Zakończony już tydzień niestety nie poszedł tak dobrze jak planowałem. Przeszkodziła mi trochę pogoda – w czwartek na chodnikach w Oleśnicy była prawdziwa ślizgawka. Niewielki miało sens próbować biegać w takich warunkach. Dodatkowo zaczynało mnie łapać jakieś przeziębienie, więc moment by zrobić sobie wolne był podwójnie dobry 🙂
W pozostałe dni biegało się tak:
Data: 10/01/2017
Dystans: 8,09 km Czas: 00:46:01 Średnie tempo: 5:41 min/km
Spory był mróz we wtorek i nie wiem co podkusiło mnie by biec tak szybko 🙂 Nałykałem się tylko zimnego powietrza no i w czwartek chęci na biegi były mniejsze.
Data: 14/01/2017
Dystans: 12,32 km Czas: 01:25:37 Średnie tempo: 6:57 min/km
Śnieg w Górach Sowich w dalszym ciągu nie odpuszcza. Jest biało, jak było, i ciągle pada.
Po ostatnich odwilżach niestety sporo słabsze zrobiły się drogi. Nie są już tak ubite i biegnie się dużo trudniej. Z tego powodu zanotowałem sporo słabszy czas niż tydzień temu.
Data: 15/01/2017
Dystans: 1,39 km Czas: 00:21:44 Średnie tempo: 15:38 min/km
Króciutki kawałek na nartach. Słabą wybraliśmy trasę. Szybko doszliśmy do stoku narciarskiego. Zjechać z niego nie na nasze możliwości :), przedostać się na drugą stronę też wyglądało na trudne 🙂
Czułem też coś żołądek więc zawróciliśmy z Żonką do auta i powróciliśmy do domu.
Data: 15/01/2017
Dystans: 12,31 km Czas: 01:28:48 Średnie tempo: 7:13 min/km
Po narciarskich szaleństwach uznałem, że pora się jeszcze dobiegać. Ruszyłem więc na powtórkę sobotniej trasy.
W dalszym ciągu biegło się źle. Kopny śnieg spowalniał, żołądek też dokładał mi swoje i trening poszedł słabo.
Aby nie było całkowitej porażki – przynajmniej widoki były ładne 🙂
Nowy rok, nowe możliwości 🙂 Powolutku zaczynam się rozkręcać. Jak zdrowie i pogoda dopiszą to za tydzień, dwa powinno po te 50 km na tydzień wpadać.
Miniony zaś okres wyglądał tak:
Data: 03/01/2017
Dystans: 9,68 km Czas: 01:16:31 Średnie tempo: 7:55 min/km
Kolejny tydzień „urlopowy” w Górach Sowich. Z tego powodu fajnie ćwiczy się siłę biegową (na licznych podbiegach). Dodatkowo napadało tu tyle śniegu, że wszystkie trasy prowadzą po białym podłożu. Ciekawa odmiana od normalności.
Sam trening więcej niż wolny. Jednak dużo ciężej biega się w prawdziwej zimie 🙂 Podłoże spowalnia, mróz też nie zachęca by szaleć. W 2015 w zimie szalałem z „szybkościami” i rozłożyłem gardło-zatoki. Teraz staram się wolniej, jak najwięcej oddychając nosem.
Bieg szedł mi dobrze do momentu, gdy nie zachciało mi się skrócić trasy wracając lasem. O dziwo drwale odśnieżyli sobie dróżkę (taka droga niby to gruntowa z resztkami asfaltu) lecz zamiast mi to pomóc zaszkodziło. Jak mnie pociągnęło na śliskim podłożu to malowniczo wyłożyłem się na plecy obijając łokieć i głowę. Aż chwilę musiałem poleżeć oceniając straty. Szczęśliwie nic nie uszkodziłem i mogłem iść dalej. Iść, bo biec się nie dało. Co krok to nogi mi się ślizgały. No masakra…
Data: 05/01/2017
Dystans: 12,28 km Czas: 01:21:12 Średnie tempo: 6:37 min/km
Poszliśmy z Żonką na narty. I to nawet nie na trasy biegowe ale … kawałek drogę asfaltową i później szutrówką koło obwodnicy. Dobrze to świadczy ile tu jest śniegu 🙂
Data: 07/01/2017
Dystans: 12,28 km Czas: 01:23:59 Średnie tempo: 6:50 min/km
Ta sama trasa co w czwartek. Bez szaleństw, spokojnie truchcikiem. Wziąłem komórkę bo chciałem pstryknąć parę fotek. -10 jednak jej nie służyło. Po 6 fotach pokazała koniec baterii i odmówiła posługi 🙂
Terenowe buciki mogą przydać się i na asfalcieAż kusi by tam skręcić i wbiec na szczyt 🙂
Data: 08/01/2017
Dystans: 4,19 km Czas: 00:52:14 Średnie tempo: 12:28 min/km
Podano w lokalnych gazetach, że mają już być gotowe trasy narciarskie. Skoro tak, to pozostało to sprawdzić. Pojechaliśmy na Przełęcz Jugowską.
Trasy i owszem, wyszykowane. Dużo narciarzy i spacerowiczów. Jechało się jednak średnio. Ślad ktoś poprowadził nijako, mocno też był zdeptany. Nie szło się najlepiej. Co gorsze z górki jakoś też narty mega nie niosły. Mocno trzeba było pracować kijkami.
Data: 08/01/2017
Dystans: 9,32 km Czas: 01:03:09 Średnie tempo: 6:46 min/km
Po nartach było mi jednak mało i mimo dużego mrozu + ciemności postanowiłem jeszcze pobiegać. Wybrałem sobie trochę inną trasę i te około 10 km dobiłem.
Dobry tydzień. Dużo sportu – 43,56 km ubieganych + 9,23 na nartach.
Zawody, to zawody 🙂 Niby pobiegać można i na treningach ale chęć sprawdzenia się ciągle kusi. Mimo, że nie planowałem biegać żadnych zawodów (poza City Trail-em) to jednak złamałem się i zapisałem na 2 Sylwestrowy Bieg w Jelczu Laskowicach.
Poza walorami sportowymi, Jelcz skusił mnie również lokalizacją (bo blisko) i ceną (bo taniej niż w Trzebnicy). Podobnie uznało chyba wielu biegaczy, bo w Jelczu finalnie wystartowało około 650 zawodników. Część na 10 km, część na 5 km, byli też zawodnicy nordic-walking (5 km).
W szczegółach tak korzystny bieg wyglądał zaś tak 🙂
Zapisałem na tą 10-kę się w okolicy świat korzystając z formularzy podanych na stronie organizatora (dokładniej to na stronie firmy mierzącej czas w tym biegu). Wielkiej trudności tu nie było, chociaż przyzwyczajenie do Data Sportu swoje robi i wszystko co inne budzi pewne obawy. Poszło jednak sprawnie, opłaciłem wpisowe no i można było szykować formę.
Na same zawody przyjechałem z rodzinką około 1,10 godziny przed startem. Był to w sumie dobry czas. Spokojnie zaparkowaliśmy w miarę blisko od ośrodka sportu (gdzie było biuro zawodów). Chwilę później aut było już sporo i byłoby więcej kłopotu.
Pakiety wydawano sprawnie. Organizatorzy posegregowali zawodników alfabetycznie i nawet to poszło. Mimo dużej liczy biegaczy wielkiego tłoku nie było.
Sam pakiet szału nie robi. Numer, izotonik, jakiś energy boost (do rozpuszczania w wodzie) i kalendarz na 2017 r. Niby nie mało ale jakoś mnie to nie porwało 🙂
Jako, że wszystko poszło sprawnie to zostało nam sporo czasu do startu. Ponieważ w sylwestra był spory mrozik, to pokręciliśmy się z Żoną po sklepach. Raczej by się zagrzać niż coś kupić 🙂 Ludzi zresztą wszędzie tłum jak przy końcu świata.
Prezentacja dla fotoreporterów 🙂
Kiedy zrobiło się około 10:40 zacząłem rozgrzewkę. Trochę stacjonarnych rozciągnięć, trochę biegu i pozostało czekać na start. Jeśli ktoś chciał to DJ + organizatorzy zachęcali do wspólnego rozgrzewania się. Ja takie atrakcje jednak omijam by nic sobie nie nadwyrężyć wymyślnymi wygibasami 🙂
Co do założeń taktycznych na sam bieg to nie oczekiwałem po nim zbyt wiele. Że nie wykręcę życiówki to byłem pewny. Bardziej bałem się by nie wypaść jakoś tragicznie. Z tego powodu uznałem za satysfakcjonujący czas około 50 min. Jak to u mnie bywa plany skorygowały się same na trasie (niewiele bo niewiele ale jednak).
Po starcie wyszło, że pierwszy kilometr wpadł w około 04:42. Kolejne robiłem również poniżej 05:00 (jakoś po 04:53). Dopiero od 7 kilometra zacząłem odczuwać słabszą formę i zwolniłem do 05:00-05:05.
Na trasie. To białe to nie pielucha 🙂 a numer startowy
Trasa biegu nie była specjalnie wymagająca. W większości po płaskim, lekkie sfałdowania terenu nie wpływały na tempo. Trochę mogła przeszkadzać nawierzchnia. Biegło się bowiem po kostce chodnikowej, asfalcie i ziemi. Ziemia miejscami była zmarznięta i nierówna, ale i miejscami było błoto (tam gdzie lepiej świeciło słońce). Zwalniało się trochę na gruncie, asfalty lepiej wchodziły 🙂
Całość dystansu poprowadzono bokami (chodniki, pola) i nie przeszkadzało to kierowcą czy mieszkańcom.
Ogólnie to atmosfera była dobra. Kibice kibicowali, jeżdżące auta trąbiły zagrzewając do walki. Fajnie.
Po pierwszym okrążeniu (bo biegło się 2) był punkt nawadniający. Niezbyt wielki, nie wszystkim udało się skorzystać ale ja miałem szczęście i trochę wody złapałem.
Zawody miały myślę tylko 1 minus. Organizatorzy słabo troszkę wymierzyli trasę, bo pełnych 10 km to ona nie miała. Wg mojego GPS (i patrząc na głosy innych) brakowało jakichś 400 m. Z tego powodu na mecie zanotowałem czas 46:55 i zająłem 175 miejsce (z 416 sklasyfikowanych). 48 w M40.
Wygląda fajnie. Gdy jednak przyjrzeć się międzyczasom to realnie na pełne 10 było by te 49 min co już tak fajne nie jest.
No cóż. Do nikogo pretensji mieć nie można, sam się zapuściłem.
Na mecie wręczono ładny medal, można było się napić ciepłej herbaty i zjeść kukurydziane chrupki + fasolkę po bretońsku. Ja lubię to wciągnąłem 🙂
Cóż. Dla mnie był to koniec biegu. Część osób biorących udział w licytacjach na pewno została, my pozbieraliśmy się do domu.
Organizacyjnie bieg udany. Przyjemnie było poruszać się na koniec roku i pozostaje mieć nadzieję, że jeszcze kiedyś uda się powalczyć o lepsza lokatę.
Ostatni tydzień roku minął podobnie jak poprzednie. Biegałem w miarę regularnie ale ciągle mniejsze dystanse niż powinienem. Przyjmijmy, że to taki okres roztrenowania 🙂 a od stycznia powoli się rozkręcę.
Liczbowo pokonałem 35,62 km, 4 treningi z czego 1 bieg to zawody (Bieg Sylwestrowy w Jelczu Laskowicach).
Data: 26/12/2016
Dystans: 7,86 km Czas: 00:44:49 Średnie tempo: 5:42 min/km
Dla odmiany od asfaltów tym razem biegałem po lasach wokół Oleśnicy. Mam tu parę fajnych odcinków i na jednym z nich postanowiłem polecieć 10 km.
Spodziewałem się większego błota ale trasa była w miarę sucha (mróz w lesie jednak trzyma). Błotko i kałuże były tylko na odcinku gdzie wycinają drzewa. Niby z 1-2 km gorsze ale wystarczyło bym wpadł w jedną z nich po kostki 🙂
Data: 29/12/2016
Dystans: 9,10 km Czas: 00:55:44 Średnie tempo: 6:08min/km
Ta sama trasa co we wtorek. Tym razem mróz był dużo większy i ładnie pościnał kałuże. Obyło się bez kąpieli. Czas jednak słabszy bo biegłem już po ciemku z czołówką,
Data: 31/12/2016 – 2 Bieg Sylwestrowy w Jelczu Laskowicach
Dystans: 9,58 km Czas: 00:46:55 Średnie tempo: 4:54 min/km
Miałem nigdzie w sylwestra nie biegać ale nie wytrzymałem i zapisałem się jakoś koło świąt.
Większy opis w następnym poście ale biegło mi się znośnie. Zgodnie z oczekiwaniami, że tak powiem. Życiówki żadnej nie było ale i bez tragedii.
KRÓTKIE POSUMOWANIE 2016
Statystyki pokonanego dystansu w 2016r.
Pod względem pokonanego dystansu 2016 rok był dla mnie rekordowym. Pokonałem barierę 2000 km, kończąc finalnie z 2347 km biegu (na wykresie jest trochę więcej po wskoczyły tam dodatkowo rower i jazda na nartach biegowych).
Miesięczna statystyka przebiegniętych km w 2016r.
Mocną miałem zwłaszcza pierwszą połowę roku. Styczeń jeszcze słaby (z powodu choroby wypadło mi sporo treningów) ale później praktycznie co miesiąc ponad 200 km. Progres był zauważalny co pozwoliło mi pokonać zaplanowane zawodu ultra. Później zaczęło się stopniowe zwalnianie. Już poniżej 200 km by ostatnie 2 miesiące w ogóle przysiąść.
Szczęśliwie dla mnie jest to tylko mniej treningów ale ciągle biegam więc liczę na szybki powrót do formy 🙂
Plany na 2017 są ambitne, mam nadzieję, że przygotowanie do zawodów się uda.
Jednak końcówka roku wybitnie mi nie służy. Nie mogę się ogarnąć i biegam wybitnie na przetrwanie. Mniej treningów, krótsze dystanse. No cóż niewiele już tu nawojuję, miejmy nadzieję, że od stycznia uda się powrócić do systematyczniejszej pracy. Liczę, że wyklarują mi się także cele biegowe na 2017 r. to i będzie łatwiej dopasować się treningowo. A przedostatni tydzień roku wyglądał tak:
Data: 21/12/2016
Dystans: 6,58 km Czas: 00:39:26 Średnie tempo: 5:59 min/km
Bieg, po płaskim w Oleśnicy. Ponieważ popołudniami realizuję się mechanicznie 🙂 kończąc prace przy samochodzie to biegałem rano.
Najtrudniej w ogóle wstać z łózka, później to już jakoś idzie.
Bieg siłą rzeczy krótszy bo nie mam aż takiego zapału by wstać skoro świt – no i nie zostaje już czasu na długie dystanse.
Data: 22/12/2016
Dystans: 5,55 km Czas: 00:32:19 Średnie tempo: 5:49 min/km
Wigilijny bieg w myśl zasady – co się robi w ten dzień to będzie w przyszłym roku 🙂 Dobrze mi się biegło bo mimo, że to po górkach to bez specjalnych kryzysów.
W ramach ratowania statystyk miałem też pobiegać w niedzielę ale pogoda spłatała mi figla – padał deszcz 🙁 Trudno tylko 24,39 km wyszło.
Na lenistwo nic się nie poradzi. Koniec roku wybitnie mi nie służy. Ciągle wypada coś pilnego i biegam mało. W tygodniu 50 zrobiłem 3 treningi (dokładniej to 2 i jedne zawody) i pokonałem 24,04 km. Masakra jak mało 🙁
Niezbyt jest się czym pochwalić no ale trudno, dla porządku wpiszę co i jak.
Data: 13/12/2016
Dystans: 11,05 km Czas: 01:05:08 Średnie tempo: 5:54 min/km
Rodzice mieli do mnie jakiś biznes 🙂 no to sobie do nich pobiegłem. Ponieważ trasa liczy mniej kilometrów niż planowałem to przynajmniej podkręciłem tempo. Nawet, nawet.
Data: 17/12/2016 – City Trail Wrocław 3 bieg
Dystans: 04,88 km Czas: 00:23:30 Średnie tempo: 4:49 min/km
Tym razem Wrocław powitał mnie sporym mrozem. Czekając na bieg aż mnie trzęsło. Dobrze, że dało się trochę posiedzieć w samochodzie a nie cały czas być na dworze 🙂
Z jednej strony pogoda na bieganie nie najgorsza, bo przynajmniej trasa twarda, ale jednak już po fakcie powiem, że aż tak dobrze nie było. Podłoże było zbyt zmrożone, a ponieważ jest nierówne to biegło się tak „mało stabilnie”.
Około 30 min przed biegiem wyszedłem z fury i zacząłem rozgrzewkę. Rozciągnięcia, trucht, parę przyśpieszeń. Nie ma co ukrywać teraz o to dbam obawiając się kontuzji 🙂
Co do samego biegu to nie ukrywam, że miałem sporo obaw. Z jednej strony na plus liczyłem fakt, że byłem w miarę „świeży”, z drugiej ostatnie słabe i krótkie treningi nie gwarantowały polepszenia rezultatu.
Cóż, na poprawę nie liczyłem, plan był taki by przynajmniej nie pobiec gorzej. Ustawiłem się więc w strefie 22-25 min i oczekiwałem na start.
Tym razem pierwszy kilometr poszedł bardziej gładko. Nie musiałem strasznie szarpać by omijać zawalidrogi i zrobiłem go w 04:30. Później poszło już wolniej:
2 – 04:45
3 – 04:55
4 – 04:55
5 – 04:25
Od drugiem kilometra siły zaczęły mnie opuszczać i leciałem coraz wolniej. Wydawało mi się nawet, że w iście żółwim tempie 🙂 ale tak źle nie było patrząc na cyfry.
Na mecie zameldowałem się w jako 201 zawodnik z czasem 23:25. 10 sekund gorzej niż ostatnio ale ciągle jeszcze akceptowalnie. Ufff…
Cóż. Bieg przeszedł do historii, pora się spiąć i w styczniu może w końcu coś poprawić. O ile warunki pogodowe nie spłatają figla i nie będzie ciężej na trasie.
Oj, kolejny tydzień przebimbany. Tylko 3 treningi (34,11 km) ale powoli się ogarniam i zaczynam wracać do zwyczajowych dystansów. Jak zdrowie dopisze to końcówka grudnia będzie dobra – mam urlop więc będzie można sporo pobiegać 🙂
To co udało mi się dokonać wyglądało zaś tak:
Data: 08/12/2016
Dystans: 8,78 km Czas: 00:51:11 Średnie tempo: 5:50 min/km
Weekend. A jak weekend to Sowiogórskie klimaty. Narzekałem ostatnio, że po śniegu/lodzie źle się biega to tym razem tylko asfalty. Było stabilnie 🙂
Śniegi jednak dobrze się nie zaczęły a już się kończą – padający deszcz szybko je wymiótł. Ciekawe czy zima wróci i będzie można jednak po białym polatać 🙂
Data: 11/12/2016
Dystans: 13,11 km Czas: 01:17:05 Średnie tempo: 5:53 min/km
Teoretycznie w sobotę miał być bieg po cięższej trasie. W sumie wyszło to podobnie, w niedzielę dodatkowo jeszcze dłużej. Ale w końcu biegło mi się dobrze. Poczułem „lekkość” której ostatnio mi brakowało. Gdyby nie mega wiatr w twarz na ostatnich 3 kilometrach, w ogóle by było świetnie.
Kolejny tydzień, o którym nie można za wiele dobrego napisać. Ubiegłem 34,24 km. 4 treningi z czego 2 po Oleśnicy i 2 po Sowiogórskich pagórkach. Biegało mi się lepiej niż ostatnio ale ciągle obijanie się na całego. Źle, bo grudzień to niebezpieczny czas objadania się (słodycze, obiadki itp.). Oj, może być kiepsko z kilogramami.
Data: 29/11/2016
Dystans: 6,67 km Czas: 00:39:31 Średnie tempo: 5:55 min/km
Sobota była luźniejsza, to w niedzielę trochę więcej pod górkę. Odcinki po asfalcie szły całkiem dobrze, gdy skręciłem jednak w las zrobiło się nieciekawie. Koleiny wyjeźdżone przez drwali były jednym lodem 🙁 Ponieważ biegło się z górki ślizgi miałem cały czas. Nie szło utrzymać równowagi :(, musiałem lecieć środkiem traktu (po śniegu). Tu też bez szału – trzeba było uważać by nie skręcić nogi (bo albo się w nim zapadałem albo miał kamienną twardość).
Zima przybyła. Dni mamy krótkie, szybko zapadają ciemności więc czas idealny by biegać z lampką czołową.
W sklepach/internecie czołówek do wyboru mnóstwo. Są chińskie no-name, urządzenia solidnych firm. Parametrów i typów do wyboru, do koloru 🙂 Można się pogubić i pewnie wielu zechce zapytać innych użytkowników co warto kupić.
Czytałem sobie ostatnio opisy czołówek (na forach biegowych) i widzę, że postęp dotarł i tu. Zasilanie akumulatorami, podłączenia USB do PC i konfigurowanie tego właśnie przez komputer, adaptacyjne światło. Ludzie rozwodzą się nad tym co dobre, co potrzebne. Wow… full wypas tylko ceny coś nie bardzo – 300-1000 zł.
W sumie co kto lubi. Ja nie ukrywam, że taką kwotę wolałbym przeznaczyć na coś innego. Dla tych, którzy myślą podobnie przygotowałem mały opis lampek, które mieszczą się w kwotach do 100 zł (praktycznie do 50 bo chyba tylko Ledlenser jest trochę droższy niż 100).
TRYB TESTU Z braku chęci i czasu by wyjść w plener wszystkie lampki testowałem w domu. Zakładałem je na siebie (świeciły więc z wysokości około 1,83m). Pierwsze zdjęcie przy każdej lampce to patrzenie na przedmioty, które znajdowały się w odległości około 4 m ode mnie. Drugie zdjęcie to patrzenie na przedmioty, które były w odległości około 2m (nie widać ich na zdjęciach, ale daje to względne pojęcie czy wiązka światła jest bardzo skupiona czy rozproszona). W tych urządzeniach, które mają regulację mocy/wiązki światła robiłem powyższe zdjęcia na dostępnych trybach. Wszystkie lampki testowałem i ważyłem na tym samym, nowym komplecie baterii. Porównanie funkcji, jakości świecenia – na oko 🙂 Większość porównywałem do LedLensera H5 bo z nim najwięcej biegam.
1. Czołówka no-name (dostałem ją ze 2 lata temu na biegu w Jedlinie Zdr.)
Czołówka no-name
Typ/Model: No-name Rodzaj zródła światła: 7 diód LED, natężenie światła ? Cena (orientacyjnie): 5zł Waga: 97 gram Zasilanie: 3 AAA, umieszczone z przodu urządzenia Tryby pracy: ciągły / przerywany (miganie) Regulacja kąta pochylenia: tak, skokowo Regulacja strumienia światła: brak Uwagi ogólne (wykonanie, używanie): typowy no name, włącza się go dość łatwo, przełącza tryby w czasie biegu też. Spasowanie części ok, nie rozłazi się. Minusem są za to paski, bo przy rozciąganiu ich (zakładanie lampy na głowę) spadają z plastikowych mocowań. Ta lampka świeci w sumie najgorzej ze wszystkich porównywanych.
Światło na obiekty w odległości 4mŚwiatło na obiekty w odległości 2m
2. Czołówka no-name z Biedronki
Czołówka z Biedronki
Typ/Model: Head-Lamp CWL-H081B Rodzaj zródła światła: 1 dioda LED 3W, natężenie światła ? Cena (orientacyjnie): 20-49 zł (ja swoją kupiłem za 49, w tym roku były już sporo tańsze) Waga: 138 gram Zasilanie: 3 AAA, umieszczone z tyłu urządzenia Tryby pracy: ciągły / przerywany (miganie) Regulacja kąta pochylenia: tak, skokowo Regulacja strumienia światła: tak, regulacja skupienia wiązki (płynny zoom) Uwagi ogólne (wykonanie, używanie): Lampka wykonana solidnie, aluminiowa obudowa. Spasowanie części ok. Włącza się ją dość łatwo, przełącza tryby w czasie biegu też. Świeci całkiem ładnie. Zapomniałem niestety, że można w niej regulować skupienie wiązki światła więc zdjęcia tylko na max. rozproszonej. Ta czołówka jest najcięższa ze wszystkich porównywanych i z tego powodu jakoś nie przypadła mi do gustu by z nią biegać (czuć że trochę telepie się jej wystający mocno przód).
Światło na obiekty w odległości 4mŚwiatło na obiekty w odległości 2m
3. Czołówka z Lidla (Crivit)
Czołówka z Lidla
Typ/Model: Crivit Rodzaj zródła światła: 1 dioda LED 3W, natężenie światła około 80 lm Cena (orientacyjnie): 49 zł Waga: 73 gram Zasilanie: 3 AAA, umieszczone z przodu urządzenia Tryby pracy: ciągły / ciagły z 1/2 jasności, przerywany (miganie) Regulacja kąta pochylenia: tak, skokowo Regulacja strumienia światła: nie Uwagi ogólne (wykonanie, używanie): Lampka wykonana dość solidnie. Spasowanie części ok. Najmniej zaufania w kontekście wodoodporności budzi pokrywka baterii, bo jest to tylko plastik, a nie guma (jak w innych). Biegając w wilgotne dni na szczęście nic nie parowało, nie zamakało, ale przy solidnym deszczu mam obawy o jej kondycję. Początkowo niezbyt wygodnie się mi ją również włączało i regulowało pochylenie (trzeba się do tego przyzwyczaić). Przy umiejscowieniu lampki na czole dobrze jest w jego płaskiej części 🙂 Gdy próbujemy umieścić ją wyżej na głowie to zaczyna się telepać.
Trochę nie podoba mi się charakterystyka świecenia bo jest bardzo mocno zaakcentowany pkt środkowy, a na bokach światła jest już mniej. Ale obiektywnie świeci solidnie i o ile LedLensera biorę na biegu Ultra to z tą biegam treningowo.
Światło na 4m, pełna mocŚwiatło na 2m, pełna mocŚwiatło na 4m, połowa mocyŚwiatło na 2m, połowa mocy
4. Czołówka Vipow URZ0074
Czołówka Vipow
Typ/Model: Vipow URZ0074 (płaska) Rodzaj zródła światła: 1 dioda LED 3W, natężenie światła ? Cena (orientacyjnie): 30 zł Waga: 95 gram Zasilanie: 3 AAA, umieszczone z tyłu urządzenia Tryby pracy: ciągły Regulacja kąta pochylenia: tak, skokowo Regulacja strumienia światła: płynnie regulowane natężenie światła Uwagi ogólne (wykonanie, używanie): Wizualnie przypomina mi LedLensera (czyżby trochę zrzynka?). Lampka wykonana w miarę solidnie. Spasowanie części ok, tylko guma w pokrywie baterii nie przylega tak solidnie jak w Lenserze, czy tej z Biedronki. Dodatkowo płynna regulacja jasności może być źródłem dostawania się wody do pojemnika z bateriami (to moje przypuszczenia nie poparte doświadczeniem).
Świeci fajnie, równomierny strumień. Dodatkowa regulacja pozwala dopasować jasność do naszych potrzeb. Jak widać na foto regulacja ta jest jednak użyteczna tylko w wąskim zakresie. Poniżej połowy mocy niewiele widać.
Światło na 4m, pełna mocŚwiatło na 2m, pełna mocŚwiatło na 4m, połowa mocyŚwiatło na 2m, połowa mocyŚwiatło na 4m, najniższa mocŚwiatło na 2m, najniższa moc
5. Czołówka LedLenser H5
LedLenser H5
Typ/Model: LedLenser H5 Rodzaj zródła światła: 1 dioda LED 3W, natężenie światła 25 lm Cena (orientacyjnie): 130 zł Waga: 108 gram Zasilanie: 3 AAA, umieszczone z tyłu urządzenia Tryby pracy: ciągły Regulacja kąta pochylenia: tak, skokowo Regulacja strumienia światła: tak, regulacja skupienia wiązki (płynny zoom) Uwagi ogólne (wykonanie, używanie): solidnie wykonana. Spasowanie części, trzymanie na głowie bardzo dobre. Włączanie, regulacja pochylenia ok, zoom raczej regulować trzeba na postoju. Czołówka ta ma słabe w porównaniu do innych natężenie światła – tylko 25 lm, ale bardzo równomiernie świeci (piękny równy okrąg przy ustawieniu dużego rozproszenia). Jak widać na zdjęciu da się też zrobić punkt. Mi taka charakterystyka świecenia bardzo pasuje bo widać nie tylko punkt przed sobą ale i więcej terenu wokół. Na zdjęciu testowym świecenie wyszło marnie (porównując do innych lampek), ale ręczę, że w terenie aż tak źle nie jest. Parę ultra w niej przebiegłem i było ok. Mniejsza „moc” powoduje za to, że długo świeci. Na 1 komplecie baterii alkalicznych biegłem całą noc i jeszcze do tej pory świecą one w moim Crivicie (a też parę godzin tu pobiegałem). Lenser dobrze radzi sobie również w deszczu, nic nie paruje, nie zamokło w środku.
Podsumowanie
Mimo słabego natężenia światła ze względu na solidność i równomierne rozłożenie wiązki moim numerem 1 pozostaje i tak Lenser. Ponieważ ilość światła generowana przez niego, nie dla wszystkich będzie akceptowalna, jako tańszą alternatywę polecam Crivita, ewentualnie Vipow.
Reszta jako lampy do biegania ma raczej mniejszą użyteczność. Biedronkowa jest za ciężka, a no-name raczej pozwoli nam być widocznym dla kierowców aut niż realnie oświetlać drogę.
Krótko i na temat 🙂 Po Piekle Czantorii nogi czułem jak przy początkach biegania. Z tego powodu pierwszą połowę tygodnia przebimbałem. Później zaś wciągnęły mnie prace poza biegowe i do weekendu sportu nie było.
Źle, bo biegi w sobotę i niedzielę szły straszliwie ciężko. Niby tylko 6 dni przerwy ale ewidentnie ciężko mi było się rozpędzić 🙂
Data: 26/11/2016
Dystans: 10,03 km Czas: 01:00:46 Średnie tempo: 6:04 min/km
Ale się wystraszyłem pod koniec biegu 🙂 Truchtam sobie wolniutko szlakiem w Górach Sowich gdy z tyłu coś nagle zaszeleści. Odwracam głowę gotów do ucieczki 🙂 a tu… biegacze. Ludzie chyba nie mają co robić, by w niedzielę o 07:00 latać po lasach. Wszystkiego bym się spodziewał w tym miejscu i o tej porze ale nie człowieka 🙂