Archiwa tagu: bieganie

City Trail 2016 (Wrocław) – Bieg 02/06 (12/11/2016)

Logo City Trail 2016

Tegoroczna edycja to już mój trzeci City Trail. Żeby nie było za nudno, tradycyjnie wystartowałem odpuściwszy biegi z zeszłego roku (wychodzi więc start mniej więcej co dwa lata).

Dylemat mam tu trochę czy opisywać ten bieg od strony organizacyjnej. Dla mnie nie jest on żadną nowością, wydaje mi się, że większość biegaczy też o nim słyszała. Skupmy się więc na stronie sportowej 🙂

Ponieważ pierwszy bieg cyklu kolidował mi z innymi zawodami, listopadowe 5 km miało być tegorocznym debiutem na tym dystansie. Z jednej strony miałem spore obawy czy 10 km Bieg Niepodległości (dzień wcześniej) nie osłabi mojej dyspozycji, z drugiej czułem, że tym razem czasy będą dużo lepsze niż w poprzednim cyklu.
Z optymistycznej matematyki wyszło mi, że może wyjdzie 20 min? 🙂

Na miejsce biegów przybyliśmy z rodzinką dość wcześnie bo zapisałem synka na biegi dzieci (najmłodsza kategoria). Mały bąk zadowolony, wcześniej trenował do tego biegu sumiennie biegając z mamą po ulicy koło domu.
Że sił mu nie zabraknie to byłem pewien bałem się bardziej, że się może w tłoku dzieci przewróci, może będzie ostatni i strzeli focha nie chcąc biec dalej 🙂 Z tego powodu opowiadaliśmy mu, że biec będziemy wolniutko, miejsce nie jest ważne a zobaczy jak to jest i najwyżej w kolejnych biegach poleci szybciej.
Na szczęście nic negatywnego miejsca nie miało.  Spokojnie sobie truchtał by w końcówce przyśpieszyć. Podczas biegu dopytywał się zdziwiony czy może wyprzedzać 🙂

Po tym wyczynie, jako że było zimno, rodzinnie udaliśmy się posiedzieć w aucie, a przed biegiem głównym sam poszedłem na start.
Wiadomo solidna rozgrzewka, a po niej ustawiłem się na strefie 22 min.
Start i lecimy 🙂
Organizatorzy cieszyli się, że we Wrocławiu pobiją kolejny rekord frekwencji (pobili, było 491 osób na mecie). Niestety statystyki może i fajne ale to już za dużo jak na początek tego biegu. Mocno trzeba było uważać na parkowej alei by na kogoś nie wpaść. Biegacze momentami blokowali, biegli wolniej i trzeba było szarpać tempo by wyprzedzić. Po około 1 km się przerzedziło,  wolniejsi zostali z tyłu a szybsi odskoczyli. Tu już biegło się w miarę komfortowo.

City Trail 2016 Wrocław
Cóż za lot nad ziemią 🙂

Po tym dystansie wyszło mi, że z tymi 20 minutami coś mnie poniosło i w życiu tak szybko teraz nie pobiegnę 🙂 Błąd w obliczeniach wziął się z tego, iż wydawało mi się, że w Twardogórze biegłem po ~04:35 na km (a to 10 km) no to tu mogę biec po 04:00. Taaa, tylko tam biegłem nie po 04:35 a bliżej 04:55. Różnica kolosalna.
Patrząc na międzyczasy we Wrocławiu robiłem po około 04:39. Mogło by być lepiej niemniej i tak zadowolony jestem. Pokrywa się to z moimi wynikami na innych dystansach więc ok. Na mecie zameldowałem się po 23:15 i zająłem 169 miejsce.

Fajny bieg. Planuję utrzymać podobne wyniki i na kolejnych (a może uda się lepiej?). Zobaczymy. Może wtedy w generalce wpadnie jakieś lepsze miejsce. Nie na podium ale przynajmniej bliżej numerów dwucyfrowych 🙂

5 Górski Bieg Niepodległości – 11/11/2016

5 Górski Bieg Niepodległości

5 Górski Bieg Niepodległości – 11/11/2016

Kolejny z biegów, które lubię i staram się w nich zawsze wystartować.  Nie będę pewnie bardzo obiektywny ( bo częściowo organizują go osoby z naszego klubu + wpisowe mam darmowe) ale jednak uważam, że przygotowany jest dobrze.  Mimo, że zawody te odbywają się w małej miejscowości to naprawdę nie ma się czego wstydzić, a dodatkowe walory biegowe (trasa wymagająca i malownicza) dodają mu uroku. Podsumować można by go już tu, że warto wystartować, no ale coś tam o biegu jeszcze skrobnę 🙂

Przechodząc więc do spraw przyziemniejszych 🙂 Logistykę około-biegową opisywałem przy okazji poprzednich edycji:

Bieg Niepodległości Ludwikowice Kł. 2015

Nie ma więc sensu tu się jakoś specjalnie powtarzać. Znaczących ulepszeń nie zauważyłem, szczęśliwie ewidentnych minusów też. Rejestracja, przybycie, odbiór pakietu poszły sprawnie no i można było szykować się do biegu.

Prognozy na ten dzień były pozytywne. Pogoda spłatała jednak biegaczom psikusa i spadł dzień wcześniej śnieg. W połączeniu z rozmiękłymi drogami dało to wymagające podłoże. Ci co nie wzięli terenowych butów musieli być chyba niezadowoleni.

Po załatwieniu niezbędnych formalności, pozostały do startu czas poświęciłem na luźne dyskusje ze znajomymi. Biegło nas kilkanaście osób z klubu, 2 z mojej rodziny więc na nudę nie dało się narzekać. Poprzekomarzaliśmy się kto kogo odstawi, a kto nie da rady.
Ciekawostką jest fakt, że w tłumie biegaczy sporo zauważyłem tych samych, lokalnych zawodników. Biegając w tych rejonach, sporo osób kojarzę już wizualnie widać więc, że ekipa startująca wszędzie w większości jest ta sama 🙂 No ale nowe osoby też oczywiście były, czyli ciągle biegi znajdują kolejnych wielbicieli 🙂

Ostatnie 20 min. przed startem to rozgrzewka. Trochę w miejscu, trochę truchtu. Od ostatnich kłopotów z nogami przywiązuję teraz do tego większą wagę . Widać jak to człowiek uczy się po szkodzie 🙂

Zwyczajowo przed samym startem hymn, przemówienie Wójtowej i poszło. Wystartowali.

5 Gorski Bieg Niepodleglosci
Moment startu

Nauczony zeszłym rokiem pamiętałem tym razem o strategii. Ponieważ pierwszy kawałek (około 1,5 km) to wspinaczka pod górę ruszyłem więc ostrożnie i wolno.  Tempo około 07:27 pierwszy km, później 06:02 na drugim. Pilnowałem by nie rwać i się nie zajechać już tutaj.

5 Gorski Bieg Niepodleglosci
Pierwszy podbieg

Gdy się wypłaszczyło przyśpieszyłem. Kilometry 3-5 weszły w 5:19, 5:16 i 4:50. Dobrze to szło, dawałem radę.

Po tym, 3 kilometrowym oddechu, znów zaczęło się podejście. Około 2 km dość sporej górki na której początkowo biegłem, ale w końcu uznałem, że nie ma sensu się mordować. Przeszedłem do marszu. Mój bieg wcale szybszy tu by nie był a sił jednak poszłoby dużo więcej. Wspinaczka dokonała się w 06:21 i 06:53.

Jak to w życiu bywa po górce nastąpił zbieg (bardziej to wypłaszczenie ale ok). Szybciutki kilometr w 05:29 by rozpocząć najtrudniejszy moment trasy. Wspinaczkę na Górę Włodzicką (757 m n.p.m.).

5 Gorski Bieg Niepodleglosci
Na szczycie Gory Wlodzickiej

Tutaj już żartów nie było. Solidne ~1 km podejście zrobiłem w 08:29). Za szczytem niestety nie było najlepiej. Bardzo stromy zbieg przez kilkaset metrów nie pozwolił się od razu rozpędzić. Mimo trailowych Adidasów czułem się na nim mocno niepewnie i truchtałem wolniuteńko. Gdy zrobiło się bardziej płasko ruszyłem „z kopyta” robiąc kolejny km w 04:26. Pędziłem ładnie, dodatkowo motywowany tym,  że czułem na plecach oddech 🙂 kolejnego biegacza. Niestety końcówka biegu mimo, że z górki prowadziła po takim błocie, że hej. Spękałem trochę i zwolniłem. Osoba za mną wykorzystała to i wyprzedziła mnie. W sumie jednak nie żałuję, bo za chwilę w błocku/koleinach wygięło mi nogę tak,  że przez moment myślałem, że znów skręciłem kostkę. W pełnym pędzie pewnie byłoby już po zawodach, tu poczułem trochę bólu, ale dawałem rade biec dalej. Coś sobie nadwyrężyłem to fakt,  bo czułem to miejsce w późniejszych dniach (ale nic nie napuchło i biegać chodzić mogę. Uff.).

 Całość biegu skończyłem w około 01:02:04 wg wskazań mojego Suunto. Nie da się tego bezpośrednio porównać z poprzednimi edycjami bo co rok trasa jest inna ale w mojej ocenie zacnie

Po biegu zasłużony medal :), ciepły posiłek i dopchanie się ciastem, herbatą. Ciasta wyszły świetne, smakowały mi. Ponieważ losowania nagród miały być dla osób spoza powiatu to już na koniec nie czekałem, ale wraz z resztą rodziny udaliśmy się do domu.

5 Gorski Bieg Niepodleglosci
A na mecie czekaly takie specjaly 🙂

Szybko podsumowując całość. Bieg dla mnie ok. Pod względem sportowym jak i organizacyjnym.

– Największy minus jaki widzę to brak profesjonalnego pomiaru czasu. Na mecie zapisywano biegaczy ręcznie. Podobno przybiegali wszyscy tak,  że dało się to ogarnąć, ale maniacy cyfr raczej z tego zadowoleni nie będą.

+ Zwolenników ostrej rywalizacji z pewnością ucieszył fakt, że w tym roku bieg ściągnął naprawdę sporo utalentowanych biegaczy, gdyż jak dobrze zrozumiałem był jednym z tych, na których punkty mogą zdobyć zawodnicy Ligi Biegów Górskich Dare 2B. Najlepsi wyniki wykręcili niezłe, chciałbym kiedyś móc tak „latać”.

+ Większa niż w poprzednim roku liczba biegaczy była jeszcze do ogarnięcia przez organizatorów, na trasie też przesadnego ścisku nie było. To plus bo w niektórych zawodach ludzi jest po prostu za dużo. Niemniej w przyszłym roku będzie limitacja miejsc (do 200 jak słyszałem). Może to i dobrze. Dzień później biegłem we Wrocławiu w CT, gdzie na trasie było raczej już ciasnawo.

TRENING (TYDZIEŃ 45/2016)

Trening Biegowy

Po solidnym tygodniu 44, 45 nie porażał ilościami kilometrów. Obijałem się treningowo, za to uczestniczyłem w dwóch zawodach 🙂 Dyspozycja na nich okazała się dobra, wyniki zanotowałem całkiem, całkiem.

Data: 08/11/2016

Dystans: 8,15 km
Czas: 00:43:02
Średnie tempo: 5:17 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Nike LunarSwift +4

Bieg jak ja to mówię na odmulenie. Wykonany w sporo szybszym tempie niż zwyczajowe treningi przy czym każdy kolejny kilometr szybciej od poprzedniego. Fajnie.

Data: 11/11/2016 – Górski Bieg Niepodległości w Świerkach

Dystans: 10,32 km
Czas: 01:02:04
Średnie tempo: 6:01 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Adidas Kanadia TR6

Bieg w stylu anglosaskim. Zadowolony jestem z dyspozycji w nim, opiszę go (jak i kolejny z soboty) w osobnej relacji.

Data: 12/11/2016 – City Trail Wrocław – Bieg 2/6

Dystans: 4,70 km
Czas: 00:23:16
Średnie tempo: 4:57 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Adidas Kanadia TR6

W tym roku znów naszła mnie chęć pobiegać w City Trailu. Pierwszy bieg niestety kolidował mi z innymi zawodami ale teraz już koniec obijania startował będę cyklicznie. Miałem (nierealne) zakusy na 20 min, ale i tak wyszło bdb.

TRENING (TYDZIEŃ 44/2016)

Trening Biegowy

Miniony tydzień o dziwo zamknął się całkiem ładną liczbą 59,33 km. Jednak sporo wolnego = więcej chęci i możliwości by pobiegać. Pokonany dystans dokonał się w 5 treningach, które wyglądały tak:

Data: 31/10/2016

Dystans: 12,25 km
Czas: 01:14:57
Średnie tempo: 6:07 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Crivit (Nike 2015)

Ponieważ noga trzymała się całkiem zdrowo, a poprzednie biegi nie spowodowały nawrotu urazu, udałem się na troszkę dłuższy bieg po Sowigórskich okolicach. Tempo spokojne ale trochę górek pokonać się udało.

Data: 01/11/2016

Dystans: 8,31 km
Czas: 01:05:39
Średnie tempo: 7:54 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Crivit (Nike 2015)

Po „mocniejszym” akcencie  31/10 kolejne biegi z Żoną. Spokojnie zrobiliśmy 8 km, ot tak na rozruszanie nóg.

Data: 03/11/2016

Dystans: 8,16 km
Czas: 00:46:24
Średnie tempo: 5:41 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Nike LunarSwift +4 

Tym razem asfaltowy odcinek pod Oleśnicą. Wystartowałem troszkę szybciej niż ostatnio i nawet to szło. Trasę pokonałem negative splitem 🙂 Co kilometr to trochę szybciej (pod koniec po 05:30).

Data: 05/11/2016

Dystans: 9,99 km
Czas: 01:00:01
Średnie tempo: 6:00 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Crivit (Nike 2015)

Powrót w góry,  aczkolwiek całość po asfalcie. Późno wybrałem się na ten bieg (ciemno już było) i finalnie zwyciężyła opcja lekkiej i przyjemnej trasy ~10 km (około 3 km w górę, reszta lekko z górki). Dobry bieg i gdyby nie wspomnienie o obiedzie 🙂 mogło być jeszcze lepiej.

Data: 06/11/2016

Dystans: 20,62 km
Czas: 02:11:11
Średnie tempo: 6:22 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Crivit (Nike 2015)

Ostatnie tygodnie, mocno nieregularne i z małym kilometrażem nie zawierały praktycznie żadnych dłuższych wybiegań. To źle :(, czułem to i zdecydowałem się jednak coś większego polecieć.
Trochę ponad 20 km pobiegłem, ale szło ciężko 🙁 Nie wiem czy to zasługa słabszych treningów w poprzednich tyg. czy jednak trudy bieżącego (w sumie podwoiłem dystans w porównaniu do poprzednich). Nogi miałem ciężkie, psychika podpowiadała by pospacerować. Jednak z wybiegań nie można rezygnować bo później trzeba za to odpokutować.

TRENING (TYDZIEŃ 43/2016)

Trening Biegowy

No to lecimy 🙂 Podsumowanie ostatniego tygodnia. Ubiegałem 24,85 km, były 3 treningi. Słabo, ale na swoje usprawiedliwienie powiem, że przytrafiła mi się kontuzja i drastycznie zmniejszyłem kilometraż, tak by nie pogłębić urazu.
Statystki ratuje trochę cały październik, bo na liczniku pojawiło się 208 km. Ale i tu bez 83 km UltraKotliny, wynik były marniutki.

Data: 25/10/2016

Dystans: 06,27 km
Czas: 00:40:48
Średnie tempo: 6:30 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Nike LunarSwift +4

Nie wiem jak to się stało ale podczas tego biegu zaliczyłem swoją pierwszą, niespowodowaną warunkami zewnętrznymi, kontuzję.
W planie miałem 2 zwykłe kółka po Oleśnicy. Wystartowałem spokojnie, wolno kręcąc kilometry. Po około 5,5 km nagle ostro ni to zakłuło mnie, ni to złapał mocny skurcz w tyle lewej nogi (mięsień dwugłowy uda?). Aż stanąłem i zacząłem rozmasowywać te okolice zdziwiony o co chodzi. Przy tym tempie i kilometrach skurcz to chyba niemożliwe, zresztą nie chciało odpuścić znaczy coś poważniejszego 🙁
Niestety przy próbie biegu noga bolała, iść jakoś mogłem. Doszedłem jeszcze te 500 metrów ale, że nie przechodziło to dałem spokój i wróciłem do domu.
Tutaj zacząłem solidnie (ale wiadomo, z głową :))  nogę rozmasowywać, rozciągać. Posmarowałem też nagrzewającą maścią (pewnie lepsza byłaby chłodząca ale takiej nie miałem). Do końca dnie siedziałem już spokojnie i się regenerowałem.
Skąd mi się to zrobiło to nie wiem do dzisiaj 🙁 Faktycznie po całym dniu siedzenia w pracy, rozgrzewkę przed biegiem odwaliłem i skłaniam się ku temu. Ale czy to jedyna przyczyna – dyskusyjne. W końcu 5 km w nogach już miałem, powinno chyba szybciej złapać jak coś.

Data: 26/10/2016 – Testy butów Salomon

Dystans: 08,49 km
Czas: 00:59:48
Średnie tempo: 7:02 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Nike LunarSwift +4

Poranek i większość tego dnia to wielki znak zapytania co robić. Zapisałem się wcześniej na testy Salomona, potwierdziłem przybycie ale bieganie w takim stanie to średni pomysł( tym bardziej, że niedługo kolejne dłuższe dystanse).
Noga podczas chodzenia w sumie mi nie przeszkadzała i to przeważyło, że jednak pojadę.
Szczęśliwie biegi były w tempie więcej niż wolnym, co pozwoliło mi je przetrwać bez większego uszczerbku.
Na 4 zrobione jednak kółka z każdym kolejnym zaczynałem mięsień jednak czuć coraz mocniej. Pierwsze kółko nic, drugie już zaczyna coś lekko się spinać,  a trzecie i czwarte czułem ale bez hardcore-u.
Po bieganiu była naprawdę solidna porcja rozciągnięć i stwierdzam, że to mi pomogło. Czułem się dużo lepiej.
Profilaktycznie jednak uznałem, że teraz pora przystopować z biegami. Nogę oszczędzałem, smarowałem maściami rozgrzewającymi i tak sobie odpoczywałem.

Dystans: 10,08 km
Czas: 01:20:40
Średnie tempo: 7:58 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Crivit (Nike 2015)

Po kilku dniach odpoczynku, próbne bieganie zrobiłem ze swoją małżonką. Wolniutko oblecieliśmy 10 km.
Noga ok, nic nie rwało, nie bolało. Miałem ją tylko lekko sztywniejszą. Przy okazji chyba przenosiłem obciążenia na inne mięśnie bo na końcu bolała mnie lewa połowa tyłka. Ups 🙂
W kolejnych treningach, jak na razie, jest ok więc liczę, iż to chwilowy spadek formy.

Testowe bieganie – Salomon Speedcross 4

Logo strony Test Sprzetu

Kilka tygodni temu zapisałem się internetowo na test butów Salomon Speedcross 4 (testy sponsorowane przez InterSport). Po zapisach nastąpił okres ciszy :), zapomniałem nawet kiedy to miało być, ale finalnie dostałem wiadomość z przypomnieniem o wydarzeniu.
Jak już coś zaplanuję to staram się to zrealizować więc nie pozostało nic innego jak pojechać do Wrocławia (bo tam miał mieć miejsce test).
Przybywszy na miejsce, okolice Hali Orbita, przebrałem się w biegowe ciuchy i rozpocząłem poszukiwania gdzież to będzie ten event. Łażę trochę w lewo, trochę wprawo nikogo nie widać 🙂 Ale wreszcie ufff.. jest. Widzę auto oklejone reklamami sponsorów więc trafiłem tam gdzie trzeba.

Prowadzącą test była Natalia Tomasiak (jak doczytałem później całkiem utytułowana biegaczka). Po chwili pojawili się inni zapisani uczestnicy. W zawrotnej liczbie… 3 osób 🙂 Łącznie z prowadzącą było nas więc 5 szt, co okazało się swoistym (chociaż niezbyt chlubnym) rekordem.

No cóż, nie ilość ale jakość się liczy więc po słowie wstępnym pozostało założyć buty – Salomon Speedcross 4 i zegarek Suunto Spartan (oprócz butów można było potestować również jego).

Spokojnym truchcikiem podążyliśmy do parku gdzie nastąpiła solidna rozgrzewka i testowe okrążenia (4 jak dobrze liczę). Na koniec porcja ćwiczeń rozciągających, chwila dyskusji o sprzęcie, wręczenie pamiątkowego giftu (soft cup Salomona) i można było jechać do domu.

E… no dobrze, napiszę może jak wypadło testowanie, bo może kogoś to zainteresuje 🙂

Salomon Speedcross 4.
Salomony to buty dość specyficzne. Ciężko opisać komuś, kto nigdy ich nie używał ale w dużym skrócie to but na ciężkie warunki terenowe – błoto, śnieg, szuter. W lekkim terenie, skałach raczej się nie sprawdzają bo ich kolce „unoszą”nas nad ziemią i wcale stabilni nie jesteśmy.
Ich żywiołem jak pisałem jest naprawdę wymagający teren i tu warto je mieć. Dobrze trzymają stopę, solidna cholewka zabezpiecza przed czynnikami zewnętrznymi a przy tym są wygodne nawet na długich trasach.
Porównując model nr. 4 z jego poprzednikiem wielkich zmian nie zauważyłem. Bucik sztywny, dość wąski (mi to pasuje bo mam szczupłą stopę). Na asfalcie biegło się „powyżej” gruntu, w terenie już wygodniej (mimo, iż było sucho, a alejki parkowe ubite).
Godzinka biegania (około 9 km) nie zaowocowała żadnymi obrażeniami. Nic sobie nie obtarłem, nie uszkodziłem. Wiadomo to za krótko by coś konkretnego o bucie napisać ale jak dla mnie było ok. Chyba wrócę do swoich Speedcrossów 3 i coś sobie teraz (jesień/zima) w nich też pobiegam.

Suunto Spartan Sport Black
Oprócz butów w udziale testowym przypadł mi taki oto zegarek. Ponieważ miałem na ręku swojego Suunto Ambita miałem go nie brać ale myślę sobie co mi szkodzi pobawić się i tym.
„Czasomierz” zgrabny. Średnicą większy od Ambita, za to bardziej płaski. Wygląda na ucywilizowanego i można by go już nosić codziennie. Z wyświetlonym na ekranie a’la chronografem z daleka nie odróżniałby się od zwykłych sportowych zegarków.
Spartan, wykonany jest solidnie. Materiały sprawiały przyjemne wrażenie w dotyku (pasek, koperta, solidne mineralne szkiełko). Na ręce leżał dobrze, nie przeszkadzał.
Duża różnicę w porównaniu do Ambita widać w ekranie. Tu jest już kolorowy (ale to jeszcze nie poziom ekranów smartfonów), o dużej ostrości. Pikseli nie widać. Co więcej ekran jest dotykowy i nawet to dawało radę obsłużyć.
Wiele więcej o nim nie powiem. Sterowanie w pierwszej chwili wydawało mi się mniej intuicyjne, ale jak już zrozumiałem o co chodzi to po menu nawigowałem. Słabiej podobało mi się wychodzenie z trybu treningu. Po zastopowaniu pokazywał na ekranie opcje wznów/zakończ, naciskałem stosowny guzik i reakcji nie widziałem. Albo coś robiłem źle albo przymulał 🙂
W czasie biegu wskazywał dystans, pikał co km i wyświetlał info o tempie itp 🙂 Miał jednak włączoną chyba jakąś auto-pauzę bo na rozgrzewce mi się wyłączył i musiałem po chwili znów nacisnąć start. Z tego powodu nie mogłem na koniec porównać wskazań z moim Ambitem.
Cóż trzeba by się pobawić więcej by cokolwiek dodać. Na ten moment jednak kasa jaką za niego trzeba dać mnie wyklucza z zakupu, więc raczej nieprędko będę miał okazję Spartana wypróbować 🙂

P.S.
Przy rozciągnięciach na koniec wychodzi jakie mam tyły. Masakra jaki jestem „sztywny” 🙂 Wiek robi swoje i ciężko się wygiąć 🙂 Nie wiem czy to też zasługa butów czy braku koordynacji ale przy stanięciach na jednej nodze bujało mnie jak na morzu 🙂 Trzeba nad tym popracować.

TRENING (TYDZIEŃ 41 +42)

Trening BiegowyZ pewnym opóźnieniem, bo ciężko mi się zebrać ostatnio do wszystkiego, ale uzupełnię dane treningowe.
Niestety w dalszym ciągu treningi takie na „pół gwizdka” i zbyt dużo kilometrów nie nakręciłem. Sytuację uratował ultra-maraton – UltraKotlina70 bo inaczej to w ogóle liczby by nie porażały.

Data: 11/10/2016

Dystans: 09,09 km
Czas: 00:55:52
Średnie tempo: 6:09 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Adidas Kanadia TR7

Pooleśnicki trail. Pokręciłem się trochę po lasach i polach, testując ubrania w których chciałem pobiec na UltraKotlinie 70.

Data: 13/10/2016

Dystans: 09,11 km
Czas: 00:56:11
Średnie tempo: 6:10 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Nike LunarSwift +4

Powtórka z wtorku, tylko w innych ciuchach 🙂

Data: 15/10/2016 – Ultra Kotlina 70

Dystans: 83,13 km
Czas: 13:49:19
Średnie tempo: 9:59 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Arival SpoQ SQ-100 . Buty – Adidas Kanadia TR7

UltraKotlina 70. Z zagubieniami trasy wyszło 83 km zamiast 78. Ładny dystans 🙂

Data: 22/10/2016

Dystans: 10,01 km
Czas: 01:12:17
Średnie tempo: 7:13 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Crivit (Nike 2015)

Cały tydzień po biegu ultra się obijałem. Chwilę czasu dałem nogą na odpoczynek, a to coś wypadło i do weekendu w sumie nie biegałem. Za to sobotni bieg mimo, że krótki, to treściwy 🙂 Od razu po starcie ostro w górę i na przełaj przez górki i lasy (Góry Sowie i okolice). Fajnie się biegało częściowo po ścieżkach a i przełajowe fragmenty trasy też były.

Data: 23/10/2016

Dystans: 13,10 km
Czas: 01:22:50
Średnie tempo: 6:19 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Crivit (Nike 2015)

Po ostrych, terenowych ścieżkach w niedzielę miało być lżej. Poczułem jednak ochotę na trochę więcej km i znów skręciłem  w lasy 🙂 Trasę wybierałem tak by było więcej podbiegów, a nie tylko w dół. Nieźle wyszło, zadowolony jestem i z tego biegu.

 

UltraKotlina 70 – 15/10/2016

Logo UltraKotlina

UltraKotlina 70 – 1/2 Najdłuższego Ultramaratonu w Sudetach Zachodnich

Po DFBG bieganie ultradystansów trochę mi przeszło. Trenowało się, uczestniczyło w krótszych zawodach i tak leciał czas. W którymś momencie w końcu zacząłem dokładniej analizować co zrobić by wystartować w wymarzonym Biegu Ultra Granią Tatr 2017 i doszło do mnie, że uzbieranie wymaganych punktów wcale tak łatwe nie będzie. Nie będzie bo… okres biegowy się kończy, zawodów coraz mniej, a te, które mi pasowały już mają zamknięte listy startowe.  Na drugi koniec Polski jechać nie planowałem, w Europę uderzać raczej też. Oj 🙁
Poddawać się jednak nie wolno. Po głębszej analizie dostępnych zawodów udało mi się wyselekcjonować jednak takie, w których punkty da się uskładać jeszcze w tym roku. Jednym z tych biegów była UltraKotlina 70.

Bieg będący (do momentu startu i osiągnięcia mety) dla mnie zagadką, której się obawiałem. Niewiele znalazłem z niego relacji, opisów. Łamałem głowę gdzie jest haczyk. Dystans wprawdzie „nieduży” ale długi limit czasowy, punkty kontrolne na których trzeba odznaczać swoją obecność. Czyżby były mega wzniesienia? Konieczność wytrawnego nawigowania? Im dłużej nad tym myślałem to wiedziałem mniej 🙂 No ale, zapłaciło się to biec trzeba.

UltraKotlina 70 wraz z pełnym dystansem UltraKotlina 130 wywodzą się od długoletniego już wydarzenia pod nazwą Przejście Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej. Wszystkie te imprezy mają swoją stronę:

http://www.przejsciekotliny.org/

W serwisie są wszystkie najważniejsze informacje o wydarzeniu. -regulamin, płatności, wyniki poprzednich edycji. Organizatorzy zamieścili też najważniejsze komunikaty techniczne, mapę trasy jak i ślad GPS. Da się z tego wszystko co ważne wyczytać i raczej nikt nie powinien mieć problemów z zapisami czy odnalezieniem startu, informacji co zabrać itp.

Zwyczajowo więc gdy już udało mi się zapisać, opłacić pozostało pakować sprzęt i wybierać się na start 🙂

Przy okazji wybór sprzęt na ultra w chłodniejsze dni też mnie męczył dość długo ale finalnie coś tam z szafy wydarłem. Postaram się napisać w kolejnej relacji czy wybrałem dobrze czy nie.

UltraKotlina 70
Przed startem w Janowicach Wielkich

Na miejsce startu (Janowice Wielkie) dojechaliśmy z moja rodziną jakieś 2 godziny przed godziną 0 (czyli 14:00). Ładny, chociaż mały kompleks sportowy, namiot organizatorów obok no to zaatakowałem obsługę by wziąć pakiet. Pani dwa razy pogoniła mnie do auta bym okazał wyposażanie obowiązkowe 🙂 więc jak widać nie jest to martwy przepis. Wszystko miałem więc ok, odebrałem co trzeba no i wziąłem się za analizę mapy dostarczonej przez organizatora. Nie wyglądała ona źle. Szlaki były oznaczone, tam gdzie ich miało nie być to organizator wprowadził ułatwienie i rozwiesił wstążki wyznaczające kierunek. Wyprzedzając fakty przydały się te wstążki, dość dobrze były rozmieszczone.

UltraKotlina 70
Odprawa

Cóż trasy na pamięć nauczyć się nie da uznałem więc, że będę próbował dołączyć do jakiejś grupy i biec z nimi póki się da.

Przed biegiem odbyła się krótka odprawa, wyjaśnienie co i jak robić no i można było ruszać.

UltraKotlina 70
Startujemy

Tutaj kolejna dygresja – przydatna dla innych biegaczy w tych zawodach (w przyszłych edycjach). Warto dobrze przestudiować mapę dostarczaną przez organizatora i kartę kontrolną (z pkt. do odbijania). Oszczędzi to kłopotów na trasie. Mi zabrakło poczytania karty kontrolnej –  zawierała ona np. opis gdzie są zlokalizowane pkt (opisowe info w stylu między skałami, za schroniskiem co okazało się kluczowe parę razy)

Grupa ruszyła dość spokojnie. „Elita” oczywiście szybko wyrwała do przodu ale w moim tempie parę osób się przemieszczało. Dość szybko dołączyłem do kolegi, który z dyskusji okazało się, że jest z okolicy! i w miarę trasę kojarzy. W miarę bo i on nie ustrzegł się paru błędów. Szczęśliwie były to pomyłki bez poważnych konsekwencji –  a to minęliśmy zakręt ale Ci za nami zawołali, że źle, a to wdrapaliśmy się na szczyt góry z drugiej strony. Punkty kolejne jednak znajdowaliśmy i się biegło.

UltraKotlina 70
Na trasie. Cóź za speed 🙂

Niestety kolega biegł zbyt ostrym jak na mnie tempem, bardzo szybko podchodził też na górki i szybko okazało się, że nie dam rady. Po 3 czy 4 chyba punkcie kontrolnym dałem spokój z dotrzymywanie mu kroku.
Przystanąłem bo i tak już się ściemniło. Ubrałem kurtkę, czapkę, odpaliłem czołówkę i swoim już tempem ruszyłem do przodu.
Niestety nawigowanie jednak nie jest moją najmocniejszą stroną 🙂 W okolicy między PKT14 a PKT 15 (dokładniej to na asfalcie między miejscowościami Płoszczyna-Dziwiszów) zgubiłem trasę. Szybko to wyłapałem, stanąłem studiując mapę. Za chwilę dobiegło 3 chłopaków. Pytam czy tędy – tędy 🙂 Zrobiłem z nimi 2 km i wyszło, że jednak nie tędy. Pozostało się wrócić i szukać lepiej.
Jak wyszło zmyliły nas białe wstążki, którymi rolnik ogrodził swoje pole (BTW intencja dobra bo wisiały na elektrycznym pastuchu. Nie polecam dotknięcia bo sam spróbowałem :)) Były podobne do wstążek organizatora i sugerując się nimi pobiegliśmy nie tam gdzie trzeba. Nowi koledzy mieli jednak wgrany w komórkę ślad gps i z jego pomocą + wypatrywanie trasy przez 4 osoby wróciliśmy  na szlak. To była w sumie jedna poważna pomyłka drogi w trasie.

Nowo poznani biegacze okazali się dla mnie zbawieniem. Dwóch z nich biegło idealnie moim tempem! Ostatni silniejszy z grupy nadawał mobilizację całości by jednak biec a nie zbyt długo iść. Przemieszczałem się z nimi praktycznie do końca trasy (odeszli mnie na ostatnich 2 km, kiedy zabrakło mi już sił do ciągłego biegu). Super. W grupie biegnie się lepiej, co ważne do końca na prostych i zbiegach biegłem a nie szedłem jak w DFBG. Nawigacja również uprościła się znacznie kiedy w kluczowych momentach oprócz mapy dało się zerknąć na GPS i pokazywał czy jesteśmy na szlaku czy nie.

Przemieszczanie pomiędzy kolejnymi punktami szło dobrze. Znośnym tempem parliśmy do przodu. Na postojach krótko bez marnowania czasu. Napić się, uzupełnić bukłaki i dalej. Punkty organizator wyposażył bdb. Była woda, cola, izotonik (dobry pasował mi), herbata czy kawa. Do jedzenia rodzynki, ciasteczka, czekolada. Ciepły posiłek na trasie to pomidorowa lub naleśnik. Wziąłem pomidorową bo uznałem, że będzie lżejsza dla żołądka.

Pod sam koniec biegu drastycznie zepsuła się pogoda. Zaczął mżyć deszcz ze śniegiem. Szlak zrobił się coraz bardziej błotnisty, widoczność coraz gorsza (okularnicy jak ja mają gorzej gdy zaparują nam bryle). Parę razy wlazłem w wodę po kostkę ale moje buty i skarpetki tym razem sprawdziły się idealnie. Nic mnie nie obtarło.

Słabe warunki (wraz z tym co pisałem na początku – kiepskim przestudiowaniem rozmieszczenia pkt-ów) niestety zaprocentowało dużą pomyłką. Ominęliśmy punkt kontrolny nr. 24. Owszem biegliśmy koło niego ale nie podbiliśmy się. Na mecie została mi za to doliczona 2 godzinna kara co poskutkowało znacznym pogorszeniem miejsca . A szkoda. Całość trasy – 83,13 km przebiegłem w 13:49:19. Po doliczeniu kary zająłem 25 miejsce z 36 mężczyzn którzy osiągnęli metę (bez kary byłbym około 16).

Po biegu można było zjeść ciepły rosół,kawę, herbatę, wypić piwo i zagryzać ciasteczkami czy czekoladą. W ośrodku na mecie dało się też wykąpać (teoretycznie bo nie było ciepłej wody) i położyć spać.

Ponieważ na metę przybiegłem o godzinie 04:00 to do około 07:00 siedziałem czekając na rodzinę. Nie było to przyjemne oczekiwanie bo moje ciuchy kompletnie przemokły, nie miałem nic na zmianę i mimo, że było ciepło to po jakimś czasie zaczęło mnie telepać z chłodu. Opatulony w folię doczekałem przyjazdu rodzinki i po przebraniu się od razu ustąpiły niedogodności.

Teraz parę luźnych uwag ogólnych

Ze swojej formy w biegu jestem bardzo zadowolony. Cieszę się, że do końca biegłem, nie miałem kryzysów.

Wyposażenie jakie wziąłem dało radę na trasie. Buty, ubranie mnie nie obtarło ale na końcu biegu ciuchy miałem bardzo mokre (od potu i deszczu). Niestety tak szybko nie schły i tu mało już było komfortu.

To czego obawiałem się najbardziej czyli trasa nie była ekstremalna. Szlak prowadził po znośnej nawierzchni (szutry, kamienie, trochę asfaltu). Był szeroki, nie tak jak na DFBG, tu dało się biec nawet koło siebie. Podejścia i zbiegi do przeżycia.
Nawigacyjnie dało się wszystko ogarnąć. W sumie oprócz paru smaczków jak moment gdy wbiega się do lasu i szlak momentalnie się kończy 🙂 nie było aż takich hardcorów. Tu przydawało się współdziałanie w grupie i korzystanie np, ze śladu GPS.

Podsumowując – impreza kameralna ale dobrze zorganizowana. Polecam ten bieg.

P.S.
Tak już poza konkursem. Zadziwiające są postawy ludzi na biegach. 1. Podczas mojego biegu udało nam się znaleźć 2! karty kontrolne. Jak można je zgubić to nie wiem, przecież bez nich nie ma co biec dalej.
2. Dołujące najbardziej jest jednak to, że niektórzy oszukiwali 🙁 Wiem na 90%, że byli tacy co ominęli punkty a jednak sobie go podbili. Pewnie na kolejnym. Porażka i wstyd.

Testować i sprawdzać warto za wczasu…

Sprzęt biegowy oczywiście 🙂

Tą oczywistą oczywistość niestety bardzo często się lekceważy. A to naprawdę poważny błąd. Sam parę razy „przejechałem się” na zawodach kiedy nowa koszulka, skarpetki czy buty sprawiły mi niemiłe niespodzianki „odczuciowe”.

Nie będę tu odkrywczy gdy potwierdzę te mądrości.  Na ważne biegowe okazje trzeba używać tylko to co znamy, nie powoduje żadnych dyskomfortów i jest wygodne. Oczywiście tak samo jak nie powinno się biegać ważnych imprez  w całkiem nowych rzeczach (ubranych pierwszy raz).

Po ostatnich kilka biegach do powyższych uwag dodam jeszcze – stosować swoje wyposażenie w sprawdzonej kombinacji 🙂

Okazało się bowiem, że całkiem fajne bokserki Nike Pro Combat nie sprawdzają się w ogóle w połączeniu z kompresyjnymi legginsami Nike (przy okazji kupiłem je używane kilka tygodni temu – jak ktoś nie ma oporów na ciuchlandy to naprawdę można w nich kupić wypasione sportowe ciuchy).
Legginsy z moich Pro Combatów co chwilę zjeżdżały w dół 🙂 i musiałem je podciągać w czasie biegu. Ale jestem szczęśliwy, że wyczaiłem to teraz a nie na 80 km trasie UltraKotliny. Ufff…. 🙂

A jak już przy doborze stroju na jesienne ultra. Dylemat co ubrać mam nieziemski 🙁 Pewnie mi się nie uda, ale staram się wybrać złoty środek – tak by nie było mi gorąco w dzień, ale i bym nie zamarzł w nocy. Do tego priorytetem dla mnie jest fakt by to co wybiorę nadawało się do ubrania od razu i żebym nie musiał dźwigać ciuchów w plecaku. Ciężko…

Ponieważ tempo biegu w moim wydaniu wielkie raczej nie będzie to skłaniam się ku opcji cieplejszej. Na dzisiaj planuję ubrać:
– bielizna termiczna z długim rękawem (Crivit),
– koszulka Nike Pro Combat (też używana :)) z długim rękawem
– kurtka. Co do tej ostatniej warstwy jeszcze myślę. Ostatnie 3 biegi to test różnych opcji. Próbowałem wiatrówkę z Aldi, softshell biegowy z Aldi i kurteczkę InterSport Pro Touch. Wiatrówka to chyba za mało jak na góry jesienią więc albo softshell albo kurteczka. Softshell widzi mi się ok, ale ja w softshell-ach coś się mega pocę od środka 🙂 A to też niezbyt dobrze przy tylu km. To chyba padnie na kurteczkę Inter Sporta. Też będzie w niej ciepławo w dzień ale mam wrażenie, że lepiej się suszy.
– na dół planuję kompresyjne długie legginsy Nike, bokserki Kalenji (te już wiem, że pasują do Nika 🙂 i skarpetki Kalejnji Kiprun Intensiv (nowy nabytek ale jak na razie ok).
– dodatki to czapeczka Nessi, buff (jeden na szyję , może wezmę z drugi na głowę na zmianę czapki), rękawiczki Crivita,
– buty Adidas Kanadia TR 7. Pokombinowałem trochę z wiązaniem i powinny dobrze się trzymać nogi. A trochę więcej luzu niż w Adidasie Raven nie zaszkodzi.

No zobaczymy jak to wszystko wyjdzie. Powinno być ok pod względem temperatury. Oby tylko nie padało cały dzień i noc bo na mokro to nie wiem jak ten zestaw da radę.

TRENING (TYDZIEŃ 40)

Trening Biegowy

Kolejny tydzień za mną. Niestety, w dalszym ciągu szału biegowego nie było. Pokonałem łącznie 31,99 km. Tym razem na przeszkodzie do biegania stanęły nie chęci i czas ale pogoda. Padający deszcz nie zachęcił mnie do ćwiczeń.

Data: 04/10/2016

Dystans: 11,01 km
Czas: 01:04:50
Średnie tempo: 5:53 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Nike LunarSwift +4

W sumie jak zawsze – dwa kółeczka po Oleśnicy.

Data: 08/10/2016

Dystans: 9,95 km
Czas: 00:58:45
Średnie tempo: 5:54 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: SpoQ SQ-100 Buty – Crivit (Nike 2015)

Czwartkowy trening odpuściłem. Obiecywałem sobie, że przy mżawce to pójdę ale mżawki nie było – lało 🙁 W sobotę już jednak nie wytrzymałem i pod wieczór pobiegłem. Trasę (okolice Nowej Rudy) na rozruch zrobiłem lżejszą. Jakieś 3 km pod górkę, później około 6 km lekko z góry i dopiero końcówka znów w górę. Świetnie mi się biegło mimo nocy (biegłem z czołówką) i sporej pauzy.  Nogi „miałem” świeże i byłem z tego treningu zadowolony.

Data: 09/10/2016

Dystans: 11,03 km
Czas: 01:30:15
Średnie tempo: 8:11 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: SpoQ SQ-100 Buty – Crivit (Nike 2015)

W niedzielę wybrałem się na biegi  z Żoną. W sumie dobrze bo niezbyt szybko 🙂 Dla odmiany po sobocie nogi bolały mnie nieziemsko. Przy końcu trasy ochoczo skorzystaliśmy ze skrótu po górach bo ani jej, ani mi się już nie chciało tupać dalej 🙂