Archiwa tagu: góry

TEST – Salomon Speedcross3 Lake/ Fluo green/Fluo blue

Test_sprzetu

TEST – Salomon Speedcross3 Lake/ Fluo green/Fluo blue

W swojej karierze biegałem już w różnych butach. Od typowo marketowych „wynalazków” po buty znanych producentów. Większośc moich zakupów jednak klasyfikowała się do najprostszej (najtańszej) grupy obuwia. Poprzedni i jedyny droższy but jaki kupiłem do tej pory okazał się średnio wygodny (dla mnie) i z tego  powodu wydanie większej sumy pieniędzy było dla mnie ciężkim dylematem. Nie chciałem trafić na coś co znów nie spełni moich oczekiwań, będzie mało wygodne albo mało trwałe. No a połączywszy to jeszcze z warunkiem sprawdzenia się na 80 km biegu 🙂 wybór robił się naprawdę trudny.

Po długich dylematach, czytaniu testów, opisów na forum-ach finalnie padło na wypróbowanie nieznanej dla mnie marki Salomon (nieznanej oczywiście w znaczeniu używaniach wcześniej ich butów :)).
Nie był to wybór tylko teoretyczny. Salomony skusiły mnie bardzo przyjemnych uczuciem dopasowania do nogi (mierzyłem w sklepie model X-Tour i nie powiem spodobały mi się).

Skoro miałem już markę wypadało pomęczyć się nad modelem. Pierwotnie chciałem wspomniane X-Toury ale zastanawiałem się również nad XR Mission (jako bardziej terenowym butem). X-Tour bowiem to taki kompromis na asfalt i teren. Finalnie uznałem jednak, że szkoda wybierać półśrodków (na lekkie biegi mam przecież Kalenji) i kupiłem całkiem inny but Salomona – „klasykę” Speedcross.

salomon1

But znany większości osób interesujących się biegami w terenie. Bezpieczny bo większość recenzentów raczej go chwali. Samo to powoduje, że warto spróbować.

Swój zakup dokonałem przez portal aukcyjny na „A” i polecam uważać. Podróbek jest tam wystawione mnóstwo. I to w cenach tak śmiesznych, że nie wiem kto może sądzić, że kupuje oryginalnego Salomona za 60 zł jak i droższych, gdzie ciężej odróżnić kopię od oryginału. Znawcy piszą by uważać na kraj producenta (Chiny są ok a Tajwan to podróba) ale na pewno warto sprawdzić sprzedawcę od którego się kupuje. Czy to większy sklep, jakie ma komentarze itp. oczywiste prawdy 🙂

Speedcrossy jako uznany model są butem stosunkowo drogim ale i tak można znaleźć promocje. Mało chodliwe rozmiary, kolory kosztują sporo mniej i tu warto szukać swojej szansy. Ja wybrałem kolor jak w tytule, który od czarnych był tańszy (u tego samego sprzedawcy) chyba z 60 zł. A miał jeszcze buciki z odcieniem pomarańczu chyba z kolejne 10 zł tańsze. W sumie dziwne bo mi oba się podobały 🙂 no ale o gustach się nie dyskutuje.

salomon2

Buty przybyły w oryginalnym pudełku. Wyprodukowano je tam gdzie trzeba :), papiery, faktury były więc pozostało zabrać się za testy. Ponieważ o wszystkich zastosowanych w nich systemach można poczytać na stronie Salomona nie będę się tu wygłupiał i je wymieniał. Postaram się oddać po prostu swoje wrażenia z ich posiadania i używania.

Pierwsze wrażenie wizualne jest jak najbardziej ok. Dobrze wykonane, żadnej fuszerki, niedoróbek nie widziałem. But widać, że trailowy, sztywniejszy w koniecznych miejscach, cięższy od asfaltówek (rozmiar 45 1/3 waży 337 gram).

Założyłem i …troszkę miałem dylemat. Przód buta wydawał mi się dość mocno opinać stopę. Wrażenie lekkiego nacisku z boku na palce było i zacząłem myśleć czy nie należało jednak kupić jeszcze większych).

Tutaj mała dygresja. Salomon na swojej stronie bardzo czytelnie opisuje rozmiary butów (i rzeczywistą długość stopy do nich dopasowaną). Jest nawet informacja jak dobrze zmierzyć swoją nogę by nie było później rozczarowania. Bardzo mi się to podobało, dobre rozwiązanie i plus dla producenta. Nawet nie mierząc buta w realnym sklepie mamy możliwość kupić pasujący nam rozmiar.

Mimo chwilowego zwątpienia postanowiłem jednak spróbować w nich pobiegać. I nie żałuję 🙂

salomon3

Buty dobrze dopasowują się do stopy. Sznurówki (elastyczne z systemem zaciskowym) szybko i stabilnie dociągają bucik do naszej nóżki. Wystający nadmiar sznurka chowa się do kieszonki w języku i nic nam się nie majta, nie ma możliwości zaplątać się we własne sznurówki.

Speedcross to typowa terenówka i nie poleca się tłuczenia ich na asfalcie. Dziwnie zresztą się na początku w nich po asfalcie chodzi (bo wystające kolce utrzymują nas trochę w górze). Coś jak piłkarskie korki.

W terenie za to pokazują swoje plusy. Biegnie się wygodnie mając kontrolę nad podłożem. Pobiegałem po trawie, ornym polu, piaskach, czy bardziej ubitych kamienistych drogach i wszędzie leciało się dobrze. Podobno swoje najlepsze strony Salomon pokazuje jeszcze na błocie ale jak na narazie nie miałem możliwości tego wytestować.
Oprócz typowych wiejskich terenów leśno-polnych wziąłem je też na kamienie (Ślęża). W większości trasy było ok, na mokrych, dużych kamieniach jednak raz czy dwa się slizgnąłem ale myśle, że tu praktycznie żaden but by nie gwarantował 100% trzymania.

Jak do tej pory maksymalne trasy jakie w nich przebiegłem to po około 13 km i nic mnie nie obtarło, obgniotło. Myślę, iż dłuższe dystanse również pójdą w nich komfortowe, no ale to wypróbuję dopiero po wyleczeniu kontuzji 🙂

Po przebiegu ponad 30 km buty oprócz tego,  że przybrudzone nie wykazują żadnych śladów „awarii”. Nic nie odpadło, pękło, wytarło się. Oczywiście taki dystans to raczej żaden (liczę, że posłużą mi dużo dłużej) ale nieraz i to wystarczy by się popsuć 🙂

Podsumowując – jestem na tak. Warto spróbować Salomona. Myślę, że nie tylko ten model wart jest „obiegania” i każdy znajdzie w ich ofercie coś dla siebie.

XXII Bieg na Ślężę – 23/05/2015

23/05/2015 – XXII Bieg na Ślężę

Dystans: 5,18 km
Czas: 00:46:11
Średnie tempo: 8:55 min/km
Średnie tętno: –

Sprzęt: SpoQ SQ100. Buty – Salomon Speedcross 3

Bieg będący kresem moich planów na ten rok…
Na Ślężę już parę razy w życiu miałem okazję się wyspinać, niemniej zawsze były to rodzinno/towarzyskie wejścia. Tym razem miało być inaczej – bo biegiem 🙂

Do Sobótki przyjechaliśmy z żoną jakąś godzinę przed startem. Stadion, biuro startowe udało nam się znaleźć bez żadnego problemu. Ludzi, samochodów dużo ale i miejsce miejsce parkingowe udało się znaleźć i w biurze w miarę poszło (trochę spietrzenie ludzi było do mojej strefy numerowej co spowodowało kolejkę a przy innych stanowiskach pustki no ale w sumie to niczyja wina).
Przebrałem się, ustaliliśmy z żoną, że ona pójdzie w górę i może fotki porobi na szczycie a ja poczekam na start i będę biegł. Średnio to wyszło bo dogoniłem ją pod Wieżycą i w sumie ona dalej już nie szła 🙂

sleza1
We właściwym biegu pierwsze wystartowały kobiety a 10 min później mężczyźni. Stanąłem raczej w 2/3 stawki i muszę stwierdzić, że było to złe posunięcie. Wąskie szlaki i dużo biegnących spowodowały, że bardzo ciężko było kogoś wyprzedzić. Wiadomo pod górkę trudno rwać ostrym tempem i chcąc nie chcąc jak tylko tłum przechodził do marszu musiałem iść i ja.
Nie mówię, że mocy miałem nie wiadomo ile ale jednak czułem, że w paru miejscach to spokojnie mogłem biec. Gdzie się dało to próbowałem boczkami się pchać i kolejnych delikwentów omijać.
Kawałem za Wieżycą zrobiło się szerzej i lekko z górki (czy po prostej) i tu zachciało mi się zaatakować. Ruszyłem troszkę ostrzej i sam nie wiem jak ale lewa noga uciekła mi gdzieś na kamieniach. Poczułem prawie trzask ale się naprostowałem i leciałem cały czas w górę. Wiedziałem, ze bedą kłopoty… ale nie sądziłem, że aż takie.
Do mety udało mi się dobiec praktycznie w tempie wszystkich (idąco-biegnących bo już nie leciałem tam gdzie inni szli). Na szczycie chwilę pogadałem z ekipą ze swojego klubu i ruszyłem spacerkiem w dół.
Stresik miałem bo okazało się szybko, że szlak którym schodzę okazał się innym niż ten którym biegłem pod górę i nie wiedziałem czy spotkam się z żoną. Ona miała klucze do auta, telefon mój w aucie wiec jakby czekała mnie kolejna wycieczka na górę by jej szukać byłbym niezbyt szczęśliwy. Na szczęście wykazała się roztropnością i sama wróciła do samochodu.

sleza2

Cóź. O ile póki łaziłem, biegłem to szedłem prawie normalnie to z każdą kolejną godzinką było coraz gorzej. Noga zaczynała mi puchnąć, boleć przy stanięciu u wieczorem już ładnie 🙁 kuśtykałem. Lekarzy w sumie się boję i niechętnie z ich usług korzystam ale dzisiaj rano uznałem, że jakby na skręcenie kostki to trochę za mocno mi noga przeszkadza i pora się jednak skonsultować z medykami. Z prześwietleniu na pogotowie wyszło, że zwichnąłem, skręciłem i naderwałem stawy i wiązadła stawu skokowego i poziomu stopy. Kazali jeszcze zgłosić się po opis zdjęcia za parę dni i z nim uderzać do ortopedy bo lekarz mówił, że jedno co mi tam nawaliło to z reguły odbywa się przy złamaniu ale u mnie złamania raczej nie widać. No chyba, że drugi specjalista powie co innego.
Tak to niestety marzenia o starcie w Biegu Rzeźnika poszły w siną dal. Co gorsze jak kontuzja długo będzie się ciągnąc to i dużo kolejnych startów jakie miałem ochotę odbyć przepadnie. Szkoda. Mam tylko nadzieję, że czasu przerwy nie przemarnuję, zbędnych kilogramów nie nałapię i powrót do biegów nie bedzie męką.

W tytule kronikarskim – czas na mecie 46:28, miejsce open – 351, M40 – 70

TRENING (TYDZIEŃ 19) – 07+09+10/05/2015

trening

Tydzień 19 – 07/05/2015

Dystans: 11,13 km
Czas: 01:03:01
Średnie tempo: 5:40 min/km
Średnie tętno: –

Sprzęt: SpoQ SQ100. Buty – Nike LunarSwift +4

„Codzienny” trening w trakcie tygodnia. Całkiem udany bieg, tempo nie najgorsze. Bieg ten miał być wprawdzie dzień wcześniej – w środę ale jak to w życiu bywa plany ulegają zmianą 🙂

Tydzień 19 – 09/05/2015

Dystans: 33,26 km
Czas: 04:19:40
Średnie tempo: 7:48 min/km
Średnie tętno: –

Sprzęt: SpoQ SQ100. Buty – Crivit 2015

Z tego tygodnia ten bieg należy uznać za najciekawszy. Miał on być ostatnim (i w sumie jedynym 🙂 długim treningiem górskim przed Rzeźnikiem). Dodatkowo chciałem w nim dokonać testu wyposażenia, które planuję zabrać – ubranie, kijki.
Ogólne założenia zostały spełnione a bardziej szczegółowo to:
Plany co do dystansu miałem bardzo ambitne, przy czym chciałem jak najwięcej biec po terenie górskim. Dobrze mi szło aż do około 8 km przed końcem dystansu, kiedy to trafiwszy na koniec lasu i rozstajne drogi w 3 strony wybrałem nie tą co trzeba. Szlak o tym kolorze co trzeba się za chwilę znalazł ale niestety nie w tą stronę co trzeba i trafiłem na asfalty. Nie chciałem już kombinować i poleciałem ulicą. Trochę mnie to zgubienie drogi zdołowało. Po asfalcie już mi się wracać nie chciało i zamówiłem transport powrotny jakieś 7 km krócej niż chciałem ubiec w całości.
Sam bieg (w tym treningu) robiłem na zasadzie biegu po prostej i z górki. Pod góry szedłem korzystając z kijków. Forma mi niestety od maratonu specjalnie nie wzrosła. 20 km ok, później zaczyna się podchodzenie. Miejmy nadzieję, że przynajmniej sił starczy na przejście tych 80 km 🙂
Lepiej niż nawigowanie udały mi się za to testy sprzętu, który zabrałem. Kupiona niedawno w Aldi kurteczka biegowa (coś a la wiatrówka, bardzo lekka) i kijki jakie mam są ok i najpewniej zabiorę je na Rzeźnika. Reszta ciuchów też dała radę – legginsy, koszulka. Biegłem też pierwszy raz z plecaczkiem na wodę – Quechua MT5. Nie przeszkadza, da się do niego przyzwyczaić.
Postaram się na dniach napisać co o tych rzeczach na blogu.

Tydzień 19 – 10/05/2015

Dystans: 6,37 km
Czas: 00:50:58
Średnie tempo: 8:00 min/km
Średnie tętno: –

Sprzęt: SpoQ SQ100. Buty – Crivit 2015

Nietypowo jak na mnie (po długim wybieganiu) w niedzielę udałem się na lekki trucht z żonką. Jak widać po tempie i dystansie był to bardzo delikatny trening. Ja dałem radę, ona trochę się zmęczyła. W każdym razie stara się, coś tam w miarę regularnie wyłazi z domu i to jej należy zaliczyć na duży plus (dałem jej swojego Garmina FR10 więc swoje dokonanie kilometrowe może rejestrować teraz i ona).

Podsumowując. Kolejny biegowy tydzień za mną. Pod względem treningowym udany, pod względem ogólnym trochę gorzej. Gorzej bo mojemu partnerowi na Rzeźnika zachciało się pokonać 100 z hakiem (taki bieg w okolicach Opola) i rozwalił nogę. Raczej marne szanse ma na powrót do formy ale to okażę się w sobotę. Będzie trzeba pomyśleć co robić…