi danymi. Danych może być na ekranie po 4 pola czyli 16 różnych pół do wykorzystania.

Skoro mamy ustawione to co chcemy pora pobiegać. Łapanie fixa GPS w zależności od warunków trwa od paru sekund do minuty. Akceptowalny czas. Sporadycznie w bardzo złych warunkach (gęste drzewa, domy itp) zdarzyła mi się sytuacja, że nie mógł złapać sygnału i parę minut. Niemniej to nic strasznego Garmin też tak czasem robił.
SpoQ gdy ma już nasza pozycję to po ponownym uruchomieniu znajduje satelity błyskawicznie. Czyli przed ważnymi zawodami warto odpalić urządzenie odpowiednio wcześniej by się odnalazło, można zgasić i później przed startem ponownie włączyć bez stresu.
Jest robię tak zawsze bo zauważyłem pewnien minus. Gdy mój zegarek jest włączony i nie używany po dłuższym czasie nie reaguje na przyciski. Nie pamiętam czy to rodzaj wygaszacza czy jakiś błąd. W każdym razie nieźle mnie raz zestresował przed zawodami tą zawiechą, więc teraz wolę go spokojnie włączyć niż w panice naciskać przyciski by go ożywić 🙂

Zegarek w używaniu spisuje się bezproblemowo. Złapanego sygnału nigdy mi nie zgubił, nie przekłamuje trasy. Z perspektywy roku używania wydaje mi się, że ma niewielką tendencją do zwiększania dystansu. Garmin FR10, który cechuje się bardzo dobrym modułem GPS na tej samej drodze pokazuje trochę mniej kilometrów. Różnica nie jest jakaś porażająca więc tu nie widzę tragedii.

Napomnę tu jeszcze o pasku pulsu. Wprawdzie sygnał wysyłany z niego nie jest kodowany ale u mnie działa dobrze. Nie ma żadnych dziwnych odczytów. Sparowanie z tym elementem jest szybkie. Zanim złapie fix GPS tętno już pokazuje ok.
Sam pasek poprawny. Trzyma się na klatce piersiowej, nie obciera.

Po treningu dobrze wiedzieć jak zapisać swoje dokonania. Początkowo miałem z tym problem i nawet czytanie instrukcji jakoś mi nie pomogło. Pomogli dobrzy ludzie na forum o bieganiu i teraz już jest ok. Dla ciekawych jak.. Należy nacisnąć przycisk OK, który właczy Pauze. Czekamy aż napis PAUSE na ekranie zniknie i dopiero wtedy naciskamy ESC/LAP. Pojawi się komunikat czy chcemy zapisać i jest już wszystko ok.

Dane z zegarka wrzuca się do PC w program Training Gym Pro (niestety też nie po polsku). Można w nim przejrzeć szereg informacji o treningach. Eksportować je do plików GPX. Z poziomu programu zarządzamy również zegarkiem (można kasować dane, wczytywać do zegarka trasy po których chcemy biec, aktualizować swoje dane osobiste, wczytywać aktualizacje). Możliwości jest sporo, bez programu nie da się skorzystać z pełni możliwości SpoQ.

A-Rival SpoQ SQ100

Cóź, pora na podsumowanie. Zegarek mam już prawie rok czasu. Działa mi przez ten czas stabilnie. Nigdy nie musiałem go resetować. Nie miałem problemu z zapisem biegów. Bateria zgodnie z danymi trzyma długo (mi do tej pory nigdy nie udało się go rozładować więcej niż do 60% :). Jestem bardzo zadowolony i polecam wszystkim.

UWAGA
Zegarek ma naprawdę dużo zaawansowanych opcji, które przydadzą się nawet wymagającym użytkownikom. Można wgrać do niego ślad GPX i nawigować po nim, jest opcja powrotu do domu (do tyłu po przebiegnietej trasie), wirtualny trener. Ja osobiście jeszcze z nich nie korzystałem więc nie będę wymyślał jak działaja ale dobrze wiedzieć, że wraz ze wzrostem wymagań ma się pewne rezerwy opcji 🙂

TRENING (TYDZIEŃ 48)

Trening Biegowy

Ostatni tydzień listopada. Udany bo zrealizowałem 4 treningi. Jak patrzyłem na poprzednie tygodnie było ich z reguły po 3, chociaż kilometrowo wychodziło to podobnie.
No to po kolei 🙂

Data: 24/11/2015
Dystans: 11,13 km
Czas: 01:07:02
Średnie tempo: 6:01 min/km

Średnie tętno: 145
Maksymalne tętno: 158
Sprzęt: SpoQ SQ100. Buty – Nike LunarSwift +4

Po weekendowe rozbieganie. Spokojne tempo, stała już ostatnio trasa.

Data: 26/11/2015
Dystans: 11,18 km
Czas: 01:06:40
Średnie tempo: 5:58 min/km

Średnie tętno: 152
Maksymalne tętno: 164
Sprzęt: SpoQ SQ100. Buty – Nike LunarSwift +4

Powtórka wtorku 🙂

Data: 28/11/2015
Dystans: 9,99 km
Czas: 00:59:08
Średnie tempo: 5:55 min/km

Średnie tętno: 160
Maksymalne tętno: 184
Sprzęt: SpoQ SQ100. Buty – Crivit (2015)

Skoro weekend to i górki. Tym razem ze względu na Andrzejki nie szalałem z dystansem (wieczorem w sumie nogi do tańca by się przydały :)). 10 km zaliczone, biegło mi się bardzo dobrze.

Data: 29/11/2015
Dystans: 12,26 km
Czas: 01:14:08
Średnie tempo: 6:03 min/km

Średnie tętno: 153
Maksymalne tętno: 197
Sprzęt: SpoQ SQ100. Buty – Crivit (2015)

Ostatni bieg w listopadzie. Mimo, że poprzedniej nocy pobalowałem (w pozytywnym tego słowa znaczeniu bo tańce były) to bieg całkiem udany. Żadnych kryzysów nie zanotowałem mimo,  że pierwsze 4 km cały czas pod górę.
Nie chcę wpadać w samouwielbienie bo dopiero się rozkręcam ale oby tak dalej 🙂

Buff, chusta, bandana, szal, komin… – czyli ciuch przydatny dla biegacza

Logo strony Test Sprzetu

Buff, chusta, bandana, szal, komin – czyli ciuch przydatny dla biegacza.

No może nie taki zupełny test bo i czy jest sens dogłębnie testować kawałek materiału 🙂 Chciałem po prostu zachęcić tych, którzy jeszcze nie nosili do spróbowania.

Buff czy też od wielości zastosowań chusta wielofunkcyjna, bandana, szal, komin itd. Niby taka mała rzecz a cieszy 🙂 Historia tego wynalazku liczy już sobie paręnaście lat i trzeba powiedzieć, że przyjęły się na rynku bardzo dobrze.
Ich uniwersalność pozwala na bardzo wiele zastosowań. Poniższy obrazek pokazuje część z nich, a pewnie każdy według swojej pomysłowości jeszcze parę innych by podał.

Buff sposoby noszenia
Nie ma w sumie w nim nic niezwykłego ale to właśnie ta pomysłowość zastosowań powoduje, że warto go mieć i używać. Po co dźwigać ze sobą czapeczkę, szalik, frotkę do ocierania potu skoro można to wszystko połączyć w jedno. I używać do tego co potrzebujemy.

Ja najczęściej używam jednego ze swoich (bo dorobiłem się już ich chyba z 5 :)) jako szalika pod szyję. Bieganie zimą mi raczej przesadnie nie szkodzi ale o gardło trzeba dbać i tu sprawdza się on idealnie. Nie ciśnie, jest lekki ale ciepły. W takim samym przeznaczeniu używam też kolejnego podczas jazdy motocyklem. Pęd wiatru również nie jest mu straszny, dobrze chroni przed zimnym powietrzem.
W cieplejsze dni kiedy szyi chronić przesadnie nie trzeba używam buffa jako chusty na głowę. Chroni przed słońcem przy czym dobrze i szybko odprowadza wilgoć.
Nie będę ukrywał jednak, że większym fanem jestem czapeczek i buffa na głowę instaluję sporadycznie.

Może to nie dużo wykorzystań ale jak dla mnie wystarczy by warto było chociaż z 1 kupić.

Rozne rodzaje Buffa

A jaki kupić? Hmm.. w sumie obojętne według mnie. Te które kupiłem do tej pory – Brugi, Hi-Tec, jakiś z Aldi są do siebie bardzo podobne i ja żadnych różnic między nimi nie widzę. Wszystkie wykonane z podobnego materiału, wielkości praktycznie takiej samej (chociaż jeden mam trochę krótszy i to jego mały minus). Po praniach się nie psują (kolorki może trochę już mniej żywe ale cóż to za różnica). Czy ten prawdziwy oryginalny jest lepszy to nie wiem. Mam wprawdzie jeden z biegu Rzeźnika ale jeszcze go nie nosiłem. Wizualnie nie odbiega od reszty to po co płacić 5 x tyle.

Podsumowując. Da się bez tego żyć 🙂 ale naprawdę warto te 10-20 zł wydać. Polecam.

Jako ciekawostkę napisze jeszcze, że kupiłem sobie ostatnio chustę wielofunkcyjną Vikinga, z wszytym wewnątrz polarem (to ta w linie na zdjęciu). Jak zrobi się naprawdę zimno ponoszę by sprawdzić i taki wynalazek.

TRENING (TYDZIEŃ 47)

Trening Biegowy

 

Kolejny tydzień za mną. Różne poza biegowe sprawy pomieszały mi grafik ale 3 treningi udało się odbyć. Dwa pierwsze jak to zwykle po mieście, sobotni w Górach Sowich.

Data: 18/11/2015
Dystans: 07,97 km
Czas: 00:47:06
Średnie tempo: 5:55 min/km

Średnie tętno: –
Sprzęt: SpoQ SQ100. Buty – Nike LunarSwift +4

Nie szalałem z dystansem bo kolejny bieg chciałem zrobić dzień później. Ot spokojne 8 km.

Data: 19/11/2015
Dystans: 11,19 km
Czas: 01:06:52
Średnie tempo: 5:58 min/km

Średnie tętno: 154
Sprzęt: SpoQ SQ100. Buty – Nike LunarSwift +4

Jak to zwykle 2 kółka po Oleśnicy. Ostatnio coraz częściej biegam z paskiem pulsometru. Chciałem wyczuć co pierwsze nie daje u mnie rady (w kontekście dłuższych biegów). Czy to jakieś „przytkanie” z powodu zbyt dużego tętna czy po prostu nogi ciągle nie dają rady.
Wielkich wniosków jeszcze nie wysnułem ale raczej nogi są słabszym ogniwem.

Data: 21/11/2015
Dystans: 21,61 km
Czas: 02:38:58
Średnie tempo: 7:21 min/km

Średnie tętno: 159
Sprzęt: SpoQ SQ100. Buty – Crivit (2015)

Długie wybieganie po górach. Nie chciałem ciągle piłować tej samej trasy więc uderzyłem w inne rejony. Wcale nie prostsze 🙂 Podczas tego półmaratońskiego wybiegania udało mi się zdobyć Wielką Sowę i większość trasy pobiec poza asfaltem.
Fajnie, lekki mrozik, w górach już śnieg (ładne widoki) ale warunki do biegu słabe. Po wcześniejszych opadach na spodzie trasy błoto, liście, płynąca woda. Wszystko to poprzetykane luźnymi kamieniami, a całość przysypana śniegiem 🙂 Uważałem na nogi. stąd i wolne tempo.
Ponieważ pod największe góry podchodziłem to i na końcu nawet jakieś siły miałem. Cały dzień dało się normalnie egzystować 🙂

Bieg Niepodległości Ludwikowice Kł. – 11/11/2015

Bieg Niepodleglosci

4 Bieg Niepodległości Ludwikowice Kł. – 11/11/2015

W sumie ostatnie planowane przeze mnie zawody w tym roku. Do tej pory startowałem we wszystkich ~10 km edycjach tego biegu (nie byłem tylko na edycji 1-szej, która rozgrywana była na krótkim około 1 km dystansie).
Bieg organizowany przy współudziale naszego klubu biegowego i na pewno z liczną obsadą biegaczy USKS-u Ludwikowice Kł. W tym roku zorganizowano go na nowej trasie, co z jednej strony wniosło powiem świeżości, z drugiej jednak uniemożliwiło porównanie postępów od zeszłego roku.

No cóż. Bieg lokalny, dużo znajomych na trasie, opłata dla mieszkańców gminy jak i klubowiczów symboliczna, nie wypadało zatem nie startować 🙂

Zapisy jak i większość podobnych poprzez portal Data Sport, informacje o trasie, programie biegu umieszczano na jego stronie jak i na FB. Wszystko opisane raczej przejrzyście.

Na miejsce biegu podjechaliśmy około 1 godziny wcześniej. Wolontariusze kierowali na parkingi. Odbiór pakietów odbywał się w świetlicy wiejskiej blisko od parkingu. Szło sprawnie i szybko dostałem numer. Tutaj też można było napić się ciepłej kawy, herbaty i czekać na start jeśli komuś dokuczał chłód na zewnątrz.
Pogoda za rewelacyjna nie była bo mgliście i chłodno. Szczęśliwie jednak nie padało (deszcz był dopiero po biegu).

Ponieważ planowałem biec ostro, zrobiłem solidną rozgrzewkę no i po wysłuchaniu hymnu i krótkich przemów wójta można było startować.

Bieg Niepodleglosci

Trasa od razu dała w kość. Około 1,5-2 km ostro pod górkę. Później lekkie wypłaszczenie terenu by przy 6-7 km znów się powspinać. Później było już łatwiej bo praktycznie do mety z górki.

Bieg Niepodleglosci - start

Cisnąłem ostro, cały czas biegnąc pod górkę. Trzymałem się nawet na dość dobrej pozycji. Na płaskim odcinku wyszło jednak zmęczenie. Tutaj znaleźli się szybsi ode mnie. Przy drugiej wspinaczce niestety było już podłażenie. Całkiem nieźle radziłem sobie za to na ostatnich zbiegach. Udało mi się wyprzedzić, ze dwóch, trzech biegaczy (w mojej ocenie biegli trochę zbyt asekuracyjnie, no chyba, że w ogóle już nie mieli sił).

Na mecie zameldowałem się na 87 miejscu (20 w M40) z czasem 01:00:10. Jak na bieganie po górkach nieźle.

Bieg Niepodleglosci - meta

Wójtowa wręczała wszystkim biegaczom medal, można było napić się izotoniku i udać na posiłek regeneracyjny. Serwowano makaron z mięsem, domowe ciasta. Smaczne 🙂

Koniec imprezy to dekoracja zwycięzców poszczególnych kategorii i losowanie nagród.
Tym razem mi się udało – wylosowałem darmowy start w Półmaratonie Sowiogórskim 2016, więc trzeba będzie się przyłoźyć do przygotowań 🙂

Bieg Niepodleglosci - dekoracja

Jako ciekawostkę podam, że sam zasponsorowałem również 3 nagrody związane z moim artystycznym hobby 🙂

http://www.pstryk-pstryk.com/

Cóż. Bieg lokalny niemniej przygotowany solidnie i z sercem. Każdemu kto nie biegał w tych okolicach polecam spróbować 🙂

Część zdjęć i nawiązań w artykule pochodzą ze stron:

http://bn.wielkasowa.net/

RST Półmaraton Świdnicki – 07/11/2015

RST Polmaraton Swidnica

 

RST Półmaraton Świdnicki – 07/11/2015

Biegi ciągle na topie, coraz więcej miast chce mieć swoją, poważna imprezę. Do reszty stawki postanowiła dołączyć Świdnica organizując pierwszy półmaraton.

Ponieważ do Świdnicy mam stosunkowo niedaleko, nowe ciekawi no to zapadła decyzja by wystartować. Urok nowego zaciekawił chyba nie tylko  mnie 🙂 bo limit 1000 miejsca dość szybko się wyczerpał (zwiększono go do 1200 ale i to zostało finalnie wykorzystane).

Zapisy na bieg odbyły się standardowo przez portal Data Sport. Półmaraton ma swoją stronę ale coś słabo nad nią popracowano – do tej pory są na niej puste, niedokończone podstrony. Najważniejsze informacje na szczęście były podane, więc problemów ani z trafieniem na miejsce ani z płatnością nie zanotowałem.

Do Świdnicy przyjechaliśmy jakoś 1-1,5 godziny przed startem. Udało nam się odnaleźć okolice odbioru zestawów, wolontariusze powiedzieli gdzie zaparkować więc udaliśmy się po pakiet. Wydanie numeru i pakietu przebiegło sprawnie (mimo, że ludzi już było sporo). Zawartość reklamówki niestety rozczarowuje. Oprócz numeru startowego, dawano chrupki kukurydziane, jakieś papierzyska reklamowe i skarpetki biegowe. Co gorsze nie było już praktycznie żadnego wyboru numeracji i mi trafiło się 45-47 (a noszę 44). Siostrzeniec Żony z kolei musiał wziąć mniejsze. Pomysł ze skarpetkami fajny (koszulki mi raczej niepotrzebne) ale jednak jak za cenę startowego to trochę mało (a opłata w najmniejszej opcji kosztowała jak pamiętam 50 zł).

Skoro już wszystko dostaliśmy, spacerkiem ruszyliśmy do Rynku, bo tam miał być start. Wolontariusz zapytany gdzie iść o dziwo 😉 wiedział no to poszło bez problemów.

RST Polmaraton Swidnica

W Rynku sporo ludzi, dokonaliśmy rozgrzewki, chwila przemów oficjeli i start.

Strategii wielkiej na ten bieg nie miałem. Nie ukrywam, że liczyłem na powtórkę Półmaratonu Legnickiego czyli złamanie 2 godzin. Od startu ruszyłem ostro i później starałem się jak najdłużej wytrzymać spore tempo. Niestety…

Trasa biegu wiodła w swojej pierwszej części przez miasto by po około 5 km skierować  biegaczy w okoliczne wioski i łukiem powrócić znów do Świdnicy (w rejon ośrodka sportowego – tam gdzie dawano pakiety).
Okazała się ona mocno wymagająca. Sporo zakrętów w mieście,  mokre kostki i śliskie asfalty z jesiennymi liśćmi nie pozwalały szarżować. Dodatkowo w mieście i poza nim było kilka podbiegów.  W połączeniu ze słabą pogodą (padało cały czas i wiał momentami spory wiatr) mocno przystawiało biegaczy.

Na trasie biegu byli kibice i oni dobrze zagrzewali do biegu. Pomysłowo opisano również jedną wioskę, przez którą biegła trasa. Na kartonowych tablicach różne przydatne czy śmieszne informacje. Chwalili się również biegowymi osiągnięciami swoich mieszkańców (a mieli rzeczywiście czym, szacun :))

Świdniczanie trochę przyoszczędzili za to na punktach nawadniających. Na trasie jak pamiętam były tylko 3 (z czego pierwszy po około 7 km). Dawano na nich wodę, izotonik i z tego co mówiono cukier ale ja go jakoś nie zauważyłem pochłonięty walką 🙂

No właśnie walką. Ciężkie warunki spowodowały, iż po około 10 km byłem wypompowany i zaczęły się nerwy by nie stracić zbyt dużo. Wyprzedzili mnie biegacze biegnący na 1:50 więc ze wszystkich sił walczyłem by nie wzięli mnie Ci co biegli na 2:00. Po 15 km podchodziłem po około 30 sekund na kilometr.
Wydawało mi się,  że dam radę (głowę bym dał, że 2:00 mnie nie wyprzedzało) ale czas był nieubłagany. Oficjalnie 2:00:27, pozycja 786 (na 1097).
Szkoda 🙁

RST Polmaraton Swidnica

Po biegu dawano medale, wodę. Można było na szybko zjeść banana, wypić herbatę. Posiłki (makaron z kurczakiem lub jarski) wydawano około 200 m. od linii mety (za basenem).
Zakończenie imprezy, dekoracje i losowanie nagród było z kolei w hali oddalonej o kolejne kilkadziesiąt metrów od mety. Jednym słowem, sporo chodzenia 🙂

W losowaniu szczęścia nie miał nikt z naszej grupy ale wyczekaliśmy do końca i można było wracać. Przy okazji uwaga do organizatorów albo nagłośnienie na hali (albo prowadzący) było tragiczne i naprawdę trzeba było się mocno wsłuchiwać co w ogóle mówią.

Ciężko mi podsumować ten bieg. Sportowo średnio jestem z siebie zadowolony. Organizacyjnie w sumie było ok, ale pewne sprawy trzeba by w kolejnej edycji poprawić.

Część zdjęć i nawiązań w artykule pochodzą ze stron:

http://wyniki.datasport.pl/results1632/

http://polmaraton.swidnica.pl/

TRENING (TYDZIEŃ 45+46)

Trening Biegowy

Długa przerwa we wpisach ale nie znaczy to, że się nie biegało. Raczej mniej komputera było i stąd opóźnienie 🙂 No to na szybkości info treningowe, a 2 zawody, w których brałem udział opiszę w osobnych tekstach.

Data: 03/11/2015
Dystans: 9,88 km
Czas: 01:00:12
Średnie tempo: 6:06 min/km

Średnie tętno: –
Sprzęt: SpoQ SQ100. Buty – Nike LunarSwift +4

Data: 05/11/2015
Dystans: 5,66 km
Czas: 00:34:26
Średnie tempo: 6:05 min/km

Średnie tętno: –
Sprzęt: SpoQ SQ100. Buty – Nike LunarSwift +4

Data: 07/11/2015
Dystans: 21,27 km
Czas: 02:00:01
Średnie tempo: 5:39 min/km

Średnie tętno: –
Sprzęt: SpoQ SQ100. Buty – Nike LunarSwift +4

Data: 08/11/2015 (Rodzinny spacerek na Wielką Sowę)
Dystans: 4,51 km
Czas: 01:42:27
Średnie tempo: – min/km

Średnie tętno: –
Sprzęt: SpoQ SQ100. Buty – Crivit (2015)

Data: 11/11/2015
Dystans: 10,17 km
Czas: 01:00:03
Średnie tempo: 5:54 min/km

Średnie tętno: –
Sprzęt: SpoQ SQ100. Buty – Kalenji Kapteren Crossover Fw13

Data: 14/11/2015
Dystans: 8,11 km
Czas: 00:45:34
Średnie tempo: 5:37 min/km

Średnie tętno: –
Sprzęt: SpoQ SQ100. Buty – Nike LunarSwift +4