Tydzień przedmaratoński nr.38

Nie jest źle. Rygor treningowy udaje się utrzymać bez większych problemów. Droga do maratonu jest jeszcze długa i wyboista ale światełko nadziei jest 🙂

W poprzednim tygodniu zmierzyłem się z poniższymi wyzwaniami:

Poniedziałek 15/09
Wolne. Pogoda nie była najlepsza a i odpocząć czasem warto więc robiłem nic. No może poza krótką sesją ćwiczeniową w domu.

Wtorek 16/09
Bieg. Dystans: 18,11 km. Czas: 01:55:56. Średnie tempo: 06:24 min/km. Przewyższenia: +116/-106 m
Trening Galloway-em. Włączyło mi się trochę szybsze tempo biegania. Dobrze to szło, lekko i bez większych kryzysów (poza spiętymi mięśniami po 14 km) więc pozwoliłem sobie na odrobinę szaleństwa i się nie hamowałem. Zaowocowało to na końcu lepszym tempem całości – 06:24 zamiast tych 06:30. Niby fajnie ale zastanawiam się czy entuzjazm nie jest przedwczesny. Może lepiej jednak biec wolniej? Głupio by było odpaść na maratońskiej ścianie podczas planowanego Galloway-a 🙂

Środa 17/09
Rower. Dystans: 13,55 km. Czas: 00:43:38. Średnia prędkość: 18,63 km/godz. Przewyższenia: +37/-37 m
Lekki rower na rozruszanie nóg. W domu pomachałem parę minut ciężarkami ot tak by uspokoić sumienie.

Czwartek 18/09
Bieg. Dystans: 12,06 km. Czas: 01:18:54. Średnie tempo: 06:32 min/km. Przewyższenia: +99/-83 m
Ciężko coś odkrywczego o tym biegu napisać. Był. Problemów nie było.

Piątek 19/09
Wolne

Sobota 20/09
Bieg. Dystans: 5,32 km. Czas: 00:34:30. Średnie tempo: 06:29 min/km. Przewyższenia: +119/-102 m
Rower. Dystans: 49,32 km. Czas: 03:35:41. Średnia prędkość: 13,72 km/godz. Przewyższenia: +634/-616 m
Spacer: Dystans: 1,71 km. Czas: 00:29:44. Przewyższenia: +88/-94 m

Bardzo aktywny dzień. Na jego końcu czułem już spore zmęczenie. Duża w tym zasługa aktywności ale i słoneczny dzień swoje pewnie dołożył. Jednak ostatnie dni były chłodne i deszczowe. Człowiek się odzwyczaił.

Rozpocząłem od rannego biegania na swoich górskich 5 km 🙂 2,5 w górę, 2,5 w dół. Biegło mi się całkiem dobrze ale po treningu należało krótki odpoczynek dokonać.

Rowerowo, w sobotę chcieliśmy zrobić nową trasę, która powstała w okolicy Nowej Rudy. Trasa MTB, fioletowa – 7 wzgórz. Z GPS wychodzi, że ma około 52 km i jest dość wymagająca. Rekompensować miały to piękne widoki.
Dałem się przekonać Żonie, że pojedziemy odwrotnie niż w oficjalnym objeździe. Albo był to błąd albo ta trasa jest jednak cała hardcorowa ale nie dało rady. Praktycznie cały czas na pierwszych kilometrach mieliśmy pod górę! Jak już zaczęło się podchodzenie to daliśmy spokój. Na przełęczy Woliborskiej, po około 15 km zmęczeni, wkurzeni skręciliśmy na asfalt i przyjemnie zjechaliśmy w dół. Żeby kilometry się zgadzały dobiliśmy trochę na „nizinach”. Wypruty byłem totalnie po tej wycieczce.

Dzień zamknąłem małym spacerkiem po okolicznych łąkach w poszukiwaniu kani. Teściowa jako ekspert od nich, przyrządziła je i tym sposobem wjechały pierwsze w tym roku grzybki. Żyję, znaczy chyba mnie trochę lubi 🙂

Niedziela 21/09
Rower. Dystans: 54,88 km. Czas: 03:06:28. Średnia prędkość: 17,66 km/godz. Przewyższenia: +374/-368 m
Bieg. Dystans: 10,03 km. Czas: 01:04:57. Średnie tempo: 06:28 min/km. Przewyższenia: +216/-209 m

Niedzielny rower to już bezpieczna trasa na pograniczu Polsko-Czeskim. Fajna rundka przez Tłumaczów, okolice Broumova i z powrotem przez Radków. I widoki były, i dobry asfalt. Tak to można jeździć 🙂 Mimo ponad 50 km w nogach czułem się dużo lepiej niż dzień wcześniej.

Po rowerach wszedł obiad, odpoczynek. Bałem się trochę, że bieganie będzie marne ale o dziwo nie było źle. Zacząłem wolno i spokojnym tempem wytrzymałem zakładane 10 km.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.