Archiwum kategorii: Roznosci

Testowe bieganie – Salomon Speedcross 4

Logo strony Test Sprzetu

Kilka tygodni temu zapisałem się internetowo na test butów Salomon Speedcross 4 (testy sponsorowane przez InterSport). Po zapisach nastąpił okres ciszy :), zapomniałem nawet kiedy to miało być, ale finalnie dostałem wiadomość z przypomnieniem o wydarzeniu.
Jak już coś zaplanuję to staram się to zrealizować więc nie pozostało nic innego jak pojechać do Wrocławia (bo tam miał mieć miejsce test).
Przybywszy na miejsce, okolice Hali Orbita, przebrałem się w biegowe ciuchy i rozpocząłem poszukiwania gdzież to będzie ten event. Łażę trochę w lewo, trochę wprawo nikogo nie widać 🙂 Ale wreszcie ufff.. jest. Widzę auto oklejone reklamami sponsorów więc trafiłem tam gdzie trzeba.

Prowadzącą test była Natalia Tomasiak (jak doczytałem później całkiem utytułowana biegaczka). Po chwili pojawili się inni zapisani uczestnicy. W zawrotnej liczbie… 3 osób 🙂 Łącznie z prowadzącą było nas więc 5 szt, co okazało się swoistym (chociaż niezbyt chlubnym) rekordem.

No cóż, nie ilość ale jakość się liczy więc po słowie wstępnym pozostało założyć buty – Salomon Speedcross 4 i zegarek Suunto Spartan (oprócz butów można było potestować również jego).

Spokojnym truchcikiem podążyliśmy do parku gdzie nastąpiła solidna rozgrzewka i testowe okrążenia (4 jak dobrze liczę). Na koniec porcja ćwiczeń rozciągających, chwila dyskusji o sprzęcie, wręczenie pamiątkowego giftu (soft cup Salomona) i można było jechać do domu.

E… no dobrze, napiszę może jak wypadło testowanie, bo może kogoś to zainteresuje 🙂

Salomon Speedcross 4.
Salomony to buty dość specyficzne. Ciężko opisać komuś, kto nigdy ich nie używał ale w dużym skrócie to but na ciężkie warunki terenowe – błoto, śnieg, szuter. W lekkim terenie, skałach raczej się nie sprawdzają bo ich kolce „unoszą”nas nad ziemią i wcale stabilni nie jesteśmy.
Ich żywiołem jak pisałem jest naprawdę wymagający teren i tu warto je mieć. Dobrze trzymają stopę, solidna cholewka zabezpiecza przed czynnikami zewnętrznymi a przy tym są wygodne nawet na długich trasach.
Porównując model nr. 4 z jego poprzednikiem wielkich zmian nie zauważyłem. Bucik sztywny, dość wąski (mi to pasuje bo mam szczupłą stopę). Na asfalcie biegło się „powyżej” gruntu, w terenie już wygodniej (mimo, iż było sucho, a alejki parkowe ubite).
Godzinka biegania (około 9 km) nie zaowocowała żadnymi obrażeniami. Nic sobie nie obtarłem, nie uszkodziłem. Wiadomo to za krótko by coś konkretnego o bucie napisać ale jak dla mnie było ok. Chyba wrócę do swoich Speedcrossów 3 i coś sobie teraz (jesień/zima) w nich też pobiegam.

Suunto Spartan Sport Black
Oprócz butów w udziale testowym przypadł mi taki oto zegarek. Ponieważ miałem na ręku swojego Suunto Ambita miałem go nie brać ale myślę sobie co mi szkodzi pobawić się i tym.
„Czasomierz” zgrabny. Średnicą większy od Ambita, za to bardziej płaski. Wygląda na ucywilizowanego i można by go już nosić codziennie. Z wyświetlonym na ekranie a’la chronografem z daleka nie odróżniałby się od zwykłych sportowych zegarków.
Spartan, wykonany jest solidnie. Materiały sprawiały przyjemne wrażenie w dotyku (pasek, koperta, solidne mineralne szkiełko). Na ręce leżał dobrze, nie przeszkadzał.
Duża różnicę w porównaniu do Ambita widać w ekranie. Tu jest już kolorowy (ale to jeszcze nie poziom ekranów smartfonów), o dużej ostrości. Pikseli nie widać. Co więcej ekran jest dotykowy i nawet to dawało radę obsłużyć.
Wiele więcej o nim nie powiem. Sterowanie w pierwszej chwili wydawało mi się mniej intuicyjne, ale jak już zrozumiałem o co chodzi to po menu nawigowałem. Słabiej podobało mi się wychodzenie z trybu treningu. Po zastopowaniu pokazywał na ekranie opcje wznów/zakończ, naciskałem stosowny guzik i reakcji nie widziałem. Albo coś robiłem źle albo przymulał 🙂
W czasie biegu wskazywał dystans, pikał co km i wyświetlał info o tempie itp 🙂 Miał jednak włączoną chyba jakąś auto-pauzę bo na rozgrzewce mi się wyłączył i musiałem po chwili znów nacisnąć start. Z tego powodu nie mogłem na koniec porównać wskazań z moim Ambitem.
Cóż trzeba by się pobawić więcej by cokolwiek dodać. Na ten moment jednak kasa jaką za niego trzeba dać mnie wyklucza z zakupu, więc raczej nieprędko będę miał okazję Spartana wypróbować 🙂

P.S.
Przy rozciągnięciach na koniec wychodzi jakie mam tyły. Masakra jaki jestem „sztywny” 🙂 Wiek robi swoje i ciężko się wygiąć 🙂 Nie wiem czy to też zasługa butów czy braku koordynacji ale przy stanięciach na jednej nodze bujało mnie jak na morzu 🙂 Trzeba nad tym popracować.

Ultrabieganie w chłodniejsze dni

Logo strony Test Sprzetu

Może kogoś zainteresuje małe podsumowanie, jak sprawiły się ciuchy biegowe, które zabrałem na 78 km bieg UltraKotlina 70.

Jako, że na jesieni jeszcze nigdy tak długiego biegu nie „robiłem” to dylemat co wziąć był duży. Testowałem, myślałem, przebierałem 🙂
Wstępną analizę co zabiorę podawałem wcześniej:
http://rmc-biega.pl/?p=700
N
ajważniejszymi kryteriami jak pisałem było:
– ciuchy i na cieplejszy dzień i na chłodną noc (przy czym zestaw na tyle uniwersalny by dało się biec w całości od razu),
– w miarę wiatro-wodoszczelne (ale ta wodoszczelność to taka umowna, nie mam ubrań stricte wodoszczelnych)
– no i wygoda, tak by nic nie obierało, cisnęło na długim dystansie.

Finalnie, względem planów, dokonałem jeszcze pewnych zmian i pobiegłem w takim zestawie:
– bielizna (dół) – bokserki (Kalenji),
– bielizna (góra) – termiczna z długim rękawem (Crivit),
– skarpetki – Kalejnji Kiprun Intensiv (wg producenta zapobiegają odciskom),
– koszulka – Nike Pro Combat z długim rękawem,
– legginsy – Kalenji (na chłodniejsze dni),
– kurtka – InterSport Pro Touch,
– czapka Dunlop (typowo biegowa, kupiona kiedyś w Biedronce),
– buff (no name),
– rękawiczki biegowe Crivit,
– plecak biegowy Quechua MT-10 wraz z bidonem Meteor 2l,
– buty Adidas Kanadia TR 7.

Zestaw ciuchów raczej na wersję – zimno 🙂 Pogoda spłatała mi jednak figla i w dzień okazało się być całkiem ciepło (przynajmniej do połowy dnia). Pierwszą część biegu pokonałem więc bez kurtki (miałem ją w plecaku). Na głowę zamiast czapki założyłem buffa.
W tej konfiguracji biegło mi się dobrze, nie było ani za gorąco ani za zimno.
Z nastaniem zmroku, założyłem kurtkę i czapkę. Włożyłem też rękawiczki, ale te to tak trochę na wyrost. Dałoby się biec i bez nich.
W czasie biegu wszystko spisało się bdb. Nie zanotowałem żadnych obtarć, pęcherzy. Mała uwaga: w newralgicznych miejscach wspomogłem się wazeliną (przed biegiem).
Zwłaszcza, zadowolony jestem z butów, bo tym razem nogi miałem jak nowe 🙂 (no dobra, prawie jak nowe bo jednego paznokcia trochę obiłem i pociemniał).

Jedyny minus mojego zestawu wyszedł już na mecie. Przez padający deszcz i pot wszystko miałem mokre. No i w ogóle nie chciały mi schnąć te ciuchy mimo, że siedziałem w cieple. Przez to strasznie mnie wytelepało z zimna 🙁 Opatuliłem się folią termiczną ale i to niewiele pomogło. Wybawiło mnie dopiero przyjechanie Żony i możliwość przebrania się (od razu mi przeszły trzęsawki). Jak widać, obowiązkowo trzeba mieć jednak coś suchego na przebranie na mecie.

Testować i sprawdzać warto za wczasu…

Sprzęt biegowy oczywiście 🙂

Tą oczywistą oczywistość niestety bardzo często się lekceważy. A to naprawdę poważny błąd. Sam parę razy „przejechałem się” na zawodach kiedy nowa koszulka, skarpetki czy buty sprawiły mi niemiłe niespodzianki „odczuciowe”.

Nie będę tu odkrywczy gdy potwierdzę te mądrości.  Na ważne biegowe okazje trzeba używać tylko to co znamy, nie powoduje żadnych dyskomfortów i jest wygodne. Oczywiście tak samo jak nie powinno się biegać ważnych imprez  w całkiem nowych rzeczach (ubranych pierwszy raz).

Po ostatnich kilka biegach do powyższych uwag dodam jeszcze – stosować swoje wyposażenie w sprawdzonej kombinacji 🙂

Okazało się bowiem, że całkiem fajne bokserki Nike Pro Combat nie sprawdzają się w ogóle w połączeniu z kompresyjnymi legginsami Nike (przy okazji kupiłem je używane kilka tygodni temu – jak ktoś nie ma oporów na ciuchlandy to naprawdę można w nich kupić wypasione sportowe ciuchy).
Legginsy z moich Pro Combatów co chwilę zjeżdżały w dół 🙂 i musiałem je podciągać w czasie biegu. Ale jestem szczęśliwy, że wyczaiłem to teraz a nie na 80 km trasie UltraKotliny. Ufff…. 🙂

A jak już przy doborze stroju na jesienne ultra. Dylemat co ubrać mam nieziemski 🙁 Pewnie mi się nie uda, ale staram się wybrać złoty środek – tak by nie było mi gorąco w dzień, ale i bym nie zamarzł w nocy. Do tego priorytetem dla mnie jest fakt by to co wybiorę nadawało się do ubrania od razu i żebym nie musiał dźwigać ciuchów w plecaku. Ciężko…

Ponieważ tempo biegu w moim wydaniu wielkie raczej nie będzie to skłaniam się ku opcji cieplejszej. Na dzisiaj planuję ubrać:
– bielizna termiczna z długim rękawem (Crivit),
– koszulka Nike Pro Combat (też używana :)) z długim rękawem
– kurtka. Co do tej ostatniej warstwy jeszcze myślę. Ostatnie 3 biegi to test różnych opcji. Próbowałem wiatrówkę z Aldi, softshell biegowy z Aldi i kurteczkę InterSport Pro Touch. Wiatrówka to chyba za mało jak na góry jesienią więc albo softshell albo kurteczka. Softshell widzi mi się ok, ale ja w softshell-ach coś się mega pocę od środka 🙂 A to też niezbyt dobrze przy tylu km. To chyba padnie na kurteczkę Inter Sporta. Też będzie w niej ciepławo w dzień ale mam wrażenie, że lepiej się suszy.
– na dół planuję kompresyjne długie legginsy Nike, bokserki Kalenji (te już wiem, że pasują do Nika 🙂 i skarpetki Kalejnji Kiprun Intensiv (nowy nabytek ale jak na razie ok).
– dodatki to czapeczka Nessi, buff (jeden na szyję , może wezmę z drugi na głowę na zmianę czapki), rękawiczki Crivita,
– buty Adidas Kanadia TR 7. Pokombinowałem trochę z wiązaniem i powinny dobrze się trzymać nogi. A trochę więcej luzu niż w Adidasie Raven nie zaszkodzi.

No zobaczymy jak to wszystko wyjdzie. Powinno być ok pod względem temperatury. Oby tylko nie padało cały dzień i noc bo na mokro to nie wiem jak ten zestaw da radę.

Co zabrać na bieg ultra?

O ile w przypadku normalnego biegu sprawa jest prosta (buty, ubranie, może jakieś picie i jedzenie wystarczy) to planując górskie bieganie na długim dystansie sprawa się trochę komplikuje.  Okazuje się, że potrzeba trochę więcej rzeczy. Co gorsza nieść będziemy je w większości na własnym grzbiecie 🙂 więc lepiej wybierać tylko to co naprawdę może się przydać.

Warto więc nie pozostawiać przygotowania do biegu na ostatni moment, ale poprzedzić je solidnym planowaniem.
Kiedy ja szykowałem się teraz do DFBG wypisałem długą listę sprzętu  do wzięcia. Posiedziałem nad nią chwilę dopisujący czy skreślając pozycje.
Dodatkowo lista taka ułatwi nam później pakowanie, bo mamy pewność, że w ferworze walki nic nie zostawimy w domu.

Chciałbym przedstawić Wam poniżej swoje propozycje z komentarzem czy warto było je brać czy są jednak zbyteczne. Oczywiście lista taka nie jest jedyną obowiązującą (modyfikacje na pewno byłyby konieczne np. przy biegu w zimie). Ale jakąś pomocą może być.

Jeszcze mała uwaga przed listą – przy pozycjach pisałem konkretne nazwy rzeczy. Takie po prostu wytypowałem z tego co mam. Jeśli ktoś ma/lubi inne jego wola.

Przedmiot Biorę ze sobą Na przepakach Komentarz
Plecak biegowy Quechua MT10 TAK NIE Bez dyskusji,trzeba mieć
Bukłak do plecaka Meteor 2l TAK NIE J.W. Ja potrzebuję sporo wody więc biorę
Bidon/Softflask no name TAK NIE Miałem, przydał się bo lałem w niego colę lub izo
Kubek składany TAK NIE Był w wymaganiach DFBG, ja użyłem parę razy ale mając softlask to sprawa do przemyślenia czy potrzeba
Buty terenowe Adidas Raven 3M TAK NIE Bez dyskusji,trzeba jakieś mieć. Przy mega długim biegu warto pomyśleć czy nie wziąć na przepak jakichś na zmianę
Koszulka Adidas Climachill TAK NIE Bez dyskusji,trzeba mieć. Przy mega długim biegu warto pomyśleć czy nie wziąć na przepak jakiejś na zmianę
Skarpetki Nessi RSN TAK NIE Bez dyskusji,trzeba jakieś mieć. Przy mega długim biegu warto pomyśleć czy nie wziąć na przepak jakichś na zmianę
Spodenki Kalenji Elioplay TAK NIE Bez dyskusji,trzeba mieć
Opaski kompresyjne Kalenji TAK NIE Ja używałem i byłem zadowolony z nich.
Rękawki Kalenji TAK NIE Ja używałem ich w nocy i byłem zadowolony z nich (lżejsze na pewno niż bluzka z długim rękawem)
Czapka z daszkiem Viking York TAK NIE Bez dyskusji,trzeba mieć jakąś ochronę głowy
Wiatrówka Aldi TAK NIE Była w wymaganiach DFBG. Nie używałem ale i tak bym wziął. Lekka, chroni przed wiatrem i deszczem gdy by był.
Buff no name TAK NIE Miałem, nie użyłem bo było ciepło. Ale np. zamiast czapki można wziąć buffa
Frotka Adidas 🙂 NIE NIE Myślałem czy brać ale, że nie używam na co dzień to dałem spokój. Została w domu
Zegarek GPS SpoQ SQ100 TAK NIE Przydaje się. Wiadomo ile zostało czasu, ile do końca odcinka. Ten model podobno wytrzymuje do 18 godz. bez ładowania. Wierzę w to bo podładowałem go ze 2x na przepakach (po kilka min) a zawsze miał powyżej 70% energii
Kabel USB do zegarka TAK NIE Jeśli nasz zegarek trzeba będzie ładować na trasie to lepiej mieć
Powerbank TAK NIE Miałem bo bałem się, że zegarek nie wytrzyma całości. Wziąłem najmniejszy i najlżejszy.
Komórka Nokia 5800 Xpressmusic TAK NIE Telefon był w wymaganiach DFBG, ja użyłem parę razy robiąc fotki i sms-ując do Żony. Ale mieć trzeba w razie W. Ten mam specjalnie do biegania bo lekki a długo trzyma bateria
Czołówka LedLenser H5 TAK NIE Bez dyskusji,trzeba mieć biegając po nocy
Baterie zapasowe TAK NIE Moja lampa wytrzymała całą noc mimo że ze 2 godziny kiedyś świeciła. Ale lepiej wziąć niż biec w ciemności
Zapasowa lampka TAK NIE Gdyby padła czołówka. Wziąłem jak najlżejszą i najmniejszą niemniej gwarantującą jakieś sensowne światło
Fola NRC TAK NIE Była w wymaganiach DFBG. W razie W pewnie przydatna ale mi średnio pasowała. Sporo miejsca zajęła w plecaku. Dobrze chociaż, że lekka
Żele Optonia Ultra 500 TAK NIE Przydały się. Miałem 3, zjadłem wszystkie dla wzmocnienia na trasie
Wafelki Aldi Haselnuss Schnitte TAK NIE Ja je lubię, bo lekkie a dużo kalorii mają 🙂 Ale gdy w buzi sucho ciężko wchodzą, trzeba popijać
Wazelina TAK NIE Naczytałem się, że warto mieć na obtarcia. Nie użyłem, a gdzie mnie obtarło to już później i tak nie smarowałem. Zbyteczne jak dla mnie.
Plaster 12,5mm x 5m TAK NIE Do zaklejenia sutków + w razie W na skaleczenia. Lekki więc lepiej mieć
Bandaż elastyczny TAK NIE Nie użyłem ale wiadomo – jw.
Tabletki p.bólowe, magnez, sole fizjologiczne itp.. TAK NIE Wydzieliłem sobie po 2 tabletki z listka (przeciwbólowe, magnez i kolagen na stawy). Zjadłem 1 magnez. Mogły więc zostać w domu
Dowód osobisty TAK NIE Był w wymaganiach DFBG, ale lepiej mieć w razie jakiegoś nieszczęścia czy kłopotów ze służbami granicznymi, policją itp.
Pieniądze TAK NIE Były w wymaganiach DFBG, ale lepiej mieć w razie potrzeby (na autobus do domu czy jakieś ekstra picie jeśli jest gdzie kupić 😉 )
Krem do opalania TAK NIE Wziąłem darmową próbkę w saszetce. Nie użyłem. Słońce na szczęście mnie nie spaliło
Woreczki strunowe TAK NIE Do spakowania rzeczy wrażliwych na wilgoć. Najlepiej mieć w paru rozmiarach na drobiazgi czy ubrania
Chusteczki nawilżane TAK NIE Warto mieć bo lekkie a na pewno lepsze niż suchy papier 😉
Okulary przeciw słoneczne NIE NIE Myślałem czy wziąć ale, że normalnie nie używam to odpuściłem.
Opaska na kolano NIE NIE Dawno temu kolana po długich biegach czułem. Profilaktycznie myślałem czy nie wziąć. Odpuściłem i się nie przydała na szczęście.
Ciuchy na po biegu, ręcznik, mydło NIE TAK Wiadomo, gdy czeka nas powrót do domu to lepiej zrobić to na świeżo.

Sporo tego było jak widać. Szczęśliwie zmieściło się wszystko do mojego MT10 i mega ciężkie nie było. Dałem radę dźwigać całość 26 godzin = było ok.
W tym momencie mądrzejszy o doświadczenie biegu dołożył bym ciuchy, buty na przepak.  Może w jakimś stopniu uchroniłyby to mnie przed obtarciem stóp. Te drobiazgi, których nie użyłem były zaś na tyle lekkie, że mimo wszystko warto je wziąć. Kto wie, czy nie przydadzą się kolejnym razem.

Cóż. Kończąc podam jeszcze, że warto pokombinować jak spakować się z całością w plecak, by go na każdym przepaku nie wywracać do góry nogami. I tyle. Przyjemnego biegania 🙂

Pierwszy maraton – jak się przygotować

Pierwszy maraton – jak się przygotować?

Maraton – magiczny dystans dla większości biegaczy. Praktycznie każdy trenujący biegi z czasem czuje potrzebę zmierzenia się z nim. Złamania swoich słabości, udowodnienia, że jest się w stanie. Czy warto? Tu już każdy powinien odpowiedzieć sobie sam. Ja uważam, że tak. Żadne relacje, opowieści nie oddadzą wszystkich tych emocji, odczuć przed, w trakcie i po. Warto pobiec te 42,195 km przynajmniej raz by wiedzieć „jak to smakuje”.
Biegacze na trasie maratonuMaraton nie jest oczywiście najtrudniejszym wyzwaniem dla biegacza (są przecież biegi ultra, 24 godzinne i jeszcze parę innych hardcorów jakie potrafi wymyślić człowiek), niemniej dla przeciętnego truchtacza przygotowanie się do niego i samo przebiegnięcie jest na pewno wyczynem niecodziennym.  Warto więc pewne sprawy poukładać sobie by bieg nie był męką.

Tematów o tym jak biec, co przygotować jest w necie sporo ale może i w moim znajdziecie parę przydatnych wskazówek. Zaczynamy więc 🙂

0. Decyzja i trening.
Bieg w maratonie tak naprawdę nie jest aż takim wyzwaniem jak się wydaje. W obecnych czasach limity czasowe na ukończenie go są na tyle duże, że da się osiągnąć metę biegnąc tylko połowę dystansu a drugą idąc szybszym marszem. Daje to pewien komfort – nawet jeśli przydarzy nam się na trasie jakiś spadek formy, kryzys, że nie jesteśmy na przegranej pozycji. Do mety dotrzemy. Absolutnie jednak nie namawiam do stratowania w maratonie bez przygotowania. Satysfakcja z takiego maratonu raczej wielka nie będzie. Dodatkowo, kiedy biegamy np, maksymalnie tylko 5 km – 10 km. nawet to przejście 42 km odczujemy jako wielkie obciążenie dla organizmu. Zmęczenie mięśni, obtarcia, skurcze potrafią mega dać w kość. Jest jeszcze niebezpieczeństwo naprawdę groźnego zaszkodzenia sobie. Nie raz widać na trasie leżących „ambitnych” inaczej. Gdy ktoś zagłusza sygnały organizmu,  przekracza granice wytrzymałości i biegnie mimo braku sił kończy się to z reguły źle. Lepiej czasem odpuścić.
Oczywistym więc jest, iż przed maratonem należy odbyć trening. Jaki? To już zależy od naszej formy wyjściowej, celu (inaczej trenuje się biegnąc na osiągnięcie mety a inaczej np. na złamanie 3 godzin). W internecie są różne fajne plany, warto wybrać i skorzystać. Jak już coś wybierzecie to zobaczycie, że większość trwa 12-15 tygodni  co oznacza przynajmniej taki minimalny czas do przepracowania.

Od strony logistycznej warto na swój wypatrzony maraton zapisać się sporo wcześniej. Nie grozi nam później brak miejsc startowych. Dodatkowo zapisy nawet z pół czy rocznym wyprzedzeniem dają komfort sporo mniejszego wpisowego. Swoje pieniądze warto cenić i szkoda później „przepłacać”.

1. Logistyka przed biegowa.
Maratony z reguły są w większych miastach co wiąże się z konieczności dojechania i zaplanowania pobytu. Jeśli czeka nas przed biegiem długa jazda autem, pociągiem czasem warto wykosztować się na nocleg i przyjechać dzień wcześniej. Zmęczeni długą podróżą na pewno nie pokażemy 100% swoich możliwości.
Warto zorientować się wcześniej (przeglądając np. stronę organizatora) co, kiedy, dlaczego. Większość to sprawy banalne ale zaaferowanie przygotowaniami możemy coś przegapić. Polecam uważać zwłaszcza na:

– dokumenty jakie trzeba mieć ze sobą. Pakietu mogą nam np, nie wydać kiedy nie okażemy dokumentu tożsamośći. Czasami za granicą wymagane są zaświadczenia od lekarza. Jeśli zapłaciliśmy za bieg w ostatniej chwili lepiej wziąść wydrukowane potwierdzenie płatności. Organizatorzy nie zawsze aktualizują te dane i może się okazać, że płaciliśmy ale oni o tym nie wiedzą.

– czas i miejsce biegu. Oczywiste ale można się spóźnić i cały trud długiego treningu na marne. Lepiej przyjechać 2 godziny za wcześnie niż 10 minut za późno (w okolicy biegu często są pozamykane ulice, policja nie puszcza co dodatkowo wydłuża czas dojazdu). Dobrze mieć nawigację lub mapę by w ogóle trafić tam gdzie chcemy. W skrajnych przypadkach miejsce zapisów/wydawania pakietów jest gdzie indziej niż start, Miejcie to na uwadze aby zdążyć w obie miejscówki.

– odbiór pakietu. Doczytajcie kiedy go można brać. Są zawody, że w dzień biegu już ich nie dają. Trzeba przyjechać dzień wcześniej. Dodatkowo nawet jak dają to na ostatnią chwilę odebranie numeru odkłada naprawdę mnóstwo ludzi. Nic miłego gdy do startu 10 minut a wy stoicie w kilometrowej kolejce 🙂

2. Biegowy look 🙂
O ile trening można odbyć w czymkolwiek na maraton lepiej się przygotować. Źle dobrane buty, koszulka potrafią nieźle zaszkodzić i tak umęczonemu biegaczowi. Generalna zasada – na maratonie nigdy nie testujmy nowości. Nowe buty, skarpetki, bielizna itp. nie sprawdzą się. Biegniemy w tym co mamy przetestowane. Używamy  codziennie na treningach i nas nie obciera czy obciska.
Jeśli na maraton wyjeżdzamy gdzieś dalej i nie ma pewności co do pogody warto zabrać kilka ciuchów – i na cieplejszy dzień i na zimny. Biegnąc odczuwa się temperaturę o około 10 stopni większą niż jest realnie, więc lepiej mieć na sobie mniej niż za dużo.

Możecie o tym nie wiedzieć ale ze swojej strony polecam zaopatrzyć się dodatkowo w plasterki (zwykły plaster, chociaż niektórzy polecają wodoodporne), którymi można zakleić sutki. Na dystansie maratonu spocona koszulka można facetowi zrobić w tych okolicach niezłą tarkę 🙁

3. Chwilę przed/Na trasie – jedzenie, picie, strategia.
Szkoły co robić dzień, tydzień przed maratonem, ile jeść, pić itp. są różne ale według mnie najważniejsze to:

– zakładając, że solidnie trenowaliśmy – ostatni tydzień powinniśmy już lekko odpuścić. Zmniejszyć dystans, nie robić jakichś morderczych jednostek treningowych. Po prostu dać organizmowi odpocząć.

– co i ile jeść to też wg, mnie kwestia każdego z osobna. Generalne reguły mogą się nie sprawdzić ale najważniejsze to nie eksperymentować z nowościami w diecie. No i nie objadać się za wiele. Lekkie śniadanie parę godzin przed biegiem (np. 2 godz) będzie ok. Później już raczej tylko pić i ewentualnie coś lekko strawnego (co wiemy, że nam nie szkodzi),

– w czasie biegu dobrze jest się nawadniać, uzupełniać cukry. To co przygotowali organizatorzy z reguły wystarcza, szkoda brać ze sobą wodę, żele. Uwaga tylko – jeśli nigdy nie pijacie izotoników, jecie żeli energetycznych to na trasie lepiej ich nie brać. Nie wiadomo jak zareaguje żołądek. Woda będzie bezpieczniejsza. Przy okazji – żeli energetycznych nie popija się izotonikiem. To dość „wybuchowa mieszanka”, która może utrudnić bieg (przyśpieszyć go ale do toalety :))

– bardzo ważna w maratonie jest strategia i opanowanie. Biegniemy swoim tempem. Najgorsze co można zrobić to porwać się emocjom, tłumowi i wystartować za ostro. Szybko zmęczymy się, odetnie nas i po biegu. Lepiej zacząć wolniej a z czasem jak będą siły przyspieszać. To jest naprawdę trudne – ja parę razy już przez to zepsułem biegi. Jak są strefy startowe to stańcie w tej w której planujecie biec. Nie pchajcie się do przodu. Przeszkodzicie szybszym i jak pisałem porwani tłumem szybko się wymęczycie. Jeśli stref nie ma to lepiej stanąć z tyłu. Świetne uczucie gdy na trasie będziecie wyprzedzać a nie być ciągle wyprzedzani 🙂

– rozgrzewka. Przed samym maratonem jak i przed treningiem trzeba zrobić rozgrzewkę. Wg. mnie jeśli nie atakujecie rekordów wystarczy nawet coś lekkiego – choćby stacjonarne porozciąganie itp.  Start maratonu na 90% jest bardzo wolny. Truchta się, podchodzi, staje bo robi się na trasie korek 🙂 Rozruszacie się zanim przejdziecie do właściwego biegu.

4. Różności
Pewnie nie o wszystkim napisałem (uzupełnię jak coś mi się przypomni) ale kończąc już wspomnę tylko, że warto być wyspanym, wypoczętym. Impreza w noc przed maratonem to średni pomysł tak jak np, biegnięcie po alkoholu.

Cóż. Przy odrobienie wyobraźni, dobrym treningu pierwszy maraton będzie przeżyciem niezapomnianym – w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Powodzenia więc 🙂

Podsumowanie roku 2015

Nie będę się specjalnie rozpisywał ale tytułem kronikarskim szybkie podsumowanie roku 2015.

W całym roku nabiegałem 1724 km. W mojej dotychczasowej „karierze” to najlepszy wynik.
Spokojnie jeszcze parę kilometrów więcej dałoby się zrobić gdyby nie kontuzja w czerwcu.

Statystyki biegowe 2015

Miesięcznie, przebiegi dalej nie porażały. Ani razu nie udało mi się osiągnąć ponad 200 km. Widać więc, że mam tu tyły i jak pisałem wcześniej będę starał się to zwiększać.
Jestem bowiem taką osobą, że jak solidnie okresu nie przepracuję to wynik się sam nie zrobi. Chcąc więc w końcu ładnie „zrobić” maraton i DFBG 130 km trzeba biegać, biegać i biegać….

Podsumowanie – Listopad 2015 + plany treningowe

Mimo, że sezon startowy 2015 już praktycznie zakończony (nie wiem czy wystartuje w jakichś zawodach) to wykrystalizowały mi się konkretne plany na 2016 🙂

Oprócz „zwyczajowych” 10 km, półmaratonu i maratonu Orlenu zmierzę się z ultramaratonem. W ramach Dolnośląskiego Festiwalu Biegów Górskich pragnę pokonać Super Trail 130 km.

W 2015 ultra mi nie wyszło (kontuzja przed Rzeźnikiem) więc liczę, że tym razem będzie lepiej.

A, że plany całkiem spore więc treningów nie zawieszam 🙂 i całą zimę trzeba będzie solidnie przepracować. Mam już w głowie wizję jak stopniowo zwiększać kilometraż + dodać ćwiczenia ogólnorozwojowe (z tym jeszcze idzie mi gorzej ale od tygodnia powoli zaczynam coś się ruszać).

Aby w późniejszym okresie łatwiej skontrolować progres podsumowanie listopada:

LISTOPAD 2015
Pokonany dystans: 145 km

Można przyjąć, że to taki mój średni poziom. Miałem wprawdzie miesiące lepsze (październik 185 km) ale były i gorsze czyli startujemy 🙂

Nowości biegowe w Biedronce – 27/08-02/09

Test_sprzetu

Nowości biegowe w Biedronce – 27/08-02/09

Tytułem kronikarskim należy zauważyć, że w Biedronce pojawiło się sporo ciekawych rzeczy do biegania 🙂

Akcesoria i buty firmowane logo Dunlopa (chociaż opakowania utrzymane są w tonacji poprzednich akcji kiedy to marka była mało znana). Sporo również ubrań (softshell-e, bielizna bezszwowa, koszulki).

Biedronka_0109_02

Większość towaru celuje w okres jesienny/zimowy – bluzy, softshelle, czapki, rękawiczki, kamizelki odblaskowe. Ponieważ ciuchów i butów mam już sporo nie porywałem się na nie ale skusiłem się na czapeczkę i wkładki do butów.

Biedronka_0109_01

Pierwsze wrażenie jest pozytywne, jak sprawdzą się w bieganiu pozostaje niestety poczekać aż się ochłodzi 🙂

 

Na starych śmieciach :)

Przy okazji dzisiejszego City Trail naszło mnie na małe wspominki.

Rodowity jestem Wrocławianin i ponad 30 lat mieszkałem w okolicy dzisiejszego biegu (Osiedle Różanka). Droga do Lasku Osobowickiego prowadzi wzdłuż wałów Odry i na tych własnie wałach pierwszy raz biegałem/trenowałem (na studiach podnosząc formę do zajęć joggingu).
To były czasy, łza się w oku kręci 🙂 Na trasie nie spotykało się żadnych biegaczy a jeśli już było to te same parę osób, które z czasem poznawało się już wizualnie.

Nie to co teraz. Biegaczy tłum, wały „ucywilizowane” bo wyrównane, położone chodniki. Zawsze jakoś to co było kiedyś jawi się jako lepsze 🙂

Ciekawiło mnie strasznie jakie to ja dystanse wtedy pokonywałem (no bo przecież około 1998-2000 roku nie było gps, pulsometrów itp) i obserwując licznik kilometrów w samochodzie wyszło mi, że robiłem zawrotne 5 km. Wow, szacun 🙂

Szczęśliwi biegają ultra – krótka recenzja

Test_sprzetu

Szczęśliwi biegają ultra – krótka recenzja

„Szczęśliwi Biegają Ultra” M. Ostrowska-Dołęgowska, K. Dołęgowski

szczesliwi-biegaja-ultra1

Ciężko jest być odkrywcą nowego 🙂 Internetowi bloggerzy z reguły opisują to samo, tyle, że jedni trochę szybciej a inni trochę później. Cóź, nie będę się wyłamywał (no bo skoro i ja kupiłem tą książkę) i skrobnę coś na jej temat.

Nie jestem przesadnym pasjonatem książek o bieganiu. W swojej kolekcji mam tylko jeszcze jedną pozycję (Gallowaya o marszobiegu) jednak skuszony pozytywnymi recenzjami Szczęśliwych… jak i tematyką, która mnie kręci (biegi ultra) skusiłem się na zakup.

Nie da się ukryć, że książkę czyta się bardzo dobrze. Pochłonąłem ją szybciutko, z żalem robiąc przerwy na inne życiowe czynności 🙂
Ciężko w sumie wskazać powód tej „dobroci” bo książka jest troszkę o wszystkim i niczym 🙂 Pokazuje ona życiową drogę biegową Dołęgowskich, rozwój ich pasji i stopniowe przechodzenie od amatorów do zawodowstwa :). Są tu opisy ich biegów (jak i ich przyjaciół), anegdoty. Trochę o treningu, diecie.
Nie ma wskazania jedynej słusznej drogi biegacza ale sugestie, które mogą być pomocne początkującym.
Autorzy opisując swoje biegowe życie wspominają nie tylko o pozytywach biegów ultra. Mówią wprost, że często boli, sporo się traci (pod wszystkimi względami). Ogólny przekaz jest jednak pozytywny i tak też należy odbierać długie biegi 🙂

Odnośnie minusów. Hmm… w sumie wielkich nie ma. Mnie troszkę nuźyły fragmenty o zawodach przygodowych (adventure racing), którym autorzy poświęcili sporo miejsca. Trzeba uczciwie powiedzieć również, że amatorzy liczący na podaną tu solidnie wiedzę co jeść, jak biegać, ile trenować nie będą usatysfakcjonowani. Tego w tej pozycji nie ma. Przydatne rady są dość ogólnikowe i w dobie internetu wszystko to (dokładniej rozpisane) można znaleźć na forumach czy innych serwisach o bieganiu.

Podsumowując – pozycja ta to zgrabny miks tematów powodujący, że czyta się ją łatwo i przyjemnie. Skierowałbym ją raczej do biegaczy jeszcze nieprzekonanych do biegów górskich, ultra – tu z pierwszej ręki dowiedzą się co to jest i jak smakuje.
A jak już się przekonają to detale (treningi, diety, sprzęt) wyszukają gdzie indziej.

Książkę wydało wydawnictwo Galaktyka w 2015r. Ma ona 309 stron (+reklamy itd) i okładkowo kosztuje 39,90.