Archiwum kategorii: Roznosci

Na starych śmieciach :)

Przy okazji dzisiejszego City Trail naszło mnie na małe wspominki.

Rodowity jestem Wrocławianin i ponad 30 lat mieszkałem w okolicy dzisiejszego biegu (Osiedle Różanka). Droga do Lasku Osobowickiego prowadzi wzdłuż wałów Odry i na tych własnie wałach pierwszy raz biegałem/trenowałem (na studiach podnosząc formę do zajęć joggingu).
To były czasy, łza się w oku kręci 🙂 Na trasie nie spotykało się żadnych biegaczy a jeśli już było to te same parę osób, które z czasem poznawało się już wizualnie.

Nie to co teraz. Biegaczy tłum, wały „ucywilizowane” bo wyrównane, położone chodniki. Zawsze jakoś to co było kiedyś jawi się jako lepsze 🙂

Ciekawiło mnie strasznie jakie to ja dystanse wtedy pokonywałem (no bo przecież około 1998-2000 roku nie było gps, pulsometrów itp) i obserwując licznik kilometrów w samochodzie wyszło mi, że robiłem zawrotne 5 km. Wow, szacun 🙂

Szczęśliwi biegają ultra – krótka recenzja

Test_sprzetu

Szczęśliwi biegają ultra – krótka recenzja

„Szczęśliwi Biegają Ultra” M. Ostrowska-Dołęgowska, K. Dołęgowski

szczesliwi-biegaja-ultra1

Ciężko jest być odkrywcą nowego 🙂 Internetowi bloggerzy z reguły opisują to samo, tyle, że jedni trochę szybciej a inni trochę później. Cóź, nie będę się wyłamywał (no bo skoro i ja kupiłem tą książkę) i skrobnę coś na jej temat.

Nie jestem przesadnym pasjonatem książek o bieganiu. W swojej kolekcji mam tylko jeszcze jedną pozycję (Gallowaya o marszobiegu) jednak skuszony pozytywnymi recenzjami Szczęśliwych… jak i tematyką, która mnie kręci (biegi ultra) skusiłem się na zakup.

Nie da się ukryć, że książkę czyta się bardzo dobrze. Pochłonąłem ją szybciutko, z żalem robiąc przerwy na inne życiowe czynności 🙂
Ciężko w sumie wskazać powód tej „dobroci” bo książka jest troszkę o wszystkim i niczym 🙂 Pokazuje ona życiową drogę biegową Dołęgowskich, rozwój ich pasji i stopniowe przechodzenie od amatorów do zawodowstwa :). Są tu opisy ich biegów (jak i ich przyjaciół), anegdoty. Trochę o treningu, diecie.
Nie ma wskazania jedynej słusznej drogi biegacza ale sugestie, które mogą być pomocne początkującym.
Autorzy opisując swoje biegowe życie wspominają nie tylko o pozytywach biegów ultra. Mówią wprost, że często boli, sporo się traci (pod wszystkimi względami). Ogólny przekaz jest jednak pozytywny i tak też należy odbierać długie biegi 🙂

Odnośnie minusów. Hmm… w sumie wielkich nie ma. Mnie troszkę nuźyły fragmenty o zawodach przygodowych (adventure racing), którym autorzy poświęcili sporo miejsca. Trzeba uczciwie powiedzieć również, że amatorzy liczący na podaną tu solidnie wiedzę co jeść, jak biegać, ile trenować nie będą usatysfakcjonowani. Tego w tej pozycji nie ma. Przydatne rady są dość ogólnikowe i w dobie internetu wszystko to (dokładniej rozpisane) można znaleźć na forumach czy innych serwisach o bieganiu.

Podsumowując – pozycja ta to zgrabny miks tematów powodujący, że czyta się ją łatwo i przyjemnie. Skierowałbym ją raczej do biegaczy jeszcze nieprzekonanych do biegów górskich, ultra – tu z pierwszej ręki dowiedzą się co to jest i jak smakuje.
A jak już się przekonają to detale (treningi, diety, sprzęt) wyszukają gdzie indziej.

Książkę wydało wydawnictwo Galaktyka w 2015r. Ma ona 309 stron (+reklamy itd) i okładkowo kosztuje 39,90.

Na drewnianych nóżkach :)

Nie zawsze robi się to co mądre ale czasem już inaczej nie można 🙂

Nogę (staw skokowy dokładniej) swoją ciągle jeszcze czuję. Kiedy chodzę jest ok ale przy próbie pokręcenia nią wkoło widać, że do sprawności jeszcze kawałek. Czasem coś ukłuje, czasem efektownie strzeli.

Ile jednak można siedzieć w domu i jeść… nie wytrzymałem we wtorek i musiałem iść pobiegać.

trening

Dystans: 2,29 km
Czas: 00:14:35
Średnie tempo: 6:21 min/km
Średnie tętno: –

Sprzęt: SpoQ SQ100. Buty – Nike Lunaswift +4

Rozumu resztki mi jeszcze jednak pozostały i miało być bardzo ostrożnie i bardzo spokojnie.
Przygotowałem się, założyłem opaskę uciskową, mocniej amortyzowane buty i ruszyłem na wolniutki truchcik.

Wolno, delikatnie i poszło. Noga sama z siebie nie bolała ale jednak dziwne uczucie biec po dłuższej przerwie.
Starałem się pokonywać trasę bez szaleństw ale i przy możliwie naturalnym ruchu stopą. Na basenie bowiem, czując bolesny opór wody, ograniczam ruch i spinam mięśnie by temu przeciwdziałać. Tu (w biegu) miało być naturalnie bez żadnej dziwnej techniki.

Udało się moje mniejsze kółko po Oleśnicy zrobić bez żadnych złych przygód. Głowa chciała oczywiście więcej ale opanowałem to i uznałem, że na początek wystarczy. Po co ryzykować uszkodzenie, nie do końca zdrowej kończyny.

Dzień później czyli w środę rano wybrałem się na basen. Trochę pływania, trochę jaccuzzi i jest dobrze.

Tylko te nóżki takie trochę drewniane, mimo, że dystans i wysiłek niewielki ….

Ścieżka biegowej kariery

Jak człowiek ma za dużo czasu to bierze go na myślenie. Ja czasu mam niestety za dużo (bo trenować nie mogę) i niestety doświadczam biegowego doła 🙁

Siedząc sobie i łapiąc zbędne kilogramy :/ zastanawiam się czy nie mam trochę złego podejścia do swojego biegania. Jakoś tak źle się do tego swojego biegania zabieram.

Running 🙂 daje mi niesamowicie dużo przyjemności. Pozytywna energia po treningu, wyścigu nakręca a sam wysiłek (uczucie zmęczenia po) pozwala rozładować negatywne emocje jakich wiele doświadcza się w ciągu dnia. Oczywiście dużym plusem aktywności jest również dużo lepsza „linia”, większa ogólna sprawność, odporność na choroby itp.

Dla samego tego powyższego warto biegać. Co każdemu polecam. Z czasem jednak, rozwijając swoją kondycję zaczyna się apetyt na więcej i więcej. Szybciej (goni się za minutami), więcej (półmaraton, maraton, ultra), trudniej  (biegi górskie). Człowiek (a zwłaszcza mężczyzna) rywalizację ma w genach nic więc dziwnego. Dodatkowo „sukces” (np. jakieś zwycięstwo), podziw znajomych nakręca i każe dalej łamać ograniczenia.

Do walki zagrzewają też różnego rodzaju wspomagacze (rywalizacje na Endomondo, możliwość pochwalenia się swoimi treningami na FB). Nie wiecie np. jak mi szkoda wypracowanego w Oleśnickim ranking miejsca w pierwszej 10 Teraz przez przymusową przerwę spadnę pewnie nie wiadomo jak nisko 🙂 🙂

Hmm… i tu zaczynają się moje wątpliwości. Czy napewno warto. Jeszcze jakby ten rzeczywisty sukces wystąpił. A u mnie… cóż. Ogonów może nie gonię ale miejsca zawsze mam w drugiej połowie stawki. Maraton a i owszem zaliczyłem ale niestety 25 km biegiem a resztę marszem przeplatanym biegowymi zrywami. I tak już 3 razy co świadczy, że albo się nie nadaję do tego albo źle trenuję.

Trochę też wydaje mi się, że czując swoje ograniczenia zaczynam podążać ścieżką jaką wybrało już wielu innych. Nie ma szans na pudło to trzeba spróbować ultra (bo dystans dłuższy, konkurencja mniejsza). Jak nie to zaś to – triathlon. Bo i to trudno pokonać a ładnie brzmi w późniejszych przechwałkowych rozmowach.

No i nie wiem. Zastanawiam się czy jednak nie dać spokoju z pogonią za cieniem i wrócić do jakiejś sensownej, akceptowalnej dawki biegu. Bez skupiania się na punktach, miejscach, dystansach. Po prostu biegać dla siebie, dla zdrowia.

Z drugiej strony nie powiem, że Bieg Graniami Tatr nie brzmi dobrze 🙂 Machnie się Rzeźnika, później jakąś setkę po górach by zmierzyć później z tym finalnym wyzwaniem. Tylko żeby było finalne a nie wstępem do jeszcze czegoś …

Przymusowa przerwa :(

Po niemiłej przygodzie jaka spotkała mnie na Ślęży niestety jeszcze jakiś czas będę wyłączony z treningów.  Noga dalej spuchnięta i pobolewa przy zgięciu czy gwałtowniejszym ruchu. Pozostaje więc kuśtykać i modlić się by szybko przeszło.

Wiadomo, że nikt celowo kontuzji nie planuje ale zły jestem na siebie niemiłosiernie. Będąc w szczytowym momencie formy (jak na mnie żeby nie było :)) zlecę na sam dół. Nie mówiąc o wtopionych pieniądzach za Rzeźnika i kto wie czy nie inne biegi jak wolno będzie szła regeneracja 🙁

No ale cóż… życie. Żeby nie było, że tylko dołujące newsy – Dzisiaj byłem w szpitalu i odebrałem opis zdjęcia. Lakonicznie stwierdzono, że „części kostne zmian urazowych nie wykazują”. Znaczy nic sobie raczej nie złamałem 🙂

Witam wszystkich :)

Do tej pory trochę blogowałem na forum Bieganie.pl ale myślę, że własna strona da trochę więcej możliwości umieszczania opisów, zdjęć i innych biegowych ciekawostek.

Jeśli ktoś ma ochotę zapoznać się z historią moich „sportowych” zmagań zapraszam do przeczytania tematów:

ROK 2013/2014
http://www.bieganie.pl/forum/viewtopic.php?f=27&t=38343

ROK 2014/2015
http://www.bieganie.pl/forum/viewtopic.php?f=27&t=44991&start=0

Nowe wpisy, testy sprzętu który posiadam (i uważam, że może być ciekawy) zacznę umieszczać po świętach. Te parę dni myślę, że zajmie mi jeszcze rozgryzienie możliwości WordPressa, personalizacja strony itp. początkowe aktywności.