Kółeczka po Oleśnicy. Pierwsze dłuższe (5 km). Dobrze mi szło ale uznałem, że drugie skrócę by nie zaczynać tak z „grubej rury”. No i wyszło około 9 km 🙂
Tym razem ubiegłem więcej niż ostatnio. Dobrze poszło, mam tylko wrażenie, że tempo zbyt duże jak na pierwsze treningi po obijańsku 🙂 Niemniej skoro dałem radę to ok.
Ten trening miał mieć też około 10 km. Niestety słabo rozplanowałem dzień i na sam koniec udało mi się zrobić tylko 5 km. Szkoda trochę ale cóż – pretensje można mieć tylko do siebie.
Tym razem 10 km udało się zrobić. Trochę bez szału szło, nogi miałem ciężkie. W końcówce dodatkowo trafiłem na solidny wiatr w twarz i zacinający śnieg. Żadna przyjemność 🙂
Minione 3 tygodnie można podsumować krótkim – słabo. Kiedy już przez moment zaczynałem się ogarniać wystąpiły okoliczności przeszkadzające – a to czynności poza biegowe, a to kontuzja.
Niewiele ciekawego dokonałem w tym okresie więc szkoda się tu rozpisywać. Dla swojej pamięci wpiszę tylko krótkie info o dystansie i myślę, że w końcu ruszę już normalnym tokiem. Odpukać dolegliwości minęły, a i opłaciłem parę ciekawych biegów = pora biegać 🙂
Dystanse słabe. Miałem dołożyć dłuższy bieg w sobotę ale działania przy samochodzie zajęły mi dłużej niż myślałem. Późno się zrobiło i ani sił ani chęci nie było.
Zupełnie jak u starych ludzi… w środę rano dokonałem leciutki skłon nad kanapą i jak mnie trachnęło w dole pleców 🙁 Skojarzyło mi się, z wypadniętym dyskiem ale czy to to? Nie wiem. Może coś tylko naciągnąłem, podrażniłem jakiś nerw. W każdym razie zginać się po tym niby mogłem ale czułem się sztywny i obolały. Dzień później, po południu spróbowałem uderzyć na biegi. Źle się jednak leciało, po 3 km dałem spokój i zacząłem odpoczynek.
Tydzień 16 (2 treningi)
13/04 – 3,20 km, 18:34 min, 5:48 min/km, Oleśnica
15/04 – 11,41 km. 1:09:27, 06:05 min/km, tereny pod Oleśnicą
7 dni rekonwalescencji i spróbowałem znów pobiegać. Czwartek – delikatnie, krótko. Uff. jest ok, nic nie rwie, nie boli.
W sobotę wymyśliłem, że pobiegam z Żoną po leśnych terenach pod Oleśnicą. Ja biegłem, ona jechała rowerem. Miało być około 7-8 km ale po 6 zaczęła narzekać, że słaba droga (fakt, dużo przeszkód błota, gałęzi, zaoranych odcinków) i żebyśmy wrócili asfaltem. Niestety 🙂 asfaltem było sporo dalej i chcąc, nie chcąc te 11 km ubiegłem. Także ten bieg bez negatywnych doznać – oby był to dobry znak.
Tym razem zamiast kółkować to poleciałem po prostej. Do miejscowości moich rodziców, by stamtąd leniwie wrócić do domu samochodem 🙂
Nie najgorzej, no może poza faktem, że strasznie spięte (sztywne) miałem mięśnie na pierwszych dwóch kilometrach. Niby się rozciągałem ale jednak coś słabo. Za dużo chyba siedzenia w ciągu dnia.
Szczęśliwie nic mi nie nawaliło, później nogi się rozruszały.
Słabym ogniwem tygodniowego biegania okazała się właśnie sobota. Nie z mojej winy w sumie 🙁 Zdecydowaliśmy się rodzinnie na pewne prace i w momencie ich końca było już na tyle późno, że dłuższy bieg nie wchodził w grę. Aby przynajmniej cokolwiek ubiec, zrobiłem krótkie 4,5 km.
Piękna pogoda w niedzielę aż zachęcała by wyjść z domu. Zebrałem graty (testuję twardo softflaski i kamizelkę) i ruszyłem na troszkę dłuższą trasę. Biegło mi się dobrze. Tempo wyszło słabiutkie, ale to za sprawą tego, że często przystawałem by zrobić jakieś zdjęcie.
Kilka na zachętę do odwiedzenia Gór Sowich poniżej.
Standardowo fotka na Łyse Wzgórze.A takie widoczki czekają na nas z jego szczytu 🙂W stronę Sokolca. Tam gdzieś daleko Wielka Sowa.
Kurcze… co by nie wymyślać dalej jestem z treningiem w czarnej d…
A to pogoda zła, a to dłużej w robocie, a to coś załatwiałem po. Z raz czy dwa mi się wyjść nie chciało bo serial ciekawy był w TV. Porażka 🙁
Cóż, więcej nie ma się co usprawiedliwiać. Pora wziąć się za robotę. Ponieważ zaczyna się zawsze od poniedziałku to ja zacznę od wtorku 21/03 🙂
Kronikarskim zaś obowiązkiem 2 minione tygodnie poszły tak:
Asfalty Gór Sowich (Ludwikowice Kł. Sokolec). Pobiegłem z siostrzeńcem Żony z założeniem, że zrobimy spokojnym tempem 12 km (bo taki trening planowałem). Przed zimą coś tam biegał i chciał zobaczyć czy jeszcze da radę. Dał. Lżejsza 12-ka (sporo z górki) weszła.
Asfalty Gór Sowich c.d. (tym razem pętelka przez Ludwikowice Kł. -Sokolec-Jugów). Odczuciowo słabiej niż w sobotę. Czułem nogi, a w końcówce biegu mocno przeszkadzał wiatr.
Ponieważ wtorkowy bieg był słaby (mało kilometrów) to w środę chciałem nadrobić. Z pracy wróciłem jednak zrąbany jak nigdy i debatowałem czy w ogóle iść. Poczucie obowiazku zwyciężyło i wyszedłem na szybszy, a krótszy trening.
Data: 18/03/2017 – City Trail (bieg 06/06) Dystans: 4,90 km Czas: 00:25:10 Średnie tempo: 5:08 min/km
Finalny bieg City Trail. Trzeba było biec by być klasyfikowanym 🙂 Tym razem frekwencja dużo gorsza niż poprzednio. W sumie nic dziwnego bo pogoda nie zachęcała. Zimno, wietrznie i padało.
Warunki pogodowe sprawiły, że na trasie królowało błoto. Nie było sensu kombinować. Niektórzy drobili, mijali, ja leciałem prosto jak czołg 🙂
Pod względem formy nic się nie zmieniło od biegu 5 więc ponownie zająłem miejsce w strefie 25 min.
1 km – 05:09
2 km – 05:02
3 km – 05:15
4 km – 05:18
5 km – 04:26
Oficjalnie zająłem 224 miejsce z czasem 25:04
Tydzień 10 to znów 3 treningi. Szybsze ale za to sporo krótsze. Na liczniku wyszło tylko 13,81 km
Bardzo powoli ale jednak zwiększam ilość treningów. Tym razem dokonałem 4 biegi na łączną długość 35, 76 km. Myślę, że tygodniu 10 uda mi się powrócić już do około standardowych ~10 km biegów (podczas treningu).
Trening w Oleśnicy. Zacząłem spokojnie i z każdym kilometrem przyśpieszałem. Z jednej strony fajnie, z drugiej wydaje mi się, że jeszcze nie mam na tyle formy by mocno przyśpieszyć. Na drugim okrążeniu czułem się już zmęczony.
W czwartek jednak zwyciężyło lenistwo i nie biegałem. By uspokoić sumienie poderwałem się w piątek rano i biegałem przed pracą. Jejku, jednak rano to nie bieganie. Słabo idzie 🙂
Weekend w okolicy Gór Sowich. Trasy asfaltowe. Nie ciągnęło mnie na szlaki bo bałem się błota 🙂 Sam fakt, że jest w górę i w dół wystarczy.
Sobotni bieg z gatunku lżejszych, większość trasy z lekkiej górki. Nawet jestem zadowolony, bo biegu siły na normalną egzystencję były.
Trening w Oleśnicy. Zacząłem spokojnie by zobaczyć jak biega się po „równym”. Pierwsze, większe kółko weszło dość dobrze, na drugim nogi już trochę czułem. Zdecydowałem się więc na mniejsze okrążenie i wyszło około 8 km. Dzień później mięśnie było czuć czyli braki formy są wyraźne.
Data: 23/02/2017
Dystans: 5,56 km Czas: 00:33:01 Średnie tempo: 5:56 min/km
Tłusty czwartek 🙂 Trening miał wyglądać podobnie jak ten z wtorku ale zwyciężyło lenistwo. Późno już było, zrobiłem kółko i dałem spokój. Usprawiedliwiałem się wprawdzie sam przed sobą, że przed sobotnim City Trailem nie ma sensu się żyłować ale to marne usprawiedliwienie…wstyd i tyle.
Data: 25/02/2017 – City Trail Wrocław (bieg 5/6)
Dystans: 4,90 km Czas: 00:25:09 Średnie tempo: 5:08 min/km
W porównaniu do poprzednich – słabo. Ale na ten moment to max jaki z siebie mogłem wykrzesać. Teraz pora solidnie trenować by ostatni bieg wyszedł tak jak powinien. Dokładniejszy opis tego i niedzielnego biegu będzie w następnym wpisie.
Data: 26/02/2017 – Bieg Pamięci Żołnierzy Wyklętych (Wrocław)
Dystans: 1,86 km Czas: 00:11:43 Średnie tempo: 6:18 min/km
Bieg na dystansie symbolicznym. Ciekawy bo z moją małżonką, która po dłuższej przerwie zdecydowała się poruszać. Fajnie to poszło, wynik mało ważny, za to chęci i spędzony czas jak najbardziej na plus.
Żyje się jeszcze i nieśmiało po chorobie zacząłem znów truchtać 🙂 Ciężko… 3 tygodnie przerwy, słaba dieta (nieopatrznie wszedłem na wagę i ujrzałem +4 kg od najlepszej swojej wagi w zeszłym roku) zrobiły swoje. Nie powiem, że jestem jak początkujący ale formy kompletnie brak 🙁
Żeby nie nabroić (znów się przeziębić czy złapać jakiejś kontuzji) biegam wolniutko, spokojnie. Dystans też zacząłem budować do małego (najpierw 4 km a dopiero kolejne biegi pod 10). No zobaczymy jak to pójdzie.
Data: 18/02/2017
Dystans: 4,62 km Czas: 00:30:19 Średnie tempo: 6:33 min/km
Niesiony sobotnim sukcesem uznałem, że spróbuję lekkie 10 km. Lekkie, bo około 3 km w górę a reszta w dół.
Profil trasy w sam raz na rekonwalescenta jak ja 🙂 Dałem radę.
Odwilż daje się jednak we znaki. Na asfaltach sporo kałuż, trzeba uważać by samochody nie zafundowały prysznica. Szutrowe pobocze z miksem zmrożonego/roztopionego śniegu okazało się jednak porażką. Praktycznie jak szybko na nie wbiegłem to szybko wybiegłem. Nie warto się męczyć.
Beznadziejny tydzień. Pisałem ostatnio, że po jednym z „szybszych” biegów zacząłem czuć gardło. Trzymało mnie to ciągle i nie chciało odpuścić. Dodatkowo syn z przedszkola przywlókł jakieś przeziębienie i tak kamyczek do kamyczka … rozłożyło mnie.
Przebiegłem się jeszcze we wtorek ale w czwartek nie miałem sił. W weekend zaś choróbsko osiągnęło swoje apogeum i jak na razie pauzuję. Pewnie i w tym tygodniu niewiele potrenuję bo dopiero naszpikowałem się chemią. Zanim coś pomoże to pewnie z kilka kolejnych dni minie.
Data: 17/01/2017
Dystans: 7,88 km Czas: 00:49:30 Średnie tempo: 6:17 min/km
Teoretycznie śniegu zostało w Oleśnicy niewiele. Niestety, to co jest przybrało konsystencję zlodowaconej skały leżącej na chodniku. Niewielka przyjemność z biegania kiedy co krok trzeba uważać by nóg nie połamać. Wymęczyłem niecałe 8 km i uznałem, że starczy,
Zakończony już tydzień niestety nie poszedł tak dobrze jak planowałem. Przeszkodziła mi trochę pogoda – w czwartek na chodnikach w Oleśnicy była prawdziwa ślizgawka. Niewielki miało sens próbować biegać w takich warunkach. Dodatkowo zaczynało mnie łapać jakieś przeziębienie, więc moment by zrobić sobie wolne był podwójnie dobry 🙂
W pozostałe dni biegało się tak:
Data: 10/01/2017
Dystans: 8,09 km Czas: 00:46:01 Średnie tempo: 5:41 min/km
Spory był mróz we wtorek i nie wiem co podkusiło mnie by biec tak szybko 🙂 Nałykałem się tylko zimnego powietrza no i w czwartek chęci na biegi były mniejsze.
Data: 14/01/2017
Dystans: 12,32 km Czas: 01:25:37 Średnie tempo: 6:57 min/km
Śnieg w Górach Sowich w dalszym ciągu nie odpuszcza. Jest biało, jak było, i ciągle pada.
Po ostatnich odwilżach niestety sporo słabsze zrobiły się drogi. Nie są już tak ubite i biegnie się dużo trudniej. Z tego powodu zanotowałem sporo słabszy czas niż tydzień temu.
Data: 15/01/2017
Dystans: 1,39 km Czas: 00:21:44 Średnie tempo: 15:38 min/km
Króciutki kawałek na nartach. Słabą wybraliśmy trasę. Szybko doszliśmy do stoku narciarskiego. Zjechać z niego nie na nasze możliwości :), przedostać się na drugą stronę też wyglądało na trudne 🙂
Czułem też coś żołądek więc zawróciliśmy z Żonką do auta i powróciliśmy do domu.
Data: 15/01/2017
Dystans: 12,31 km Czas: 01:28:48 Średnie tempo: 7:13 min/km
Po narciarskich szaleństwach uznałem, że pora się jeszcze dobiegać. Ruszyłem więc na powtórkę sobotniej trasy.
W dalszym ciągu biegło się źle. Kopny śnieg spowalniał, żołądek też dokładał mi swoje i trening poszedł słabo.
Aby nie było całkowitej porażki – przynajmniej widoki były ładne 🙂
Nowy rok, nowe możliwości 🙂 Powolutku zaczynam się rozkręcać. Jak zdrowie i pogoda dopiszą to za tydzień, dwa powinno po te 50 km na tydzień wpadać.
Miniony zaś okres wyglądał tak:
Data: 03/01/2017
Dystans: 9,68 km Czas: 01:16:31 Średnie tempo: 7:55 min/km
Kolejny tydzień „urlopowy” w Górach Sowich. Z tego powodu fajnie ćwiczy się siłę biegową (na licznych podbiegach). Dodatkowo napadało tu tyle śniegu, że wszystkie trasy prowadzą po białym podłożu. Ciekawa odmiana od normalności.
Sam trening więcej niż wolny. Jednak dużo ciężej biega się w prawdziwej zimie 🙂 Podłoże spowalnia, mróz też nie zachęca by szaleć. W 2015 w zimie szalałem z „szybkościami” i rozłożyłem gardło-zatoki. Teraz staram się wolniej, jak najwięcej oddychając nosem.
Bieg szedł mi dobrze do momentu, gdy nie zachciało mi się skrócić trasy wracając lasem. O dziwo drwale odśnieżyli sobie dróżkę (taka droga niby to gruntowa z resztkami asfaltu) lecz zamiast mi to pomóc zaszkodziło. Jak mnie pociągnęło na śliskim podłożu to malowniczo wyłożyłem się na plecy obijając łokieć i głowę. Aż chwilę musiałem poleżeć oceniając straty. Szczęśliwie nic nie uszkodziłem i mogłem iść dalej. Iść, bo biec się nie dało. Co krok to nogi mi się ślizgały. No masakra…
Data: 05/01/2017
Dystans: 12,28 km Czas: 01:21:12 Średnie tempo: 6:37 min/km
Poszliśmy z Żonką na narty. I to nawet nie na trasy biegowe ale … kawałek drogę asfaltową i później szutrówką koło obwodnicy. Dobrze to świadczy ile tu jest śniegu 🙂
Data: 07/01/2017
Dystans: 12,28 km Czas: 01:23:59 Średnie tempo: 6:50 min/km
Ta sama trasa co w czwartek. Bez szaleństw, spokojnie truchcikiem. Wziąłem komórkę bo chciałem pstryknąć parę fotek. -10 jednak jej nie służyło. Po 6 fotach pokazała koniec baterii i odmówiła posługi 🙂
Terenowe buciki mogą przydać się i na asfalcieAż kusi by tam skręcić i wbiec na szczyt 🙂
Data: 08/01/2017
Dystans: 4,19 km Czas: 00:52:14 Średnie tempo: 12:28 min/km
Podano w lokalnych gazetach, że mają już być gotowe trasy narciarskie. Skoro tak, to pozostało to sprawdzić. Pojechaliśmy na Przełęcz Jugowską.
Trasy i owszem, wyszykowane. Dużo narciarzy i spacerowiczów. Jechało się jednak średnio. Ślad ktoś poprowadził nijako, mocno też był zdeptany. Nie szło się najlepiej. Co gorsze z górki jakoś też narty mega nie niosły. Mocno trzeba było pracować kijkami.
Data: 08/01/2017
Dystans: 9,32 km Czas: 01:03:09 Średnie tempo: 6:46 min/km
Po nartach było mi jednak mało i mimo dużego mrozu + ciemności postanowiłem jeszcze pobiegać. Wybrałem sobie trochę inną trasę i te około 10 km dobiłem.
Dobry tydzień. Dużo sportu – 43,56 km ubieganych + 9,23 na nartach.