TRENING (TYDZIEŃ 21+22/2018)

Trening Biegowy

Kolejne dwa tygodnie za mną. W sumie bez większych sensacji. Bieganie było regularne (po 4 trening na tydzień), a na dokładkę trochę roweru i spacerów. W ramach relaksu odwiedziłem też basen – nie powiem przepłynąłem coś ale więcej jaccuzzi i sauny. Relaksik też się należy 🙂
Jedyne „ciekawostki” godne wspomnienia to sprawy techniczne.
1. Zainstalowałem sobie na komórce Endomondo (na poprzedniej mi nie działało i dawno już go w telefonie nie używałem :)) i wyjścia poza biegowe rejestruję teraz na bieżąco. Niby nic a cieszy – odpada konieczność pamiętania o zgrywaniu danych z zegarków.
2. Sporo treningów zrobiłem w dawno nie używanych butach terenowych – Adidas Raven, bo w nich chcę przelecieć Śnieżkę 😉  Pierwszy bieg (jakiś czas temu) skończył się masakrą. Powróciłem więc do firmowych wkładek i grubszych skarpet. Jest ok, ale nogę opinają ciasno. Trzeba się przyzwyczaić.

Całość liczb wygląda tak:

TYDZIEŃ 21
BIEG 22/05/2018 – dystans: 8,69 km, czas: 48:46, tempo średnie: 5:37 min/km (Oleśnica)
ROWER 23/05/2018 – dystans: 8,28 km, czas: 31:28, tempo średnie: 3:48 min/km (Oleśnica + okolice)
BIEG 24/05/2018 – dystans: 8,80 km, czas: 53:52, tempo średnie: 6:07 min/km (terenowe okolice Oleśnicy)
CHODZENIE 25/05/2018 – dystans: 2,14 km, czas: 21:25, tempo średnie: 10:01 min/km (Oleśnica)
CHODZENIE 25/05/2018 – dystans: 1,49 km, czas: 16:01, tempo średnie: 10:46 min/km (Oleśnica)
BIEG 26/05/2018 – dystans: 12,92 km, czas: 1:16:56, tempo średnie: 5:57 min/km (Ludwikowice Kł-Sokolec)
BIEG 27/05/2018 – dystans: 4,71 km, czas: 34:04, tempo średnie: 7:14 min/km (Ludwikowice Kł) – Bieg z Żoną 🙂

TYDZIEŃ 22
BIEG 29/05/2018 – dystans: 6,55 km, czas: 35:20, tempo średnie: 5:24 min/km (Oleśnica)
BIEG 31/05/2018 – dystans: 13,19 km, czas: 1:17:04, tempo średnie: 5:51 min/km (Ludwikowice Kł-Sokolec)
CHODZENIE 31/05/2018 – dystans: 4,49 km, czas: 1:10:26, tempo średnie: 15:42 min/km (Ludwikowice Kł)
BIEG 01/06/2018 – dystans: 12,93 km, czas: 1:19:16, tempo średnie: 6:08 min/km (Ludwikowice Kł-Sokolec)
ROWER 02/06/2018 – dystans: 31,17 km, czas: 2:06:22, tempo średnie: 4:03 min/km (rundka przy granicy PL-Czechy)
BIEG 03/06/2018 – dystans: 22,90 km, czas: 2:10:04, tempo średnie: 5:41 min/km (Półmaraton Szlakiem Riese)

Bieg Firmowy – Wrocław 2018

Bieg, do którego miałem negatywne nastawienie, a który przyniósł mi osobisty rekord. A było to tak.

W tym roku, w pracy pojawiła się u mnie nowość – zaproszenie na Bieg Firmowy. Wow, szaleństwo. Skoro można czemu nie, postanowiłem się zapisać.
Sporo z tym było perypetii – najpierw powiedzieli mi, że jednak nie ma obsady sztafety, gdy kazałem się wykreślić udało się chętnych uskładać (za jakiś czas, a nie że od razu :)). No nic, powiedziałem, że w takim razie pobiegnę by ta pozostała 4 problemów nie miała.
Moja grupa okazała się być „składkowa”. Osoby z różnych działów, różnej narodowości (2 Ukraińców), nie znające się. Żeby było lepiej koordynatorka całości wkręciła mnie w detale niezbędne by pobiec (podpisy, koszulki itp). Strasznie mnie to stresowało (bo ja nieśmiały jestem :)), a musiałem się nałazić szukając kto w ogóle i gdzie pracuje. Żeby było lepiej nie wszyscy zgłoszeni powiedzieli, że pobiegną. Ekstra… no nic, odpuśćmy już narzekanie, organizacja w mojej firmie nic ma nic wspólnego z Biegiem Firmowym.
Po przebojach udało się zebrać team w całość i można było biec.

Dużym zaskoczeniem była dla mnie liczba osób chcących wystartować. Rany ale narodu w okolicy Stadionu Olimpijskiego! Auto zostawiłem w jednej z dalszych uliczek i poszedłem szukać narodu z mojego przedsiębiorstwa. Uff, są 🙂
Wymieniliśmy trochę uwag, kto po kim startuje, gdzie się szukać w strefie zmian i można było oczekiwać na start. Ja biegłem drugi. Planowałem w sumie pobiec luźniej, tak koło 25 min (bo i po prawdzie obawiałem się, że dużo szybciej nie wycisnę) ale wszyscy prezentowali bojowy nastrój to myślę wstyd odpuszczać. Trudno polecę ile fabryka dała. Jak mnie odetnie to i tak dolecę w miarę zgodnie z planem 🙂

Stresik czy wypatrzę swoją poprzedniczkę był ale się udało. Przejąłem pałeczkę i cisnę.
Trasa biegu bardzo mi przypasowała. Było w miarę szeroko. Mimo dużej liczby biegaczy nie było tłoku. Nawierzchnia miejscami zmienna (asfalt, szutry, ziemia) ale płasko i twardo. Były ostre nawroty (to lekki minus dla fanów prędkości, mi jednak nie przeszkadzało). Dużym plusem był fakt, iż spora cześć biegu odbywała się w cieniu. Sobota była gorąca, gdyby biegło się w pełnym słońcu mogłoby to wyglądać dużo gorzej.

Pierwszy kilometr zrobiłem w 4:22 czyli stanowczo za szybko. W drugim troszkę zwolniłem ale pilnowałem się by nie zejść powyżej 5:00 (4:40). Trzeci podobnie, wszedł siłą rozpędu – 4:52. Widzę, że siły ciągle są więc nie odpuszczam, Czwarty km – 4:48 i piąty staram się coś przyśpieszyć na finishu. Przyspieszyłem – 4:04 🙂
Patrzę na mecie na Ambita – oho, pokazuje coś koło 22-23 min. Jak się nie rozjechało to będzie dobrze. I było – oficjalnie 22:24 🙂
Ciężko przyjąć, że ten czas jest idealnym odzwierciedleniem moich możliwości na 5 km bo dystans z zegarka pokazał 4,86 km. Na
City Trailu też notowałem krótszą trasę więc widać postęp, w stosunku do zimy. No nie spodziewałem się powiem szczerze, ale cieszy to bardzo.

Reszta ekipy z mojego teamu okazała się być całkiem ładnie obiegana. Dwie dziewczyny zanotowały czasy coś koło 24-25 min, kolega z Ukrainy – 18 😉 Najwolniejszy z naszej grupy zrobił trasę w 31 min, co też jest dobrym wynikiem wiedząc, że pierwszy raz dystans 5 km złamał tydzień przed BF. Zacnie. Na 3 drużyny z mojego przedsiębiorstwa byliśmy najlepsi. Czas całości – 2:03:49. Wisienką na torcie był również fakt, iż okazałem się najszybszym Polakiem wsród naszej firmowej, grupy, a ze wszystkich miałem drugi czas (no do tych 18 min to mi jeszcze brakuje :)).

Cóż. Tu można by skończyć. Niezły, sportowo bieg i dał mi dużego kopa motywacyjnego. Mam nadzieję, że to zaprocentuje.

Krótko o organizacji biegu (krótko bo nie uczestniczyłem np. w odbiorze pakietów i ciężko mi opisać detale). Bieg w mojej ocenie zorganizowany dobrze. Trasa oznaczona. Speaker podawał info co i gdzie. Toalety bez wielkich kolejek były, po biegu medal i woda wydawane sprawnie. Polecam wszystkim, którzy oprócz biegania lubią zabawę i pomaganie (bo szczytny, charytatywny cel tych zawodów był najważniejszy).

TRENING (TYDZIEŃ 20/2018)

Trening Biegowy

Nowości 🙂
Słabo ostatnio u mnie z regularnością wpisową, ciężko mi przez to po tygodniu, dwóch odtworzyć szczegóły treningów (jakie buty, zegarek itp.). W sumie są to też detale, które niewiele wnoszą do całości sytuacji. Postanowiłem więc odchudzić trochę istniejącą formę posta. Cyferki „ku pamięci” oczywiście zamieszczę ale postaram się więcej pisać o ciekawostkach (o ile będą), odczuciach, formie itp. a nie tym ile kółek po Oleśnicy nakręciłem. Czy to wyjdzie zobaczymy.

Zakończony już tydzień 20 przyniósł mi łącznie 4 biegi (w tym jedne zawody) + 1 wyjście na rower. Kilometrów biegowych pokonałem 29,65, a rowerowych 4,89. Ogólnie – słabo i postanowiłem, że tydzień 21 musi już być obfitszy. Na ten moment staram się, co będzie po niedzieli – we will see 🙂
Pewnym rozgrzeszeniem jest tylko fakt, że dwa biegi były o nieludzkiej porze – 06:00. Po pracy łatałem samochód + lubię posiedzieć w nocy przy PC więc możecie wierzyć, iż było to ciężkie dla mnie doznanie 🙂

BIEG 15/05/2018 – dystans: 5,67 km, czas: 32:37, tempo średnie: 5:35 min/km (Oleśnica)

BIEG 16/05/2018 – dystans: 6,87 km, czas: 35:04, tempo średnie: 5:06 min/km (Oleśnica)

BIEG 19/05/2018 – dystans: 4,86 km, czas: 22:45, tempo średnie: 4:41 min/km (Wrocław – zawody)

ROWER 19/05/2018 – dystans: 4,89 km, czas: 53:42, tempo średnie: 10:59 min/km (Ludwikowice)

BIEG 20/05/2018 – dystans: 12,25 km, czas: 1:09:32, tempo średnie: 5:41 min/km (Ludwikowice Kł-Sokolec)

TRENING (TYDZIEŃ 17-19)

Trening Biegowy

Trzymając się polskiego toku myślenia 😉 narzekanie trwa dalej. Minione tygodnie mocno okrojone pod względem biegowym. Wytłumaczeń mam mnóstwo ale powiedzmy wprost – lenistwo i zła organizacja były głównym powodem opuszczenia się w treningu.

Doszło do mnie zwyczajowo, że za parę tyg. Bieg na Śnieżkę a w polu jestem z długimi biegami – czyli koniec obijania jak chcę mieć jakieś szanse na zmieszczenie się w limtach. Mobilizacja do biegów na 100%. Od poniedziałku 😉

Na koniec poważniej. Ponarzekało się ale… poza tygodniem 19 w sumie nie było najgorzej z regularnością.  Przynajmniej tyle :)Treningów zrobiłem tyle co trzeba, trochę pojeździłem na rowerze, bo próbujemy z Żoną zaszczepić tą pasję w naszego małego bąka. Opiera się ale powoli, powoli i chyba się wkręci.
Brakuje mi „tylko” tego wydłużenia treningu. Kręcę się w zakresie 6-12 km. By coś jednak osiągnąć musi być dłużej.

W skrócie było tak:

TYDZIEŃ 17
BIEGANIE: 38,93 km
ROWER: 7 km

TYDZIEŃ 18
BIEGANIE: 41,57 km
ROWER: 17,33 km

TYDZIEŃ 19
BIEGANIE: 22,78 km
ROWER: 10,76 km

TRENING (TYDZIEŃ 16/2018)

Trening Biegowy

Słabo coś idzie trzeba to powiedzieć wprost. Kwiecień stracony. Niby biegam, niby regularnie (4 treningi zrobiłem + 1 wyście na rower) w poprzednim tygodniu, ale coś mi w głowie nawaliło. Nie chce mi się trenować, motywacja siadła mocno. Biegać a i owszem chęć mam i idę pobiegać. Zrobię jednak z 6 km i wewnętrzny głos podpowiada, że starczy. O ile w marcu ładnie już cisnąłem – dystans był zacny, długie wybiegania były to tu nic 🙁
W domu na dodatek się napcham słodkościami, przepiję colą (a był moment, że całkiem przestałem ją pić) i znów robię się coraz grubszy. Słabo też ćwiczyłem ogólnorozwojówkę – dzień ćwiczeń, trzy bez.
Nie wiem o co chodzi ale szykuje się jakaś katastrofa jak się nie ogarnę. Liczę, że majowy weekend pozwoli mi zresetować się od codziennych problemów i może chęci do życia/biegu nabiorę.

W tygodniu 16 zrobiłem 4 treningi biegowe (łącznie 38,54 km)+ 1 wyjście na rower (około 4,5 km). W szczegółach wyglądało to tak:

Data: 18/04/2018

Dystans: 11,41 km
Czas: 01:05:36
Średnie tempo: 5:45 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Salming Distance

Połączenie treningu z koniecznością powrotu do domu. Zostawiłem auto u mechanika (pod Oleśnicą), a że nie miał mnie kto odwieźć to sobie do domu pobiegłem. Fajnie mieć taką możliwość/zdolności bo w sumie nie wiem jak bym stamtąd wrócił 🙂
Bieg spokojny bo gorąco było. Dobrze, że wziąłem wodę. Przy okazji zrobiłem drugie podejście do Salmingów, które dostałem jakoś w zeszłym roku. Lepiej trochę niż pamiętałem i może coś z tego będzie.

Data: 19/04/2018

Dystans: 6,21 km
Czas: 00:35:58
Średnie tempo: 5:47 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – EB Brutting Diamond Star

Nietypowy trening ze środy spowodował, że biegłem bez dziennej przerwy. Dziwnie dało mi to w kość 🙁 Szybko (co pisałem wyżej) uznałem też, że będzie. Szkoda, mało ubiegłem.

Data: 21/04/2018

Dystans: 10,92 km
Czas: 01:05:16
Średnie tempo: 5:59 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: GPS NAV Master 2. Buty – Dunlop

Miała być rundka Ludwikowice-Sokolec ale wyszło inaczej.  Za szybko wyszedłem na biegi po obiedzie i niestety mnie natura wezwała w krzaki. Mobilizacja od razu mi siadła i uznałem, że wracam. Zbiegając już w stronę Ludwikowic uznałem, że mogę polecieć szlakiem w lesie (a nie asfaltami). To była dobra decyzja – udało się dokręcić trochę km w trudniejszym terenie.

Data: 22/04/2018

Dystans: 10,00 km
Czas: 00:59:16
Średnie tempo: 5:56 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: GPS NAV Master 2. Buty – Dunlop

Kółko Ludwikowice-Jugów. Jedno z moich łatwiejszych więc niezbyt nawet jest tu co pisać. 10 km obleciałem i spocząłem na laurach.

TRENING (TYDZIEŃ 15/2018)

Trening Biegowy

Tydzień 15 nie wprowadził niestety żadnych wielkich rewolucji biegowych. Pierwsze 2 treningi zrobiłem słabe i krótkie. Kiepsko się jakoś zbierałem po przeziębieniu i sił miałem nie za wiele.
Nie martwiło mnie to strasznie bo jeszcze gdzieś do czwartku snułem wizje, iż w Biegu Kreta wystartuje. I kilometry się zrobią 🙂  Głos rozsądku (albo niechęci do tego pomysłu = Żona) zwyciężył i nie wystartowałem jednak. Szkoda trochę ale cóż było to prawie oczywiste już wcześniej.
W weekend zrobiłem więc 2 krótsze (po około 12 km) biegi, by wejść spokojniej w objętości jak w poprzednich tygodniach. Sobotni nawet, nawet, w niedzielę już ciężej. Ale ubiegnięte więc ok :).
W szczegółach było tak:

Data: 09/04/2018

Dystans: 6,26 km
Czas: 00:36:03
Średnie tempo: 5:45 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – EB Brutting Diamond Star

Data: 11/04/2018

Dystans: 7,83 km
Czas: 00:45:24
Średnie tempo: 5:48 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – EB Brutting Diamond Star

Data: 14/04/2018

Dystans: 12,37 km
Czas: 01:15:32
Średnie tempo: 6:06 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: GPS NAV Master 2. Buty – Dunlop

Data: 15/04/2018

Dystans: 13,17 km
Czas: 01:20:12
Średnie tempo: 6:05 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: GPS NAV Master 2. Buty – Dunlop

Bieg Kreta – dylematy przedstartowe

Niesiony polską fantazją wymyśliłem sobie na początek sezonu 2018 (mojego bo roku już trochę przeszło) taki dziwny bieg.
Więcej niż kameralny, ba w sumie nawet nie zorganizowane zawody ale spontaniczny run po górach (z życzliwą pomocą członków Klubu Biegowego Sobotka).
Do Kreta robię w sumie drugie podejście. W 2017 też się zapisałem, ale że nie opłaciłem to uznajmy, iż tematu nie było. Tym razem wpłata (symbolicznych 20 zł na support) była, przygotowania jakieś też więc… no właśnie.

W swojej karierze biegowej jeśli już na zawody się zapisywałem to mimo obaw, słabego przygotowania biegłem zawsze aż do końca. Raz, czy dwa opłaciwszy imprezę wystartować nie dałem rady (np. po szpitalu w zeszłym roku) ale to inny temat. Usprawiedliwiony byłem. Tu natomiast coś poszło nie tak. Powiem wprost – czuję, że to wielkiego sensu nie ma. Staram się poukładać temat w głowie i coś mi nie idzie. Pozostanie chyba się pierwszy raz poddać. No chyba, że jednak sam się jakoś racjonalnie przekonam.

A jest tak:

  • Idea startu na 110 km, na powiedzmy początku roku biegowego, jest sama w sobie dziwna. Ułańska fantazja faktycznie mi to do głowy podała. 2017 w sumie był rokiem straconym. OK, od stycznia się trochę ogarnąłem i biegam regularnie. Zwiększam dystans, walczę z wagą i postępy są. W marcu przebiegłem już łącznie 226 km. No i fajnie ale ciągle to trochę mało by ładnie ogarnąć 110 km po górkach.
  • Po górkach i … na własną rękę. No własnie. Nawigator ze mnie słaby, a tu leciał będę na 100% sam. Przy 20-30 startujących szansa by się do kogoś podłączyć znikoma. Już widzę się na szlaku. Tu wstążeczek organizatorów nie będzie żadnych.
  • 110 km to nie mało. Chyba 🙂 Ostatni taki bieg w 2016 (DFBG 130 km) zniszczył mi stopy dokumentnie. Tydzień prawie nie łaziłem czekając aż się bąble wygoją. Fakt teraz buty, skarpetki mam lepsze ale dla odmiany w terenie mogą być resztki śniegu, pewnie dużo wody. Ciekawe czy nie wyjdzie na to samo. A tym razem urlopu nie mam. W poniedziałek trzeba się stawić do roboty.
    Kolejne biegi, które traktowałem poważniej mam w czerwcu. Zastanawiam się czy regeneracja po tak dużym obciążeniu nie spowoduje, że i w kolejnych pobiegnę źle. Myślałem nawet czy nie potraktować Kreta treningowo i pobiec np. 50 km i dać spokój (chociaż to mocno wbrew mnie).
  • Luz i taniość biegu (20 zł nie majątek jak przepadnie) dodatkowo uśpiła moją czujność. Szkoda mi się zrobiło urlopu w piątek i uznałem, że co będę brał wolne. Po robocie sobie odpocznę, pośpię i Żona mnie zawiezie na start (03:00). No i fajnie tylko mistrz (ja) nie ogarnął, iż na start się autem nie podjedzie. Yyyyy… podejść trzeba jakieś 2 godziny z każdej strony  Śnieżnika. No błysnąłem organizacją. Dobrze, że chociaż odkryłem to 7 dni przed a nie w piątek wieczorem 🙂 🙂
  • Moja Żona mimo, że dobra kobieta jest, swoją szpilę też mi wbiła. Wyszło, iż biegam w sobotę a to data jej urodzin. Ale wtopa, tak sobie zorganizować weekend nie?

    Wszystko powyżej mówi mi, że pomysł startu jest głupi. Biegł będę po przysłowiową pietruszkę. Zmorduje się, zgubię pewnie a jeszcze na dobitkę pogorszę relacje rodzinne. O rany!
    W sumie wypadałoby już nie ciągnąć ale dać spokój.  Głowa mi jednak protestuje trochę – porażka przed sobą, swoimi założeniami i planami. Nie zwykłem poddawać się na starcie.
    Trochę męczy nie też enigmatyczne info „organizatorów”, że ten bieg może już być ostatnim. To chyba w sensie, że chcą go w kolejnych latach trochę bardziej skomercjalizować a nie zlikwidować ale kto wie.
    No i co robić – jak nic nie wiedziałem na początku to nie wiem dalej…

TRENING (TYDZIEŃ 13+14/2018)

Trening Biegowy

Kolejne 2 biegowe tygodnie za mną. O ile pierwszy (świąteczny) śmiało mogę uznać za udany to kolejny wyszedł słabiutko. Złapała mnie jakaś choroba i udało mi się wymęczyć tylko jeden bieg! Katastrofa jakaś, bo wytrwałem całą zimę, a poległem u przednówka wiosny.
Poza biegowe projekty zajęły zaś tak skutecznie mój czas, iż znów spóźniłem się z wpisem biegowym. Z perspektywy czasu, mam dylemat czy warto opisywać teraz wszystko zwyczajowym tokiem. No i chyba nie ma, bo i detali nie pamiętam i odczuć „około biegowych” też. Będzie więc krótko.
Finalnie zaś. Nie wszystkie rzeczy idą tak jak bym chciał. Co gorsze mam wrażenie, że dzieje się tak prawie zawsze jak już blisko mam do jakiegoś wyzwania – tu w kontekście Biegu Kreta jaki w sobotę. No nic, temu poświęcę kolejny wpis, a teraz już krótko o tym co dokonało się w ostatnich 2 tygodniach.

Tydzień 12 – 49,16 km przebiegnięte.
27/03/2018. Dystans: 8.88 km, Czas: 51:31, Średnie Tempo: 5:48 min/km

29/03/2018. Dystans: 8.15 km, Czas: 43:39, Średnie Tempo: 5:21 min/km
31/03/2018. Dystans: 22.02 km, Czas: 2:48:20, Średnie Tempo: 7:39 min/km
01/04/2018. Dystans: 8.88 km, Czas: 1:00:16, Średnie Tempo: 5:57 min/km

Zrealizowałem 4 treningi. Dwa pierwsze to biegi krótsze (ach to lenistwo!). By nie uznać je za stracone staram się ostatnio, by ostatni kilometr biec sporo większym tempem niż reszta. Jest to różnica około 5:50 (spokojne) a 4:30 (szybszy odcinek) czyli sporo jak na mnie. No biegnie się, ale odczucia mam, że trochę taki zamulony jestem. Ciekawe jak takim tempem wszedłby dłuższy dystans. Trzeba spróbować…
Biegi weekendowe zaś to znów długie wybieganie (ponad 22 km) i dzień po nim lekki trening.
Tu jestem zadowolony. Długie wybieganie wygląda na słabe tempowo ale… wybiegłem na Wielką Sowę, czyli pierwsze 10 km ciągiem pod górę 🙂 Dużym utrudnieniem okazało się podłoże. Na Sowie śnieg! Zbity, zlodowacony i płynący wodą. W pewnym momencie stanąłem i nie dało już rady zrobić ani kroku. Zjeżdżałem w dół 🙂 Dalszą część drogi jak inni turyści pokonałem lasem, omijając szlak. Szczęśliwie droga w dół była lepsza. Śnieg już bardziej świeży i dało się biec.

Tydzień 13 – 9,04 km przebiegnięte.
04/04/2018. Dystans: 9.04 km, Czas: 59:37, Średnie Tempo: 6:36 min/km
Nie wiem o co chodzi ale pod koniec świąt Żonka moja trochę narzekała na gardło, a syn wyśmienicie smarkał. Niby trzymałem się dobrze ale już we wtorek – oho, coś źle. Czuję gardło, zaczyna coś mnie rozkładać.
Na środowy bieg wyszedłem ale od startu szło słabo. Zdrowie j.w. Co gorsza jeszcze włączyło się wiosenne słonce, skok temperatury na 20 stopni a ja ubrałem się jak idiota. Softshell, termiczna koszulka, czapka i rękawiczki! Rękawiczki zdjąłem po kilometrze, w reszcie zalewając się potem musiałem biec. Szybko wyschło mi w gardle, trasa wymęczona. Biegałem pod Oleśnicą po terenie więc nie warto patrzyć, iż słabiutkie tempo.
Niby w kolejnych dniach się całkiem nie rozłożyłem, ale nic lepiej zdrowotnie nie było i dałem spokój z bieganiem. Niestety, tydzień w plecy.

TRENING (TYDZIEŃ 11+12/2018)

Trening Biegowy

Ostatnie 2 tygodnie to trochę słabszy okres biegowy. Psychicznie coś zmęczyła mnie praca (w tygodniu) i co gorsze przełożyło się to na treningi. No nie chciało mi się iść biegać i już 🙁 Zanotowałem też awarię samochodu, co popsuło mi plan treningów 🙂 (no tak, zanim mnie ojciec odholował to zeszło).  Szczęśliwie weekendowe bieganie nie było skażone lenistwem więc jakieś tam numery zanotowałem. Łącznie pokonałem:
Tydzień 11 – 49,39 km
Tydzień 12 – 53,19 km

Data: 13/03/2018
Dystans: 11,04 km
Czas: 01:07:35
Średnie tempo: 6:07 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – EB Brutting Diamond Star

Bez sensacji. 2 kółka po Oleśnicy.

Data: 15/03/2018
Dystans: 6,23 km
Czas: 00:33:32
Średnie tempo: 5:23 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – EB Brutting Diamond Star

Mniej ale szybciej. Jedno kółeczko po Oleśnicy.

Data: 17/03/2018
Dystans: 12,34 km
Czas: 01:16:28
Średnie tempo: 6:12 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: GPS NAV Master 2. Buty – Dunlop

Weekend no i górki. W sumie po asfaltach bo ostatki zimy nie zachęcały do biegów poza utwardzonym szlakiem 🙂 Bieg rozruchowy, nie szalałem z kilometrami.

Data: 18/03/2018
Dystans: 19,77 km
Czas: 02:10:28
Średnie tempo: 6:36 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: GPS NAV Master 2. Buty – Dunlop

W końcu dłuższe wybieganie. Prawie 20 km. Spokojnie leciałem i weszło.

Data: 21/03/2018
Dystans: 6,27 km
Czas: 00:38:01
Średnie tempo: 6:04 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – EB Brutting Diamond Star

Oleśnica. Mimo niechęci życiowej wyszedłem chociaż to jedno kółko pokonać. Pokonałem – i tylko tyle dobrego można napisać.

Data: 22/03/2018
Dystans: 7,88 km
Czas: 00:45:30
Średnie tempo: 5:46 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Adidas Galactic Elite M

Kolejny słabszy dzień. Znów mi się nie chciało. By chociaż trochę zagłuszyć moralnego kaca ostatnie kilometry pobiegłem szybciej.  No, w cudzysłowiu bo ledwie 05:25. Oj, szybkośc w tym roku to moja słaba strona. Trzeba będzie nad tym lepiej popracować po Biegu Kreta.

Data: 24/03/2018
Dystans: 17,06 km
Czas: 01:41:00
Średnie tempo: 5:55 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: GPS NAV Master 2. Buty – Dunlop

Wyspałem się, trochę odpocząłem i od razu efekty widać. Sobotni bieg, mimo, że na górskiej trasie wszedł w tempie 5:55. Wow, nieźle.

Data: 25/03/2018
Dystans: 21,97 km
Czas: 02:22:12
Średnie tempo: 6:28 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: GPS NAV Master 2. Buty – Dunlop

Ryzykowne zagranie ale zdecydowałem się na długi dystans. Raz by podratować kilometry, dwa by w końcu wydłużyć dystans, a trzy by zobaczyć jak będzie lecieć się na zmęczeniu. Wyszło tak:
– kilometry uratowane :),
– dystans wydłużony. Pierwsze 2x w tym roku :),
– zmęczenie było. Mimo, że od początku pilnowałem wolnego tempa to po 10 kilometrze nóżki już czułem. Wiosennie było więc szczęśliwy jestem, że przewidziałem to i wziąłem wodę + żel. Oj bez tego ciężko by było.
W czasie treningu zanotowałem trzy drobne przerwy – na spacerek w czasie jedzenia żelu, a resztę na wysypywanie z butów kamyków (niestety, Dunlopy słabe są pod tym względem, non stop coś do buta wyłapuję). Przerwy były jednak pod kontrolą więc ok.
Podsumowując – dobrze. Dałem radę.

Sportowe rękawiczki zimowe – Aldi

Logo strony Test Sprzetu

Sportowe rękawiczki zimowe Dam/Męs – Aldi

Zaskoczyła mnie wiosna 🙂 bo poniższy tekst pisałem w ostatnich dniach zimy.  Nie będę już jednak wiele zmieniał –  będzie jak znalazł za rok.

Jako, że jest zima to musi być zimno (cytując klasyków). Mądrzejszy o doświadczenia z poprzednich sezonów dbam by jednak nie mrozić ważnych elementów siebie (szyja, ręce) i jednym ze standardów jakie używam są rękawiczki.
Nie jestem tu wybredny. Dawno temu podczas zimowych biegów używałem zwykłych wełnianych rękawiczek. Nie mogę powiedzieć o nich absolutnie złego słowa ale z czasem wymieniłem je na lekkie, biegowe rękawiczki z Lidla. To też mi pasowało i używałem je naprawdę w szerokim spektrum temperatur. Od kilku na plusie do  kilku stopni na minusie. Pewnie używałbym ich do tej pory ale w zeszłym roku uszkodziłem palec i niestety strasznie czuły zrobił się na temperatury. Gdy słupek rtęci termometrów zatrzymał się na minusie to marzł, sztywniał, przeszkadzał. Źle :(, szkoda zrobić mu krzywdę do końca, więc czym prędzej postanowiłem zainwestować w coś solidniejszego.

Jako, że w końcówce zeszłego roku rękawiczki pojawiły się w Aldi to uznałem, że je zakupię. Kosztowały coś koło 30 zł więc akceptowalnie. Solidny ich test wypadł w dobrej porze – bo przy okazji niedawnych mrozów. Jak było to przeczytacie poniżej.

Obrazek z tym co pisze o nich sam producent:

Rękawiczki Aldi - ulotka
Rękawiczki Aldi – ulotka

Pierwsze wrażenie
Rękawiczki prezentują się faktycznie sportowo. Czarne z żółtymi wstawkami i odblaskowym paskiem na grzbiecie dłoni. Od środka mają pseudo skórzane naszywki, w jednej z nich mieści się żelowa wkładka.  Materiał całości przyjemny, lekko śliski – ot taki jak wiele softshellowych ciuchów. Dla kontrastu kciuk wykończony jest od środka dłoni materiałem w fakturze zamszu.
Wkładka wewnętrzna wykonana jest w podobnym stylu jak wykończenie kciuka.  Sprawia to przyjemne wrażenie, jest miłe w dotyku.
Rękawice posiadają plastikowy karabinek (często jest coś takiego w rękawiczkach narciarskich) pozwalający złączyć je razem. Ot by ich nie zgubić.
Na mankietach mamy rzepowy ściągacz którym można ułatwić sobie zakładanie ich, jak i później dopasować rękawicę do przedramienia.

Rękawice zimowe Aldi
Rękawice zimowe Aldi
Rękawice zimowe Aldi
Rękawice zimowe Aldi

Wykonanie
Solidne.  Wszystko zszyte równo i mocno. Żadnych niedoróbek, uszkodzeń nie zanotowałem.

Test – użytkowanie
Rękawiczki są wyraźnie grubsze i sztywniejsze niż leciutkie biegowe rękawice z Lidla (jakie mam). Po wciśnięciu ich na rękę czuć ich grubość. O precyzyjnych pracach można zapomnieć ale przy odrobinie wprawy da się nacisnąć guziki w Suunto Ambit więc tragedii nie ma.
Użytkowanie w mocnych mrozach (ponad -10) wypadło znakomicie. Było mi ciepło w ręce/palce w całym czasie biegu (od około 1 do 1,5 godziny). Ba, nawet ręka w środku była lekko spocona.
Wiatroodporność wypadła dobrze, nic z czynników zewnętrzynych mi nie przeszkadzało.
W sumie same plusy. A minusy? Zanotowałem jeden związany z potliwością rąk w rękawicy. Dopóki mamy je na dłoni jest ok. Jeśli jednak przyjdzie nam do głowy je zdjąć to późniejsze założenie to już męka. Wewnętrzna rękawiczka trochę wyłazi i trzeba się zmęczyć by palce znów trafiły na swoje miejsce.

Podsumowanie
Rękawiczki przez zastowowane w nich patenty najbardziej kojarzą mi się z rękawicami narciarskimi i pewnie takie jest ich właściwe przeznaczenie. Nie jest to jednak żaden minus i podczas biegania też sprawdzają się bardzo dobrze.
Są ciepłe, nie czuć w nich wiatru. „Mobilność” ręki akceptowalna. Odblaskowe paski świecą mocno co pozwoli zwiększyć nasze bezpieczeństwo np. podczas biegów po zmroku. Polecam.

W pogoni za marzeniami