Archiwa tagu: podsumowanie

Wrzesień 2020

Żeby nie wprowadzać ponurego nastroju nie będę smucił już jak to słabo pobiegałem we wrześniu. No słabo, co zrobić 🙂

Bieganie: 61.06 km
Rower: 251 km
Chodzenie: 15.80 km

Wrzesień wpisuje się trochę w kanon poprzednich miesięcy. Krótkie odcinki biegowe, sporo roweru.
Całość nie wyglądałaby tak źle, ale tak naprawdę to biegowe miałem pierwsze 2 tygodnie. Później bieganie w sumie już nie było.
Trzeci tydzień to mój wyjazd rowerowy. Po nim, wiadomo zrobiłem kilka dni odpoczynku ( i tylko 1 bieg).
Czwarty tydzień trafiła mnie jakaś infekcja (bo raczej nie covid :)). Katar, zatoki, osłabienie ogólne. We wtorek jeszcze trening był a później siedziałem w domu 5 dni i wracałem do siebie.
Piąty, niedawno zakończony tydzień to taki okres resetu. Biegać, rowerem jeździć bym mógł ale mi się nie chciało. Potrzebowałem jakoś się wyluzować, wrócić do siebie fizycznie i psychicznie.

Myślę, że wracam powoli na lepsze tory i teraz już pójdzie lepiej.

Sierpień 2020

Aż mi się nie chce pisać tego podsumowania 🙁
Wpadłem w pułapkę lenistwa. Coś mi w głowie się przestawiło i o ile idę biegać chętnie to po jakieś … 5 km truchtania. No, w porywach do 7 km dociągnę. Porażka, ale nie mogę się zmusić i koniec. Ani wizja spadku formy i rosnącego brzuszka, ani 10 km zawody (już w tą niedzielę) nie spowodowały bym się jakoś zmobilizował.
Czas był, był… i już go nie ma 🙂 Pogodziłem się, że na pierwszych moich zawodach w tym roku będę męczył się by w ogóle dobiec a nie coś czasowo zawalczyć.
Ta 10-ka to może i nie problem (wiadomo wymęczę jakoś) ale w listopadzie chciałem przebiec 21 km po Górach Sowich. Tak… jak się nie ogarnę to dopiero będzie ciekawe przeżycie.

No nic, narzekanie to moja specjalność więc lepiej zakończmy w tym momencie 🙂

Liczbowe wyniki wyszły następujące:
Bieganie: 42,92 km
Rower: 190,52 km
Chodzenie: 18,89 km

Tyle o sierpniowym bieganiu 🙂 Zmieńmy temat…

Sporo ostatnio jeździłem rowerem. Moja Żonka, co już chyba wspominałem dużo lepiej się w tym odnajduje a i mi sprawia to przyjemność.
Małe wtrącenie 🙂 Rower nie jest jakimś moim nowym objawieniem (jak to niektórzy nie chcąc/nie mogąc biegać nagle przerzucają się na jednoślad). Dawno, dawno temu średnio szkolnym dziecięciem będąc jeszcze, solidnie byłem zakręcony na jazdy. W czasie wakacji u dziadków (Podkarpackie województwo) wsiadaliśmy z kuzynostwem na rower i codziennie jeździliśmy gdzie nas oczy poniosą. Nie ma nic przyjemniejszego niż taka jazda w nieznane. Odkrywanie nowych tras, miejsc. Robiło się to 10km, to 50km. I to na maszynie marki Ukraina 🙂 Ciekawe kto by dzisiaj się porwał na takie coś. Ech, wspomnienia są zawsze najlepsze… i przyjemnie teraz znów obudzić dawną pasję 🙂
No ale wracając do rzeczywistości. Nic nie dzieje się oczywiście bezinteresownie 🙂 mieliśmy z Żonką, w głowie parę fajnych projektów związanych właśnie z dwoma kółkami. Pierwszy, którym miało być objechanie polskiego wybrzeża Bałtyku nie wypalił z powodu koronawirusa. Zamknięte hotele, restauracje (w czerwcu mieliśmy jechać i ok otworzyli, ale tak do końca nie było wiadomo co z tym będzie). Zamysł nie upadł, został przełożony na przyszły rok.
Chcieliśmy też przekręcić rundkę wokół Tatr. Strach jednak jechać (Słowacja) bo może kwarantannę wymyślą. To też będzie w 2021 🙂
Finalnie wymyśliliśmy jeszcze coś innego. Wydaje mi się, że też fajnego więc… chyba dołożę do swoich biegowych historii i coś o rowerach.
Uprzedzam, nie zmieniam targetu bloga (dalej bieganie is the best), nie będę się zbytnio wymądrzał o sprzęcie ale może kogoś to zainteresuje. W końcu wplatanie roweru w biegowe treningi to teraz całkiem modny trend.
No dobra, długo wyszło to stop 🙂 Co wymyśliliśmy z Żoną poczytacie już niedługo. A jak biegało się 10 km bez formy też będzie 🙂

Lipiec 2020

No i pyk i po lipcu.

Bieganie: 58.03 km
Chodzenie: 20.31 km
Rower: 432 km

Z pewnością miesiąc specyficzny. Pod względem biegowym tragiczny. Całościowo jednak nie wyszło to tak źle, widzę pewne plusy, które w mojej ocenie przeważają negatywne aspekty.
Jak powiedziałem, biegowo dokonałem … nic. Dystans jaki pokonałem podchodzi pod wartości rekordowo niskie. Malutko, oj malutko. Wszystkie biegi w dalszym ciągu tak do około 5 km, w swoim spokojnym, jednolitym tempie. Nie jest to rozwojowe.
Szczęśliwie dla mnie, lepiej robi się jednak z moim kolanem. Lepiej się już zgina, jeszcze jakaś sztywność w skrajnym punkcie czuję ale to i tak niebo a ziemia do tego co było wcześniej. No i przy chodzeniu, bieganiu jest ok, nie przeszkadza nic.
Niedobory biegowe pokryłem w lipcu rowerem. Dystans godny 🙂 a i same wycieczki rowerowe więcej niż przyjemne. Sporo było tu górskich wypraw (Góry Sowie i okolice), koniec miesiąca zaś to powrót w Oleśnickie niziny. Siadłem wtedy na starutką kolażówkę i okazuje się, że da się na niej całkiem szybko i przyjemnie jeździć.
Ogólnie jakoś, rower mi ewidentnie dobrze wchodził. Szybko wróciłem do dobrej,turystycznej formy. Fajnie 🙂
Dodatkowym plusem dwóch kółek okazało się być zrzucenie 2 kg wagi. Z dołującego mnie 92,5 spadłem na około 90,3-90,6. To naprawdę dobry news dla mnie.

Nie lubię składać obietnic przed sobą, bo wiele razy mi coś nie wychodziło, ale mam wrażenie, że punkt wyjścia jest ok. Trzeba teraz spróbować szarpnąć bieganie. Jak nie teraz bowiem, to kiedy sam już nie wiem 🙂
We wrześniu powinienem mieć 10 km bieg w Twardogórze. Zmieniona (ale pewnie i tak szybka) trasa zachęca by pokazać się z dobrej strony. Czy będę w stanie? Zobaczymy ale jak wyżej, koniecznie muszę zacząć biegać solidniej bo inaczej będzie wstyd, że hej!


Czerwiec 2020 – jest źle a nawet gorzej

Pół roku już za nami. Jakby było co, można by poświętować. A. że nie ma…

Biegowo, mój czerwiec nie wyróżniał się w żaden lepszy sposób od maja. Utrzymałem praktycznie takie same numery:
Przebiegłem – 94,82 km,
Przejechałem rowerem – 137 km,
Przeszedłem (z kijkami lub bez) – 24,56 km

Kolorowo aż miło 🙂

We wszechobecnym kulcie sukcesu rzekłbym, że zacnie 🙂 Sportowy miesiąc, w ruchu, formie. Endomondo pęka od kolorów i kółeczek. Regularnie trenowane, no szok i niedowierzanie.

Rzeczywistość jednak w mojej ocenie nie jest tak świetna. Oczywiście nie mogę powiedzieć, że się całkiem obijałem. Coś tam jeździłem i biegałem. Są to jednak na tyle małe aktywności, że zaczęło się to odbijać na mojej wadze. Z przerażeniem zauważyłem ostatnio 92, 5 kg. Kurcze, tyle to ja miałem X lat temu i źle się czułem/wyglądałem. Widać, że słabe nawyki żywieniowe przeważyły spalanie kalorii z aktywności fizycznej. Oj, katastrofa, katastrofa.

Drugą, nie wiem czy nie gorszą wiadomością jest fakt, że zaczyna mnie boleć prawe kolano. Nie wiem z czego, nie kojarzę bym je jakoś przeciążył, uszkodził na biegach. Zginać się zgina, nóżką mogę wychylić w przód, tył ale coś je czuje. Tak samo przy chodzeniu. A tragedia zupełna jakbym chciał machnąć przysiad na szybkości. Bym się chyba nie podniósł po nim. Przy samym końcu ruchu zaczynam czuć jakąś sztywność. Na tyle sporą, że zaczynam unikać takiego ruchu. Awaria, strasznie mnie to martwi bo kolano to organ raczej średnio się regenerujący (a powiedziałbym, że nawet wcale).

Niezbyt wiem co robić w tej sytuacji. Odpuszczać ruchu chyba nie ma sensu, jakoś zbyt mocno się przeforsować raczej też. No nie wiem. Chyba trzeba poobserwować z tydzień, dwa i jak się samo nie naprawi to pozostanie biegać po doktorach.

Cóż, tym mało optymistycznym akcentem kończę raport czerwcowy. Lipiec będzie pewnie podobny, chociaż widzę sens powolnego podnoszenia się „z kolan” (jak to brzmi w mojej sytuacji :)). W każdym razie jakieś biegi (na ten moment) od września do listopada są aktywne w kalendarzu czyli warto by się przygotować.

Maj 2020

Bliżej już ku końcowi czerwca no ale… lepiej późno napisać niż wcale 🙂

Maj w moim wykonaniu to typowo rekreacyjne bieganie. Ani solidnych treningów nie było, ani powalających rekordów (liczbowych). Zafiksowałem się jakoś na swojej ulubionej trasie łąkowo-pagórkowo-leśnej no i prawie codziennie te 5 km tam robię.

Z jednej strony fajnie, bo sumiennie biegam prawie 4-5 razy w tygodniu z drugiej mało to rozwojowe, coś sam tak czuję. Wydaje mi się, że formy z tego nie będzie żadnej. Niby jest ta górka, niby chwilę po prostej no i zbieg też jest ale… Mało coś i ciągle to samo :/

Czasem myślę, że kontrolnie bym się mógł wypuścić na te 10 km albo więcej ale jakoś tak przekładam i przekładam 🙂 Poranne bieganie jak wiele razy mówiłem coś mi słabo służy. Człowiek nierozbudzony, nierozruszany.

No nic. W narzekaniu jestem dobry ale może i uda się w sobie zebrać realnie. Tym bardziej, że zaczynam zastanawiać się czy przypadkiem jakiegoś biegu nie zorganizują w drugiej połowie roku na jaki się zapisałem (np. Półmaraton Wałbrzych?). Oj by było 🙂 Pobiec go z bieżącej formy to prawie jak w 2012, na początku mojej biegowej ścieżki 🙂

Podsumowując zaś krótko maj – jakby nie fakt, że sporo się też chodzi i coś tam rowerowo zaczyna działać to powiedziałbym, że miesiąc słabiutki. A tak ujdzie 🙂

Dla spragnionych liczb podaję, że pokonało się:

92,57 km biegiem,
46,81 km chodząc,
131 km rowerem.

Kwiecień 2020 – podsumowanie

Kwiecień już za nami pora więc pochylić się trochę nad tym, minionym już okresem. Zestawienia i tabele czekają 🙂
Żartuję oczywiście, bo nie ma sensu robić nawet tych moim prostych analiz (jak wcześniej). Niewiele się bowiem działo.
Kronikarskim obowiązkiem, coś jednak napisać trzeba.

Biegi: 89,8 km
Chodzenie (nordic walking): 29,04 km
Rower: 29,33 km

Mimo klimatu (wirusowemu) wybitnie niesprzyjającego bieganiu nie odpuściłem całkowicie. Na biegi wychodziłem nawet regularnie.
By nie narażać się na jakieś nieprzyjemności, wynalazłem świetną trasę w okolicy. Prowadzi łąkami, przez odludne tereny więc udało się nie łamać zakazów leśnych, jak i szanse na spotkanie żywego człowieka ograniczone zostały do minimum. Trasa ma około 2.5-3 km (jest solidne podejście jak i spokojny zbieg). Jak chcę więcej to już muszę robić na niej pętelki (z lenistwa po płaskiej części).
Pewnym wyzwaniem była dla mnie godzina aktywności, bo by dodatkowo zapewnić sobie spokój treningowy, na bieganie chodziłem około 07:00.
Pod tym względem należy być zadowolonym. Regularność jest utrzymana, nie ma tak, że jestem na 0% formy.
Minusowo zaś wyglądało moje zacięcie do tych biegów. Chęci jakoś wystarczało mi co dnia na rundkę 5-7 km truchtania. Słabo trochę. Czuję, że to mało, a dodatkowo lenistwo wspomożone solidnymi domowymi obiadkami powoduje, że widzę w lustrze ciągle solidny bęben z przodu 🙂

Oprócz biegów w dalszym ciągu coś tam się ćwiczyło w domu. Im jednak robi się ładniej na dworze + poluzowali możliwości poruszania się (czyli np. można już wyjść na rower) tym gimnastyka zaczyna upadać. No niestety, jakoś brak mi zaparcia do biegów, roweru, chodzenia i jeszcze ćwiczeń. Silna wola to ciężka sprawa 🙂

Tyle w sumie mogę napisać o kwietniu. Nie trenuję wybitnie, ot biegam dla siebie z czystej chęci biegania. Czy to źle? Chyba nie, brak na horyzoncie jakichś zawodów biegowych, nie ma co rozpaczać, że biegam te paręnaście sekund wolniej niż kiedyś. Przyjdzie czas to się chyba jeszcze uda spiąć.

Poniżej takie widoczki mam przy bieganiu. Aż się nie chce wracać do miasta 🙂

Poranek
Konkurencja do biegania.
Wiosna na całego już i tu.

Marzec 2020 – Podsumowanie

Parę dni temu zakończył się trzeci i niestety ostatni miesiąc moich przygotowań do majowego maratonu. Ostatni, bo jak można się domyślić z powodu panującej sytuacji maraton odwołano. Można było się tego spodziewać ale jakoś tak do ostatniej chwili człowiek żył w niepewności.
O dziwo organizatorzy wysłali mail, iż płatności zostaną zwrócone, a sama impreza (jak wyczytałem na ich FB) będzie za rok. Pochwalić można orgów za zwrot $$, bo jak wyczytuje w internecie, nie zawsze jest to tak oczywiste. Może to i lepiej, chociaż po zastanowieniu wcale nie jest powiedziane, że miałbym jakiś problem by moja płatność przeszła np. na konto 2021. No ale, sytuacja jest jasna i czytelna, nie ma jakichś pretensji, uwag.
Czy mi szkoda tego maratonu? Tak i nie. Tak, bo jednak pracę w przygotowanie włożyłem. Nie, bo w marcu wystąpiły problemy z przygotowaniami (moimi) co finalnie i tak przekreśliło by wartościowy wynik. Podsumowując:

Statystyki 03/2020

WAGA
Stanęła coś w miejscu. Plus, że mimo coraz mniej możliwości poruszania się (home office i zakaz rządowe), nie wzrasta. Duża w tym zasługa mojej Żony, która sprawuje nade mną troskliwą opiekę w czasie siedzenia w domu (i ogranicza słodkie zachcianki :))

REGULARNOŚĆ i KILOMETRAŻ
Pierwsze trzy tygodnie marca szły jeszcze zgodnie z planem, ale im później tym zaczynało się dziać gorzej. Przed szałem koronawirusa mieliśmy niestety w pracy (w biurze) delikwenta, który łaził chyba z jakimś przeziębieniem, anginą, grypą czy czymś. Leczył się doraźnie jakimiś proszkami ale co bakterii nam sprzedał to nasze. Nie siekło mnie całkowicie, ale zaczynałem czuć zatoki, trochę gardło i inne atrakcje. Dodatkowo nie wiem czy nie zaczęło się coś pylić bo przy mocniejszych biegach zaczynało mnie przytykać i szybciej się męczyłem. Tu (okolice Gór Sowich) jest też ciągle, mroźne, górskie powietrze co też potrafi dokuczyć. Nie ukrywam, przestraszyłem się bo teraz nawet niezbyt jest jak (i gdzie) się leczyć i postanowiłem dać sobie chwilowo z biegami spokój. Lepiej nie rozłożyć się w tych trudnych czasach. W skutek tego ostatnie 2 tyg. marca to w sumie tylko chodzenie nordic-walking z moją małżonką.
Dało to poniższe wyniki:
– bieganie: 119 km,
– nordic-walking: 56,07 km
– spacery (pomierzone :)): 8,84 km
-rower: 6,59 km

Ogólnie, jakby zebrał to w całość miesiąc nie byłby stracony, ale jednak ciężko to nazwać dobrym, maratońskim przygotowaniem.

CO W KWIETNIU?
Coraz liczniejsze ograniczenia i zakazy powodują, że ciężko teraz biegać. Ja o dziwo mam gdzie się ruszyć, bo siedząc przy Górach Sowich wynalazł bym łączki, górki gdzie żywej duszy nie ma, a i szanse na policję, gajowego są niewielkie 🙂 Nie wiem jednak czy jest sens kusić los i czy jednak chwilowo nie ograniczyć się do aktywności domowych. Treningi prowadzę dość sumiennie, rozszerzyłem je dodatkowo o czas na orbitreku (przydał się w końcu na coś, a nie kurzy się latami :)) i rowerze stacjonarnym (zakupiłem sobie, wypróbuję już niedługo). A co z tego wyjdzie, zobaczymy. Prywatnie mam wizję, że będzie długo jeszcze źle i chyba na spokojne bieganie przyjdzie poczekać z miesiąc, dwa. Zobaczymy.

Na zakończenie zaś, trochę ku pokrzepieniu serc, trochę by z łezką w oku powspominać, takie warunki miałem na swoim ostatnim marcowym biegu:

Luty 2020 – Podsumowanie

Drugi miesiąc 2020 roku zakończony. Chcąc podsumować to jakoś krótko stwierdziłbym, że są plusy i minusy minionego okresu. A jakie? To poniżej.

Luty 2020 – podsumowanie kolejnego miesiąca treningowego.

WAGA
Ten punkt to w dalszym ciągu moja porażka. Niestety nic z masy nie urwałem, a nawet rzekłbym, że jeszcze przybrałem 🙁 Jak zacząłem zauważać na skali okolice 93 kg to poczułem się marnie. Źle bardzo, zły jestem na siebie. Tragiczna dieta dalej u mnie funkcjonuje i jak widać ilość treningu nie przeważyła jeszcze szali u wagi w stronę kiedy jednak spalam więcej niż przyjmuję.
Powiedzmy szczerze będą z tego kłopoty. Nie umiem (i nie uważam za zdrowe) jakiegoś turbo odchudzania. Przez pozostałe do maratonu 2 miesiące raczej nie schudnę więcej niż 8 kg (a i to nierealne raczej). Oznacza to, że na starcie stanę z wynikiem sporo powyżej 85-86 czyli umęczę się fest 🙁

REGULARNOŚĆ
Tu wszystko ok. Każdy tydzień to minimum 4 treningi. Zawziąłem się w sobie na tyle, że i deszcz mi nie przeszkadza by wyjść z domu 🙂 A to oznacza w moim przypadku wiele, bo z definicji nie biegałem kiedyś kiedy padało przed rozpoczęciem biegu 🙂

KILOMETRAŻ
Fajnie poszedł mi luty. Z suchych, miesięcznych dat pokonałem 160 km. Jeśli zaś liczyć pełnymi tygodniami (a tak wychodzi na wykresie) to klepnąłem 180,37 km. Założenia moje spełnione zostały w każdym razie w 100%. Dystans zwiększony w bezpieczny sposób. Nic zdrowotnie się nie posypało czyli ok.
Jeśli kogoś ciekawi co biegałem to raczej było to biegi spokojne, jednolitym tempem. Pilnuje tempa by nie biec zbyt szybko (powyżej swoich możliwości). Ewentualne urozmaicenia w moim przypadku to część treningów w wymagającym trailowym terenie (początek miesiąca) a końcówka to przeniesienie się na asfalt. Weekendy to zwyczajowe trasy w okolicy Gór Sowich, czyli sporo siły biegowej (podbiegi) i zbiegi. Jedyne szaleństwa na jakie sobie pozwoliłem to jeden bieg z narastającą prędkością (3 km, każdy szybciej) no i jakieś biegowe zabawy w stylu ostatnie x-set metrów niektórych biegów mocno.
Musi to wystarczyć bo nadwaga i spory deficyt wytrzymałości nie pozwalają jeszcze na nie wiadomo jakie cuda runningowe 🙂

DZIAŁANIA UZUPEŁNIAJĄCE
Również tu mogę dopisać sobie plusika. Utrzymałem ćwiczenia w domu, do biegania dodawałem też sporo spacerów i chodzenia z kijkami. Plan na kolejny miesiąc to delikatne zwiększenie dynamiki rozwoju ćwiczeń (w znaczeniu czasowym jak i dodanie trochę ciężarów) jak i wolne włączanie w plan roweru. Liczę, że pogoda i dłuższy dzień pozwoli już spokojnie kręcić dystanse jednośladem.

CO W MARCU?
Plan na marzec to dystans 200 km. Dojść do tego chcę w sposób zrównoważony, czyli dokładając jeszcze po trochę do każdego treningu, a nie krótko w tygodniu i jakieś dzikie longi w weekend. Oczywiście sumarycznie dłuższe wybiegania muszą się pojawić ale to w jakiś kombinowany sposób. Np. teraz w końcu lutego zrobiłem 6 km spacer nordic walking i bezpośrednio po tym przebiegłem 13,5 km. Fajnie to weszło, zmęczyło. Pewnie coś takiego powtórzę a jeśli będą tylko same biegi to z zakresu 15-17 km.

Styczeń 2020 – Podsumowanie

Pierwszy miesiąc roku 2020 już za nami. Szybko to idzie, powiedziałbym nawet, że stanowczo za szybko 🙂
Jako, że wykonałem mocny krok w stronę sfinalizowania moich biegowych planów – zapisałem się (i opłaciłem) maraton w Jelczu-Laskowicach to wypadałoby skończyć obijanie się i zacząć treningową orkę 🙂
Z tej okazji postanowiłem powrócić do krótkich podsumowań miesięcznych okresów treningowych. Może to być ciekawe dla tych co czytają. Zobaczą co można nabiegać stosując moje pomysły i dlaczego tak samemu nie robić 🙂
No to lecimy.

Styczeń 2020

WAGA
Jak to u mnie poziom startowy projektu niziutki. Po świątecznych obżarstwach waga wskoczyła na niepokojące obszary 91-92 kg. Na ten moment zaczynam powolutku schodzić w dół, ale ciągle są to gramy a nie kilogramy. To źle, czuję zwyżkę wagi, Jednak jak było 85-86 kg biegało się lżej (cóż za nowość :)). No cóż, pochylę się nad swoją dietą a jak wrócę znów do większych dystansów biegowych powinno to się samoistnie poprawić.

REGULARNOŚĆ
Jest ok. Swoją normę 3-4 treningów biegowych trzymam. Praktycznie w całym styczniu robiłem po 4 treningi na tydzień, chyba tylko jeden raz były 3 (a to tylko dlatego, że wstrętnie padało -a jak pada przez rozpoczęciem to nie biegam 🙂 )

KILOMETRAŻ
Oj, nie ma się czym pochwalić. Jakieś uwstecznienie nastąpiło. W środku tygodnia biegałem po 5-7 km/trening, a weekendy to nie więcej niż 12 km/trening. Dawało to przebiegi poniżej 30 km/tydzień. Styczeń zamknąłem więc wynikiem 90,7 km, co jest wartością tragiczną 🙁
Mały plus to fakt, że z każdym kolejnym tygodniem trochę dystansu dokładałem i już pod koniec stycznia weszło prawie 30 km.

DZIAŁANIA UZUPEŁNIAJĄCE
Oprócz biegania sporo było w styczniu chodzenia. W sposób „zorganizowany” czytaj zmierzony nabiłem 35,35 km. Zwłaszcza pierwszy tydzień roku to dużo spacerków. Świeżo byłem wtedy po chorobie i biegać jeszcze sił, chęci nie było.
Co ważniejsze, w końcu … regularnie zacząłem w domu ćwiczyć. 5 treningów/tydzień robię. Jakieś efekty już widzę, ciało obudziło się z uśpienia 🙂 I pompek parę się już machnie lżej niż na początku i brzuch, grzbiet,barki trochę już mocniejsze. Jest więc dobrze. W dni niebiegowe tuptam jeszcze na steperze, symulując sobie wchodzenie po schodach. Siła z tego powinna być.

CO W LUTYM?
Żartów nie ma, trzeba by wydłużać bieganie i zadbać o miskę. Zastanawiam się tylko jak mocno dowalić sobie na treningach. Z 90 km na 200 to by chyba było samobójstwo i wątpię bym wytrzymał. Chyba trzeba celować w jakieś 150 km a dopiero w marcu powitać 2xx. Tylko wiadomo… czasu mało i do maratonu znów super dyspozycji nie będzie.

Podsumowanie – czerwiec 2019

Kolejny miesiąc odhaczony. W mojej ocenie dobry. Gdyby nie ostatnie 2 tygodnie, z mniejszą ilością biegania, w końcu pękłoby 200 km biegu. A tak wyszło 180 🙂

WAGA
88km udało się utrzymać. Przez moment na liczniku pokazało się nawet 87 ale to jeszcze pozycja przejściowa. Za wcześnie by świętować.

KILOMETRAŻ + ILOŚĆ/JAKOŚĆ TRENINGÓW
Przebiegłem 180 km. Jak zapodałem we wstępie widoki były i na 200, ale „przeszkadzajki” amatorskie (a to sytuacja rodzinna, a to weekend przeznaczony na co inne) zmniejszyły mi osiągi w ostatnich 2 tygodniach. Ogólnie jest ok, bo mimo chwilowych spadków to czasy i dystans pojedynczego treningu jest dobry. Zawsze więcej niż 10 km (a bliżej 12-14 km). Brakuje mi długich wybiegań ale nietypowo uderzyłem w równomierne (a mniejsze) zwiększenie wszystkich treningów. Wydaje mi się, że da to lepszą formę i dyspozycję niż 3 mniejsze treningi i długi long w weekend. Czy miałem rację okaże się za jakieś 1,5 miesiąca 🙂

TRENING UZUPEŁNIAJĄCY
Ćwiczeń brak (żal.pl), za to kolejny udany miesiąc pod względem 2 kółek. 408 km przejechałem, co jest mega wynikiem. Liczę, że to zaprocentuje w połączeniu z bieganiem.

SAMOPOCZUCIE/MOTYWACJA/ZDROWIE
Może być 🙂 Kontuzje dalej mnie omijały co bardzo mnie cieszy.

Czyli…
„Powoli, do przodu, staramy się 🙂 Idzie w miarę w dobrą stronę wszystko, chociaż nie ukrywam trochę za późno się zebrałem. Wszystkich zaległości nie nadrobię”.
Tak napisałem w maju i jest to ciągle aktualne. Boję się, że trochę zbyt zachowawczo dokręcam śrubę, ale jak pisałem parę razy obawa, że coś w organizmie rozwalę jest silniejsza. Lepiej już małymi kroczkami iść do przodu niż po skoku upaść i nie wstać.